Strony

środa, 27 lutego 2019

85 rocznica śmierci Prałata Umberto Benigni-ego.

80 lat temu [85 - przyp. Red. Tenete Traditiones], 27 lutego 1934 roku zmarł w Rzymie, w wieku 71 lat, ks. Umberto Benigni, duchowny katolicki i historyk Kościoła; od 1893 roku redaktor dziennika „L’Eco d’Italia”, a od 1901 – „La Voce della Verità”; w 1902 roku rozpoczął pracę w Kurii Rzymskiej, będąc od 1906 podsekretarzem w Kongregacji ds. Nadzwyczajnych i tytularnym prałatem Domu Jego Świątobliwości oraz bliskim współpracownikiem sekretarza stanu Rafaela kard. Merry del Val; w 1907 roku zainicjował wydawanie codziennego biuletynu informacyjnego „La Corrispondenza di Roma” (od 1909 w języku francuskim pt. „La Correspondance de Rome”, a w 1913-14 „Cahiers de Rome”); równolegle, w 1909 roku zorganizował (niemające formalnego statusu kanonicznego, lecz z polecenia i z poparciem papieża św. Piusa X) „integrystyczne” stowarzyszenie pn. Sodalitium Pianum – zwane też potocznie „La Sapinière” [„Las Jodłowy”] – którego celem było zwalczanie ukrytego bądź jawnego modernizmu wewnątrz Kościoła, zgodnie z ustaleniami encykliki „Pascendi Dominici gregis”, opartego zaś o sieć kościelnych współpracowników i informatorów w całej Europie, wspieranego też przez Kongregację Konsystorialną i jej prefekta, Gaetano kard. De Lai, lecz rozwiązanego przez papieża Benedykta XV w 1921 roku z powodu „zmiany okoliczności”; „Sapiniera” i jej twórca przeszli do „czarnej legendy” modernistów, jako „tajna policja kościelna” z „ery stalinowskiej Watykanu”. 

prof. Jacek Bartyzel

wtorek, 26 lutego 2019

X. Rama P. Coomaraswamy. Reflexiones.

Niedawno minął rok od pierwszej (po zbójeckim soborze) Pielgrzymki Rzymskich Katolików integralnych z Polski do Rzymu (relacja dostępna tutaj). Pragniemy przy tej okazji przypomnieć refleksje z wizyty w Wiecznym Mieście wybitnego naukowca, autora i publicysty - x. Ramy Coomaraswamy (z 2003 r.)


Kilka refleksji z mojej ostatniej wizyty w Rzymie na temat Novus Ordo Missae oraz posłuszeństwa Janowi Pawłowi II

KS. RAMA P. COOMARASWAMY

––––––––

"Redempti ab ipso adorabunt Deum verum ex ipsius ritu, doctrina, et institutione, usque ad mundi consummationem".
"Odkupieni przez Jezusa Chrystusa będą wielbić prawdziwego Boga stosownie do ustanowionego przez Chrystusa rytu, nauczania i zarządzeń, aż do skończenia świata".

Św. Robert kard. Bellarmin (1)

––––––

   Podczas ostatniej wizyty w Rzymie, miałem wątpliwą przyjemność wysłuchania (choć tylko jako bierny obserwator) Novus Ordo Missae odprawionego z wielkim nabożeństwem zarówno po angielsku jak i po łacinie. Skłoniło mnie to, abym jeszcze raz rozważył własne teologiczne stanowisko oraz moją odmowę akceptacji nowej "mszy", nie zważając na pobożność, z jaką była odprawiona.

   Jak możemy najlepiej zrozumieć i opisać różnice między Novus Ordo Missae a tradycyjną Mszą Kościoła katolickiego bez wdawania się w teologiczne szczegóły? Myślę, że jednym z najlepszych sposobów by opisać różnicę jest stwierdzenie, że w Mszy Trydenckiej człowiek styka się z Wiecznością, podczas gdy w Nowej Mszy człowiek jest więźniem czasu.


   Rozważmy, co dokonuje się podczas tradycyjnej Mszy. Kapłan, oczyściwszy się przez odmówienie różnych modlitw, jest "prowadzony na górę Boga" – Emitte lucem tuam, et veritatem tuam: ipsa me deduxerunt, et adduxerunt in montem sanctum tuum, et in tabernacula tua ("Wyślij światłość Twoją i prawdę Twoją: one mię wiodły i przyprowadziły na górę świętą Twoją i do przybytków Twoich"). Czymże jest ta "góra" jak nie Kalwarią i grotą w której Chrystus się narodził. I czym jest ten "przybytek" jak nie centrum świata? Ta modlitwa wraz z innymi oczyszczającymi modlitwami została wyeliminowana z Nowej Mszy.

   Kapłan odprawiając Mszę jest "nikim", ponieważ jest naprawdę drugim Chrystusem. Albo dokładniej, przedstawia się to tak, że to Chrystus jest tym, który odprawia Mszę używając (właściwie wyświęconego) kapłana, który poświęcił Mu siebie. Kapłan z kolei jednoczy się z Chrystusem i ofiarowuje się wraz z Chrystusem Bogu Ojcu. Zgromadzenie łączy się z kapłanem w tym ofiarowaniu. Rozumie się samo przez się, że kapłan konsekrując chleb i wino, jeżeli zjednoczył się z Chrystusem, podczas Konsekracji użyje słów samego Chrystusa. To, co się dokonuje jest bezkrwawą ofiarą Kalwarii. Nie istnieje żadna przeszłość albo przyszłość, ale tylko tu i teraz. Boski czyn Chrystusa jest wieczny przez samą swoją naturę i rzeczywiście jest nazwany "Wieczną Ofiarą". Kapłan i zgromadzenie dołączają do tego ponadczasowego i wiecznego aktu.

Murem za Profesorem Bartyzelem! Powiedział prawdę o Żydach, teraz jest szykanowany w mediach.

Ostatnio środowiska katolickie, narodowe i konserwatywne obiegła informacja o tym jak pewna gadzinówka, jak to ma w swoim zwyczaju, uczepiła się znanego profesora. Powód? Ten samo co zawsze - "antysemityzm", "nienawiść" - te same słowa-wytrychy, które mają zamykać usta niepokornym naukowcom i autorytetom.

Pan Prof. Jacek Bartyzel

Profesor Jacek Bartyzel znalazł się pod ostrzałem. Chodzi o wpis na Facebooku, w którym historyk odniósł się do relacji polsko-żydowskich oraz antypolskich wypowiedzi niektórych Polaków.

Mocne słowa prawdy zaowocowały pismem, jakie do rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika złożył w tej sprawie publicysta i wykładowca Uniwersytetu SWPS w Warszawie dr hab. Adam Leszczyński. Obojętnie wobec sprawy nie mogła też przejść „Gazeta Wyborcza”, która opisuje temat w tekście pt. „Antysemicki wpis profesora z toruńskiego uniwersytetu”.
„To, że nas Żydzi nienawidzą i opluwają, jestem w stanie przyjąć ze spokojem – w końcu czegóż można spodziewać się od tego plemienia żmijowego pełnego pychy, jadu i złości? Trzeba po prostu trzymać ich na dystans, tak wielki, jak tylko możliwe. W ogóle nawet nie próbować dyskutować czy przekonywać, bo to daremne; oni nie są zdolni do okazywania wdzięczności, uważają natomiast, że wszystko im się należy” – napisał prof. Jacek Bartyzel we wpisie, który został usunięty przez Facebooka.
Profesor Bartyzel zauważył także, że osoby, które w sporze Polska-Izrael atakują własny naród „kalają własne gniazdo, gorliwie przyłączając się do polakożerczej kampanii pomówień”. Jako karę dla – jak napisał – Polaków z metryki zaproponował „dożywotnią infamię narodową”. Zasugerował także publiczną chłostę.

Usunięty przez Facebooka wpis Pana Profesora

Słowa wybitnego historyka nie spodobały się Adamowi Leszczyńskiemu, wykładowcy (jak podaje torun.wyborcza.pl) Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Domaga się on wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec prof. Bartyzela. Pismo w sprawie trafiło już nawet do rektora UMK w Toruniu.
– To jest donos. Jak widać są ludzie, którzy mają w tym upodobanie. Jest to jakiś obyczaj stricte demokratyczny, bo w demokracji ateńskiej wynaleziono instytucję sykofanta, czyli urzędowego donosiciela na politycznie niepoprawnych obywateli i widać ten pan dobrze się w tej roli czuje, bo zdaje się, że jest z siebie bardzo zadowolony – powiedział w rozmowie z PCh24.pl profesor Jacek Bartyzel.
To jednak nie wszystko. Historyk zauważył bowiem, że w sprawie trwa nagonka prasowa. Na tym jednak nie koniec „afery”. – Zostało wysłane pismo do rektora UMK. Moim zdaniem oczywiście rektor nie ma w ogóle żadnego obowiązku odpowiadać na takie donosy, ale nie wiem co uczyni. Czekam. Zobaczymy czy coś z tego wyniknie czy nie – stwierdził prof. Bartyzel.

