HABEMUS PAPAM? Nic z tych rzeczy... Nie mamy papieża, od 1958 r.!
Sedevacante... i co dalej? Czy może istnieć wieczny wakat?
Dokładnie rok temu, 8 maja 2025 r., modernistyczni heretycy dokonali „wyboru” pana Roberta Franciszka Prevosta na „papieża” modernistycznego Neokościoła (przyjął imię „Leon XIV”). Wybór ten był, z katolickiej perspektywy, całkowicie nieważny i pozbawiony znaczenia. W tym rzekomym „konklawe” nie uczestniczył bowiem żaden kardynał, ani nawet żaden katolik. Wszyscy uczestnicy tego wydarzenia, to modernistyczni pseudokardynałowie Novus Ordo, mianowani przez modernistycznych pseudopapieży, poprzedników Prevosta w uzurpacji tronu Piotrowego i okupacji Stolicy Apostolskiej, przede wszystkim Jerzego Bergoglio.
Temat „konklawe” jest i będzie niemożliwy! Nie da się obecnie zwołać konklawe. Nie są w stanie uczynić tego ani moderniści okupujący Watykan, ani tradycjonaliści. Wybór papieża w normalnym trybie, poprzez konklawe jest niemożliwy, właśnie dlatego, że od blisko 70 lat nie mamy papieża. A co za tym idzie nie mamy również kardynałów. Dlatego tzw. teza z cassiciacum, obecnie jest całkowicie nierealna i bezpodstawna, gdyż bez kardynałów niemożliwy jest wybór papieża w konklawe. Nawet jeśli roboczo, hipotetycznie uznamy, że można w ogóle rozdzielić papiestwo na formalne i materialne, to i tak do wyboru papieża potrzebni są kardynałowie, a ostatnimi takimi wyborami w Watykanie były obydwa konklawe w 1978 r. Ostatnim „wybranym” w ten sposób był Karol Wojtyła. W 2005 r. nie było już kardynałów, więc Józefa Ratzingera zwyczajnie nie miał kto wybrać. Teza o. Guerard des Lauriers OP skończyła się więc 2 kwietnia 2005 r., ostatecznie. Obecnie w Watykanie absolutnie nic takiego nie jest się już w stanie więcej dokonać. Grupa świeckich, starszych panów – modernistycznych heretyków którzy są poza Kościołem, poprzebieranych w czerwone sutanny (z których to zdecydowana większość nie posiada już nawet niższych święceń, a co dopiero ważnych konsekracji biskupich) wybiera jednego spośród siebie, który przebiera się w białą sutannę, i idzie pomachać zgromadzonym tłumom z balkonu. To jest po prostu teatrzyk, kabaret starszych panów, zwykły KABARET, a nie żadne „konklawe”!
Nie jesteśmy „konklawistami”, nie chcemy być kojarzeni, i nie mamy nic wspólnego z „konklawizmem”. „Konklawizm” jest obecnie herezją i utopią! Nie ma możliwości zwołania obecnie konklawe, które wybrałoby papieża. To absolutnie niemożliwe. Konklawe (łac. conclave, od cum clavis, zamknięcie pod kluczem) – to ogólne zgromadzenie kardynałów dla wyboru papieża. Pierwszy raz terminem tym posłużył się papież Grzegorz X w konstytucji apostolskiej Ubi Periculum w 1274 r., która przyznała prawo wyboru nowego papieża tylko przez kardynałów. Konklawe dotyczy więc wyłącznie wyboru papieża po 1. bezpośrednio po śmierci poprzedniego papieża, po 2. tylko przez kardynałów Świętego Kościoła Rzymskiego, po 3. zgodnie z aktualnie obowiązującym prawem papieskim dotyczącym wyboru papieża.
W tej sytuacji, jedynym logicznym, katolickim wnioskiem jest stwierdzenie, że prawo papieskie dotyczące wyboru papieża zwyczajnie przestało obowiązywać, jest zawieszone, podobnie jak wiele innych praw ludzkich (stanowionych) które normalnie obowiązują, ale obecnie ustępują przed najwyższym prawem Kościoła, jakim jest zbawienie dusz. Zapewnienie posiadania przez Kościół widzialnej głowy jest konieczne dla zbawienia dusz, jest równie ważne, a może nawet ważniejsze, niż zapewnienie ważnych sakramentów. „Papież nie jest jedynie figurą ceremonialną. Jest on ustanowioną przez Boga zasadą jedności, najwyższym sędzią, który może rozstrzygać spory, strzec doktryny i zachowywać Kościół jako jedno ciało.”
Oczywiście, sam sposób dokonania tego wyboru będzie przedmiotem obrad na spotkaniach przygotowawczych i na samym Niedoskonałym Soborze Powszechnym. Może się to dokonać w różny sposób. Np. Ojcowie Soborowi mogą stwierdzić, że sam Niedoskonały Sobór Powszechny wybierze odpowiedniego kandydata na papieża. Można to alegorycznie w pewien sposób porównać do wyboru króla poprzez Sejm Walny w tzw. wolnej elekcji, czyli tak jak wybieraliśmy naszych królów w I Rzeczpospolitej, czy też do wyboru Prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe, czyli połączone izby Parlamentu, a więc tak jak wybieraliśmy prezydentów w II Rzeczpospolitej po konstytucji marcowej, a przed uchwaleniem konstytucji kwietniowej w 1935 r. Może jednak Niedoskonały Sobór Powszechny wybrać spośród siebie Elektorów, czyli najwybitniejszych i najbardziej zasłużonych uczestników Soboru, którzy dopiero w specjalnym, zamkniętym Zgromadzeniu Elektorów, czyli takim quasi „konklawe”, wybiorą spośród siebie papieża. Można by to wówczas porównać do wyboru Prezydenta RP zgodnie z postanowieniami konstytucji kwietniowej z 1935 r. przez Zgromadzenie Elektorów, które miało być wyłaniane w 1/3 przez Sejm, 1/3 przez Senat, a w 1/3 przez ustępującego Prezydenta i składać się z elity narodowej. Trzecią opcją może być też np. zarządzenie wyłonienia papieża w wyniku losowania, czyli w nawiązaniu do Ewangelicznego wyłonienia dwunastego Apostoła po zdradzie i upadku Judasza. W ten sposób wyłoniono Apostoła św. Macieja. Wszystko to pozostaje dziś kwestią otwartą... Dopiero przyszły Papież będzie mógł przywrócić kolegium kardynalskie, mianując nowych kardynałów, i w ten sposób przywrócić (lub ustanowić nowe) prawo papieskie, dotyczące wyboru jego następcy. Jednak papież będzie mógł także, równie dobrze, całkowicie zmienić zasady wyboru nowego papieża, albo zawiesić czy wręcz zrezygnować z mianowania kolegium, np. do czasu odzyskania Wiecznego Miasta, Watykanu i Rzymskich Bazylik Papieskich oraz kościołów tytularnych...
