Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

sobota, 29 lutego 2020

X. K. Vaillancourt: Analiza Instrukcji Redemptionis Sacramentum. Nowe wytyczne dla Nowej Liturgii.


Redemptionis Sacramentum:

Nowe wytyczne dla Nowej Liturgii

KS. KEVIN VAILLANCOURT

––––––––

    W naszym wrześniowym numerze The Catholic Voice z 2000 roku, zrelacjonowaliśmy kilka prób uczynionych w tamtym roku przez niektórych członków hierarchii Neokościoła będących niejako wyciągnięciem "oliwnej gałązki pokoju" w kierunku "tradycjonalistów". Pewien rozgłos zdobyła odezwa arcybiskupa Camilla Perla, w której zapewniał on swoich słuchaczy, że modernistyczny Rzym "wypracuje niezbędne klauzule prawne", które zagwarantowałyby "tradycjonalistom" "normalne życie w granicach Kościoła, gdzie mogliby oni (my) wziąć udział w nowej, oczekiwanej Ewangelizacji". Zwróciliśmy wtedy uwagę, że ta demonstracja "ojcowskiej sympatii" wobec "tradycjonalistów" i ewentualnego "pojednania" z modernistycznym Rzymem, dowodzi, że modernistyczna hierarchia po prostu "nie zrozumiała" rzeczywistych problemów stojących na przeszkodzie do ewentualnego "pojednania" z nimi wiernych katolików. Naszego stanowiska związanego z obecnie doświadczanym duchowym dyskomfortem nie przyjęliśmy tylko dlatego, że kochamy łacińską Mszę, ani dlatego, że chcemy naszego własnego Rytu w Kościele (byłby to jedynie groteskowy kaprys), czy nawet neomodernistycznego wynalazku w postaci "prałatury personalnej". Chcemy powrotu katolickiej Wiary – całej i nienaruszonej – do tych kościołów na całym świecie, w których była ona niegdyś praktykowana a z których została wykradziona po Vaticanum II. Jest to dla wszystkich katolików jedyna droga dla powrotu do "normalnego życia".

    Nie może istnieć żadna koegzystencja pomiędzy metodami modernizmu i prawdziwego katolicyzmu i ustanowienie nowego "rytu" nie spowoduje przerzucenia mostu nad tą przepaścią. Można dowodzić (z całkiem dobrym skutkiem), że ci katolicy, którzy już od samego początku tego kryzysu wiernie podążali za tradycyjnym, apostolskim nauczaniem Kościoła rzymskokatolickiego, nigdy nie opuścili Kościoła; a raczej, że to moderniści byli tymi, którzy wynaleźli nową religię, traktując ją jako "reformację" katolickiej Wiary i to właśnie oni (a nie my) "opuścili Kościół". Dlatego też, to właśnie oni a nie my – powinni się nawrócić i ponownie praktykować katolicką Wiarę.

    Od tamtego czasu informowaliśmy o kilkakrotnie ponawianych przez modernistyczny Rzym zaproszeniach do "pojednania", zachęcających "tradycjonalistów" by ponownie stali się "głównym nurtem". Niektóre z nich miały formę oficjalnych listów (np. wysłany do biskupów Bractwa Św. Piusa X), podczas gdy inne były "bardziej osobistymi" zaproszeniami, wystosowanymi przez niektórych członków "oficjalnego" duchowieństwa do "braci odłączonych". Podczas gdy niektórzy z zapałem przyjęli te zaproszenia – i są teraz pod parasolem modernistów, tylko po to by mieć "pozwolenie" na odprawianie trydenckiej łacińskiej Mszy ("pozwolenie", którego oni nie potrzebowali) – to wielu tak nie postąpiło. Niestety, ci, którzy poszli za modernistycznym Rzymem płacą teraz cenę swojego kompromisu z błędem i herezją – cenę bycia "zaaprobowanymi".

    Wielu z tych, którzy odrzucili te zaproszenia wspominało, że jednym z powodów (pośród wielu), dla którego nie mogliby przyjąć koncepcji istnienia jako "główny nurt" w powodzi błędu jest rozprzestrzenianie się skandalicznych a nawet bluźnierczych liturgicznych nadużyć, które rozwinęły się w niepohamowany sposób przez cały okres "liturgicznego eksperymentowania", jakie nastąpiło po Vaticanum II. Powiedziano modernistycznej hierarchii w Rzymie, że jednym z "warunków" pojednania ma być skorygowanie tych nadużyć. Modernistyczny Rzym odpowiedział – niejako pokazując "tradycjonalistom" marchewkę – wydając kilka oświadczeń (liberałowie nazwali je "naganami") na temat tych nadużyć, którym towarzyszyło coś, co rzekomo miało oznaczać ponowne przedstawienie katolickiej Wiary i nauczania w kwestiach związanych ze Świętą Liturgią. Ale czy te oficjalne deklaracje są naprawdę tym, czym na pierwszy rzut oka wydają się być? Zobaczmy.

Pierwsza broszura wydana przez SKiT im. x Piotra Semenenko. Powstanie "Biblioteki Myśli Katolickiej".

Z wielką radością informujemy, iż dziś, tj. w dniu 29 lutego AD 2020, udało nam się skompletować i wydać jako Stowarzyszenie na Rzecz Kultury i Tradycji im. ks. dr Piotra Semenenko, naszą pierwszą broszurę – Kazanie J. Exc. x Bp Donalda H. Sanborna na Święto Katedry Św. Piotra w Antiochii, wygłoszone 22 lutego 2018 r., z okazji konsekracji biskupiej J. Exc. x Bp Józefa Selway'a. Nie dawno obchodziliśmy drugą rocznicę tego doniosłego, niezwykle ważnego dla Kościoła Świętego wydarzenia, jakim była konsekracja kolejnego, katolickiego Biskupa. Dziś pragniemy przypomnieć po raz kolejny wspaniałe kazanie, jakie Jego Excelencja xiądz bp Sanborn wygłosił przy tej okazji, w którym jasno wyjaśnił, że „zbawianie dusz jest najwyższym prawem Kościoła, przed którym wszystkie inne prawa muszą się ugiąć”. Kazanie to po raz pierwszy ukazało się w polskim tłumaczeniu na prowadzonej przez nas stronie internetowej (portalu integralnie katolickim) Tenete Traditiones, dnia 3 września 2019 r. (w święto Św. Piusa X), a następnie zostało przedrukowane w podwójnym (4 i 5) numerze „Myśli Katolickiej” z grudnia zeszłego roku. Tym samym rozpoczyna swoją działalność "Biblioteka Myśli Katolickiej", w której z czasem pojawiać się będą kolejne ważne pozycje traktujące o Świętej Wierze Katolickiej, tradycyjnej nauce Kościoła, walce z herezjami, zwłaszcza herezją modernizmu, liberalizmu, gallikanizmu etc, i innymi błędami współczesnymi, katolickiej Nauce Społecznej oraz o obecnym kryzysie moralności, Wiary i Kościoła. 

Aby nabyć tą broszurę, a także prenumeratę albo informację o pojawieniu się kolejnych wydawnictw (subskrypcję) prosimy o kontakt na adres e-mail Redakcji "Myśli Katolickiej" - myslkatolicka@gmail.com .

piątek, 28 lutego 2020

O. Romuald Kostecki OP: Chrystus naszem życiem.

Chrystus naszem życiem.