Źródło: PCh24.pl / Facebook / torun.wyborcza.pl

Dziś wszyscy bez wyjątku musimy przeciwko temu zaprotestować. Bez względu na różnice; trzeba pochylić czoła i zaznaczyć:

Jesteśmy z Panem! Proszę być silnym Panie Profesorze!

piątek, 22 lutego 2019

22 lutego, święto Stolicy Świętego Piotra w Antiochii.



22 LUTEGO

Stolicy Św. Piotra w Antiochii

Ryt zdwojony większy.   Szaty białe.

   Objaśnienie patrz 18 stycznia.
   W Antiochii, mówią Dzieje Apostolskie, najpierwej nazwano uczniów Jezusa - chrześcijanami. To miasto było istotnie jedną z pierwszych kolebek chrześcijaństwa. Tam św. Piotr po prześladowaniu w Jerozolimie, pasterzował przez parę lat, zanim się przeniósł ostatecznie do Rzymu.
   Liturgia zapoznaje nas z pierwszymi, a tak naszemu sercu drogimi chwilami dziejów Kościoła, abyśmy mogli wraz z nią śledzić i podziwiać cudowny rozkwit naszej religii.

Źródło: Mszał Rzymski z dodaniem nabożeństw nieszpornych, o. G. Lefebvre, Benedyktyn, 1949 r.

Kościół św. Piotra w Antiochii, IV / V wiek. (sam św. Piotr miał wg. podania
wykuć w skale pierwsze pomieszczenia i odprawiać w nich nabożeństwa).

Wizyta duszpasterska J. Exc. x Bp. Donalda H. Sanborna w Krakowie, 5 maja 2019 r.

J. Exc. x Bp. Sanborn udzielający Bierzmowania w Krakowie, 2013 r.
(po prawej ręce biskupa asystuje ówczesny xiądz [dziś bp] Józef Selway)

Dnia 5 maja A.D. 2019 (niedziela Dobrego Pasterza) J.E. ks. bp Donald J. Sanborn odwiedzi Kraków i przed mszą świętą udzieli bierzmowania.

ks. Rafał Trytek

Pierwsza rocznica Konsekracji Biskupiej J. Exc x Bp'a Józefa Selway'a

J. Exc. x bp Józef Selway

Dokładnie rok temu, 22 lutego 2018 r., w Święto Stolicy Św. Piotra Ap. w Antiochii, w kościele Seminarium Trójcy Przenajświętszej w Brooksville na Florydzie w USA, J. Exc. x bp Donald H. Sanborn, wraz z Ich Exc. x Bp-ami współkonsekratorami - Danielem L. Dolanem oraz Gerardem J. Stuyverem, udzielił sakry biskupiej J. Exc. x bp'owi Józefowi Selwayowi, swemu wieloletniemu pomocnikowi w seminarium i posłudze duszpasterskiej. Po okresie formacji kapłańskiej w seminarium Instytutu Matki Dobrej Rady we Włoszech i w Seminarium Trójcy Przenajświętszej w USA x. Selway otrzymał święcenia kapłańskie 8 grudnia 2001 roku z rąk ś.p. biskupa Roberta McKenny.

Jego Excelencya gościł już (wówczas jeszcze jako xiądz) wraz z x bp Donaldem Sanbornem w Polsce, w Krakowie, podczas jednej z wizyt Apostolskich x bp Donalda, w 2013 r., asystując wówczas biskupowi do Bierzmowania i uroczystej Mszy św., oraz odprawiając prywatną Mszę św. w naszej krakowskiej kaplicy. Mamy nadzieję że xiądz biskup ponownie odwiedzi kiedyś naszą Ojczyznę!

Pierwsza uroczysta, Pontyfikalna Msza x. bp. Józefa Selway'a
Kazanie na Święto Zmartwychwstania Pańskiego, 2018 r.
Jego Excelencyi z okazji rocznicy Sakry Biskupiej życzymy wszystkiego co najlepsze, błogosławieństwa Bożego i opieki Najświętszej Maryi Panny!

czwartek, 21 lutego 2019

Ś. p. Ksiądz Zygmunt Golian – bp Nowodworski


Ś. P. KSIĄDZ ZYGMUNT GOLIAN (1)

BP MICHAŁ NOWODWORSKI

––––––

   D. 21 lutego w Wieliczce, ostatecznym miej­scu swej pracy, zmarł ten rozgłośnego imienia i wielkich zasług kapłan, jeden z najdzielniejszych życiem i słowem głosicieli i obrońców prawdy Bo­żej w naszym społeczeństwie. To czego św. Paweł domagał się od pierwszych wyznawców Chrystusa w Rzymie: "proszę was bracia przez miłosierdzie Boże, abyście wydawali ciała wasze ofiarą ży­jącą, świętą, przyjemną Bogu, rozumną służbę waszą", to ś. p. Zygmunt zostając ka­płanem spełniać postanowił całym życiem, i teraz, gdy już ten piękny żywot dokonany, powiedzieć możemy, że spełnił doskonale.

   Znaliśmy go blisko; przez dość znaczny prze­ciąg czasu patrzyliśmy na jego codzienne życie, i wtedy już wydał nam się on, jako urzeczywi­stnienie słów św. Pawła "hostia vivens", "ofiara ży­jąca". A wydał nam się takim i swym życiem ściśle ascetycznym i swym gorącym duchem mo­dlitwy, a przede wszystkim tym ogniem wiary świętej, który go palił i ku służbie słowa świętego pędził, bez wszelkiego względu na siebie, na swój niewywczas, na swoje słabe, ciągłą tą służbą star­gane siły.

   Ludzie bez wiary, a tym bardziej przeciwnicy wiary Chrystusowej, poczytywali go za fanatyka a niechęć swoją lub nienawiść wiary przenosząc na jej wymownego i żarliwego głosiciela, nie za­niedbywali żadnego środka, aby zbezcześcić dobre jego imię i sparaliżować wpływ, jaki wywierało na masy wiernych jego wiarą natchnione słowo.

   Z mężem tak głębokiej wiedzy filozoficznej i teologicznej, jak ś. p. ks. Zygmunt Golian, orężnicy "wolnej myśli" nie próbowali spotkania na polu myśli; ale za to niestrudzeni byli w pociskach zza płota, czy to w formie ulotnych wierszyków błazeńskich, czy formalnych paszkwinad, czy też wreszcie w urządzaniu burd demonstracyjnych, które jednak dla ich autorów i wykonawców koń­czyły się zazwyczaj konfuzją wywoływanych nimi objawów sympatii i czci ze strony wiernych Ko­ścioła synów. Przez długie lata przedmiotem szcze­gólnej nienawiści będąc ze strony różnego rodzaju ale dość licznych nieprzyjaciół Kościoła, i w tym wydawał się nam "ofiarą żyjącą", że wszystkie miotane weń przez nich pociski odczuwał żywo, nie dlatego, że w niego wymierzane, lecz, że szły one z nienawiści prawdy Bożej i przeciwko tej praw­dzie były ostatecznie skierowane. Jego osobistość niczym tu była dla niego.

   Ale "orężnikom wolnej myśli" hałasem, jaki sami około jego imienia robili, udało się do tego imienia przyczepić pojęcie jakiegoś ducha niepoko­ju i zaciekłej bezwzględnej nietolerancji, i pojęcia takie narzucić tym, którzy bliżej osoby świątobli­wego tego i rozumnego kapłana nie znali, ani też na bujne a błogosławione owoce pracy jego nie patrzyli. Tym się też tłumaczy, że najwyższym sferom rządowym galicyjskim nie był on sympa­tyczny, i że te, pomimo najżyczliwszej woli władz du­chownych, na żadne wyższe stanowisko w Kościele go nie dopuściły. Nie martwiło go to jednak ani nie zabolało, gdy z długo zarządzanej przez siebie infulacji Panny Maryi, ustąpić musiał na probostwo w Wieliczce. Nie dla siebie, ani dla hono­rów i świetnych prebend był on kapłanem. Na każdym stanowisku chciał tylko wedle sił swoich służyć Temu, dla którego poświęcił się na "ofiarę żyjącą". I jak wprzód był znakomitym profesorem akademickim i znakomitym kaznodzieją stołe­cznym, tak w końcu był znakomitym proboszczem w małej mieścinie. Głęboki, uczony teolog i apo­logeta był tu przewybornym nauczycielem i prze­wodnikiem maluczkich Chrystusowych. Pomału też uciszały się niechęci, tak zawzięcie przeciwko niemu pobudzane; nawet dawniejsi nieprzyjaciele i przeciwnicy poczęli oddawać sprawiedliwość cno­cie i charakterowi tego dzielnego robotnika Boże­go. W ostatnich latach około jego imienia wy­tworzyła się cisza; ale do wiekuistego pokoju prze­szedł on nie z wypoczynku po długich trudach ży­wota. Do ostatniej chwili, do ostatniej choroby, był on czynnym, niestrudzonym pasterzem. I ta właśnie działalność żarliwa, nie pomna nic na cia­ło, a zapatrzona tylko w potrzeby swoich owie­czek i w Tego, do którego ich prowadziła, powaliła go na łoże, z którego już nie powstał. Doko­nała się więc "ofiara żyjąca" Bogu na chwałę, – a zatem sobie na zbawienie; oby, jak największej liczbie na zbudowanie!

