„Jest już w lepszym świecie”, „patrzy na nas z góry”, „dołączył do grona aniołów” — takie zapewnienia słyszymy niemal przy każdej śmierci, bez względu na życie, jakie prowadził zmarły. Niekiedy wypowiadają je ludzie, którzy sami nie praktykują, nie uznają obowiązku zachowywania przykazań, a nawet otwarcie odrzucają naukę Kościoła; nie przeszkadza im to jednak z niezachwianą pewnością ogłaszać zbawienia krewnych i znajomych. W tej pocieszającej opowieści zabrakło miejsca na sąd Boży, czyściec i możliwość wiecznego potępienia, jak gdyby śmierć miała sama otwierać każdemu bramy Nieba. Katolik nie ma prawa wydawać takich wyroków, nie zna bowiem ostatniej chwili życia drugiego człowieka, jego sumienia ani rozstrzygnięcia Bożej sprawiedliwości. Nie powinien samowolnie ogłaszać zmarłego potępionym, ale nie wolno mu również samowolnie zapewniać, że zmarły już ogląda Boga.
Chrześcijańska nadzieja każe polecać duszę miłosierdziu Bożemu; zarozumiała pewność prowadzi do samowolnego ogłaszania, że zmarły już przebywa w Niebie i naszej pomocy nie potrzebuje. Jest w tym pycha człowieka, który własnym zapewnieniem zastępuje nieznany mu wyrok Boży. Złudzenie to służy zamiarom szatana: odciąga żyjących od modlitwy za zmarłych, pozbawiając dusze czyśćcowe pomocy, którą mogliby im przynieść. Dusz tych nie może już zagarnąć do piekła, lecz zaniedbanie modlitwy pozostawia je bez naszego wsparcia w cierpieniu. Różnica między chrześcijańską nadzieją a zuchwałą, samowolną pewnością zbawienia ma zatem zasadnicze znaczenie właśnie dla tych, których kochaliśmy i którym po śmierci pragniemy jeszcze służyć.