 Chrystus Pan w ciągu swej mowy pożegnalnej, po ostatniej wieczerzy wypowiedział następujące zdanie: „Jam jest droga i prawda i żywot" (Jan 14,6). Jak każde słowo Chrystusa, tak i powyższe zdanie jest pełne treści. Warto się nad niem zastanowić i o ile to jest w mocy człowieka, wejść do głębi jego znaczenia.
 Czem jest życie? Co to znaczy żyć? Pytanie na pozór łatwe. Każdemu zdaje się, że wie, czem jest życie, jednak że gdy przyjdzie wypowiedzieć i określić to dokładnie, natrafiamy na trudności.
Nie kusząc się o dokładne określenie życia, za zna czarmy tylko, że żyć, to znaczy mieć naturę zdolną samą z siebie do czynu, to znaczy mieć ws obie przyczynę swych czynności. Stosownie do tego pojęcia, mamy różnego rodzaju życie; życie mniej lub więcej doskonałe, życie na niższym lub wyższym stopniu, zależnie od stopnia zdolności do czynu i rozwoju.
 Najniższy stopień życia będą posiadać rośliny, wyższy zwierzęta, jeszcze wyższy człowiek, na szczycie zaś będzie Bóg, jako samo życie, i jako pierwsze źródło wszelkiego życia.
 Człowiek stojąc pośrodku między światem czysto zmysłowym a światem czysto duchowym, ma w sobie harmonijnie skoncentrowane życie, tak jednego jak i drugiego. Pierwiastkiem tego życia w człowieku jest dusza ludzka.
 Oprócz tego życia, którego źródłem jest dusza, a które nazywamy życiem naturalnem, przyrodzonem, człowiek jest zdolny żyć życiem wyższem, życiem nadprzyrodzonem, którego źródłem jest łaska.
 Gdy tedy mówimy, że Chrystus jest naszem życiem, należy to rozumieć o życiu łaski, o życiu nadprzyrodzonem. Łaska przychodząc do duszy człowieka zaszczepia w niej życie nadprzyrodzone, wlewa jej nowe zdolności, nowe siły życiowe; ona duszę człowieka nie jako ożywia, staje się jakby duszą duszy.
 Dając duszy nowe życie, daje jej równocześnie wszystko co się z życiem łączy, mianowicie zdolność myślenia, kochania w sposób nadprzyrodzony, słowem, daje jej zdolności wykonywania uczynków nadprzyrodzonych. Bez łaski nie może człowiek nic uczynić, przez coby się wzniósł na poziom nadprzyrodzony. Z chwilą przyjęcia łaski, wszystko się zmienia; człowiek rodzi się do nowego życia.
Pierwszem źródłem tego nowego życia, jakie sprawia w nas łaska poświęcająca jest Bóg i tylko Bóg. Łaska bowiem jest uczestniczeniem w naturze samego Boga ,nikt więc inny prócz Boga samego nie może nas dopuścić do uczestniczenia w Jego naturze. Stąd „łaska" jak już jej nazwa wskazuje, jest czystym darem, udzielonym nam zupełnie darmo przez Boga, bez najmniejszej zasługi z naszej strony.
 Bóg powołując do bytu człowieka, stworzył go w stanie łaski (czyli, jak mówimy, wyniósł go do stanu nadprzyrodzonego) z tą myślą, aby ten że w stanie łaski żyjąc, przekazywał ją swemu potomstwu. Niestety owej myśli bożej, owemu planowa, jaki Bóg od wieków powziął względem ludzkości, grzech pierworodny stanął na przeszkodzie. Grzech pierwszych rodziców odebrał łaskę, nietylko im samym, lecz i całej ludzkości. Bez łaski zaś nie ma zbawienia, dlatego ludzkość wskutek grzechu pierwszych rodziców była skazana na potępienie. Tego domagała się sprawiedliwość boża.
Bóg jednakże, który jak z jednej strony jest nieskończenie sprawiedliwy, tak z drugiej strony jest nieskończenie miłosierny, i mądry, ukarawszy pierwszych rodziców, a z nim i całą ludzkość, dał im nadzieję zbawienia, obiecując światu zesłać Odkupiciela. Tym Odkupicielem zaraz po upadku pierwszych rodziców obiecanym, jest Chrystus Pan. Od czasu upadku pierwszych rodziców, nie ma zbawienia, jak tylko przez Chrystusa, dlatego że nie ma łaski, jak tylko przez Jego pośrednictwo. „Nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którem byśmy mieli być zbawieni". (Dz.Ap.4,12). „Przez którego też przez wiarę mamy przystęp ku tej łasce, w której stoimy i chlubimy się w nadzieji chwały Synów Bożych". (Rz 5,2). Takie prawo Bóg wydał, którego nie cofnie nigdy. Nikt a nikt nie może się zbawić, jak tylko przez Chrystusa.

Bp. D. H. Sanborn: Analiza krytyczna oświadczeń biskupa Williamsona, Ratzingera i biskupa Fellay.


"HERE COMES THE BRIDE"

ANALIZA KRYTYCZNA OŚWIADCZEŃ BISKUPA WILLIAMSONA, RATZINGERA I BISKUPA FELLAY

(Artykuł z 28 III 2009)

BP DONALD J. SANBORN

DEKLARACJA BISKUPA WILLIAMSONA

    26 lutego br. biskup Williamson ogłosił deklarację, w której przeprosił za swoje uwagi dotyczące nazistowskiej zagłady Żydów podczas II Wojny Światowej. List zawiera dość interesujące treści, zwłaszcza te, które można znaleźć między wierszami.

    "Obserwując te konsekwencje, mogę całkowicie szczerze stwierdzić, że żałuję, iż wypowiedziałem wspomniane słowa, a jeślibym mógł wcześniej przewidzieć pełnię szkód i zranień, których stały się przyczyną, zwłaszcza dla Kościoła, lecz także dla tych, którzy przeżyli prześladowania za czasów Trzeciej Rzeszy, oraz rodzin tych, którzy zginęli, wcale bym ich nie wypowiedział".

    Tymi słowami biskup Williamson przeprasza za wypowiedź wygłoszoną na temat zagłady Żydów, lecz nie odwołuje jej. Jednakże nie ma to żadnego sensu, bo skoro powiedział prawdę, to dlaczego miałby za nią przepraszać? Jakim sposobem powiedzenie prawdy mogłoby zranić Kościół albo tych, którzy przeżyli prześladowania lub rodziny tych, którzy zginęli? Stwierdził przecież, że około 300000 Żydów zginęło z rąk nazistów. Jeżeli rzeczywiście zginęło tylko 300000 osób to czy może to być obraźliwe dla krewnych ofiar i dla ocalałych z zagłady?

    Wyraźnie widać, że biskup Williamson nie jest przekonany, że jest to prawdą, co z kolei prowadzi nas do następnego akapitu.

    "W szwedzkiej telewizji wyraziłem jedynie amatorską opinię (słowami: ...«sądzę», ...«uważam») uformowaną 20 lat temu na podstawie dostępnych wówczas dowodów i rzadko wyrażaną od tego czasu publicznie. Jednakże wydarzenia ostatnich tygodni, a także sugestie ze strony doświadczonych współbraci przekonały mnie o tym, że ponoszę odpowiedzialność za wywołane przykrości. Wszystkich, którzy doznali zgorszenia przez to, co powiedziałem, w obliczu Boga proszę o przebaczenie".