––––––

   Z biograficznych dat ś. p. Zygmunta Goliana po­dajemy następujące. Ur. 1824 r. w Alwerni pod Krako­wem; ukończywszy wydział teologiczny w Krakowie kształcił się w Lowanium i w Rzymie; wyświęcony na kapłana 1849. Jego Ekscel. Z. S. Feliński, ówczesny Arcybiskup Warszawski, powołał go 1862 na profesora teologii dogmatycznej w b. Akademii Duchownej warszawskiej. Stanowisko to zajmował aż do zwinięcia tej akademii w 1867, poczym przeniósł się do Kra­kowa, gdzie został koadiutorem przy kościele archiprezbiterialnym Panny Maryi, a następnie administrato­rem tegoż kościoła; r. 1881 został proboszczem w Wie­liczce. Z tytułów, będących znakami jego prac i zdol­ności, miał: doktorat teologii, misjonarstwo apostolskie, radcostwo kurii biskupiej, członkostwo akade­mii rzymskiej dei Quiriti, członkostwo byłego towa­rzystwa Krakowskiego Przyjaciół nauk; z honorowych zaś: prelaturę domową Jego Świątobliwości Papieża, kanonię honorową płocką i obywatelstwo miasta Wieliczki. W piśmiennictwie kościelnym zostawił następujące prace: Kazania niedzielne, świętalne, pasyjne i majo­we. Kraków 1858; Kazania, t. I. Kraków 1871; Kazanie na pogrzebie ś. p. Heleny z Turnów, generałowej Dembińskiej, miane w kościele oo. Kapucynów. Kraków 1860; Kazanie na pogrzebie ś. p. Elżbiety z hr. Wielopolskich hr. Wielopolskiej, miane w kościele oo. Reformatów. 1859; Pociecha dla dusz chrześcijańskich, czyli nabożeństwo zaduszne przez Kościół przepisane, wiernie tłumaczone Officium defunctorum, poprzedzone traktatem o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej. 1854. Słowo o prawdziwym zje­dnoczeniu. 1860; Słowo w ruinach kościoła św. Trójcy. 1858. Wiele broszur polemicznych w obronie Kościoła, jak: Nieprzyjaciele sprawy papieskiej w Polsce. Kraków 1860, 2 wyd. t. r.; Kilka słów o doczesnej władzy Papieża. Adres katolików krakowskich i skarżąca go protestacja. 1861; Baczność katolicy. 1860; Baczność katolicy i słowo o prawdziwym zjednoczeniu. Dwie broszury w sprawie pa­pieskiej, wyd. drugie pomnożone. 1861; List do Prze­glądu Powszechnego lwowskiego. 1861; Moderanci wobec Kościoła. Lwów 1871; Modlitwy za Ojca św., 1860; Nie­przyjaciele sprawy papieskiej stawieni wobec prawdy dzie­jowej. Rozbiór broszury p. t. "Papież i Polska". 1860; Kilka słów o doczesnej władzy Papieża. 1860. Tłumaczył Taulera, Ustawy duchowe. Kraków 1852 (2); Wentury, Nie­wiasty ewangeliczne. Kraków 1855–56. Redagował Ty­godnik Soborowy, pismo zawierające sprawozdania z posie­dzeń soborowych. Kraków 1870, nr. 20 (3). W piśmie naszym z 1863 i 1864 pomieścił siedm artykułów o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Panny p. t. Czy niesłuszna jest wiara katolicka w Niepokalane Poczęcie N. Panny, jak utrzymuje Zwiastun Ewangeliczny. Tłumaczył także Danta ostatnią pieśń cz. 1 Piekła (w "Czasie", dodatku 1857 r.).

Ks. M. N.

––––––––––

Artykuł z czasopisma "Przegląd Katolicki". Rok dwudziesty trzeci. Dnia 5 marca 1885 r., Nr 10. Warszawa 1885, ss. 145-146.
(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; przypisy od red. Ultra montes).

Przypisy:
(1) Zob. 1) O. Zdzisław Bartkiewicz SI, Krótki rys życia śp. ks. Zygmunta Goliana. 2) Ks. Franciszek Eberhard SI, Kazanie wygłoszone na nabożeństwie żałobnym za duszę śp. X. Zygmunta Goliana.

(2) Zob. Jan Tauler OP, Ustawy duchowe.

(3) Zob. Z "Tygodnika Soborowego", Biskupi wobec Soboru i Papieża.


© Ultra montes (www.ultramontes.pl) 
Kraków 2007

wtorek, 19 lutego 2019

Bp. Donald H. Sanborn: Nasz katolicki apostolat, Dziesięć rad Bergoglio i "Requiem" dla protestanckiego heretyka.

J. Exc. x Bp. Donald H. Sanborn w Krakowie, AD 2014

Nasz katolicki apostolat, Dziesięć rad Bergoglio i "Requiem" dla protestanckiego heretyka (a)

(Artykuł z sierpnia 2014)

BP DONALD J. SANBORN

–––––

   Drodzy katolicy,

   To lato było dla mnie bardzo pracowite a zapowiada się ono jeszcze bardziej pracowicie. Podczas czerwcowych podróży po okolicach Seattle udzieliłem sakramentu bierzmowania około dwudziestu kandydatom w kaplicy Najświętszego Odkupiciela (Holy Redeemer Chapel). Następnie, powracając na Wschodnie Wybrzeże, w dwie niedziele odprawiłem Msze święte w kaplicy św. Augustyna w Norfolk, w stanie Wirginia. Stamtąd udałem się na północny-wschód do znajomego kapłana Novus Ordo, a potem do kościoła Matki Bożej Królowej Męczenników we Fraser, w stanie Michigan. Zastąpiłem tam ks. Saavedra, który wyjechał do Meksyku odwiedzić umierającego ojca, którego polecam waszym modlitwom. Teraz, gdy piszę ten biuletyn, wciąż jest przy życiu, ale zostało mu już go niewiele. 22 lipca, przebywszy samochodem 4500 mil wróciłem na Florydę i 31 lipca znowu wyruszyłem w podróż, tym razem do Kalifornii, gdzie w kościele św. Jana Bosko w Modesto udzieliłem bierzmowania dwudziestu czterem osobom. Podczas pobytu w Kalifornii, miałem dwa wykłady na temat obecnej sytuacji Kościoła, jeden w Modesto i jeden w Martinez. Ksiądz Zapp skłonił mnie także do bierzmowania przebywającego w domu opieki człowieka, który umiera na chorobę Lou Gehriga. Ma niewiele ponad pięćdziesiąt lat. Ksiądz Zapp jest bardzo zaangażowany w opiekę nad chorymi i umierającymi.

   Kilka dni po powrocie z Kalifornii, udałem się ponownie w okolice Detroit by odwiedzić tam naszą parafię. 27 sierpnia wyjeżdżam do Europy, gdzie udzielę bierzmowania w parafii księdza Trytka w Krakowie, w Polsce a także w Budapeszcie, gdzie ksiądz Trauner odprawia Mszę Świętą. Ksiądz Trauner opuścił ostatnio Bractwo Św. Piusa X i podtrzymuje nasze twarde stanowisko wobec Bergoglio. Spotkam się z nim i trzema innymi byłymi kapłanami FSSPX, narodowości niemieckiej i austriackiej, którzy ostatnio również opuścili Bractwo. Podczas pobytu w Niemczech mam zamiar spotkać się z kilkoma bardzo konserwatywnymi kapłanami Novus Ordo.

   Jest wielu duchownych Novus Ordo, którzy z wielkim zainteresowaniem śledzą to, co mówimy i robimy. Uważam, że w głębi serca wiedzą, iż mamy rację, przynajmniej co do tego, że Vaticanum II stworzył nową religię, odmienną od religii katolickiej. Sądzę, że zgadzają się z nami, kiedy mówimy, że religii powszechnie spotykanej w niegdyś katolickich parafiach nie można utożsamiać z religią sprzed Vaticanum II.

   Zdecydowali się "zwalczać ją od wewnątrz". Oczywiście sądzę, że wymaga to pójścia na kompromis, na który wiara katolicka nie pozwala. Bo jeśli rzeczywiście jest to fałszywa religia, to pozostawanie w niej, chociażby nawet się ją "zwalczało", stanowi dla wszystkich świadectwo, że się uznaje, iż nowa religia to to samo, co katolicka Wiara. Czyny przemawiają głośniej niż słowa.

niedziela, 17 lutego 2019

O ołtarzach i ich ozdabianiu.

ROZDZIAŁ II.
O ołtarzach i ich ozdabianiu.


