Strony

wtorek, 1 września 2026

1 września 1939. Niemiecka napaść na katolicką Polskę i zniszczenie przedmurza chrześcijaństwa

Dziś obchodzimy 87. rocznicę napaści na Polskę i rozpoczęcia II wojny światowej. Nie była to jednak — jak często przedstawia się ją w uproszczonej narracji — wyłącznie wojna pomiędzy Polską a hitlerowskimi Niemcami, do której nieco później przypadkowo przyłączył się Związek Sowiecki. Była to od początku wspólnie przygotowana agresja dwóch zbrodniczych państw totalitarnych, mająca doprowadzić do całkowitego zniszczenia niepodległej Rzeczypospolitej i podziału jej ziem pomiędzy III Rzeszę oraz ZSRR, a więc do kolejnego, IV rozbioru Polski.

23 sierpnia 1939 r. w Moskwie minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop oraz ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow podpisali niemiecko-sowiecki pakt o nieagresji. Najważniejszą częścią tego porozumienia był oczywiście „najściślej tajny” protokół dodatkowy, w którym Niemcy i Sowieci dokonali podziału Europy Środkowo-Wschodniej na swoje strefy wpływów, wyznaczając jednocześnie linię przyszłego rozbioru Rzeczypospolitej. Stalin zapewnił w ten sposób Hitlerowi możliwość bezpiecznego zaatakowania Polski od zachodu, sam zaś czekał jedynie na odpowiedni moment, aby uderzyć ze wschodu i zagarnąć przypadającą mu część łupu.

Nie był to żaden chwilowy i wymuszony okolicznościami „pakt o nieagresji”, jak jeszcze przez dziesięciolecia utrzymywała sowiecka, a następnie rosyjska propaganda, lecz rzeczywisty sojusz dwóch agresorów, wymierzony przede wszystkim w Polskę. Jego zapisy zostały wykonane z całą bezwzględnością: 1 września zaatakowała III Rzesza, a 17 września — kiedy Wojsko Polskie prowadziło jeszcze ciężkie walki z Niemcami — od wschodu wkroczyła Armia Czerwona. Następnie, 28 września, obaj okupanci podpisali w Moskwie kolejny układ, nazwany cynicznie traktatem o „granicach i przyjaźni”, którym zatwierdzili dokonany rozbiór naszego Państwa.

Wojna rozpoczęta od kłamstwa

Zanim jednak padły pierwsze strzały, Niemcy musieli stworzyć propagandowy pretekst do wojny, której termin został już ustalony, plany wojskowe były gotowe, a podział Polski ze Stalinem wcześniej uzgodniony.

„Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach…” — takie słowa padły wieczorem 31 sierpnia 1939 r. z niemieckiej radiostacji w Gliwicach (wówczas Gleiwitz). Nie wypowiedzieli ich jednak — jak następnego dnia twierdziła propaganda III Rzeszy — polscy powstańcy czy żołnierze, ale funkcjonariusze niemieckiej Służby Bezpieczeństwa, działający na rozkaz Reinharda Heydricha. Cała akcja została wcześniej dokładnie przygotowana i miała służyć jako jeden z „dowodów” na rzekomą polską agresję przeciwko Niemcom.

Aby uwiarygodnić tę niemiecką mistyfikację, aresztowano wcześniej Franciszka Honioka — obywatela niemieckiego narodowości polskiej i uczestnika powstań śląskich — którego odurzono, przywieziono na teren radiostacji, a następnie najprawdopodobniej zamordowano, aby jego zwłoki przedstawić jako ciało jednego z rzekomych polskich napastników. Prowokacja gliwicka nie była zresztą żadnym odosobnionym przypadkiem, lecz częścią większej Operacji „Himmler”, w ramach której Niemcy przeprowadzili szereg podobnych akcji pod fałszywą flagą, aby stworzyć wrażenie, że to Polska dokonywała zbrojnych napaści na terytorium III Rzeszy.