    Swoje stwierdzenie na temat Żydów biskup Williamson nazywa "opinią". Posiadanie opinii na jakiś temat oznacza, że uznaje się coś za prawdopodobnie prawdziwe, z zastrzeżeniem, że zdanie przeciwne może być również zgodne z rzeczywistością. Przypuszczam, że tym sposobem przygotowuje on sobie pole do wycofania się ze swoich poglądów, bo jeśli traktuje się coś jako zwykłą opinię, to całkowicie uprawnione jest przyjęcie przeciwnej opinii, jeśli tylko istnieje ku temu uzasadniony, zewnętrzny powód. Gdyby na przykład, przełożony zakonu domagał się od zakonnika porzucenia opinii, to jego wola stanowiłaby wystarczający zewnętrzny powód do odstąpienia od niej i przyjęcia opinii przeciwnej. Takie postępowanie jest dopuszczalne, ponieważ w tego typu sytuacji umysł nie jest przywiązany do prawdy niepodważalnymi dowodami. W rzeczywistości, to intelekt jedynie warunkowo, z zastrzeżeniami przychyla się do opinii, dopuszczając, że prawdziwe może być coś całkiem przeciwnego. Dlatego też, jeżeli z uzasadnionych przyczyn odstąpi się od opinii to nie będzie to żadnym uszczerbkiem dla prawdy.

    W rezultacie, biskup Williamson przyznaje tutaj, że liczba sześciu milionów może być prawdziwa oraz że może być prawdą, iż Żydzi ginęli w komorach gazowych.

    Całkiem możliwe, że biskup Williamson odwoła swoje wypowiedzi, przygotowując tym samym grunt dla ostatecznego połączenia się Bractwa Św. Piusa X (FSSPX) z modernistami.

LIST RATZINGERA

    Dnia 11 marca Ratzinger wystosował do biskupów przydługi list wyjaśniający powody zdjęcia ekskomuniki z czterech biskupów Bractwa. W pierwszej części listu stwierdza, że zniesienie ekskomuniki dotyczy tylko czterech wymienionych imiennie biskupów, ale nie jest rehabilitacją Bractwa Św. Piusa X. W dalszej części oświadcza, że jedyna przeszkoda stojąca na drodze przywrócenia ich do modernistycznej jedności jest natury doktrynalnej:

    "W świetle tej sytuacji mam zamiar połączyć w przyszłości Papieską Komisję «Ecclesia Dei» – instytucję od 1988 r. kompetentną w odniesieniu do tych wspólnot i osób, które wywodząc się z Bractwa Św. Piusa X czy ugrupowań podobnych, pragną powrócić do pełnej jedności z papieżem – z Kongregacją Nauki Wiary. W ten sposób staje się jasne, że problemy, które obecnie należy podjąć, mają zasadniczo charakter doktrynalny i dotyczą nade wszystko akceptacji Soboru Watykańskiego II oraz posoborowego nauczania papieży".

    Z treści niniejszej oraz innych poczynionych ostatnio przez Ratzingera i innych modernistycznych urzędników wypowiedzi, w całkiem oczywisty sposób wynika, że FSSPX musi przyjąć nauki Vaticanum II, Jana Pawła II oraz samego Ratzingera. To stwierdzenie kruszy w drobny mak tak często powtarzaną w FSSPX teorię, jakoby Vaticanum II był zaledwie pastoralnym soborem, który nie zamierzał niczego rozstrzygać definitywnie. Posługując się taką teorią mogli sobie i wiernym wmawiać, że Vaticanum II można po prostu zignorować.

    Złożone przez Ratzingera w powyższym dokumencie oświadczenie, iż sprawa ma absolutnie doktrynalną naturę i że tyczy się głównie uznania "magisterium" Vaticanum II i posoborowego "magisterium" potwierdza to, co sedewakantyści mówili cały czas: a mianowicie, że jeżeli Ratzinger jest papieżem, to niemożliwy jest brak zgody na soborowe i posoborowe nauczanie. W tej kwestii Ratzinger jest całkowicie konsekwentny i trafia w sedno.

    Jeśli Ratzinger uznawany jest za papieża, to co najmniej może wymagać od wiernych okazania religijnego przylgnięcia do nauczania Vaticanum II. Oznacza to, że grzechem śmiertelnym byłoby myśleć, wierzyć lub głosić cokolwiek sprzecznego z tymi doktrynami. Ratzinger jeżeliby tylko chciał to mógłby nawet podnieść znaczenie niektórych nauk Vaticanum II do rangi uroczystego magisterium.

    "Nie można «zamrozić» władzy nauczycielskiej Kościoła w roku 1962. Musi to być dla Bractwa całkiem jasne. Jednak niektórym z tych, którzy określają się mianem wielkich obrońców Soboru trzeba też przypomnieć, że Vaticanum II zawiera w sobie całą doktrynalną historię Kościoła. Ten, kto chce być posłuszny Soborowi, musi przyjmować wiarę wyznawaną w ciągu wieków i nie może podcinać korzeni zapewniających drzewu życie".

    W tym miejscu Ratzinger prezentuje kolejną wersję ewolucji dogmatu. Oczywiście nie rozumie przez to, że musimy przyjąć naukę Quanta Cura o wolności religijnej czy nawet wierzenia Kościoła dotyczące jedności Kościoła albo fakt, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. W jego wyobrażeniu, dogmaty ewoluują w czasie i każdy dogmat jest prawdziwy w swoim własnym czasie i określonych okolicznościach, w których został ogłoszony. "Przyjęcie wiary wyznawanej w ciągu wieków" nie oznacza dla niego przylgnięcia do dogmatów sprzed Vaticanum II, lecz jedynie akceptację tych dogmatów w ich historycznym kontekście. Tak więc jednocześnie poucza zarówno FSSPX jak i modernistycznych biskupów. Wszyscy muszą z czegoś zrezygnować. FSSPX musi zaniechać swego przedpotopowego przywiązania do dogmatów, jak gdyby uczynione były z granitu, a modernistyczna hierarchia musi przyjąć tradycyjne dogmaty jako dogmaty historyczne, część historii Kościoła albo zakotwiczenie – jak to kiedyś określił Ratzinger. Jego analogia ma oznaczać to, że podobnie jak wycieczkowy statek na Karaibach pływa od wyspy do wyspy, opuszcza kotwicę i wyrzuca z siebie na brzeg tłumy turystów w słomkowych kapeluszach łapczywie rzucających się na lokalne pamiątki (prawdopodobnie wyprodukowane w Chinach), to tak samo Kościół przystaje w różnych portach (dogmatach), gdzie przez chwilę odpoczywa, tylko po to by przy sprzyjających okolicznościach wyruszyć w kierunku innej wyspy (dogmatu). Tak więc jedność jest zabezpieczona o tyle, że jest jeden statek i jeden rejs, ale dogmaty zmieniają się od przypadku do przypadku, tak samo jak zmieniają się porty przeznaczenia i nabywane pamiątki.

    Są to kompletne bzdury mające posłużyć do ukrycia tego, czym w istocie jest ewolucja dogmatu – herezja potępiona przez świętego Piusa X, której to Ratzinger wyrzekał się składając antymodernistyczną przysięgę przy święceniach subdiakonatu w 1950 roku.