1. Ołtarz Wielki i Tabernakulum. Najgłówniejszym miejscem w każdym domu Bożym jest ołtarz poświęcony do sprawowania najśw. Ofiary Now. Zak. czyli Mszy św. Zazwyczaj w każdym kościele jest większa liczba ołtarzy. Ołtarz w presbiteryum zowie się wielkim albo głównym, inne bocznymi. Prócz tego, że się mieści w presbiteryum, w. ołtarzu wyróżnia się od bocznych jeszcze tem, że ma pośrodku tabernakulum (to zn. namiot), gdzie się przechowuje Najśw. Sakr. Ołtarza. Tak właśnie nazywał się w St. Zakonie budynek, w którym przechowana była największa świętość ludu żydowskiego, t. j. arka przymierza. Lecz nierównie większe znaczenie ma tabernakulum dla chrześcijan; w niem bowiem przechowuje się nie już przeobrażenie, ale rzeczywiste ciało Chrystusa Pana. Tabernakulum ma często kształt podłużny, jak arka St. Zakonu, bądź też wązkiego domku czyli szafki ozdobnej, a otwierającej się drzwiczkami z przodu, dla łatwiejszego wydobywania N. Sakramentu na każdoczesny pokarm duchowy dla wiernych. Stąd poszła druga jego nazwa ,,cyboryum" (od łać. ,,cibus" = pokarm). Niekiedy tabernakulum miewa także kształt okrągły, jakby kołowrota z nyżą wewnętrzną na przechowywanie św. postaci. Podczas uroczystego nabożeństwa umieszcza się na wierzchnej części tabernakulum jakby na tronie, t. j. na miejscu wywyższonem  i widziałem z dalszych części kościoła, Ciało Pańskie (w monstrancyi lub puszcze) ku czci publicznej. Widzieć Je wtedy można w otoczeniu postaci Aniołów, składających Mu hołd głębokości, i na tle złocistych promieni, a często też pod daszkiem złoconym czyli baldachinem, pięknie ozdobionym u szczytu koroną. Dla wyrażenia hołdu, należnego P. Bogu, ukrytemu w tajemnicy Ołtarza pod postacią chleba, zwiesza się od stropu sklepienia na wprost tabernakulum lampa  zw. ,,wieczystą", dlatego, że się w niej ustawicznie, dniem i nocą, pali oliwa. W kościołach katedralnych umieszczają zwykle N. Sakrament w jednej z bocznych kaplic, by przy dłuższem często nabożeństwie u w. ołtarza wierni nie doznawali przeszkody w przyjmowaniu Komunii św. Wierni, jeśli im wypadnie przechodzić poprzed tabernakulum, powinni przyklęknąć dla oddania hołdu Zbawicielowi, utajonemu w Hostyi św.

2
. Dolna część ołtarza. Części składowe każdego ołtarza są następujące: a) Stopnie, po których kapłan wstępuje do ołtarza; są one zazwyczaj okryte kobiercami. b) Na stopniach jest położona na całą długość ołtarza szeroka podstawa czyli podłoga, na której kapłan stoi odprawiając Mszę św., aby obecni mogli łatwo widzieć obrzędy Mszy św. c) Antipendyum, t. j. zasłona przedniej części ołtarza od postawy do górnej płaszczyzny. Dawniej była ta zasłona z materyi zwisającej na dół, o barwach zastosowanych do uroczystości, a przeznaczeniem jej było: osłaniać relikwie św. w ołtarzu lub pod nim przechowane. Teraz sporządza się antipendya z kamienia lub drzewa, odpowiednio ozdobionego w malowidła lub rzeźby; nie równie częściej z tkaniny, ujętej w piękne ramy. Pośrodku antipendyum widzieć można zwykle jużto godła symboliczne, (t. j. podające znaczenie przenośne) trzech cnót teologicznych: wiary (krzyż), nadziei (kotwica), i miłości (serce), już też monogramy, t. j. skrócone imiona Chrystusa i Maryi). d) Wierzchnia płyta ołtarzowa (czyli mensa = stół) zrobiona z jednej sztuki twardego kamienia do 10 cntm. gruba a takiej wielkości, iżby cały ołtarz pokrywała. Nazwa ,,mensa" przypomina stół przy ostatniej wieczerzy, na którym Zbawiciel ustanowił ofiarę Mszy św.; zaczem poszło, że od najpierwszych czasów chrześcijaństwa spełniano najśw. Ofiarę choćby na prostych stołach. Na 4 rogach z tej płyty i na środku 
powinny być wyryte małe i wcale nie głębokie krzyżyki. (Płyta wspierać się powinna na 4 kamiennych słupach, z których każdy ma być z jednej sztuki i tak rozmieszczony w 4 rogach mensy, aby ta do nich przymocowana jedną z nimi stanowiła całość). Taki tylko ołtarz może być poświęcony (konsekrowany) i zowie się stałym. e) Zamiast słupów pod płytą jest często podmurowanie ołtarza, zbudowane w podłużny graniastosłup z marmuru lub twardego ciosowego kamienia (a choćby z dobrze wypalonej cegły). Ciągnie się ono od fundamentów lub podstawy ołtarza a sięga takiej wysokości, by kapłan mógł wygodnie Mszy św. odprawiać. f) Grób, to jest wydrążenie czworograniaste w samym środku płyty, tam gdzie podczas Mszy św. spoczywają św. postacie, (bądź tuż pod płytą w murze ołtarzowym) i to takiej wielkości, (10 ctm. w kwadrat a 3 w głąb(, by się w niem mogła pomieścić metalowa puszka z relikwiami św. Męczenników, którą tam wkłada i zamurowuje biskup podczas poświęcenia ołtarza. Tylko na takim ołtarzu, w którym się mieszczą św. relikwie, można odprawiać Mszę św. Dzieje się to na pamiątkę, że niekdyś, gdy jeszcze z powodu prześladowania chrześcijanie nie mieli publicznych domów Bożych, lecz kryć się musieli w podziemnych, sklepionych pieczarach, nazwanych z gr. katakombami, obierali sobie za mensę (stół) płaską powierzchnię w zagłębieniu nad grobami męczenników. Stąd poszło, że w wielu dawych kościołach nadano samemu podmurowaniu ołtarza kształt grobowca lub trumny, wierzchnią płytą ołtarzową czyli mensą jakby płaskiem wiekiem przykrytej. g) W ołtarzach niemurowanych a nawet w tych murowanych, które jeszcze nie są przez biskupa poświęcone, umieszza się w tem miejscu, gdzie mają na ołtarzu spoczywać św. postacie, przenośne kamieni ołtarzowe, tak zw. z łać. portatyle. Zawierają one również św. relikwie, opieczętowane przez biskupa i szczelnie zamurowane kamienną płytą.

3
.Górna część ołtarza. Do uzupełnienia ołtarza właściwego przyczynia się jego część górna, gdzie sztuka kościelna zastosowuje wszechstronne ozdoby. W tej części następujące przedmioty zasługują na uwagę: a) Nastawa ołtarza, t. j. małe podwyższenie w głębi ołtarza, oparte  o brzeg mensy od ściany. Tu umieszcza się zwykle świeczniki pod świece, kwiaty sztuczne i naturalne, figury mniejszych rozmiarów, relikwiarze, t. j. przybory o rozmaitych kształtach; zwykle mają one kształt trumieniek lub małych skrzyneczek z przodu oszklonych, a zawierają wewnątrz św. relikwie. b) Nad nastawą wznosi się obramienie, t.j. ozdoby w górnej części ołtarza. Są one zwykle z drzewa, niekiedy z kamienia, a zwłaszcza marmuru. Ich zadaniem jest osłonić filar lub ścianę, do której ołtarz przypiera, a zarazem dodać ozdoby głównemu obrazowi ołtarzowemu. Tu przeto widzieć można słupy i kolumny pięknie rzeźbione, malowane i złocone gzymsy i ornamenta architektoniczne, to za takie, jakich wymaga sztuka budownictwa. Tworzą one czasem dwie kondyguacye, t. j, jakby dwa stopniowo wznoszące się podwyższeni, u szczytu zwężone i zakończone krzyżem. Zależenie od stylu, wedle którego cały kościół jest zbudowany, rozróżnia się także w budowie i sposobie upiększenia górnej części ołtarza style: romański, gotycki, odrodzenia i t. p. c) w środku tych ozdób mieszczą się malowane obrazy w bogatych ramach lub figury Świętych dla nauki, zbudowania i zachęty wiernych, aby ci, którzy z książek czytać nie umieją, mogli z tych obrazów poglądowo czytać i uczyć się prawd chrześć.''. (Św. Grzegorz W.). Od osób świętych, przedstawionych w malowidle lub rzeźbie, ma każdy ołtarz swą nazwę, n. p. ołtarz św. Antoniego. W obrazie u w. ołtarza umieszczony jest św. Patron kościoła, pod którego opieką świątynia pozostaje. Od niego też ma ona swą nazwę, n. p. kościół św. Jana.
 W starych kościołach można spotkać w górnej części ołtarza, zamiast jednego obrazu, tak zw tryptyk. Jest to szafa płytka, pięknie ozdobiona a zamykana skrzydłami (jakby drzwiami) ; tak w środku szafy, jak na skrzydłach, tak z jednej jak z drugiej strony, są rzeźbione lub malowane postacie Świętych lub zdarzenia z życia i męki Zbawiciela. W ten sposób zamiast zwykłego w ołtarzu jednego obrazu stałego, widzieć można w tryptykach równocześnie kilka obrazów, stosownie do tego, czy są otwarte czy zamknięte (Sławny tryptyk Wita Stwosza z wiek XV. w kościele N. P. Maryi w Krakowie).