Jak piszą autorzy strony Unam Sanctam, w obecnych czasach „Jurysdykcja staje się przedmiotem sporów”. Nie ma konsensusu wśród biskupów sedewakantystycznych, na temat jurysdykcji w obecnej sytuacji kryzysu w Kościele. I jest to temat trudny, a jednocześnie niezwykle ważny, bo dotyczy samej apostolskości Kościoła, czyli tej cechy którą wyznajemy w Credo, i która jest niezbywalna (tak samo jak jedność, świętość etc.). Z wypowiedzi niektórych „bezgłowych sedewakantystów” można wywnioskować, że biskupów posiadających jurysdykcję (a więc mogących wziąć udział w Soborze Powszechnym) po prostu nie ma. Jednak Kościół nie może zatracić tej cechy. Jeśli nie byłoby biskupów z jurysdykcją, jeśli nikt nie miałby prawa wyboru papieża, to by znaczyło, że już nigdy ich nie będzie, i Kościół już nigdy nie będzie miał widzialnej głowy, bo Sukcesja Apostolska (formalna i materialna) musi trwać w ciągłości, nie może zostać przerwana a następnie wznowiona w jakiś cudowny, nadprzyrodzony sposób Boską interwencją, bo to już byłaby po prostu zupełnie nowa linia, nowy papież wyłoniony w ten sposób, nie mógłby się już tytułować „następcą św. Piotra w prymacie”. W rzeczywistości jednak Pan Jezus obiecał, że św. Piotr będzie miał rzeczywistych wiecznych następców, co zostało nieomylnie potwierdzone przez Sobór Watykański w konstytucji dogmatycznej Pastor Aeternus. Dlatego jurysdykcja JEST w Kościele bo być musi, i to są zasadniczo tylko trzy opcje do wyboru: pierwsza jest taka, że ta jurysdykcja trwa w hierarchii Novus Ordo, co w zasadzie przy takim założeniu, nie byłoby już quasi-lefebryzmem co po prostu lefebryzmem. Jeśli do tego wniosku prowadzi tzw. teza z cassiciacum, to słusznie śp. bp. Daniel Dolan nazwą ją macką ośmiornicy modernizmu. Druga opcja jest taka, że jurysdykcja trwa w biskupach katolickich (sedewakantystycznych), i do tej opcji skłaniam się ja (jak napisałem wyżej) oraz autorzy strony Unam Sanctam. Trzecia opcja jest taka, że żyje gdzieś w ukryciu „papież w drzewach” który posiada jurysdykcję oraz przekazuje ją; co głosił niegdyś w Polsce niejaki Karol Ambroziak vel. Szymon Klucznik (tą opcję można od razu wykluczyć ponieważ Kościół katolicki nie może funkcjonować w całkowitym ukryciu i podziemiu jak sekty masońskie). Dla mnie więc zostaje tylko jedna katolicka opcja, której się trzymam. Jestem bardzo ciekawy odpowiedzi ze strony oponentów, gdzie ich zdaniem jest dziś jurysdykcja oraz apostolskość Kościoła Św.?
Choć nazwiska biskupów którzy przystąpili do pracy nad projektem Unam Sanctam póki co nie zostały publicznie ujawnione, to raczej nie jest żadną wielką tajemnicą, dla każdego kto uważnie obserwuje sytuację i jest na bieżąco z publicznymi, oficjalnymi wypowiedziami naszych biskupów, że sygnatariuszami są J. Exc. x. bp. Roderyk da Silva oraz J. Exc. x. bp. Piotr Roy. W zeszłym roku, 4 lipca 2025 r., wydali oni wspólnie Deklarację Biskupią w której pisali o konieczności zwołania ogólnego zgromadzenia biskupów Tradycji, w celu zaradzenia obecnej sytuacji kryzysu w Kościele, spowodowanego wakatem na Stolicy Apostolskiej. W pełni solidaryzuję się i utożsamiam z tymi dwoma biskupami, którzy konsekwentnie udowadniają, że rzeczywiście zależy im na dobru całego Kościoła, a nie „jedynie o własne, indywidualne owczarnie, każdy tworząc swoją własną sektę i odrzucając Komunię” (cytat z Deklaracji Biskupów). Zresztą, już wcześniej, bo 7 lutego 2025 r., podpisałem się pod Deklaracją dla świeckich katolików integralnych w której także, wraz z red. Tomaszem Jazłowskim, teologiem, wzywamy do wyboru Autorytetu Władzy Kościoła czyli Papieża Rzymskiego, przez biskupów katolickich nieskażonych herezją modernizmu, jako jedynej realnej możliwości zakończenia obecnego kryzysu. Można więc powiedzieć, że staliśmy się prekursorami tej myśli w Polsce, na długo przed powstaniem międzynarodowego projektu Unam Sanctam!
Można przypuszczać, z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa, że kolejnymi biskupami-sygnatariuszami są J. Exc. x. bp. Merardo Loya oraz J. Exc. x. bp. Fernando Altamira. Obaj należą do tego samego „obozu” co wyżej wymienieni (jest to już jednak tylko moje przypuszczenie). Do wszystkich 10 biskupów, którzy przystąpili na chwilę obecną do projektu Unam Sanctam, mam ogromny szacunek i wielką sympatię, nawet nie znając ich imion i nazwisk, i pomimo jakichkolwiek ewentualnych różnic czy problemów. Pokazali, że ich najważniejszym celem jest dobro Kościoła, miłość Boga i apostolska żarliwość o zbawienie dusz. Bo zarówno „bezgłowy sedewakantyzm” jak też tzw. teza z cassiciacum w praktyce do niczego nie prowadzą, i nie dają możliwości rozwiązania obecnego kryzysu w Kościele. W rzeczywistości wygląda na to, że ich zwolennicy okopali się na własnych pozycjach, i podobnie jak lefebryści, tworzą własne struktury alternatywne, własne kółka wzajemnej adoracji (żeby nie powiedzieć ostrzej, własne sekty), bez podjęcia rzetelnej i autentycznej walki o przywrócenie normalnej sytuacji, ładu i porządku w Kościele, a nawet bez próby podjęcia ponad-organizacyjnej współpracy ponad podziałami, gdyż po prostu, jest im wygodnie tak jak jest, i po co cokolwiek zmieniać. Stan, w którym każdy biskup czy przełożony danej wspólnoty jest „Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”, jest za pewne dla wielu bardzo wygodny. Niestety, prowadzi to tylko i wyłącznie do pogłębiania podziałów, i coraz większego chaosu wśród zdezorientowanych wiernych... Natomiast twierdzenie, że zwołanie Niedoskonałego Soboru Powszechnego jest obecnie niemożliwe, gdyż nie ma jedności wśród biskupów, jest całkowicie irracjonalne i pozbawione sensu, gdyż jak niby może istnieć jedność bez Papieża? Próba czekania jeszcze dłużej na „jedność” spowoduje tylko i wyłącznie jeszcze głębsze podziały, gdyż nie może być jedności bez tego, który jest gwarantem jedności. Bez Papieża nie ma i nie będzie jedności!
Sedewakantyzm jest jedynie określeniem obecnego, smutnego stanu Kościoła, z którego należy Kościół jak najszybciej wyprowadzić. Nie jest on i nie może być celem samym w sobie, jakąś ideologią czy, co najgorsze, jakimś stanem permanentnym, do którego przywykliśmy, okopaliśmy się na swoich pozycjach niczym w oblężonej twierdzy i trwamy tak, bo jest nam tak wygodnie, bo tak nam pasuje, bo nie ma nad nami żadnego żywego, żyjącego autorytetu, któremu musimy być poddani i bezwzględnie posłuszni. Ale to nie jest normalne, i w dłuższej perspektywie czasu prowadzi w rzeczywistości do protestantyzacji, do rozdrobnienia i do mentalnego protestantyzmu, przyozdobionego katolicką dogmatyką, kultem, liturgią i całą otoczką zewnętrzną. Ale wewnątrz, trwając w tym nienormalnym stanie, przez kolejne kilkadziesiąt lat, de facto staniemy się jak protestanci. Dlatego też, jako katolik rzymski integralny, jeśli już mam sobie dać przykleić jakąś łatkę, etykietę czy dodatkowe określenie, to niech to będzie ELEKCJONISTA, czyli zwolennik zwołania (w trybie pilnym!) Niedoskonałego Soboru Powszechnego i wyboru Papieża, a nie sedewakantysta, czyli ktoś kto jedynie stwierdza obecny, tragiczny stan Kościoła, i nic z tym nie robi, liczy jedynie na cud z Nieba, a nie zamierza dołożyć żadnej pracy i ludzkiego wysiłku, który jest konieczny do osiągnięcia celu! Niech to będzie wreszcie, zamiast ciągłego, tak typowego dla większości tradycjonalistów (ale również, dla nas Polaków, to jedna z naszych największych wad narodowych) wiecznego narzekania na wszystko i negowania zastanej rzeczywistości, wreszcie coś pozytywnego i kreatywnego, coś co prowadzi do rozwiązania sytuacji i wyjścia z obecnego kryzysu w Kościele, a nie tylko stwierdzenia obiektywnego i smutnego faktu opróżnienia Stolicy Apostolskiej i stolic biskupich! Nie jest to w najmniejszym stopniu zmiana mojego stanowiska, ale po prostu wyciągnięcie logicznych wniosków i konsekwencja. A jedyną logiczną konsekwencją katolickiego stanowiska sedevacante – jest katolicki elekcjonizm!