    "Przyjęcie wiary wyznawanej w ciągu wieków" jest tak naprawdę niczym innym jak odrzuceniem Vaticanum II.

czwartek, 27 lutego 2020

"Wielki Post" – Kazanie na Niedzielę Pięćdziesiątnicy, 23 II AD 2020 - J. Exc. x Bp. Józef S. Selway.

Patryk H. Omlor: Zbójecki [neo]Kościół. (Część III).


ZBÓJECKI KOŚCIÓŁ
(część III)

PATRICK HENRY OMLOR

(Interdum, nr 8, 11 listopada 1971)

"Extra Ecclesiam nulla salus"

    Powszechnie znana i nieustannie głoszona przez Magisterium Kościoła nauka mówi o tym, że "poza Kościołem nie ma zbawienia". Jest to dogmat naszej Wiary, a jako taki, jest nieomylnie prawdziwy i nie dopuszcza absolutnie żadnych wyjątków. Trwając przy tej nauce jesteśmy bezwzględnie zobowiązani do rozumienia i głoszenia jej w taki sposób w jaki pojmuje ją sam Kościół, stosując się do pouczeń papieża Piusa XII zawartych w encyklice Humani generis: "Dlatego to poprzednik Nasz, niezapomnianej pamięci Pius IX, gdy stwierdził, że na tym polega najszczytniejsze zadanie teologii, by wskazywała, jak zawiera się w źródłach nauka, którą Kościół do wierzenia podaje, nie bez ważnego powodu dodał, że należy w depozycie wiary odszukać tę naukę «w tym samym sensie, w jakim Kościół ją określił»".

    Nasze rozważania tej kwestii z wykorzystaniem najbardziej wiarygodnych źródeł posłużą do wyjaśnienia tego dogmatu "w tym samym sensie, w jakim Kościół go określił". Podejmując się tego zadania zastosujemy się do naukowych, teologicznych objaśnień tejże nauki, tak znakomicie wyłożonych przez śp. Msgr. Josepha Clifforda Fentona w książce zatytułowanej "The Catholic Church and Salvation" [Kościół katolicki i zbawienie] (wyd. Newman Press, 1958), z której będziemy często korzystać w niniejszym artykule.

    Poznając coraz lepiej znaczenie tego dogmatu, napotkamy pewne kluczowe słowa i wyrażenia, które muszą zostać przyswojone i zrozumiane w dokładnie takim ich precyzyjnym i dokładnym znaczeniu w jakim używa ich Kościół. Na przykład: rozważając samo stwierdzenie "poza Kościołem nie ma zbawienia" musimy wyraźnie mieć na uwadze precyzyjne znaczenie następujących słów: (1) "poza" jako przeciwieństwo do "w, wewnątrz"; (2) "Kościół"; oraz (3) "zbawienie". Ażeby ktoś nie uznał tego za wałkowanie oczywistych czy też elementarnych spraw, niech wolno będzie w tym miejscu zauważyć, że właśnie te wymienione słowa bywają często źródłem nieporozumień i fałszywych pojęć na temat tejże doktryny. Musimy również znać precyzyjne i ścisłe znaczenia słów: (1) "wierny"; (2) "Mistyczne Ciało"; (3) "członek" Mistycznego Ciała w przeciwieństwie do "nie-członka"; (4) "wyraźne pragnienie" przynależenia; (5) "domyślne pragnienie" przynależności; (6) "nieprzezwyciężalna niewiedza". Wszystkie te pojęcia zostaną sukcesywnie wyjaśnione w tym artykule, zgodnie ze znaczeniem nadanym im w oficjalnych papieskich dokumentach Kościoła.

    Aby zrozumieć ten dogmat i wyznawać go w taki sposób, w jaki Kościół go naucza, musimy rozważyć wszystkie dotyczące go nauki ustanowione przez Kościół. Rozpatrywanie tylko pewnej części tego nauczania, z jednoczesnym pominięciem, zlekceważeniem albo zaniedbaniem pozostałych jego elementów musi niechybnie prowadzić na manowce. Tego typu selektywność albo "przebieranie i wybieranie" stanowi samą istotę i definicję herezji.

    Jak już wcześniej stwierdzono, absolutna niezbędność Kościoła rzymskokatolickiego do osiągnięcia wiecznego zbawienia jest dogmatem nie mającym żadnych wyjątków, w który musimy wierzyć i wyznawać go pod karą odłączenia się od Mistycznego Ciała, którym jest Kościół. "Dogmat jest prawdą, którą Kościół odnajduje w Piśmie Świętym lub w Boskiej, apostolskiej tradycji, którą to, czy to w uroczystym rozstrzygnięciu czy też w swojej zwyczajnej, powszechnej działalności nauczycielskiej przedstawia swoim wiernym jako doktrynę przez Boga objawioną, w którą wszyscy jesteśmy zobowiązani wierzyć Boską i katolicką Wiarą" (Fenton, op. cit., s. 3).

    Chociaż na pierwszy rzut oka może to wyglądać na sprzeczność albo przynajmniej paradoks, to Kościół uczy także – i faktycznie stanowi to część lub aspekt tego samego dogmatu "poza Kościołem..." – że człowiek umierający nawet nie będąc nigdy faktycznym członkiem Kościoła rzymskokatolickiego może osiągnąć wieczne zbawienie. Słowo "może" jest związane z bardzo wyraźnie określonymi i ściśle zdefiniowanymi warunkami, które zostaną wyjaśnione nieco później. W rezultacie, mamy te dwie nauki, a raczej dwa aspekty tego samego dogmatu, a mianowicie: (1) poza Kościołem rzymskokatolickim absolutnie nie ma zbawienia; oraz (2) możliwe jest, aby ktoś nie będący członkiem Kościoła katolickiego osiągnął wieczne zbawienie.

    W Interdum nr 1 ("Insights Into Heresy") wykazaliśmy, że natura herezji polega na wyolbrzymieniu albo położeniu nadmiernego nacisku na jeden aspekt prawdy, w konsekwencji czego, inny, jednakowoż powiązany z nim aspekt zostaje niewystarczająco uwypuklony, a w rezultacie zupełnie zanegowany. Jakieś dwadzieścia lub dwadzieścia pięć lat temu grupa katolików z archidiecezji bostońskiej zaczęła nadmiernie podkreślać a następnie zniekształcać pierwszą prawdę: "poza Kościołem nie ma zbawienia". Jak było do przewidzenia, to przejaskrawienie miało negatywny wpływ na drugą, ściśle powiązaną z nią prawdę, iż jest możliwe, by zbawił się ktoś nie będący członkiem Kościoła katolickiego. Główna postać tej tzw. "bostońskiej herezji" została ostatecznie ekskomunikowana 4 lutego 1953 roku.