4. Godła symboliczne. Często również można oglądać w kościołach i kaplicach, zwłaszcza na drzwiczkach tabernakulum lub na sklepieniu, godła symboliczne to zn. takie wyobrażenia rzeźbione lub malowane, które mają znaczenie przenośne i uzmysławiają jakąś prawdę religijną, n. p. pelikan, karmiący pisklęta krwią z piersi rozdartej, jest symbolem Zbawiciela, który nas karmi krwią własną w Sakr Ołtarza. Baranek z chorągwią jest również wyobrażeniem Zbawiciela, który jako ,,Baranek Boży" ofiarą krzyżową zgładził grzechy całego świata, a temsamem odniósł najwspanialsze zwycięstwo nad czartem, co właśnie wskazuje chorągiew, jako godło tryumfu. Krew płynąca z piersi Baranka jest obrazem Sakr. Ołtarza. Księga na której Baranek spoczywa, opatrzona 7 pieczęciami oznacza 7 św. Sakramentów. Ducha św. przedstawia się zwykle w postaci gołąbka promienistego. Również przymioty Boskie bywają odpowiednio uzmysławiane, n. p ręka opromieniona jest symbolem wszechmocy Boskiej, oko wśród promieni oznacza Boską Opatrzność i t. d. Nie mniej często spotkać się można z przestawieniem narzędzi męki Pańskiej. Najświętszą Pannę Maryę przedstawiają w obrazach najczęściej jako Matkę Boską z Boskiem dzieciątkiem na ręku, często też jako Panna Niepokalaną, uwieńczoną, koroną niebieską i depczącą głowę węża, albo też jak Matkę Bolesną.Aniołowie na obrazach przedstawiani są ze skrzydłami dla wyrażenia szybkości, z jaką spełniają rozkazy Boże. Apostołów wyróżniają bądź oznaki ich posłannictwa ku głoszeniu św. ewangelii, bądź godła ich męczeńskiej śmierci. Tak n. p Piotr św. jako namiestnik Chrystusa P. na ziemi i rządca królestwa niebieskiego przedstawiany bywa z kluczami w ręku, św. Paweł wsparty na mieczu i t d. Ewangeliści wyobrażeni są z otwartą księgą ewangelii i z godłami czyli znakami symbolicznymi, które stoją w związku z początkowymi ustępami ich ewangelii. Św. Mateusz ma godło człowieka, św. Marek lewa, św. Łukasz woła a św. Jan orła, a wszystkie te godła mają skrzydła. Męczenników wyróżniają  palmy, jako godła zwycięstwa nad ciałem i uzyskanej nagrody wiecznej, tudzież narzędzia śmierci poniesionej za Chrystusa. Św. Wyznawcy przedstawiani są szatach swego stanu, n. p. biskupich lub zakonnych, lub z godłami cnót, któremi się za życia odznaczali, n. p św. Marcin, dzielący się płaszczem z ubogim, św. Józef z lilią w ręku, jako symbolem zdobiącej go szczególnie cnoty czystości. Ojcowie Kościoła mają zwykle księgę w ręku na oznaczenie głębokiej nauki i znajomości prawdy objawionych. Ś
w. Dziewice odznacza lilia, jako godło czystości, i wieniec wskazujący, że są oblubienicami Chrystusa. 

Wszystkie postacie święte mają około głowy złociste promienie, oznaczające ich chwałę w niebie. Takie świetlane około ich głowy promienie zowią się nimbem Święci Pańscy mają nimb okrągły, Najśw. Panna zwykle gwiaździste koło, Zbawiciela P. odznacza nimb trójpromienny lub w kształcie krzyża. Promienie, okalające całą postać świętą, zowią się aureolą i przypadają tylko Trójcy św., osobie Zbawiciela i Matce Boskiej, zwłaszcza w wyobrażeniu Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia. Aureola, rozciągająca się do całej grupy osób, zowie się gloryą. Korona na głowie Świętych jest bądź oznaką ich królewskiej godności na ziemi, bądź symbolem narody w niebie. 

5.
Przybory ołtarza do Mszy św. Na każdym ołtarzu, prócz mensy zaopatrzonej w św. relikwie, znajdować jeszcze powinny do Mszy św. następujące przedmioty: a) Krucyfiks, t. j. krzyż z wizerunkiem ukrzyż. Zbawiciela na przypomnienie krwawej ofiary krzyżowej, która we Mszy odnawia się w sposób bezkrwawy. Krucyfiks umieszczony jest na nastawie nieco na podwyższeniu, by ku niemu można oczy podnosić ; obliczem zwrócony on jest do nazwy kościelnej. Prawo jego ramię stanowi prawą stronę ołtarza i kościoła , a ponieważ po tej czyta się we Mszy św. ewangelia , zowie się ona także stroną ewangelii ; drugie ramię wyciągnięte jest ku lewej stronie ołtarza czyli ku tak zw. stronie epistoły. b) Świeczniki (czyli lichtarze) z woskowemi świecami. Świece oznaczają Chrystusa ,,światłość świata" i przypominają czasy prześladowania Kościoła, kiedy nabożeństwo musiano odprawiać w podziemnych katakombach a panującą w nich ciemność rozpraszać światłem. (Między świecznikami umieszcza się relikwiarze i kwiaty). c) Mensa ołtarzowa musi być pokryta trzema lnianymi obrusami , przypominającymi białe prześcieradła, któremi owinięto ciało Zbawiciela przy złożeniu do grobu. d) Dalej znajdować się powinny na ołtarzu trzy tablice oparte o nastawę ; jedna większa na środku, dwie po bokach. Zowią je kanonami dlatego, że zawierają modlitwy, powtarzające się stale przy Mszy św., by kapłan mógł je łatwo odczytać i uniknąć omyłki.

Prócz tych przedmiotów znajdują się jeszcze na ołtarzu lub obok do użytku przy Mszy św.: a)
Pulpit , t. j. podstawka z drzewa o ukośnem oparciu dla mszału. Zamiast niego używa się także, ozdobionych haftem, małych poduszek. b) Dzwonek na stopniach ołtarza, którym ministrant zwraca uwagę obecnych na główne części Mszy św. c) Obok ołtarza umieszcza się zwykle mały stolik (czyli kredens) albo pułeczkę przytwierdzoną do ołtarza z boku, gdzie stoją ampułki, t. j. małe dzbanuszki z winem i z wodą, tacka czyli miseczka, na którą spływać ma woda przy umywaniu rąk podczas Mszy św., mały ręczniczek do ocierania rąk i t. p. 

UWAGA. Ołtarz, do którego jest przywiązany odpust zupełny dla mszy św. za dusze zmarłych, zowie się uprzywilejowanym. Oznacza go łać. napis: ,,Altare privilegiatum", umieszczony na tabliczce z boku ołtarza.


Źródło: Ks dr Jougan ,,Liturgika katolicka czyli wykład obrzędów Kościoła Katolickiego" Lwów 1899 str. 19-28

sobota, 16 lutego 2019

Okres Siedemdziesiątnicy (Przedpoście)

Większy Katechizm św Piusa X - O niedzielach Siedemdziesiątnicy, Sześćdziesiątnicy i Pięćdziesiątnicy
(w roku 2019: 17, 24 lutego i 3 marca)


29. P. Które to niedziele się siedmdziesiątnicą, sześćdziesiątnicą i pięćdziesiątnicą nazywają?

O. Siedemdziesiątnicą, sześćdziesiątnicą i pięćdziesiątnicą nazywają się niedziele: siódma, szósta i piąta przed niedzielą Męki Pańskiej.

30. P. Dlaczego Kościół od siedmdziesiątnicy aż do soboty wielkiej opuszcza w nabożeństwach swoich wyraz Alleluja i w niedzielę używa szat fioletowych?

O. Kościół od siedemdziesiątnicy aż do soboty wielkiej opuszcza w nabożeństwach swoich wyraz Alleluja, który oznacza radość, i używa koloru fioletowego, który jest oznaką smutku, dlatego, że pragnie przez te objawy żałoby oderwać wiernych od marnych uciech światowych a natchnąć ich duchem umartwienia i pokuty.

31. P. Co podaje nam Kościół do rozważania w nabożeństwie odprawianiem w te niedziele? 

O. W nabożeństwie niedzieli siedmdziesiątnicy Kościół podaje nam do rozważania upadek pierwszych rodziców i karę, jaką ich za to spotkała; w niedzielę sześćdziesiątnicę przypomina nam potop powszechny, zesłany od Boga dla ukarania grzeszników, a w pierwszych trzech dniach niedzieli pięćdziesiątnicy stawia nam przed oczy powołanie Abrahama i nagrodę, jaką otrzymał on od Pana Boga za swoją żywą wiarę i za posłuszeństwo rozkazom Bożym.

32. P. Skąd pochodzi, że wbrew zamiarom Kościoła w tym właśnie czasie tyle się dzieje nadużyć i zgorszeń pomiędzy chrześcijanami?

O. To, że wbrew zamiarom Kościoła w tym właśnie czasie dzieje się tyle nadużyć i zgorszeń pomiędzy chrześcijanami, pochodzi nie skądinąd, jedno z przewrotności szatana, który chcąc zniweczyć pracę Kościoła, dokłada największych starań, by pociągnąć wiernych do uciech światowych i cielesnych.

33. P. Co powinniśmy czynić, by spędzić czas zapust w duchu Kościoła?

O. By spędzić czas zapust w duchu Kościoła, powinniśmy trzymać się zdala od widowisk i zabaw niebezpiecznych i z tem większą pilnością oddawać się modlitwie i umartwieniu, nawiedzając częściej N. Sakrament, zwłaszcza tam, gdzie On w tym czasie bywa wystawiony publicznie, i przepraszając Pana Boga za niezliczone obrazy, jakie się Mu wyrządzają w tym czasie.