Niech Bóg nas wszystkich chroni i oświeca, bo stawką jest zbawienie naszych dusz.
Za Redakcja Tenete Traditiones
Michał P. Mikłaszewski, redaktor naczelny
W święto św. Stanisława, Biskupa i Męcz., gł. Patrona Polski, AD 2026

Współcześni zwolennicy tezy z Cassiciacum często twierdzą, że ich "papież materialny" ma zdolność prawną mianowania kardynałów, bo posiada władzę administracyjną.
OdpowiedzUsuńTo dokładnie tak samo, jakbym ja teraz stwierdził, że jestem pół-kobietą, i jestem w pół-ciąży... To po prostu absurd!
UsuńA jakie jest, i czy w ogóle jest stanowisko najważniejszych biskupów Sanborna, Pivarunasa i następcy bpa Dolana ?⁶
UsuńBiskup Donald Sanborn z tego co wiem nie mówi o kardynałach, ale o "elektorach". Biskup Pivarunas raczej jest totalistą. IMBC nie wiem jakie stanowisko głosi. "Beneprywacjoniści" jak Stobnicki logicznie powinni przejść na pozycje totalistyczne, chyba że twierdzą, że Prevost jest "papieżem materialnym", bo go wybrali nominaci Wojtyły i Ratzingera.
UsuńPrzede wszystkim, dla kogo najważniejszych? Dla mnie wcale nie są to najważniejsi biskupi. Bezpośrednim następcą bpa Dolana jest bp. da Silva. To jego konsekrował bp. Dolan. To on konsekrował bpa McGuire. Dlaczego teraz niektórzy stawiają bpa McGuire niejako ponad bpem da Silvą? Owszem zdarza się, że biskup konsekrowany stanie się ważniejszym od konsekratora, np. bp. Ambroży Achilles Ratti konsekrowany przez arcybiskupa metropolitę warszawskiego Aleksandra kard. Kakowskiego, Prymasa Królestwa Polskiego, został następnie papieżem Piusem XI. Jednak bp McGuire jeszcze nie został papieżem. Podobnie bp. Sanborn, choć niektórzy traktują go, jakby w praktyce był P.O. Papieża, i przypisują mu wręcz nieomylność (czy raczej głoszonym przez niego tezom). Dla mnie osobiście najważniejszym biskupem jest bp. Merardo Loya, z którym się zgadzam w 100 %. Mam osobiście cichą nadzieję, że to właśnie ten biskup zostanie papieżem. Modlę się o to (ale oczywiście z zastrzeżeniem, że to nie moja wola, tylko Boska ma się ziścić)... Co do biskupów wymienionych z nazwiska, to właśnie bp Pivarunas miał ponoć powiedzieć, że "zwołanie Niedoskonałego Soboru Powszechnego jest obecnie niemożliwe, gdyż nie ma jedności wśród biskupów". Nie wiem naprawdę na co Jego Ekscelencja liczy i jakiej jedności oczekuje przy braku papieża... Będzie tylko coraz gorzej... Co do bpów Sanborna i McGuire, to chyba do chwili obecnej nie zajęli stanowiska, przynajmniej publicznie. Ale ich opinia to nie jest jakaś nieomylna wyrocznia...
UsuńWszystkim powinno zależeć na zakończeniu obecnego kryzysu w Kościele, zgodnie z klasyczną zasadą św. Ignacego Loyoli : „Ufaj Bogu tak, jakby całe powodzenie spraw zależało wyłącznie od Niego, ale działaj tak, jakby wszystko zależało tylko od ciebie”. To jest podstawa. Zarówno niektórzy totaliści, jak bp. Pivarunas, jak również większość zwolenników tezy z cassiciacum, zdaje się że całkowicie zapomnieli o drugiej części tej zasady. Liczą na cud z Nieba, który nigdy nie nastąpi, dokładnie tak samo jak żydzi czekający na przyjście Mesjasza, który już dawno przyszedł, a im pociąg odjechał... Nie rozumieją oni, że Pan Bóg zazwyczaj dokonuje cudów z naszym udziałem, a rzadko kiedy działa całkowicie niezależnie i w sposób spektakularny. Już samo skuteczne zwołanie Soboru Powszechnego i osiągnięcie moralnej jednomyślności w tej jednej sprawie byłoby prawdziwym cudem! Módlmy się o ten cud, a jednocześnie dokładajmy wszelkich starań, aby się ziścił! Bo Papież nam nie spadnie sam z Nieba, nie liczmy na taki "cud", bo nic takiego nigdy nie nastąpi!
UsuńPod tym względem przyznać trzeba Emmanuelowi Korabowi, bo on dążył do podobnego celu, choć w naginany sposób.
OdpowiedzUsuńDlatego też pojawił się zarzut głoszenia różnych herezji przez Emmanuela Koraba, ale nie pojawił się zarzut dotyczący samej idei wyboru papieża przez Sobór Powszechny. Co najwyżej określono "konklawe" w którym wziął udział Korab, jako "kabaretowe" (i słusznie, bo takim ono w istocie było). Problem nie polega na samej idei i dążeniu do tego celu. Problem polega na tym, że wszystkie dotychczas podjęte próby były właśnie kabaretowe, naginane i przez to nieważne. Oby tym razem było inaczej, i oby wreszcie Kościół Święty odzyskał widzialną głowę, daj Panie Boże!
UsuńNa stronie już widzę, że deklarację podpisało 10 biskupów, więc w sumie mogliby już zwołać synod. Jeszcze trochę i można byłoby robić przygotowania do soboru.
OdpowiedzUsuńSpotkania przygotowawcze jak najbardziej mogłyby się już odbywać. Natomiast jeśli chodzi o sam Sobór, to w mojej prywatnej opinii, potrzeba przynajmniej 11, a więc potrzebny jest jeszcze jeden biskup. Wynika to z dwóch kwestii. Po 1. dlatego, że mamy obecnie ok 21 biskupów, a więc 10 to mniej niż połowa, ale 11 to będzie już ponad połowa, czyli większość. Po 2. dlatego, że Apostołów po Wniebowstąpieniu też było 11, i tych 11 dobrało św. Macieja. Skoro wtedy to wystarczyło, to i teraz może wystarczyć. Choć oczywiście, im więcej, tym lepiej. Dobrzy by było gdyby dołączyło jeszcze kilkunastu biskupów, również np. z tzw. Ruchu Oporu, żeby była reprezentacja wszystkich nurtów i wszystkich linii...
UsuńWłaśnie chciałem dodać, co z biskupami Ruchu Oporu. Czy ci, którzy są non una cum, ale nie są sedewakantystami dogmatycznymi mogą uczestniczyć na Soborze. Czyli chodzi mi o tzw. sedewakantystów niedogmatycznych, którzy nie wymagają od katolików, by jednoznacznie stwierdzili wakat, opinionistów non una cum, czy tych, którzy tak jak x. Bałemba "nie mówią tak, ale nie mówią też nie" co do wakatu. Albo bp Vigano, ojców podhoreckich i innych, którzy stwierdzają stan sede vacante, ale nie precyzują kiedy się zaczął. Również tych, którzy są sedewakantystami, ale nie wydają oficjalnej deklaracji jak bp Stobnicki. Jest jeszcze pewnie wiele innych stanowisk, których tu nie wymieniłem. Pytanie, kogo z tego szerokiego spektrum środowiska non una cum można byłoby zaprosić na Sobór, a kogo nie.