    Dzisiaj wahadło wychyliło się w przeciwnym kierunku i obecnie możemy zaobserwować "rykoszet" (odbicie w przeciwnym kierunku) po "bostońskiej herezji". Obecnie druga z prawd – iż człowiek może się zbawić nawet jeśli umrze nie będąc nigdy faktycznym członkiem Kościoła katolickiego – jest tak wyolbrzymiana i przerysowywana, iż w niektórych kręgach nieodzowność Kościoła rzymskokatolickiego do zbawienia jest wyraźnie negowana. Wyraźnie określone kryteria jakimi obwarowane jest słowo "mogą" są przez Zbójecki Kościół całkowicie pomijane i lekceważone, skutkiem czego brak przynależności do widzialnego Kościoła rzymskokatolickiego jest obecnie w rzeczywistości traktowany jako swego rodzaju sakrament! "Inni sprowadzają do czczej formuły" – powiedział papież Pius XII – "konieczność przynależenia do prawdziwego Kościoła, aby można zbawienie osiągnąć" (Humani generis). Chociaż Zbójecki Kościół, a szczególnie dekrety Vaticanum II sporadycznie składają nieszczere deklaracje poparcia dla tego dogmatu, to tak naprawdę nauka, że poza Kościołem nie ma zbawienia zredukowana została do "czczej formuły".

Niektóre wcześniejsze orzeczenia

    Wyznanie wiary katolickiej "Quicumque" znane również pod nazwą symbolu atanazjańskiego, rozpoczyna się tak: "Ktokolwiek chce być zbawionym, przede wszystkim potrzeba, aby wyznawał Katolicką wiarę. Której jeśliby kto nie zachował całej i nienaruszonej, ten niewątpliwie zginie na wieki". "Nauczanie Chrystusa stojącego w łodzi", zauważa Doktor Kościoła św. Hilary, "oznacza, że ci, którzy są poza Kościołem nigdy nie mogą pojąć Boskiej nauki; gdyż łódź jest figurą Kościoła, w którym zdeponowane i głoszone jest słowo życia. Ci, którzy są poza nim są niczym jałowy i bezwartościowy piasek; nie potrafią nic zrozumieć" (Comment. in. Matt. XIII, n. 1).

    Kilka najwcześniejszych doktrynalnych wypowiedzi Magisterium Kościoła na temat "poza Kościołem nie ma zbawienia" pochodzi z początku XIII wieku. W wyznaniu wiary podanym do podpisu waldensom, którzy chcieli powrócić do Kościoła, papież Innocenty III (1208) zawarł co następuje: "Wierzymy sercem i wyznajemy usty, że istnieje jeden Kościół, nie jakiś heretycki, lecz święty, rzymski, katolicki i apostolski [Kościół], poza którym, wierzymy, iż nikt nie zbawia się". Siedem lat później (1215) Czwarty Sobór Laterański (który był dwunastym soborem ekumenicznym w historii Kościoła) zdefiniował: "Jeden zaś jest powszechny Kościół wiernych (una... fidelium universalis ecclesia), poza którym nikt w ogóle nie bywa zbawiony (extra quam nullus omnino salvatur)".

    Z powyższego możemy wyciągnąć następujące wnioski i spostrzeżenia (por. Fenton, op. cit., s. 6): (1) istnieje tylko jeden prawdziwy Kościół Boży. (2) Ten prawdziwy Kościół to Kościół rzymskokatolicki, który jest społecznym organizmem słusznie nazywanym "powszechnym Kościołem wiernych". (3) Nikt w ogóle (nullus omnino) nie może być zbawiony jeśli w momencie śmierci znajduje się "poza" tą społecznością. (4) Powyższe orzeczenia (1-3), są prawdami przez Boga objawionymi wyraźnie zawartymi w dogmacie uroczyście zdefiniowanym przez ekumeniczny sobór.

    Należy w tym miejscu zauważyć, że nawet wielu heretyków i niekatolików może zaakceptować zawarte powyżej stwierdzenia (1) i (3). Przyznają oni, że jest tylko jeden prawdziwy Kościół poza którym nie ma zbawienia. Jednakże, co oni rozumieją przez "Kościół"? Jaki jest ten ich "Kościół", który jest konieczny do zbawienia? Według nich ten "Kościół" to niewidzialna społeczność, łączna suma wszystkich "dobrych" mężczyzn i niewiast żyjących na ziemi (kimkolwiek i gdziekolwiek oni są), albo stanowią go wszyscy, którzy prowadzą dobre i prawe "chrześcijańskie" życie, albo, po prostu, ich "jedyny, prawdziwy Kościół" składa się z wybranych lub predestynowanych.

    Wprost przeciwnie, Kościół katolicki uczy, że tym prawdziwym Kościołem, poza którym nikt nie może się zbawić jest Kościół rzymskokatolicki, widzialna społeczność, Mistyczne Ciało Chrystusa, zarządzane przez widzialną głowę, Wikariusza Chrystusa na ziemi, biskupa Rzymu. Kościół ponadto naucza, że przynależność do tej widzialnej społeczności nie ogranicza się jedynie do ludzi "dobrych" bądź takich, którzy "wiodą dobre, chrześcijańskie życie". W dowolnie wybranym momencie historii znajdują się w nim faktyczni członkowie tego powszechnego Kościoła wiernych, którzy nie są dobrzy, którzy nie żyją w stanie łaski uświęcającej i którzy nie zostaną policzeni do grona predestynowanych.

    Sformułowanie "powszechny Kościół wiernych" autorstwa IV Soboru Laterańskiego zasługuje na krótki komentarz. Kim są ci "wierni"? "Wiernymi" – jak zdaje się wskazywać Vaticanum II (por. Konstytucja dogmatyczna o Kościele, zwłaszcza jej rozdział o "Ludzie Bożym" jak również całość Dekretu o ekumenizmie) – nie są wszyscy dobrzy chrześcijanie, którzy zostali ochrzczeni. W tradycyjnym, formalnym języku Kościoła wyraz fideles (wierni) ma bardzo szczególne znaczenie. Oznacza tych, którzy: (a) zostali ochrzczeni oraz (b) wyznają rzymskokatolicką wiarę; krótko mówiąc, po prostu katolików. (Cf. Fenton, op. cit., ss. 8-9). A zatem, na przykład, katechumen (tj. osoba, która, pobierając nauki aby stać się katolikiem, ma wyraźne pragnienie wstąpienia do Kościoła jako Jego członek) nie jest jednym z fideles. Można tutaj przywołać podział Mszy świętej na "Mszę katechumenów" i "Mszę wiernych".

    Dlatego też, powinno być jednoznacznie jasne co dokładnie "Kościół" ma na myśli w maksymie "poza Kościołem nie ma zbawienia". Przejdźmy teraz do przeanalizowania znaczenia słowa "zbawienie".

środa, 26 lutego 2020

Zdemaskowanie braku autorytetu władzy Neokościoła


Zdemaskowanie braku autorytetu władzy Neokościoła

KS. NOËL BARBARA

––––––––

    "Człowiek chciałby stale z największą słodyczą i ścisłością powtarzać słowa prawdy, proste słowa nadprzyrodzonej prawdy zaczerpnięte z katechizmu; nie powiększać bardziej istniejącego zła, lecz raczej powinien pozwolić, dać się głęboko przekonać nauką, zaczerpniętą z Objawienia, że pewnego dnia Rzym zostanie uleczony, i że fałszywy kościół szybko zostanie zdemaskowany jako nie posiadający żadnej władzy. Skoro tylko to się wydarzy, ten fałszywy kościół rozpadnie się w proch, ponieważ jego największa siła pochodzi z jego wewnętrznego zakłamania, prezentowanego jako prawda, które nie zostało skutecznie odrzucone z góry (przez hierarchów)" (1).

    Taką nadzieję miał w sercu ojciec Calmel OP – że pewnego dnia fałszywy kościół, pozbawiony swojej władzy, rozsypie się w nicość i Rzym powróci do normalności.