34. P. Jak się zachować podczas jakieś zabawy zapustnej, której niepodobna uniknąć?

O. Podczas zabawy zapustnej, której niepodobna uniknąć, trzeba najprzód prosić Pana Boga o pomoc do uniknienia wszelkiego grzechu, następnie zachować się na niej z całą skromnością i ostrożnością, a po zabawie skupić ducha przez rozważanie jakieś prawdy ewangelicznej.

Tekst polski za: Nauka o świętach Pana Jezusa, Matki Boskiej i Świętych Pańskich. Pochwalona i zalecona przez Ojca św. Piusa X. Przełożył z włoskiego Ks. Franciszek Albin Symon, Arcybiskup. Warszawa. Nakładem Księgarni "Polaka-Katolika", Krakowskie-Przedmieście 64. 1908, str. 70+II.

Anty-irańska wojenna konferencja USrAela na ziemiach polskich przy służalczej bierności PiS'ackiego "polskiego" [nie]rządu.

"Dobry Boże, ukarz ogniem i siarką ten durny pisiacki rząd za wykreowanie nam nowego wroga w postaci Iranu - od wieków nam przyjaznego!" 
~ Prof. Jacek Bartyzel


USA i Izrael zaplanowały organizację anty-irańskiej konferencji w Polsce, o czym [nie]rząd PiS dowiedział się z mediów.

Podczas jednego z wystąpień Sekretarz Stanu USA - Mike Pompeo upomniał się o mienie żydowskie, które Polska ma zwrócić (domyślnie: w ramach Just Act 447).

Innym hitem było pochwalenie przez Pompeo zbrodniarza z UB (żydowskiego pochodzenia) - Franka Blajchmana: "Życie Franka Blajchmana było świadectwem odporności polskiego narodu i amerykańskiego ideału, że każdy kto ma duże marzenia, może wznieść się na wyżyny – bez względu na to, od czego zaczynasz".

i najlepsze na koniec:
B. Netanyahu - premier Izraela powiedział na spotkaniu w Warszawie: "Zasiadamy dziś wspólnie z krajami arabskimi, żeby przybliżyć nasz wspólny interes jakim jest wojna z Iranem

Podsumowując:
- zmuszono nas do organizacji wojennej konferencji na naszym terytorium (na koszt polskich podatników), na której nas opieprzono, że nie zwracamy amerykańskim Żydom mienia żydowskiego i pochwalono Żyda z UB, który mordował Polaków.

Takiego czegoś nie było nawet za rządów tego przeklętego PO!

Na polskiej ziemi pozwalamy na ustawkę - na wstępną organizację wojny z Iranem. Przypominamy, że Iran nie uznał rozbiorów Polski i podczas II WŚ udzielił Polakom schronienia - w Isfahanie jest polski cmentarz i kaplica.

Czy robienie sobie wroga z Iranu jest zgodne z polską racją stanu?

NIE!

W kwestii 447
Narracja Izraela jest taka:
- Polska mordowała Żydów i zabrała im mienie a teraz nie chce zwrócić

Polska powinna odpowiedzieć:
- Żydzi mordowali Polaków służąc UB/SB pouciekali do USA i Izraela i tam otrzymali schronienie czego dowodzą ARCHIWA IPN
- mamy ustawę reprywatyzacyjną i zwróciliśmy mienie prawowitym właścicielom, 
- mocą umowy z 16 lipca 1960 rząd USA przejął na siebie wszelkie roszczenia własnych obywateli i zobowiązał się, że nie będzie wysuwał, ani popierał żadnych dalszych roszczeń

[nie]Rząd PiS:
- oddaje archiwa IPN
- blokuje reprywatyzacje
- milczy ws. 447

Jest tyle przesłanek aby stwierdzić, że PiS zdradził Polskę. Po prostu wygląda na to, że te 200 mld USD będzie chciał wypłacić. 

Czy można się jeszcze uratować?
- odsunąć PiS od władzy i postawić przed Trybunałem Stanu za zdradę 
- zagrać w drużynie UE/Niemiec, które chcą się pozbyć USA z orbity europejskiej oraz Chin, Turcji i Rosji, które mają interes w powstrzymaniu inwazji USA i Izraela na Iran, innymi słowy uwolnić dyplomację ze śmiertelnego uścisku USA i Izraela.

[...]


Komentarz Pana Prof. Jacka Bartyzela, pod którym nasza Redakcja może się podpisać: "Nie znajduję w historii drugiego takiego rządu, który by wciągał swój naród do wojny z państwem odległym o kilka tysięcy kilometrów, niemającym do nas żadnych pretensji terytorialnych ani sprzecznych interesów, przeciwnie - wykazującym i w przeszłości i obecnie życzliwe nastawienie, nadto, mimo swojego odmiennego wyznaniowo ustroju pozwalającego chrześcijanom żyć w spokoju i praktykować swoją religię, natomiast w interesie prawie tak samo odległego, jawnie rasistowskiego państwa plemiennego, którego klasa polityczna i zdecydowana większość ludności żywi do nas nieskrywaną nienawiść, systematycznie uprawia wobec nas przemysł pogardy, używa wszelkich możliwych środków nacisku, żeby ograbić nas pod pozorem rzekomych należności, i od którego jedyną rzeczą, jaką możemy spodziewać w "podzięce" za to, że staniemy po jego stronie będzie zepchnięcie nas w oczach świata w metafizyczne inferno ludobójców współwinnych (jeśli nie wręcz głównych sprawców) mordowania ludzi tej rasy kilkadziesiąt lat temu. To jest postępowanie tak bezrozumne, tak irracjonalne, że nie sposób tego nawet określić w kategoriach zwykłego zdrowego rozsądku."

„Myślicie, że Naród Polski się o tym nie dowie” !


POLSKIE MAJĄTKI trafiały w RĘCE ŻYDÓW za ZDRADĘ POLSKI ?!!!

*****

OTÓŻ JA, OFICER WOJSKA POLSKIEGO, TU, w OBECNOŚCI WSZYSTKICH tu ZEBRANYCH, DAJĘ SŁOWO HONORU, że panią przeproszę, jeśli na następne spotkanie przyniesie chociaż jeden akt notarialny, że taki to a taki Icek otrzymał od swego ojca czy matki, spadek w postaci majątku ziemskiego, czy młyna itd. Bo tak odbywa się przekazywanie majątków kolejnemu pokoleniu na całym świecie, a także i w Polsce. Ale pani go nie przyniesie, bo takich aktów notarialnych żaden Żyd nie posiadał.

Posiadał inny akt nadania mu tych dóbr – Dekret cara Aleksandra II, który Żydom i każdemu innemu, nadawał taki majątek.

Wie pani za co? – ZA ZDRADĘ POLSKI.

Polski, która jako jedyne państwo na świecie przyjmowała Żydów ze wszystkich krajów, które Żydów wyrzucały. A wyrzucały liczne kraje Europy – dekretami królów, wyrzucały wielokrotnie na przestrzeni kilku wieków. I przecież nie za dobrą pracę dla kraju, w którym byli, ale za grabież, oszukaństwa, morderstwa, lichwę i przejmowanie władzy w swoje ręce.

Polska ich przygarniała i nadawała liczne przywileje, szczególnie w handlu.

W okresie rozbiorów Polski, ŻYDZI – ich przywódcy, PODSYCALI i PODGRZEWALI ATMOSFERĘ do POWSTAŃ. Ale nie dlatego, żeby Polska zrzuciła jarzmo ucisku caratu. Ale dlatego, że WIDZIELI w DEKRECIE CARA OKAZJĘ, by POSIĄŚĆ MAJĄTKI POLAKÓW.

A przypomnę tu państwu, że w tym okresie, kształcić swoje dzieci mogli ziemianin, właściciel tartaku czy młyna lub olejarni lub apteki. To była warstwa ludzi, gdzie patriotyzm przekazywano z pokolenia na pokolenie.

Chłopi posiadający kilka mórg ziemi i klepiący biedę nie myśleli o wykształceniu swych dzieci. I do powstań nie szli synowie biednych chłopów, a właśnie tych ludzi których stać było na naukę swych dzieci.

ŻYDZI, SKWAPLIWIE i DOKŁADNIE DONOSILI do WŁADZ CARSKICH o TYCH, co POSZLI do POWSTANIA. I na mocy DEKRETU CARÓW PRZEJMOWALI te WSZYSTKIE DOBRA.

Odpłacili narodowi i Polsce za to, że ich, jak swych synów, przygarniała w dniach, gdy wypędzano ich z wielu krajów. ODPŁACALI ZDRADĄ na RZECZ CIEMIĘŻYCIELA i ZABORCY, i to BEZ ŻADNYCH SKRUPUŁÓW.

Zresztą nie tylko pod zaborem rosyjskim to robili, u NIEMCÓW ZAŻĄDALI, by WYDZIELIĆ CZĘŚĆ POLSKI DLA NICH. A NA ŚWIECIE żądali ZROBIENIA z POLSKI JUDEO-POLONII.