UsuńZasadniczo projekt Unam Sanctam (jak można przeczytać w najnowszym, przetłumaczonym tekście z tej strony: https://tenetetraditiones.blogspot.com/2026/05/w-sprawie-soboru-powszechnego.html) jest skierowany do szerokiego kręgu tradycji: indult, katolicki ruch oporu, sedewakantyści, FSSPX etc., czyli wszystkich katolickich tradycjonalistów odrzucających błędy tzw. Soboru Watykańskiego II i posoborowej hierarchii, nawet tych pozostających jeszcze w ramach oficjalnych struktur posoborowych (przy jednoczesnej deklaracji odrzucenia błędów Vaticanum II). Dopiero spotkania przygotowawcze biskupów będą mogły postawić przed przyszłymi uczestnikami Soboru Powszechnego jakieś konkretniejsze, minimalne wymagania doktrynalne, jakąś deklarację Sine qua non (dosł. „bez której nie”) czyli warunek konieczny, niezbędny i np. konieczność przyjęcia święceń sub conditione w przypadku posiadania posoborowych święceń...
UsuńCzyli nawet do tradycjonalistów una cum?
UsuńWszyscy tradycjonaliści są una cum. Jedni są una cum Christo, a drudzy są una cum... No właśnie co? Raczej anty-christo... Ci, którzy są w jedności z heretykiem i apostatą Prevostem, i są do tego przekonani, raczej nie będą chcieli brać udziału w żadnym Niedoskonałym Soborze Powszechnym, zwołanym po to, by potwierdzić fakt wakatu Stolicy Apostolskiej i dokonać wyboru prawdziwego papieża. Jeśli ktoś jest przekonany, że papież obecnie jest, to takie działanie byłoby dla niego schizmatyckie. Ale są przecież tacy, co się wahają, co niby są una cum, ale nie są pewni, albo raz są una cum, a raz non una cum (jak choćby ks. Jacek Bałemba czy inni członkowie tzw. ruchu oporu, zresztą ks. Jacek Bałemba ma ponoć znowu wątpliwości wobec własnych święceń, gdyż dał się przekonać bredniom Olewińskiego, który pisał że sakra abp. Lefebvra jest nieważna, gdyż otrzymał ją od kard. Liénart'a, który był masonem).
UsuńNo wiem, ale chodzi mi o to, czy stowarzyszenie Unam Sanctam kieruje propozycję do pierwszej, czy do drugiej grupy, bo z tego by wynikało to, co pisze Redaktor.
UsuńCzy biskupów "sedewakantystycznych" jest rzeczywiście tylko ok. 20? Zdawało mi się, że znacznie więcej: widziałem kiedyś diagramy z różnymi rozgałęzieniami, liniami święceń (Thuc, FSSPV, ale też od jakichś starokatolików i różne inne). Aczkolwiek mogę się mylić, nie będę o to kruszyć kopii (być może tych "pozostałych" klasyfikujecie np. jako szurów czy osoby podejrzane). Tak czy inaczej, przecież nawet w mainstreamie sedewakantystycznym nie wszyscy księża i biskupi wzajemnie się "honorują" (czy FSSPV nadal nie uznaje biskupów z linii Thuca?). W gruncie rzeczy, łatwo można sobie wyobrazić sytuację, w której część sedewakantystów wybiera papieża, no a część ogłasza, że to nieważny wybór czy nawet groteska. I znów: kto miałby mieć rację i skąd mielibyśmy wiedzieć, że akurat ci, którzy "wybrali"? Bądź co bądź, Linusa II też kiedyś wybrano, Michała I też (fakt, że to przypadek skrajny, bo wybrała go m.in. jego własna mama), Piusa XIII też.
UsuńJa jestem w tej chwili w stanie wymienić 21 biskupów, co do których mam pewność że są biskupami (posiadają Sukcesję Apostolską) i że wyznają Wiarę katolicką, nie są jawnymi heretykami etc., ani nie pozostają w jedności z modernistami. Taką listę przedstawiłem trzy miesiące temu, od tego czasu nic się nie zmieniło: https://tenetetraditiones.blogspot.com/2026/02/episkopat-katolicki-na-swiecie-ad-2026.html
UsuńZ pewnością istnieją jeszcze jacyś inni biskupi (np. bp [?] Marcus Ramolla), ale brakuje w przestrzeni publicznej informacji o nich, brakuje dowodów na ważność ich sakry biskupiej oraz prawowierność głoszonej przez nich nauki, więc z ostrożności procesowej wolę unikać "ręczenia" za nich, nawet jeśli w przeszłości umieszczałem ich na tego typu wykazach).
A co będzie jak biskupi dojdą do wniosku, że zdają się na losowanie także spośród świeckich sygnatariuszy i wylosują jakiegoś Polaka (23 podpisało petycję)? Wtedy spełni się przepowiednia Słowackiego: "a imię Jego czterdzieści i cztery"?
OdpowiedzUsuńŚwieccy z całą pewnością nie będą uczestnikami Niedoskonałego Soboru Powszechnego, bo sobór jest z natury zgromadzeniem biskupów, w którym ewentualnie mogą uczestniczyć także, wraz z biskupami, jako ich asystenci / przedstawiciele / eksperci także odpowiednio przygotowani kapłani (prezbiterzy), przedstawiciel zgromadzeń zakonnych etc., ale na pewno nie świeccy, to nie synod bergogliański! Poza tym, choć zasadniczo nawet świecki mężczyzna w wieku używania rozumu, ochrzczony członek Kościoła, może zostać ważnie wybrany na papieża, to musi być on odpowiednio przygotowany teologicznie, a więc przynajmniej po studiach teologicznych, i to katolickich, a nie modernistycznych (nie liczy się tyle tytuł naukowy, co przede wszystkim rzetelna wiedza teologiczna, liturgiczna, eklezjologiczna etc). Nie bardzo widzę kogoś takiego wśród Polaków, absolutnie nikomu nie chcę tu umniejszać, ale to jest całkowita abstrakcja, aby coś takiego w ogóle mogło przejść. Jeśli już losowanie, to z pośród następców apostołów, ewentualnie z pośród całego duchowieństwa, a nie z pośród świeckich którzy podpisali list otwarty...
UsuńZanim zacznie się snuć wizje o "losowaniu" papieża, warto najpierw odróżnić Mickiewicza od Słowackiego. Prawdziwy katolicyzm nie potrzebuje wieszczów i loterii, lecz powrotu do dogmatów i rzymskiego porządku, a nie kolejnego "proroka" z ludu.
Usuńhttp://sedevacante.pl/teksty.php?li=161
OdpowiedzUsuńZachęcam do zapoznania się z tym tekstem autorstwa ks. Franciszka Ricossy IMBC na temat wyboru papieża oraz prawa do udziału w soborze powszechnym oraz tego jak kard. Tomasz Kajetan OP, często przywoływany przez totalistów na poparcie swoich opinii, rozumiał termin Kościół powszechny. Biskupi sedewakantystyczni nie posiadają żadnej innej władzy niż tej wynikającej z posiadania pełni kapłaństwa.