    Ale fałszywy kościół nie rozpadnie się w magiczny sposób. Dla wielebnego ojca, intruz, który zajął i zaćmił rzeczywisty Kościół rozpadnie się w proch skoro tylko ujawnione zostanie to, że nie posiada żadnej władzy. Ale tak długo jak odmawia się uznania tego faktu, tak długo jak "jego wewnętrzna kłamliwość" nadal będzie uchodzić za prawdę, ten fałszywy kościół nadal będzie prosperować i zaciemniać prawdziwy Kościół, ponieważ "jego główna siła wywodzi się z faktu, że jego wewnętrzne zakłamanie uchodzi za prawdę, gdyż nie zostało skutecznie zdemaskowane przez hierarchię".

    "Pozorny" kościół! "Kościół", który wydaje się być podobny i który sam prezentuje się jako Kościół katolicki i za taki uznawany jest przez świat. Co to za kościół? To "kościół soborowy", organizacja zainstalowana w Rzymie w miejsce prawdziwego Kościoła. Ojciec Calmel nazywa go "pozornym" albo "fałszywym" kościołem by stało się jasnym, że nie jest to prawdziwy Kościół, Kościół założony przez Chrystusa. To na tym polega jego fałsz.

    Kłamstwo, jak jest to rozumiane na całym świecie jest twierdzeniem przeciwstawnym prawdzie. Tkwiące wewnątrz pozornego kościoła i nieodłączne od niego kłamstwo polega na tym, że mieni się on Kościołem Jezusa Chrystusa, podczas gdy faktycznie, w samej swojej naturze, w swojej najgłębszej rzeczywistości, widzianej oczami Boga lub wiary, nie jest on tym, za co się podaje.

    Będąc przekonanym o fakcie, że główna siła tego pozornego kościoła pochodzi z jego wewnętrznego fałszu uchodzącego za prawdę, wielebny ojciec ma nadzieję, że wkrótce fakt ten zostanie zdemaskowany z góry (przez zwierzchność) – tzn., ukazane będzie, że nie posiada on żadnego autorytetu władzy.

    Władza jest współuczestnictwem w rządach Boga nad Jego stworzeniem. Tylko On może jej udzielić. Oto dlaczego Apostoł stwierdził tak wyraźnie: "Wszelka władza pochodzi od Boga" (Rzym. XIII, 1). Każdy zapewne potrafi pojąć, że zgodnie z tą zasadą, Bóg nie mógłby w żaden sposób delegować Swego prawa, Swej potęgi, Swych rządów organizacji, która posiada jedynie fałszywy pozór bycia Kościołem Jego Syna.

    Władza Neokościoła jest całkowicie sztuczną, nieprawdziwą władzą, "uroszczeniem władzy".

    Aby ją zdekonspirować wystarczy tylko podnieść maskę, za którą się ukrywa; pokazać, co naprawdę jest pod tą maską, jako że w rzeczywistości, w obliczu Boga jest niczym.

    Ujawnienie tego braku władzy oznacza także wyjaśnienie, uczynienie zrozumiałym i ogłoszenie, w porę i nie w porę, że ponieważ kościół ten kompletnie nie posiada autorytetu władzy, to doktryny, jakich naucza, decyzje, które podejmuje, zmiany, które wprowadza, innowacje, które ogłasza, sankcje, które nakłada, wszystkie one są całkowicie nieważne i bez żadnej wartości.

    Ujawnienie tego braku autorytetu władzy oznacza w końcu by nalegać w porę i nie w porę... ale zawsze z nauką (II Tym. IV, 2), że to nie jest Kościół i nie posiada on niczego poza powierzchownym wyglądem Oblubienicy Chrystusa, w której szaty się ubrał. Kościół Chrystusa jest domem Bożym, jest kolumną i fundamentem prawdy (Efez. II, 19; I Tym. III, 15). W żaden sposób nie da się w ten sposób scharakteryzować nowego kościoła.

    Właśnie dokładnie dlatego, że jest nicością, to władza którą sobie uzurpuje jest niczym innym jak tylko maską, za którą to skrywa fakt, że jest niebytem. I właśnie z tej przyczyny ojciec Calmel zapewnia, że gdy w końcu ten brak władzy stanie się jasnym, to Neokościół rozpadnie się w proch oraz stwierdza, że jego główne źródło siły jest w tym, że jego wewnętrzny fałsz uchodzi za prawdę.

    Rzeczywiście, tu zawiera się jego główna siła, powiedziałbym, cała jego charyzma; tym co umożliwia mu istnienie, trwanie oraz nielegalną okupację i całkowite zaćmienie prawdziwego Kościoła to fakt, że "jego wewnętrzne łgarstwo przedstawiane jest jako prawda".

Kościół katolicki i wybór Papieża.

Rok 1903: dzień wyboru Ojca Świętego Piusa X.

Kościół Katolicki i Wybór Papieża

    W tym bardzo długim okresie wakatu Stolicy Apostolskiej, który rozpoczął się po śmierci papieża Piusa XII 9 października 1958 r., wielu katolików jest zaniepokojonych następującym pytaniem:
„Kto wybrałby Papieża po śmierci wszystkich kardynałów?”
    Ludzie są bardzo zaniepokojeni tym pytaniem, ponieważ zaakceptowali fałszywą tezę propagatorów Vaticanum II:
„Po śmierci poprzedniego papieża kardynałowie zobowiązani są pod groźbą ekskomuniki do wybrania nowego papieża w bardzo krótkim okresie kilku dni. Jeśli papież nie zostanie wybrany w ciągu kilku dni, nie będzie już Kościoła, ponieważ Kościół nie może działać bez papieża”.
    Aby odpowiedzieć na to niepokojące pytanie i obalić fałszywą tezę, podaję fragmenty książek, które zawierają naukę katolicką na temat wyboru papieża. Książki te zostały opublikowane zgodnie z przepisami Kościoła Katolickiego, które obowiązywały przed śmiercią papieża Piusa XII.

    Na przykład wielebny Peter A. Baart, STL, napisał, że ‘jeśli wszyscy kardynałowie umrą przed wyborem papieża’, ‘powszechniejsza i bezpieczniejsza jest opinia, że wybory będą dotyczyć duchowieństwa rzymskiego, to znaczy do kanoników bazyliki na Lateranie (patrz: THE CATHOLIC ENCYCLOPEDIA), katedry papieskiej.’ (patrz The Roman Court by the Reverend Peter A. Baart, S.T.L.) Chciałbym tutaj tylko podkreślić, że autor nie pisał o „duchowieństwie” kościoła Vaticanum II.

    Aby być ważnymi członkami duchowieństwa rzymskiego, muszą najpierw odrzucić wszystkie herezje, które rozpowszechniali i wyznawali, zanim zostaną przyjęci do Kościoła Katolickiego.

    Po potwierdzeniu ważnego chrztu lub po chrzcie, jeśli nie zostali jeszcze ochrzczeni, muszą zostać potwierdzeni (przez Sakrament Bierzmowania) i wyświęceni przez ważnych biskupów katolickich. Dopiero po spełnieniu tych warunków mieliby prawo wyboru papieża.

    Podobnie jak wielebny Peter A. Baart, inni autorzy katoliccy nauczają, że Kościół katolicki istnieje przez pewien czas, nawet gdy Stolica Apostolska doświadcza nieobecności Biskupa Rzymskiego, Następcy Świętego Piotra.