Na tę okoliczność zachowały się liczne dokumenty tak na świecie jak i w Polsce.

Mojemu dziadkowi i jego bratu, którzy poszli do powstania, nie tylko odebrano całe majątki na rzecz Żydów zdrajców, ale zesłano ich na sybir. I na zawsze zostali na Syberii lub może zginęli po drodze na Syberię.

A pani śmie się tu DOPOMINAĆ ZWROTU tych MAJĄTKÓW?!

W ten sposób zabieracie całe ulice, np. w Krakowie. Domy, które zostały przez Polskę Ludową, czyli przez Naród, odbudowane lub wyremontowane wy mając swoich prezydentów lub premierów i ministrów odbieracie po cichu, bez rozgłosu.

MYŚLICIE, że NARÓD POLSKI o tym SIĘ NIE DOWIE?

za: Albin Siwak: „Chciałbym dożyć takich dni”


piątek, 15 lutego 2019

Najświętsze Trzy Hostie - historia żydowskiego świętokradztwa i wielkiego Cudu Eucharystycznego.

Fresk w kościele przy Żydowskiej, przedstawiający profanację Hostii

Zapomniany cud Eucharystyczny z 1399 r. przypomniano ostatnio w Poznaniu. Wznowiona została książka Mieczysława Noskowicza z 1926r., która poświęcona jest temu wydarzeniu.

Świętokradztwo

W 1399 r. żydzi przekupili dwie kobiety w Poznaniu, matkę i córkę, by postarały się o konsekrowane Hostie. Kobiety postanowiły wykraść je z kościoła Dominikanów przy ul. Szewskiej (dziś kościół o. Jezuitów). Po nabożeństwie ukryły się w kącie, czekając na zamknięcie kościoła. Kiedy zostały same, matka dwukrotnie próbowała otworzyć drzwiczki tabernakulum, ale za każdym razem jakaś siła rzucała ją o ziemię. Wreszcie za trzecim razem, podtrzymywana przez córkę, wyjęła cyborium, a z niego trzy Hostie, które zawinęła w białą chusteczkę. Obie znów ukryły się w kącie, czekając na otwarcie kościoła i na popołudniowe nabożeństwo. Łatwo im było zmieszać się z wiernymi, a po nabożeństwie opuściły kościół bez przeszkód. Od razu udały się do żydów, którzy zapłacili im umówioną sumę i zabrali trzy Najświętsze Hostie. Rabini i starsi kahału, w sumie trzynastu żydów, poszli z Hostiami do kamienicy zwanej Świdwińską przy ul. Sukienniczej (dziś ul. Żydowska) i tam w piwnicy ustawili stół, na który rzucili Hostie. Chcieli sprawdzić, czy jest to prawdziwe Ciało Pana Jezusa. Najstarszy z żydów przebił nożem jedną z Hostii i wtedy wytrysnęła z niej krew na jego twarz. Za chwilę reszta żydów przy świetle pochodni kłuła bez opamiętania trzy Najświętsze Hostie, mimo że krew z nich lała się po całym stole. Bluźnili przy tym i „rzucali najpotworniejsze obelgi przeciw Chrystusowi”.

Monstrancja z trzema Najświętszymi Hostiami
w kościele Bożego Ciała w Poznaniu
W 1570 r. kustosz poznański i kanonik warmiński ks. Tomasz Treter opublikował po łacinie historię trzech Hostii, która wydarzyła się w Poznaniu w 1399 r. Do dziś, jak pisał, a więc do czasu, kiedy powstała jego książka, ślady Krwi Najświętszej wylanej z Hostii „wprawiają wpatrujących się w wielkie podziwienie i uszanowanie. Pobudzają też cudownie pobożne serca do oddania Chrystusowi-Odkupicielowi powinnego dziękczynienia, za to, że nie tylko na Golgocie, podczas gorzkiej męki Swej raczył dla zbawienia rodzaju ludzkiego wylać obficie Krew Swoją Najświętszą, ale i tutaj w Poznaniu, na udowodnienie prawdy wiary katolickiej, jako w Najświętszym Ołtarza Sakramencie jest prawdziwie Ciało i prawdziwa Krew Jego”.

Cudowne uzdrowienia

Żydzi coraz większy podnosili wrzask, pastwiąc się nad Hostiami. Im więcej krwi tryskało, „w tym większy szał nienawiści i większą żądzę wywarcia całej swej złości popadli”. Ponieważ kamienica znajdowała się w dzielnicy żydowskiej, więc słyszący te krzyki żydzi zbiegli się na tę „Boga znieważającą ceremonię”. Tylko jedna żydówka, niewidoma od urodzenia, kiedy dowiedziała się, że rabini doświadczają, czy w chlebie, którzy chrześcijanie uważają za swoją największą świętość, jest rzeczywiście prawdziwe Ciało i Krew Jezusa, zaczęła się do niego modlić o uzdrowienie. Gdy tylko skończyła swoją modlitwę, Pan Jezus cudownie przywrócił jej wzrok. Wyszła na ulicę i zaczęła głośno wyznawać Chrystusa.

Żydzi przestraszyli się następstw tego coraz głośniejszego czynu i postanowili pozbyć się Hostii. Próbowali je spalić, ale Hostie wychodziły z ognia i unosiły się nad płomieniami nietknięte. Wrzucali je wiele razy do ustępu, a potem do studni, która do dziś znajduje się w dolnej kaplicy kościoła Pana Jezusa, a wtedy było to pomieszczenie, w którym bezcześcili oni Ciało Chrystusa, ale i te próby zniszczenia Hostii okazały się daremne. W końcu postanowili zakopać je za miastem na trzęsawiskach. 15 sierpnia 1399 r. w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zawinęli je w płótno i wysłali dwóch starszych kahału, którzy poszli przez miasto. Po drodze mijali żebrzącego kalekę, który został cudownie uzdrowiony. Przechodzili obok domu, w którym leżał umierający człowiek. I on został uzdrowiony. Jednak nie zwracali w ogóle uwagi na te znaki Boże, tylko „trwali w swej zaciętości przeciw Chrystusowi”. W końcu przyszli na miejsce, które uznali za najlepsze do pozbycia się tu „zbrodniczo zbezczeszczonych Hostii Najświętszych”. Dziś znajduje się tu kościół Bożego Ciała w Poznaniu. Wtedy było to miejskie pastwisko bydła. Tam zakopali Hostie, zarzucili je błotem i wrócili do domu.

środa, 13 lutego 2019

X. Rama P. Coomaraswamy – Problemy z nowymi sakramentami – Ogólne wprowadzenie

Ołtarz siedmiu sakramentów (1450).
Autor: Rogier van der Weyden.
Po lewej: chrzest, bierzmowanie i pokuta.
Pośrodku Eucharystia.
Po prawej sakramenty święceń, małżeństwa i ostatniego namaszczenia

Rozdział I

Ogólne wprowadzenie

KS. RAMA P. COOMARASWAMY

   Jak powszechnie wiadomo, kościół posoborowy – zgodnie z "Duchem Vaticanum II" oraz pragnieniem "aktualizacji" swoich rytów – dokonał zmian w sposobie udzielania wszystkich sakramentów. Mało kto mógłby zaprzeczyć, że za tymi zmianami kryła się intencja uczynienia ich bardziej zdatnymi do przyjęcia przez współczesnego człowieka, a szczególnie przez tzw. "braci odłączonych".

   Katolicy w rozmaity sposób zareagowali na zmiany. Większość przyjęła je bez większego zastanowienia – wszak pochodziły z Rzymu, któremu zawsze ufali. Inni uznali je za "wątpliwe" lub całkowicie zanegowali ich skuteczność – a w rezultacie odmówili brania w nich udziału. Większość kontrowersji zogniskowała się na nowej Mszy – Novus Ordo Missae – co spowodowało, że inne Sakramenty – szczególnie te, które są uzależnione od ważnego kapłaństwa – zostały zignorowane (1). W niniejszej książce zajmiemy się omówieniem zmian dokonanych w sakramencie święceń kapłańskich, wraz z towarzyszącymi im modyfikacjami wprowadzonymi do różnych sakramentów zależnych od kapłaństwa. Rozpoczniemy nasze studium od przypomnienia tradycyjnych, katolickich zasad teologicznych odnoszących się do wszystkich Sakramentów.

   Według nauczania Kościoła, sakrament jest widzialnym znakiem ustanowionym przez naszego Pana Jezusa Chrystusa oznaczającym i udzielającym łaski. Istnieje siedem Sakramentów: Chrzest, Małżeństwo, Kapłaństwo, Eucharystia, Spowiedź, Bierzmowanie i Ostatnie Namaszczenie. Przedstawiłem je w tej kolejności, gdyż Chrzest i Małżeństwo – ściśle mówiąc – nie wymagają obecności kapłana (2). Święceń kapłańskich udziela biskup, a do pozostałych Sakramentów niezbędna jest "władza" kapłańska.

   Początek teologii sakramentalnej, ściśle rzecz biorąc, sięga czasów Chrystusa i Apostołów (3). "Rozwijała" się ona na przestrzeni stuleci, co – parafrazując słowa św. Alberta Wielkiego – nie oznacza, że "ewoluowała", lecz raczej, że nasze rozumienie stawało się wyraźniejsze w miarę jak heretycy negowali różne jej aspekty, a poprawna doktryna była potwierdzana i wyjaśniana w definitywnych orzeczeniach Kościoła. Rezultat końcowy można nazwać tradycyjnym nauczaniem Kościoła o Sakramentach.