Ale to jest tylko i wyłącznie prywatna opinia ks. Franciszka Ricossy IMBC, z którą można się zgadzać albo i nie zgadzać. X. Ricossa poza tym wyznaje tezę z Cassiciacum która jest, w mojej (i nie tylko mojej) opinii, błędem teologicznym (zwłaszcza dziś, gdy nie ma już kardynałów – tzw. "papież materialny" wg. oryginalnej tezy o. Guerard des Lauriers OP, nie miał żadnej władzy w Kościele, gdyż nie pełnił urzędu papieskiego, a więc z pewnością nie mógł by on kreować kardynałów. Jak widać, różni "spadkobiercy" o. des Lauriers naginają dziś jego tezę do swoich własnych potrzeb). Jeżeli biskupi sedewakantystyczni nie posiadaliby żadnej innej władzy niż tej wynikającej z posiadania pełni kapłaństwa, to znaczyło by że jurysdykcji w Kościele po prostu nikt już dziś nie ma, i wybór papieża jest niemożliwy, a więc papiestwo przestało by istnieć w możności, co jest wprost sprzeczne z Boską obietnicą naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
UsuńA propos cudu, to po wyborze papieża, Pan Bóg może cudem potwierdzić prawowitość jego nominacji
UsuńPoważna debata o przyszłości Kościoła nie potrzebuje loterii ani teologicznych "bezpieczników" w postaci tezy sedeprywacjonistycznej. Twierdzenie ks. Ricossy o "papieżu materialnym" to ślepa uliczka: skoro modernistyczny pseudopapież nie ma jurysdykcji, to nie może tworzyć elektorów, co czyni tę teorię martwą. Wiara w to, że heretyk może być "materiałem" na papieża, jest paraliżującym błędem.
OdpowiedzUsuńBiskupi katoliccy w czasach prześladowań (bez możliwości kontaktu ze Stolicą Apostolską) i długiego wakatu działają jako episkopat wędrowny na mocy jurysdykcji z domniemanej delegacji. Ich autorytet płynie z sukcesji sakry i wierności dogmatom. Źródłem ich władzy jest wola Chrystusa i przyszłego, prawowitego Papieża, którzy pragną zbawienia dusz (salus animarum).
Zwołanie niedoskonałego soboru i wysłanie "hierarchom" Novus Ordo ultimatum z wezwaniem do złożenia Wyznania Wiary Katolickiej i uznania wakatu Stolicy Apostolskiej od śmierci papieża Piusa XII, byłoby procesem kanonicznym mającym publicznie obnażyć ich upór i zarazem "udobruchać" sedeprywacjonistów. Kościół potrzebuje rzymskiego konkretu: stwierdzenia wakatu i wyboru Namiestnika Chrystusa przez biskupów, którzy zachowali integralną Wiarę, bez oglądania się na modernistycznych uzurpatorów.
Zanim zacznie się snuć wizje o "losowaniu" papieża, wypadałoby najpierw odróżnić Mickiewicza od Słowackiego – proroctwo o "czterdziestu i czterech"' to "Dziady", a nie twórczość drugiego z "wieszczów".
"skoro modernistyczny pseudopapież nie ma jurysdykcji, to nie może tworzyć elektorów, co czyni tę teorię martwą"
UsuńZwolennicy Tezy (nie wiem, czy słusznie) rozróżniają jurysdykcję związaną z formalnym aspektem władzy papieża, czyli władzą duchową od biurokratycznego zarządzania instytucją jako "urzędnik", do czego zaliczają nominowanie kardynałów.
Problem polega na tym, że to rozróżnienie jest sztuczne, i nigdy coś takiego nie istniało w katolickiej teologii ani w praktyce.
UsuńKs. Francesco Ricossa i bp Donald J. Sanborn "czekają na Godota" zamiast przyłączyć się do duchowieństwa przygotowującego niedoskonały sobór. Ich trwanie przy Tezie z Cassiciacum to dziś nic innego jak teologiczny paraliż. Guerardiańska aberracja, będąca próbą przeniesienia banezjańskiego determinizmu na grunt eklezjologii, czyni z papiestwa zakładnika "łaski skutecznej", na którą moderniści rzekomo mieliby się kiedyś otworzyć.
OdpowiedzUsuńTo nielogiczny dziwoląg: uznawanie, że jawny heretyk i niszczyciel Wiary posiada jakąkolwiek "materię" urzędu, na którą mogłaby spłynąć łaska Boża, jest legitymizowaniem uzurpacji. Skoro modernistyczny pseudopapież nie posiada formy papiestwa (autorytetu), to nie posiada również jego materii – jest po prostu nikim w porządku Kościoła. Uzależnianie widzialnej struktury Kościoła od wewnętrznych stanów duszy heretyka wprowadza niepewność, której katolicka nauka nie zna.
Zamiast trwać w tym banezjańskim fatalizmie i kazuistyce, która z opóźnieniem reaguje na fakty, należy przyjąć jedyne logiczne stanowisko: wybór heretyka jest nieważny, niebyły i próżny (nulla, irrita et inanis). Podczas gdy sedeprywacjoniści łudzą się wizją "cudownego nawrócenia" okupantów Watykanu, biskupi wierni Tradycji muszą działać tu i teraz. Rozwiązaniem nie jest spekulatywny dualizm, lecz zwołanie niedoskonałego soboru, stwierdzenie wakatu i wybór prawowitego papieża w oparciu o zasadę "salus animarum suprema lex esto", a nie banezjańskie bajania.
Oskarżanie o "samowolę" biskupów ratujących Kościół to przejaw faryzejskiego legalizmu, który przedkłada literę nad ducha. Jak uczą najwięksi kanoniści i teolodzy (m.in. św. Tomasz z Akwinu), prawo ludzkie (w tym kościelne przepisy o konklawe) przestaje obowiązywać, gdy staje się szkodliwe dla dobra wspólnego lub niemożliwe do wypełnienia.
W sytuacji, gdy kardynałowie odpadli od Wiary, stosuje się zasadę epikei – słusznej interpretacji woli prawodawcy. Czy papieże tacy jak św. Pius X czy Pius XII chcieliby, aby w imię martwych przepisów Kościół przestał istnieć jako społeczność hierarchiczna? Absurd!
Prawo kanoniczne nie jest paktem samobójczym. Skoro najwyższym celem istnienia Kościoła jest zbawienie dusz (salus animarum), to biskupi mają nie tylko prawo, ale i obowiązek użyć wszelkich nadzwyczajnych środków – w tym zwołania niedoskonałego soboru – aby przywrócić mu Głowę. Trzymanie się przepisów, których nie da się wypełnić (bo nie ma kardynałów), to de facto ogłaszanie końca Kościoła, co jest herezją przeciwko jego niezniszczalności.
Domniemane delegowanie? Autorytet płynący z sakry? Skąd Pan to wziął? Ks. Ricossa w tym artykule na poparcie swoich twierdzeń przywołuje uznanych katolickich teologów wobec, których nikt nigdy nie wysuwał żadnych zarzutów co do ich ortodoksji oraz odwołuje się do nauki Soboru Watykańskiego i zdrowego rozsądku. Pan za to nie przytacza nikogo, kto mógłby poprzeć Pana twierdzenia. Jurysdykcja w Kościele czyli władza rządzenia jest zawsze za pośrednictwem papieża udzielana biskupowi(ordynariuszowi), opatowi, generałowi zakonu czy prałatowi. O władzy rządzenia wynikającej ze święceń biskupich to wspomina jedynie "konstytucja dogmatyczna" Lumen Gentium.
OdpowiedzUsuńhttps://tenetetraditiones.blogspot.com/2022/11/x-lehtoranta-totalizm-kontra-teza-z.html
UsuńZachęcam do zapoznania się z tym tekstem autorstwa ks. Lehtoranty: Totalizm kontra Teza z Cassiciacum.
Ks. Lehtoranta również przywołuje uznanych katolickich teologów wobec, których nikt nigdy nie wysuwał żadnych zarzutów co do ich ortodoksji oraz odwołuje się do logiki i zdrowego rozsądku.
Odpowiada on tam właśnie na twierdzenia bardzo podobne do tych ks. Ricossy, przedstawione przez ks. Nicolasa Despósito ICR. Jak pisze ks. Lehtoranta: Ponieważ natomiast Chrystus nadal pozostaje niewidzialną Głową swojego Kościoła, w czasach, gdy nie ma widzialnej Głowy, udziela każdemu biskupowi legitymacji i obowiązku ważnego i prawnego „sądzenia, interpretowania, konsekrowania, wyświęcania, składania ofiary, chrzczenia i bierzmowania”, jak mówi obrzęd konsekracji biskupiej. Jak ujął to ks. Cekada: „To boskie prawo zawsze obowiązuje, razem z jurysdykcją od Chrystusa konieczną, by je wypełnić”.