    Kościół uczy, że okresowo powtarzane wakaty Stolicy Apostolskiej są integralną częścią jego historycznego, eklezjologicznego i kanonicznego kontekstu.

    Nie ma Kościoła Katolickiego bez papieża, gdy żyje, i nie ma Kościoła Katolickiego bez okresowo powtarzanego wakatu Stolicy Apostolskiej, gdy papież zmarł lub zrezygnował.

    Kościół Katolicki i Stolica Apostolska mają naturę osoby prawnej na mocy Bożego zarządzenia (Kanon 100).

    Osoba prawna ma z natury charakter wieczysty. Może być wygaszona przez likwidację dokonywaną przez uprawnioną władzę lub przez zaprzestanie istnienia na sto lat. Jeśli przynajmniej jedna osoba z kolegialnej osoby prawnej pozostaje, prawa wszystkich spoczywają na tej osobie (Kanon 102).

    Jeśli Stolica Apostolska nie była zajmowana przez papieża przez sto lat lub nawet dłużej, nie przestaje być osobą prawną (moralną), ponieważ ma z natury swój wieczny charakter. Ta sama zasada dotyczy Kościoła Katolickiego.

    Będąc ustanowioną przez Boga, Stolica Apostolska zajmowana przez papieża, albo będąc vacantna, może istnieć jako wieczysta osoba prawna do ostatniego dnia istnienia tego świata.

    Podobnie, albo posiadając papieża lub nie -, Kościół Katolicki może istnieć jako wieczysta osoba prawna aż do ostatniego dnia istnienia tego świata.

   Ponieważ Kościół Katolicki i Stolica Apostolska mają naturę prawnie wieczystej osoby z Boskiego polecenia, mogą one zostać wygaszone jedynie przez samego Boga, który jako jedyny jest Autorem i Najwyższą Władzą swego stworzenia.

    Tak więc ani papież, ani kardynałowie, ani samozwańczy „teologowie” świeccy nie mają władzy, by położyć kres Kościołowi Katolickiemu.

    Bez względu na to, jak długo może trwać wakat Stolicy Apostolskiej, sam wakat nie jest autorytetem uprawnionym. W związku z tym, nie będąc autorytetem uprawnionym, wakat Stolicy Apostolskiej nie może zakończyć istnienia Papiestwa i Kościoła Katolickiego.

    Przez Boskie polecenie Papiestwo, z powodu śmierci lub rezygnacji papieża, nie przestaje być ustanowioną przez Boga instytucją.

    Jeśli Instytucja Papiestwa i Kościół Katolicki przestaną istnieć z powodu śmierci lub rezygnacji Papieża (jak twierdzą „teologowie” samozwańczy), oznacza to, że Papiestwo i Kościół Katolicki nie są instytucjami Boskimi.

    Dlatego każdy katolik ma obowiązek wierzyć, że w czasie wakatu Stolicy Apostolskiej Kościół Katolicki nadal żyje i wypełnia swoją misję ratowania dusz, bez względu na długość okresu trwania wakatu.

wtorek, 25 lutego 2020

Papieska nieomylność a dzisiejszy kryzys w Kościele.


Papieska nieomylność a dzisiejszy kryzys w Kościele

KS. NOËL BARBARA

     Poniższy artykuł to tłumaczenie wykładu, jaki ks. Noël Barbara wygłosił po francusku w latach osiemdziesiątych. Autor (będący prawdopodobnie pierwszym europejskim kapłanem, który doszedł do wniosku o istnieniu wakatu na tronie papieskim), po przypomnieniu katolickiej nauki o Kościele i jego Magisterium wykazuje, dlaczego papieże Vaticanum II nie mogą być prawdziwymi papieżami. (Red. "The Reign of Mary").

Kościół

    Czym jest Kościół? Jest społecznością tych wszystkich ludzi, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa i stosują się do Jego nauczania. Jest to społeczność wiernych – wszystkich tych, którzy posiadają katolicką Wiarę – stanowiąca Kościół wierzący albo nauczany. Niektórzy jego członkowie zostali wybrani, oddzieleni od innych i poświęceni Bogu. Są to najważniejsi członkowie Kościoła, tworzący kościelną hierarchię, czyli Kościół nauczający. Z ustanowienia Jezusa Chrystusa, nauczający Kościół składa się z suwerennego Papieża oraz podległych mu biskupów.

    Mamy tu dwie ważne kwestie: po pierwsze, wszyscy członkowie Kościoła – nawet ci najprzedniejsi, Papież i biskupi – muszą należeć do Kościoła wierzącego. Oznacza to, że wszyscy – czy to zwykli wierni czy też najważniejsi członkowie – muszą przyjąć i wierzyć w to, czego naucza Kościół nauczający. Po drugie, teologowie – prócz sytuacji, że teologiem jest Papież albo biskup – nie należą do Kościoła nauczającego. Stanowią część wierzącego Kościoła i podobnie jak wszyscy wierni są nauczani przez hierarchię. Ważne jest, aby o tym pamiętać, gdy pojawia się różnica zdań pomiędzy nauczaniem hierarchii – Papieża i podległych mu biskupów – a jednym lub kilkoma teologami, nawet, jeśli dotyczy to największych spośród nich uczonych. Jedynie nauczaniu hierarchii albo nauczającego Kościoła należy wierzyć i za nim podążać, a nie za magisterium teologów.

Najważniejsi członkowie

    Tym wiernym, którzy zostali wybrani na głównych członków Kościoła Chrystus przekazuje udział w Swej potrójnej władzy: królewskiej, prorockiej i kapłańskiej. Są to uprawnienia wynikające ze święceń kapłańskich i jurysdykcji. Władze stanu kapłańskiego są nadane w sakramencie święceń kapłańskich odciskającym niezatarte piętno na tych, którzy je otrzymują. Ze względu na nieusuwalny charakter tego sakramentu, nie można tych uprawnień utracić. Raz otrzymane pozostają na zawsze – jest się kapłanem na wieczność. Uprawnienia jurysdykcji są nadawane przez wprowadzenie na konkretny urząd i przez misję powierzoną przez zwierzchnika. W przeciwieństwie do władz kapłańskich, jurysdykcja przyjęta z chwilą objęcia urzędu albo udzielenia misji znika wraz z ich utratą. Mogą być one ograniczone lub wycofane przez zwierzchnika, który ich udzielił. Otrzymująca je osoba może się również ich zrzec.

Papież

    Papież jest następcą św. Piotra w biskupim mieście Rzymie. Jako taki, jest widzialną głową kolegium apostolskiego, Doktorem doktorów, Pasterzem całego Kościoła – zwykłych wiernych i najprzedniejszych członków – Wikariuszem Chrystusa na ziemi, Jego przedstawicielem. Wyjaśnijmy to.

    Po pierwsze, nie są to tytuły jedynie honorowe; wyrażają stan faktyczny.

    Po drugie, głowa (od łacińskiego caput) jest tym, który rozkazuje i kieruje. W tym zakresie Papież jest obdarzony władzą Chrystusa, którego reprezentuje. Jeśli, jak mówi Apostoł, cała władza pochodzi od Boga, to o ileż bardziej odnosi się to do Papieża.