   Pojawienie się modernizmu dało początek odmiennemu, modernistycznemu poglądowi na teologię sakramentalną przyjmującemu, że Sakramenty nie tyle są ustalonymi obrzędami przekazanymi poprzez wieki, co "symbolami", które odzwierciedlają wiarę wiernych – wiarę, która sama jest produktem kolektywnej podświadomości osób wychowanych w środowisku katolickim (4). Tradycyjne Sakramenty – zgodnie z tym poglądem – są odbiciem zapatrywań pierwszych chrześcijan. Jako że współczesny człowiek rozwinął się na drodze postępu i dojrzał, to najzupełniej normalne jest, że jego obrzędy również powinny się zmienić. Czytelnik sam musi ocenić, na ile takie opinie wpłynęły na zmiany w Sakramentach wprowadzone podczas Vaticanum II.

POCHODZENIE SAKRAMENTÓW

   "Któż jak nie Pan Bóg" – pyta św. Ambroży – "jest autorem Sakramentów?" Św. Augustyn mówi nam: "To wcielona Boska Mądrość, ustanowiła sakramenty jako środki zbawienia", a św. Tomasz z Akwinu stwierdza: "Jako że łaska sakramentów pochodzi wyłącznie od samego Boga, to ich ustanowienie jest dziełem wyłącznie Jego samego". A zatem, Apostołowie nie uważali się za autorów Sakramentów, lecz raczej za "szafarzy tajemnic Bożych" (1 Kor. IV, 1). Istnieje pewien spór, co do tego czy bierzmowanie i ostatnie namaszczenie zostały ustanowione bezpośrednio przez Chrystusa czy też za pośrednictwem Apostołów. Kwestia ta nie ma większego znaczenia, ponieważ Objawienie pochodzi od Chrystusa i zakończyło się na Apostołach. Nie trzeba przypominać, że Apostołowie nie ośmieliliby się tworzyć sakramentów nie posiadając do tego Boskiego upoważnienia.

KRÓTKA PERSPEKTYWA HISTORYCZNA

   Pierwsi Ojcowie Kościoła, koncentrując się przede wszystkim na zdefiniowaniu doktryny włożyli niewiele wysiłku w zdefiniowanie czy objaśnienie sakramentów. Nie należy jednak uważać, że ich nie pojmowali. Spójrzmy na Justyna Męczennika (114 – 165), który wyraźnie dał do zrozumienia, że skutkiem Chrztu jest "oświecenie" albo łaska. A znów św. Ireneusz († 190) rozważając "tajemnicę" Eucharystii zauważył, że "Gdy nad kielichem [tj. winem zmieszanym z wodą] i chlebem wypowiedziane zostaje Słowo Boże, Eucharystia staje się ciałem Chrystusa..." U obu tych Ojców Kościoła dostrzegamy esencjonalną teologię sakramentu – połączenie "formy" i "materii" (chociaż użyto innych terminów) oraz przelanie łaski.

   Pierwsi Ojcowie Kościoła umieścili Sakramenty pośród "misteriów" (od greckiego mysterion) (5) nie określając wyraźnie ich liczby. Tertulian (około 150 – 250) był pierwszym, który przetłumaczył ten termin na łacinę jako "sacramentum", chociaż znów, nie w wyłącznym sensie (6). Warto zacytować go w tym miejscu, aby pokazać, że był zaznajomiony z zasadniczymi cechami sakramentalnej teologii: "Przeto wszystkie wody... po inwokacji Boga, uzyskują sakramentalną moc uświęcenia; gdyż natychmiast z niebios zstępuje Duch i spoczywa na wodach, uświęcając je przez Siebie, a one będąc w ten sposób uświęcone, absorbują jednocześnie moc uświęcania... Nie można wątpić, że Bóg uczynił materialną substancję, którą On rozprzestrzenił wśród wszystkich Swych dzieł, poddaną Mu również w Jego własnych osobliwych sakramentach; która to materialna substancja rządząca życiem ziemskim działa jako pośrednik tak samo w życiu nadprzyrodzonym" (7).

   Od tego momentu termin "sakrament" zaczął być coraz częściej używany – często zamiennie ze słowem "misterium". Św. Ambroży (333 – 397) jest autorem pierwszego traktatu, poświęconego wyłącznie temu, co nazywa sakramentami, a konkretnie omawia Chrzest, Bierzmowanie i Eucharystię. Nie podejmuje w nim próby przedstawienia ogólnej definicji, ale widać, że doskonale rozumie zasady związane z tym tematem, co odzwierciedla się w jego stwierdzeniu: "otrzymany przez ciebie sakrament stał się tym, czym jest dzięki słowu Chrystusa". Z osobą św. Augustyna (354 – 430) trzeba wiązać pierwszą próbę jasnego zdefiniowania tego terminu jako "znak" albo "znaki", które "gdy przynależą do zakresu rzeczy Boskich, nazywane są Sakramentami". W innym miejscu stwierdza, że nazywane są Sakramentami, ponieważ jedną rzecz w nich widzimy, a jeszcze inną przez nie rozumiemy. Nadal używa on tego słowa jako faktycznie równoważnego Misteriom i właśnie sakramenty ma na myśli, gdy mówi o Wielkanocy, jak również o alegorii świętych liczb, którą dostrzega w dwudziestym pierwszym rozdziale Ewangelii św. Jana. Małżeństwo, Święcenia, Obrzezanie, Arka Noego i Szabat oraz inne obrzędy są również tak określane. Prawdopodobnie najważniejszym jego wkładem w sakramentalną teologię było rozgraniczenie między Sakramentem jako znakiem zewnętrznym i łaską, którą ten znak przekazuje. Pierwsze bez drugiego – jak dowodził – jest bezużyteczne (8).

   Następną osobą roztrząsająca temat Sakramentów był Izydor z Sewilli (560 – 636), który zapisał się na tym polu raczej jako encyklopedysta niż jako ktoś, kto dostarczyłby nam kolejnych objaśnień. Jego rozważania ograniczyły się do Chrztu, Krzyżma oraz Ciała i Krwi Pańskiej. Następnym był Gracjan (1095 – 1150), który podjął pierwszą próbę kompilacji wszystkich przepisów kanonicznych Kościoła. W swoim dziele Concordia Discordantium Canonum cytuje różne definicje, które już zaprezentowaliśmy i jako przykłady przytacza sakramenty Chrztu, Krzyżma (Święceń) i Eucharystii. Opracowanie to stało się standardowym źródłem i Roland Bandinelli, późniejszy Papież Aleksander III (papież: 1159 – 1181) napisał do niego komentarz, w którym wymienia Sakramenty takie jak: Chrzest, Bierzmowanie, Sakrament Ciała i Krwi (w którym rozważa Święcenia kapłańskie), Pokutę, Namaszczenie i Małżeństwo. Ten z kolei komentarz stał się standardowym tekstem i wzorcem dla Sentencji Piotra Lombarda (9).

   Ostatecznie to Hugo od św. Wiktora (1096 – 1141) dokonał przeglądu tego zagadnienia i jest autorem definicji najbardziej przypominającej tę obecnie oficjalnie przyjmowaną. W swoim dziele De Sacramentis Christianae Fidei definiuje Sakrament jako "pochodzący z zewnątrz materialny element poznawalny zmysłami, przedstawiający przez swe podobieństwo, wyrażający poprzez swe ustanowienie i zawierający przez swe uświęcenie pewną niewidzialną i duchową łaskę". Stwierdza również: "dodaj do elementu słowo uświęcenia i skutkiem tego będzie sakrament". Wyróżnia ponadto Sakramenty niezbędne do zbawienia oraz takie, które są "pożytecznymi dla zbawienia, ponieważ dzięki nim przekazywana jest obfitsza łaska oraz ustanowionymi po to, by dzięki nim mogły być udzielane inne sakramenty [tj. Święcenia]".

   Zakończymy te historyczne rozważania trzema definitywnymi orzeczeniami Kościoła, mającymi status de fide, tzn. "przynależącymi do wiary".

   "Sakrament jest zewnętrznym znakiem wewnętrznej łaski, ustanowionym przez Chrystusa dla naszego uświęcenia" (Katechizm Soboru Trydenckiego).

   "Jeśli ktoś twierdzi, że nie wszystkie sakramenty Nowego Przymierza zostały ustanowione przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, albo że jest ich więcej czy mniej niż siedem, tj. Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Pokuta, Ostatnie Namaszczenie, Kapłaństwo i Małżeństwo, albo że którykolwiek z nich nie jest prawdziwie i we właściwym znaczeniu sakramentem – niech będzie wyklęty" (Sobór Trydencki, Sesja VII: O sakramentach, kanon 1, Denz. 844).

   "Jeśli ktoś twierdzi, że sakramenty Nowego Przymierza nie zawierają łaski, którą oznaczają, albo że nie dają tej łaski tym, którzy jej nie stawiają przeszkody... – niech będzie wyklęty" (Sobór Trydencki, Sesja VII: O sakramentach, kanon 6, Denz. 849).