Co prawda, ks. Lehtoranta wówczas (pisząc ten tekst, w 2022 r.) był raczej sceptyczny wobec idei Niedoskonałego Soboru Powszechnego, i skłaniał się raczej ku opcji "Nadzwyczajnej Boskiej Interwencji" (choć przecież jedno nie wyklucza drugiego, gdyż Bóg może niejako "zatwierdzić" wybór dokonany przez Sobór Powszechny, tak samo jak powiedział z obłoków „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”), to słusznie stwierdził, że : ten pomysł [Niedoskonałego Soboru Powszechnego] jest lepszy niż rozwiązanie Tezy, ponieważ przynajmniej to umieszcza rozwiązanie kryzysu w Kościele w rękach katolików, podczas gdy Teza umieszcza je w rękach Bergoglio i jego fałszywych biskupów, którzy są heretykami i apostatami.
Czas skończyć z tym teologicznym paraliżem i „czekaniem na Godota”. Jeśli duchowieństwo wierne Tradycji nie potrafi wyjść z zaklętego kręgu kazuistyki i banezjańskiego fatalizmu, to rolą nas – wiernych – jest wyrwanie ich z tego letargu. Historia uczy, że gdy duchowieństwo zawodzi, to prawowierny lud Boży staje się sumieniem Kościoła.
OdpowiedzUsuńWarto przypomnieć biskupom słynne konklawe w Viterbo z XIII wieku (1268-1271), gdzie po latach impasu wierni... zdjęli dach z budynku, w którym obradowali kardynałowie, i ograniczyli im racje żywnościowe, by w końcu wybrali papieża. Dziś nikt nie każe nikomu zdejmować dachów z kaplic, ale nasza presja musi być równie odczuwalna. Musimy uświadomić duchowieństwu, że prawo kanoniczne nie jest paktem samobójczym, a salus animarum to nie pusty frazes, lecz nakaz działania „tu i teraz”.
Inicjatywa zwołania niedoskonałego soboru do 2028 roku i zakończenia współczesnej „niewoli Babilońskiej” (1958-2028) to jedyna logiczna droga wyjścia z tego strukturalnego impasu. Nie możemy pozwolić, by lęk przed oskarżeniem o „samowolę” czy faryzejski legalizm powstrzymywał biskupów przed ratowaniem Kościoła. Jako wierni musimy głośno powiedzieć: „Dość spekulatywnego semilefebryzmu! Chcemy widzialnej Głowy Kościoła!”. Tylko masowe poparcie dla tej petycji i mobilizacja oddolna zmuszą biskupów do porzucenia swoich sofistycznych „twierdz” i zjednoczenia się w imię najwyższego prawa. Jeśli my nie będziemy dążyć do tego celu, to biskupi pozostaną w swoim paraliżu aż do końca świata.
Cytat: „4. Rozwiązanie problemu jurysdykcji: Nauka o. Santo Schiffini SI jako odpowiedź na lęki sedeprywacjonistów
OdpowiedzUsuńRedakcja "Fides Catholica integra", opierając się na głębokiej analizie teologicznej czołowego przedstawiciela neotomizmu o. Santa Schiffini SI (zob. Undenam fluit ordinaria potestas Episcoporum in greges sibi subditos. Cracoviae 2018. – Ultramontes.pl), wskazuje, że problem sukcesji i jurysdykcji w dobie przedłużającego się wakatu nie wymaga tworzenia karkołomnych konstrukcji prawnych. Rozwiązanie to wyklucza potrzebę uznawania jakiejkolwiek "materialnej" łączności z modernistycznym Neokościołem:
• Jurysdykcja z domniemanej delegacji: Zgodnie z nauką o. Schiffini, choć jurysdykcja biskupia płynie od Boga poprzez Papieża, to w nadzwyczajnych sytuacjach konieczności (gdy Stolica Apostolska jest nieobsadzona) biskupi katoliccy działają w oparciu o domniemaną wolę prawowitego Papieża. Ponieważ najwyższym prawem Kościoła jest zbawienie dusz (salus animarum suprema lex), należy przyjąć, że Kościół (Chrystus oraz domniemany, przyszły Papież) udziela jurysdykcji niezbędnej do szafowania sakramentów i zachowania Wiary.
• Jurysdykcja "bez terytorium": O. Schiffini wyjaśnia, że istotą władzy biskupiej jest jej nakierowanie na dobro Kościoła powszechnego. W obecnym czasie biskupi sedewakantystyczni, przyjmując sakrę w celu ratowania Wiary, czynią to z intencją pełnego poddania się przyszłemu, prawowitemu Następcy św. Piotra. Ich jurysdykcja jest zatem rzeczywista, choć nadzwyczajna – nie jest ona związana z konkretną stolicą biskupią czy terytorium, lecz z misją podtrzymywania życia sakramentalnego tam, gdzie trwa wierny lud katolicki.
• Obalenie "bezpiecznika" sedeprywacjonistów: Nauka o. Schiffini udowadnia, że nie potrzebujemy modernistycznego "materialnego" nominata w Rzymie, aby hierarchia katolicka mogła trwać. Sukcesja apostolska jest zachowana poprzez nieprzerwaną ciągłość sakry oraz trwanie przy niezmiennej doktrynie i prawie Kościoła. Uznanie kogoś, kto publicznie wyznaje herezję, za jakikolwiek "element" katolickiej hierarchii (nawet materialny) jest błędem, gdyż jurysdykcja nie może współistnieć z publiczną apostazją.
Wniosek: Dla redakcji "Ultra montes" nauka o. Schiffini SI stanowi ostateczny argument przeciwko sedeprywacjonizmowi. Skoro jurysdykcja może być udzielona przez Boga na mocy domniemanej woli Papieża dla dobra dusz, to wszelkie próby "uczepienia się" modernistycznych uzurpatorów jako "materii" papiestwa są nie tylko zbędne, ale i teologicznie szkodliwe”.
Cytat: „5. Historyczny precedens: Episkopat wędrowny pierwszych wieków jako wzorzec dla czasów Sede vacante
OdpowiedzUsuńRedakcja "Fides Catholica integra", analizując sytuację współczesnego episkopatu katolickiego (sedewakantystycznego), wskazuje na uderzające podobieństwo do pierwotnych dziejów Kościoła, opisanych przez ks. Jana Rostworowskiego SI w pracy Charakter i znaczenie biskupstwa w pierwszych dwóch wiekach dziejów Kościoła:
• Biskupstwo wędrowne a brak stałych struktur: Ks. Rostworowski udowadnia, że w początkowym okresie obok nielicznych biskupów osiadłych istniała silna hierarchia wędrowna, nieprzypisana na stałe do konkretnych stolic, będąca "dalszym ciągiem apostolstwa". Dla redakcji jest to dowód, że monarchiczny i osiadły episkopat terytorialny nie jest jedyną formą trwania hierarchii. W dobie powszechnej apostazji, biskupi katoliccy powracają do tej pierwotnej, misyjnej formy działania.
• Jurysdykcja nakierowana na misję, a nie na terytorium: Skoro w drugim wieku biskupi mogli szafować sakramenty i nauczać, nie posiadając sztywnej ramy terytorialnej (która upowszechniła się dopiero później), to tym bardziej biskupi sedewakantystyczni w 2026 roku mają prawo i obowiązek działać jako "pomocnicy apostolscy". Ich autorytet płynie z sukcesji sakry i wierności doktrynie, a nie z posiadania kluczy do kurii czy katedr, które – podobnie jak skonfiskowane miejsca kultu w czasach pogańskich – są dziś w rękach wrogów Chrystusa.