Wojna przeciwko Polsce rozpoczęła się więc od kłamstwa, prowokacji i morderstwa, chociaż decyzja o napaści zapadła znacznie wcześniej i nie miała oczywiście nic wspólnego z wydarzeniami w Gliwicach. Sam Hitler powiedział przecież 22 sierpnia 1939 r. do niemieckich dowódców: „Dam propagandowy pretekst do rozpętania wojny, obojętnie, czy wiarygodny. Zwycięzcy nikt później nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie”.

Pierwsze godziny niemieckiej napaści

Nad ranem 1 września niemieckie lotnictwo zbombardowało bezbronny Wieluń, niszcząc znaczną część miasta, w tym szpital Wszystkich Świętych, i zabijając ludność cywilną. Wieluń nie posiadał istotnego znaczenia militarnego ani obrony przeciwlotniczej, dlatego nalot był od samego początku aktem terroru, mającym wywołać panikę oraz sprawdzić w praktyce skuteczność bombardowania bezbronnego miasta.

O godzinie 4.45 niemiecki pancernik szkolny „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzał polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Około dwustu polskich żołnierzy przez siedem dni odpierało niemieckie ataki prowadzone z morza, ziemi i powietrza, chociaż zgodnie z pierwotnymi założeniami placówka miała bronić się zaledwie przez kilkanaście godzin. Westerplatte stało się symbolem polskiego oporu, natomiast zbombardowany Wieluń — symbolem niemieckiego terroru wobec ludności cywilnej.

Niemcy już w pierwszych godzinach pokazali w ten sposób, jaki charakter będzie miała ta wojna: jej celem nie było wyłącznie pokonanie Wojska Polskiego, lecz sterroryzowanie ludności, zniszczenie Państwa i złamanie całego Narodu.

Trzech agresorów

Należy również przypominać, że we wrześniu 1939 r. Polskę zaatakowały nie dwa, lecz trzy państwa. Wraz z wojskami niemieckimi 1 września naszą południową granicę przekroczyła armia słowacka, która bez wypowiedzenia wojny uderzyła między innymi na Podhale, Krynicę i Muszynę, a w kolejnych dniach również w kierunku Dukli i Baligrodu. Słowacja udostępniła ponadto swoje terytorium niemieckim jednostkom atakującym Polskę od południa.

Nie była to żadna symboliczna obecność ani wojna prowadzona wyłącznie pod niemieckim przymusem. Wojska słowackie zajmowały polskie miejscowości, walczyły z polskimi żołnierzami i uczestniczyły w realizacji niemieckiego planu zniszczenia naszego Państwa. Bez względu więc na to, jak postać ks. Józefa Tisy oceniają dziś Słowacy lub niektóre środowiska katolickie, z punktu widzenia Polski i polskiej racji stanu stał on na czele państwa, które wraz z III Rzeszą dokonało napaści na naszą Ojczyznę.

Trzeba o tym mówić jasno, ponieważ prawdziwy chrześcijański nacjonalizm nakazuje nam oceniać wydarzenia przede wszystkim z punktu widzenia dobra własnego Narodu, zgodnie z prawowitym porządkiem miłości. Możemy starać się rozumieć położenie innych narodów, nie wolno nam jednak zacierać granicy pomiędzy sojusznikiem a agresorem, pomiędzy przyjacielem a państwem, które uderzyło w nasz byt narodowy i państwowy.

Wróg wewnętrzny — ukraińscy nacjonaliści

We wrześniu 1939 r. Polska otrzymała jednak jeszcze jeden cios — zadany od wewnątrz. W chwili, gdy Wojsko Polskie krwawiło w walce z niemieckim, słowackim i sowieckim najeźdźcą, do działania przystąpili ukraińscy nacjonaliści z OUN, którzy wykorzystali klęskę Rzeczypospolitej, odwrót jej armii i rozpad administracji, aby prowadzić dywersję, rozbrajać i mordować polskich żołnierzy, napadać na policjantów, urzędników i uchodźców oraz występować przeciwko polskiej ludności cywilnej. Nie istniało wówczas państwo ukraińskie, dlatego nie można mówić o czwartym agresorze w znaczeniu prawa międzynarodowego, takim samym jak o III Rzeszy, Słowacji i Związku Sowieckim. Był to wróg wewnętrzny — tym bardziej bolesny, że ludzie występujący przeciwko Polsce byli najczęściej obywatelami II Rzeczypospolitej, korzystającymi wcześniej z praw i ochrony Państwa, któremu w godzinie największej próby odpłacili zdradą.

Nie była to spontaniczna rebelia wywołana wojennym chaosem. OUN od dawna współpracowała z niemiecką Abwehrą, przygotowując dywersję na zapleczu Wojska Polskiego, natomiast wyszkolony i zorganizowany przez Niemców około sześciusetosobowy Legion Ukraiński Romana Suszki od 9 września uczestniczył w napaści na Polskę od południa, posuwając się za wojskami niemieckimi i słowackimi. Zdrada z września 1939 r. była zapowiedzią tego, co nastąpiło kilka lat później, gdy zbrodnicza ideologia OUN znalazła swoje dopełnienie w ludobójstwie dokonanym przez UPA na Polakach zamieszkujących Wołyń i Małopolskę Wschodnią. Droga od dywersji prowadzonej na tyłach walczącej armii do siekier i wideł Krwawej Niedzieli nie była przypadkiem, lecz kolejnymi etapami tej samej antypolskiej walki o usunięcie naszego Narodu z jego własnych Kresów.

Napaść na katolicką Polskę

Agresja z września 1939 r. była wymierzona nie tylko w granice i instytucje II Rzeczypospolitej, lecz również w katolicką duszę Narodu Polskiego. Niemcy od pierwszych dni wojny rozpoczęli planową eksterminację polskich elit: nauczycieli, urzędników, ziemian, działaczy społecznych, powstańców wielkopolskich i śląskich, a także duchowieństwa. W ramach Operacji „Tannenberg” jeszcze przed rozpoczęciem wojny sporządzono listy osób przeznaczonych do aresztowania i wymordowania, a do końca 1939 r. na ziemiach zajętych przez III Rzeszę Niemcy zamordowali dziesiątki tysięcy polskich obywateli.

Kościół katolicki był dla okupantów jednym z głównych wrogów, ponieważ stanowił fundament polskiej tożsamości, moralności i jedności narodowej. Zamykano i profanowano świątynie, grabiono majątek kościelny, aresztowano kapłanów, wywożono ich do obozów koncentracyjnych i mordowano. W czasie okupacji niemieckiej represje dotknęły ponad połowę polskiego duchowieństwa, a przeszło jedna piąta kapłanów znajdujących się pod niemieckim panowaniem poniosła śmierć.

Nie był to przypadkowy skutek działań wojennych, lecz część planu zniszczenia katolickiego Narodu Polskiego, sprowadzenia ocalałej ludności do roli pozbawionej własnej kultury i elit siły roboczej oraz usunięcia z polskiej ziemi wszystkiego, co mogłoby podtrzymywać świadomość narodową i pragnienie odzyskania niepodległości.

Zniszczenie przedmurza chrześcijaństwa

Polska była przez wieki przedmurzem chrześcijaństwa — państwem, które powstrzymywało pochód islamu, prawosławnego imperializmu rosyjskiego, a w 1920 r. również bolszewickiej rewolucji zmierzającej na Zachód. Zniszczenie niepodległej Rzeczypospolitej usunęło najważniejszą zaporę oddzielającą komunistyczny ZSRR od środkowej części Europy.