• Obalenie modernistycznego legalizmu: Przywołanie badań ks. Rostworowskiego SI służy demaskacji modernistycznego i lefebrystycznego zarzutu, jakoby biskup bez oficjalnej nominacji na konkretną stolicę był "niekanoniczny". Historia Kościoła uczy, że hierarchia potrafi trwać i regenerować się w formach nadzwyczajnych, co czyni Tezę z Cassiciacum (sedeprywacjonizm) konstrukcją całkowicie zbędną.
• Precedens konieczności – od katakumb do czasów współczesnych: Redakcja podkreśla, że w pierwszych wiekach (I i II w. i później) niemal wszyscy papieże, od św. Piotra po św. Marcelego, kończyli życie męczeństwem. W warunkach krwawych rzymskich prześladowań stały kontakt z Następcą św. Piotra był często fizycznie niemożliwy, a Stolica Apostolska regularnie pozostawała nieobsadzona przez dłuższy czas. Wówczas to biskupi, działając w oparciu o domniemane zatwierdzenie Papieża, szafowali sakramenty i rządzili wspólnotami lokalnymi. Dzisiejsza sytuacja "osieroconego" Kościoła jest analogiczna: biskupi sedewakantystyczni, podobnie jak ich poprzednicy z czasów Nerona czy Dioklecjana, nie czekają na niemożliwe do uzyskania w dobie apostazji formalne dekrety, lecz wypełniają misję apostolską na mocy najwyższego prawa zbawienia dusz.
Uwaga redakcyjna: Scalenie tych dwóch perspektyw (Schiffini/Rostworowski) ostatecznie demaskuje "modernistyczny legalizm" i "nielogiczność lefebryzmu", przywracając należny spokój sumieniom szukającym prawdy w dobie największego kryzysu w dziejach Kościoła.
Podsumowując: Redakcja uznaje sedeprywacjonistów za "braci w walce" przeciwko modernizmowi (ponieważ obie grupy zgadzają się, że obecnie w Rzymie nie ma papieża posiadającego władzę jurysdykcji), ale jednocześnie wytyka im brak logicznej konsekwencji. Dla redakcji jedyną w pełni katolicką i bezpieczną postawą jest integralny sedewakantyzm, który odrzuca wszelkie "pośrednie" rozwiązania jako skażone tym samym duchem kompromisu, który doprowadził do upadku lefebrystów. W obliczu apostazji modernistycznego Rzymu, tylko prawda całkowita może stanowić skuteczny oręż”.
Ale Teza z Cassiciacum nie jest stanowiskiem pośrednim. W praktyce jest to po prostu opis tego samego stanu, który opisują totaliści. Różnica jest tylko taka, że Teza z Cassiciacum używa terminologii prawnej, dlatego mówi o "papieżu materialnym", a totalny sedewakantyzm używa terminologii teologicznej, dlatego mówi "antypapież". W praktyce jest to odniesienie do tej samej sytuacji innymi słowami. Chyba nawet totalista przyzna, że struktury materialne Kościoła katolickiego, to znaczy struktury, których prawowitym właścicielem jest Kościół katolicki istnieją (diecezje, parafie, kościoły itd), ale są okupowane przez modernistów. Różnica jest taka, że sedewakantyści totalni automatycznie uznają nieważność prawnego zajmowania, a sedeprywacjoniści uznają, że ich zajmowanie jest bezprawne, ale nie było jeszcze procesu kanonicznego, który by ich wyrzucił z nich. Czyli na zasadzie ktoś drogą oszustwa przejął własność danej rzeczy, czy majątku i w prawie jest ich właścicielem dopóki sąd nie orzecze inaczej. W praktyce wszyscy są zgodni, że struktury Kościoła są okupowane i okupantów trzeba wyrzucić, różnicą jest tylko analiza prawna.
UsuńZresztą teza z Cassiciacum w wielu sprawach jest jeszcze bardziej surowa od totalnego sedewakantyzmu i w praktyce zwolennicy tezy często bardziej rygorystycznie podchodzą od totalistów do różnych spraw. Np w kwestii chrztu w Novus Ordo, ICR wymaga zbadania każdego przypadku i w razie wątpliwości nakazuje chrzest sub conditione, a CMRI chyba tak nie sprawdza bardzo. Duchowni CMRI warunkowo pozwalają również chodzić na Msze do FSSPX, a ICR surowo zabrania.
UsuńNie, to nie jest opis tego samego stanu. To diametralna różnica. Dla porównania, to tak jakby uznawać, że struktury materialne Kościoła katolickiego, to znaczy struktury, których prawowitym właścicielem jest Kościół katolicki (diecezje, parafie, kościoły itd), w Wielkiej Brytanii, które obecnie są okupowane (nieważne, że od blisko 500 lat) przez sektę anglikańską, albo w krajach Europy wschodniej, od Grecję, przez Bałkany do Rosji, które są obecnie okupowane (nie ważne że od blisko 1000 lat) przez sektę prawosławną, w jakiś sposób prawnie należą do tych heretyków i schizmatyków. No nie, nie należą. Anglikańscy "biskupi" (czy "biskupki") podobnie jak prawosławni biskupi (mimo posiadania materialnej Sukcesji Apostolskiej) nie mają żadnego "materialnego posiadania urzędy". To absurd. Jedyną różnicą, jest różnica czasu, bo odstępstwo modernistów i okupacja przez nich struktur katolickich trwa "dopiero" od ok. 68 lat. Polecam artykuł ks. Lehtoranty w tej sprawie: https://tenetetraditiones.blogspot.com/2022/11/x-lehtoranta-totalizm-kontra-teza-z.html
UsuńTo kolejny mit powtarzany często przez zwolenników tezy. W kwestii chrztu w Novus Ordo również polecam artykuł x. Lehtornaty który doskonale wyjaśnia tą kwestię : https://tenetetraditiones.blogspot.com/2023/08/x-vili-lehtoranta-poprawne-zastosowanie.html
UsuńPo prostu nie ma żadnych podstaw opartych na prawie kanonicznym, księgach liturgicznych i podręcznikach kościelnych do stosowania takiej polityki, jaką stosuje bp. Donald Sanborn i ICR. Co się zaś tyczy ewentualnego udziału wiernych we Mszach una cum, to pozwólmy się wypowiedzieć samemu twórcy tezy z Cassiciacum, o. bp. Guerard des Lauriers OP, z którym w tej kwestii zgadzam się w 100 %:
https://tenetetraditiones.blogspot.com/2022/12/biskup-guerard-des-lauriers-op-katolik.html
"Dla porównania, to tak jakby uznawać, że struktury materialne Kościoła katolickiego, to znaczy struktury, których prawowitym właścicielem jest Kościół katolicki (diecezje, parafie, kościoły itd), w Wielkiej Brytanii, które obecnie są okupowane (nieważne, że od blisko 500 lat) przez sektę anglikańską, albo w krajach Europy wschodniej, od Grecję, przez Bałkany do Rosji, które są obecnie okupowane (nie ważne że od blisko 1000 lat) przez sektę prawosławną, w jakiś sposób prawnie należą do tych heretyków i schizmatyków. No nie, nie należą."
UsuńStruktury Kościoła katolickiego nie należą do modernistów. Tylko nie ma aktualnie odpowiedniego organu, który to orzecze i nakaże ich wyrzucenie, a właściwie to jest, tylko że wakujący.
"Jedyną różnicą, jest różnica czasu, bo odstępstwo modernistów i okupacja przez nich struktur katolickich trwa "dopiero" od ok. 68 lat"
UsuńJedyną różnicą jest to, że ich prawomocnie wyjęto spod prawa kanonicznego, a w przypadku modernistów jeszcze do tego nie doszło.