W 1920 r. polski żołnierz zatrzymał Armię Czerwoną pod Warszawą i odrzucił ją na wschód. Dziewiętnaście lat później dwa wrogie Polsce mocarstwa wspólnie zniszczyły państwo, które stało pomiędzy nimi. Ostateczny skutek tej katastrofy widoczny był w 1945 r., kiedy Armia Czerwona dotarła aż do Berlina, a prawie połowa Europy znalazła się pod władzą komunistów. Polska, która w 1920 r. ocaliła Europę przed bolszewizmem, została przez tę samą Europę zdradzona i oddana Stalinowi.

Francja i Wielka Brytania wprawdzie 3 września wypowiedziały Niemcom wojnę, lecz nie udzieliły walczącej Polsce rzeczywistej pomocy militarnej. Inaczej zachowały się Węgry, które mimo politycznej zależności od państw Osi zachowały przyjazne stanowisko wobec Polski, odmówiły Hitlerowi udziału w napaści na Polskę oraz wykorzystania swojego terytorium do niemieckiego ataku, a po 17 września otworzyły granicę dla polskich żołnierzy i ponad 100 tysięcy uchodźców. Prawdziwego sojusznika poznaje się bowiem nie po podpisanych traktatach, uroczystych deklaracjach i pustych zapewnieniach, lecz po jego zachowaniu w godzinie próby.

Dla Polski wojna nie zakończyła się w 1945 roku

Działania zbrojne II wojny światowej zakończyły się w Europie w 1945 r., lecz dla Polski nie oznaczało to odzyskania wolności. Dla Polaków wojna cały czas trwała. Okupacja niemiecka została zastąpiona okupacją sowiecką, a na miejscu zniszczonego Państwa Polskiego powstał marionetkowy twór zarządzany przez komunistycznych namiestników Moskwy. Polska nie znalazła się więc wśród rzeczywistych zwycięzców wojny — utraciła znaczną część terytorium, miliony obywateli, swoje elity, ciągłość państwową i możliwość samodzielnego decydowania o własnym losie.

IV rozbiór Polski został dokonany de facto we wrześniu 1939 r. przez III Rzeszę oraz Związek Sowiecki, natomiast de iure został zatwierdzony w 1945 r. w Jałcie, kiedy przywódcy ZSRR, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii — bez udziału i zgody prawowitych władz Rzeczypospolitej — zdecydowali o granicach naszego Państwa, oddaniu Kresów Wschodnich Stalinowi oraz pozostawieniu Polski w sowieckiej strefie wpływów.

1 września nie może być zatem wyłącznie kolejną rocznicą składania wieńców i powtarzania pustych formułek o tym, że „nigdy więcej wojny”. Jest przede wszystkim obowiązkiem pamięci o tym, kto był agresorem, kto sojusznikiem, a kto zdrajcą; kto mordował, kto walczył, a kto przyglądał się z boku, czekając na podział polskiej ziemi.

Musimy pamiętać, że wojna rozpoczęta IV rozbiorem Polski nie zakończyła się dla naszego Narodu prawdziwym zwycięstwem ani odzyskaniem pełnej niepodległości. Dopóki nie odrodzi się rzeczywiście wolne, suwerenne i katolickie Państwo Polskie, dopóty dzieło odbudowy Rzeczypospolitej pozostaje niedokończone.

Pamiętamy, kto był agresorem, kto sojusznikiem, a kto zdrajcą. Nie pozwolimy fałszować historii ani odbierać Polsce prawa do prawdy, sprawiedliwości i pełnej niepodległości. Nie przebaczamy w imieniu tych, których zdradzono o świcie¹. Nie zrzekamy się prawa do Wolnej, suwerennej Polski.

„Naród, który traci pamięć, traci sumienie”.
— Zbigniew Herbert

PAMIĘTAMY. NIE ZAPOMNIMY.
CHWAŁA OFIAROM. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.

Michał Paweł Mikłaszewski Redaktor naczelny „Tenete Traditiones”

¹ Nawiązanie do wiersza Zbigniewa Herberta Przesłanie Pana Cogito.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.