"Po prostu nie ma żadnych podstaw opartych na prawie kanonicznym, księgach liturgicznych i podręcznikach kościelnych do stosowania takiej polityki, jaką stosuje bp. Donald Sanborn i ICR"
UsuńTak też nie można powiedzieć, że nie ma żadnych podstaw, bo jest tysiące przypadków, gdzie rażąco zmieniono formułę chrztu, stosowano inną materię niż wodą lub w inny sposób nieprawidłowo wykonano obrzęd z powodu swobodnego podejścia "szafarza". Przykładem jest sam Wojtyła: https://traditores.pl/czy-wszystkie-chrzty-udzielane-przez-kaplanow-novus-ordo-mozna-uznac-za-wazne/
Szanowny Anonimowy chyba nie zrozumiał (albo nawet nie przeczytał) zalinkowanego przeze mnie artykułu x. Lehtornaty. Odsyłam więc do lektury, bo widzę że nie mamy o czym rozmawiać. To oczywiste, że kiedy występują takie sytuacje, a więc kiedy chrzest jest wątpliwy, bo WIADOMO, że coś takiego miało miejsce, to należy udzielić chrztu sub contione (a w niektórych przypadkach rażących gdy formuła jest zmieniona lub brak materii chrztu – wody, to i bez warunku się udziela). Tak było i przed soborem, bo to nie zależy od rytu. Natomiast takie przypadki, mimo wszystko, należą do rzadkości, nawet w ramach Novus Ordo. Problem polega na tym, że bp. Sanborn nie wymaga udowadniania nieważności, tylko wymaga udowodnienia ważności, a w przypadku "braku dowodów na ważność" każe udzielać Chrztu sub conditione. Na to zaś właśnie nie ma żadnych podstaw opartych na prawie kanonicznym, księgach liturgicznych i podręcznikach kościelnych. Jeśli ryt sam w sobie jest ważny (nowy ryt zawiera formułę trynitarną i polanie wodą, więc jest sam w sobie ważny), intencji nie badamy bo ta jest wewnętrzna, i sam szafarz sakramentu musiałby przyznać, albo chociaż zewnętrznie okazać, że wstrzymał intencję w konkretnym przypadku lub wstrzymywał permanentnie, więc w przypadku takich chrztów obowiązuje domniemanie ważności, i to ewentualną nieważność/wątpliwość należy wykazać, a nie odwrotnie (taka zawsze była praktyka Kościoła).
UsuńSami wyjęli się spod prawa, popadając w herezję. Herezja ma skutki prawne w Kościele. Do tego nie potrzeba żadnego ogłoszenia (które zresztą, w obecnej sytuacji, jest niemożliwe). Dlatego trzeba jak najszybciej zwołać Niedoskonały Sobór Powszechny, aby takie ogłoszenie jednak mogło być wydane (choć nie jest ono konieczne do stwierdzenia faktu prawnego, bo już sama herezja ma skutki prawne w Kościele, powodując m.in. ekskomunikę wiążącą mocą samego prawa), oraz aby organ mogący wydać to ogłoszenie, przestał wreszcie być wakujący...
UsuńNo ale skoro sedewakantystyczni biskupi wędrujący posiadają jurysdykcję zwyczajną, bo ktoś musi ją mieć według szanownego Pana, to jest możliwe ogłoszenie heretykiem i wyklęcie Prevosta et consortes, oraz wszystkich jego poprzedników do Jana XXIII włącznie, które będzie miało skutki w kościelnym porządku prawnym i tym samym przystąpienie do legalnej w pełni elekcji, po uprzednim ogłoszeniu Kościołowi stanu sede vacante na Stolicy Apostolskiej. Osoba moralna mająca prawo obierać papieży ma i prawo wydawać wyroki potępiające na zbirów w sutannach. Jak już papież będzie wybrany na pewno je zatwierdzi. Wszelkie inne dokumenty soborowe z pewnością także. Następnie mianuje wszystkich biskupów i księży wędrujących kardynałami i rozpocznie przygotowania do rekonkwisty Państwa Miasta Watykan choć i bez tego można się obejść. Przecież Ojciec Święty nie musi wcale mieszkać i rządzić ze Stolicy Włoch by być prawdziwym biskupem Rzymu vide: niewola awiniońska.
UsuńNo i właśnie to nastąpi na Niedoskonałym Soborze Powszechnym.
UsuńMoim jednak zdaniem żeby całkowicie rozwiązać kryzys Kościoła należy modernistów całkowicie wyrzucić z okupowanych struktur materialnych Kościoła katolickiego i niezależnie, czy przyjmiemy tezę z Cassiciacum, czy totalizm z wyborem papieża należy podjąć kroki w tym kierunku. A do tego potrzebne będzie powstanie ruchu fundamentalistycznego, który będzie reprezentować katolicyzm w przestrzeni politycznej na podobnej zasadzie, na jakiej występuje takie zjawisko w islamie. Modernistów najłatwiej wyrzucić jeśli siły katolickie lub przynajmniej mogące wejść w sojusz z katolikami (jak na przykład nacjonaliści, ultrakonserwatyści itd) przejmą władzę w państwach tradycyjnie katolickich i wymuszą opuszczenie przez modernistów struktur kanonicznych Kościoła katolickiego (w sensie koniec okupacji przez nich). Zwłaszcza we Włoszech. To na pewno przybliży całkowite rozwiązanie problemu, które potencjalnie zaakceptują oba nurty katolicyzmu.
UsuńDruga kwestia, czy zwoływać nowy Sobór, czy po prostu ogłosić kontynuację Soboru Watykańskiego z XIX wieku.
UsuńTrafne porównanie ze sztuką „Czekając na Godota”. W świecie Samuela Becketta Vladimir i Estragon siedzą pod uschniętym drzewem i czekają na tajemniczego Godota, który ma przyjść i odmienić ich los. Godot nigdy się nie zjawia, a oni, zamiast wziąć życie w swoje ręce, trwają w bezruchu, karmiąc się złudną nadzieją.
OdpowiedzUsuńWłaśnie tak integralny sedewkantysta widzi ks. Ricossę i bp. Sanborna. W tej optyce Teza z Cassiciacum to takie „czekanie na Godota”, gdzie Godotem jest... nawrócenie modernistów. Sedeprywacjoniści (zwolennicy Tezy) twierdzą, że hierarchowie w Rzymie mają „materię” urzędu (zostali wybrani), ale brakuje im „formy” (autorytetu), bo stawiają przeszkodę w postaci herezji. Czekają więc, aż ci sami moderniści odrzucą błędy, by „forma” mogła spłynąć na ich „materię”.
Zestawienie to pokazuje absurd sytuacji:
Paraliż decyzyjny: Tak jak bohaterowie Becketta boją się odejść spod drzewa, tak ks. Ricossa i bp Sanborn boją się podjąć radykalny krok (wybór prawowitego papieża), bo wciąż są mentalnie uwiązani do obecnych struktur modernistycznego Watykanu.
Fatalizm: Można tu dostrzec „banezjański determinizm” – czyli przekonanie, że musimy biernie czekać na nadzwyczajny impuls łaski Bożej, która nawróci heretyków, zamiast uznać ich za jawnych kacerzy bezprawnie okupujących katolickie budynki (sedewakantyzm totalny) i działać.
Iluzja ciągłości: W dramacie Beckettowskim czekanie nadaje sens egzystencji bohaterów, choć jest jałowe. W wypadku „tezistów” trzymanie się „materii” u heretyków to tylko teologiczna kazuistyka, która pozwala biskupom nic nie robić w kwestii wyboru papieża pod płaszczykiem „legalizmu”.
Puenta jest następująca: podczas gdy ks. Ricossa i bp Sanborn filozofują o „materii i formie” u modernistycznych pseudpopapieży, Kościół potrzebuje chirurgicznego cięcia. Rozwiązaniem nie jest czekanie na cudowną przemianę okupantów (Godota), ale Sobór Niedoskonały, który po prostu przetnie ten węzeł gordyjski i wybierze papieża bez oglądania się na „kabaret” w Rzymie.