    Po trzecie, widzialna głowa, ten, którego widzimy, który się nam ukazuje, jest tym, poprzez którego przez Wiarę dostrzegamy niewidzialną Głowę – jako że prawdziwą Głową Kościoła jest Chrystus, który, chociaż siedzi po prawicy Ojca, to wciąż rządzi Swym Kościołem Sam bezpośrednio i przez Papieża, Swego Wikariusza.

    Po czwarte, Doktor doktorów: doktor, od słowa doctus – "uczony" – jest tym, który zna i posiada wiedzę oraz jest upoważniony do nauczania. Głównym obowiązkiem najprzedniejszych członków jest uczyć wszystkiego, co zostało objawione im przez Chrystusa; dlatego biskupi są doktorami Wiary, tymi, którzy nauczają wiary, a Papież, Biskup biskupów jest w związku z tym Doktorem doktorów. Chrystus upoważnił go do nauczania nawet innych doktorów, zobowiązał do nauczania innych i utwierdzania ich w Wierze. Papież nie jest nauczany przez nikogo. Ale zauważmy: to, że "Papież nie jest nauczany przez nikogo" oznacza, że nie ma ponad nim żadnego doktora, któryby mógł go nauczać, lecz zanim został Papieżem i po to, aby mógł nim zostać, Papież jest i pozostaje wierzącym, wiernym członkiem Kościoła, tym, kto posiada wiarę. Oznacza to, że został pouczony przez wszystkich swoich poprzedników i przylgnął do ich nauczania. Jeśli Papież nie przyjąłby całego niezmiennego nauczania swych poprzedników, jeśli nie uwierzyłby w nie, jeśliby odmówił wyznawania go, to przestałby być jednym z wiernych – tym, kto posiada wiarę – i przez tenże właśnie fakt i z tejże właśnie przyczyny, przestałby należeć do Kościoła oraz utraciłby swą papieską władzę, gdyż człowiek, który nie należy już do Kościoła nie może być jego głową.

    Po piąte, pasterz jest tym, który broni, chroni i prowadzi swoją trzodę na dobre pastwiska. Papież, jak każdy inny biskup, jest biskupem konkretnego kościoła, którym w jego przypadku jest kościół Rzymu. Lecz jest także biskupem każdego innego kościoła. Katolicy całego świata, poza tymi mieszkającymi w Rzymie, mają dwóch biskupów: jednego w swojej diecezji i jednego w Rzymie. Dlatego też, jako katolicy, wszyscy jesteśmy Rzymianami.

    Po szóste: Wikariusz Chrystusa, Jego przedstawiciel widzialnie zajmujący Jego miejsce, dzierży klucze do Jego królestwa, którego jest Głową. Aby wypełnić swój urząd, Papież cieszy się specjalnym przywilejem, który chroni go od wszelkiego doktrynalnego błędu. Jest on nieomylny. Później wrócimy do tego tematu.

Kościół Papieża

    Papież jako biskup, tak jak wszyscy biskupi, posiada partykularny kościół, diecezję, którą jest Rzym. Rzym będąc Kościołem Papieża, stanowi osobny przypadek; posiada moc życia wiecznego. W innych kościołach mogą zachodzić zmiany. Papież, który je utworzył, może je powiększać lub zmniejszać albo nawet zlikwidować. Kościół Rzymski, założony przez Piotra pozostanie do końca. Tylko sam Kościół Rzymu jest Matką i Mistrzynią wszystkich innych kościołów. Daje im życie i nie otrzymuje życia od nikogo. Inne kościoły są kościołami-córkami; tylko on jest Kościołem Matką. Naucza je jako ich Mistrzyni i nie jest instruowany przez nikogo.

    Dochodzimy teraz do punktu najwyższej doniosłości. Wśród herezji dwudziestego wieku musimy odnotować jedną, która bez żadnego wyraźnego ogłoszenia, rozwinęła się przy współudziale znaczącej liczby biskupów. Polega ona na tym, że w codziennej praktyce, Kościół Rzymu zaczął być uważany za zaledwie jeden spośród wielu kościołów – niewątpliwie godniejszy i bardziej czcigodny, lecz nieobdarzony większą od innych władzą. Konsekwencją tej praktycznej herezji było to, że zbyt często biskupi przyjmowali nauczanie z Rzymu z szacunkiem, lecz nie zawsze na nie zważali, nie poczuwając się do żadnego obowiązku by je uwzględniać. Uważali oni, iż nauki płynące z Rzymu wyrażają doktrynę i praktykę Kościoła Rzymskiego i nic ponadto. W związku z tym, nauczanie to zasługiwało na szacunek, ale w tej samej mierze, co nauczanie i praktyki innych diecezji. Biskupi coraz słabiej poczuwali się do obowiązku przyjmowania tego nauczania.

Komunikat nr. 1 SKiT im. x. Piotra Semenenko, z dnia 25 lutego AD 2020.

Dnia 22 lutego AD 2020, w święto Katedry św. Piotra Apostoła w Antiochii, o godz. 12.00 odbyło się spotkanie założycielskie nowo powołanego:

Stowarzyszenia na Rzecz Kultury i Tradycji im. ks. dr Piotra Semenenko.

Podczas spotkania członkowie-założyciele podpisali dokumenty założycielskie, które w dniu wczorajszym (24 lutego, wigilia św. Macieja, Apostoła) zostały złożone w wydziale spraw obywatelskich Urzędu Miejskiego w Gliwicach. Stowarzyszenie będzie funkcjonować w początkowej fazie swego rozwoju jako stowarzyszenie zwykłe, w najbliższym czasie planujemy rejestrację sądową.

Przedstawicielem (Prezesem) Stowarzyszenia jest Pan Michał Paweł Miklaszewski.

Oficjalnym organem prasowym naszego Stowarzyszenia jest odtąd wydawane przez nas od roku pismo (dwumiesięcznik rzymskokatolicki) "Myśl Katolicka - Organ Katolików świeckich".

Naszym celem jest prowadzenie ogólnopojętej Akcji Katolickiej (tzw. "apostolstwa świeckich") zgodnie z zaleceniami Papieży (głównie naszego Świętego Patrona - Papieża Św. Piusa X) oraz w pełnej jedności i współpracy z duchowieństwem katolickim w Polsce. Chcemy być pomocą i podporą zwłaszcza dla naszego (Katolików Rzymskich integralnych w Polsce) Xiędza duszpasterza (X. Rafała J. Trytka ICR), będąc zawsze gotowi wspierać go w jego działaniach,  oraz bronić go przed wszelkimi bezczelnymi, chamskimi i niesprawiedliwymi atakami, tak zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi. Jednocześnie nie zamykamy się na współpracę także z innymi katolickimi Kapłanami, byleby nie byli w żadnej jedności (non una cum) z fałszywym, modernistycznym [neo]"kościołem", wyznawali integralnie Wiarę katolicką, mieli niepodważalnie ważne święcenia kapłańskie oraz przynajmniej podstawową formację duchowną i intelektualną.

Naszym hasłem przewodnim jest

Omnia ad honorem Omnipotentis Dei, Virginis Mariae et Ecclesiae Romanae!

(Wszystko na cześć wszechmogącego Boga, Dziewicy Maryi i Kościoła Rzymskiego!)

Zapraszamy do współpracy wszystkich katolików integralnych, ludzi dobrodusznych i dobrej woli!

Komitet założycielki SKiT im. x Piotra Semenenko

poniedziałek, 24 lutego 2020

O. Maksymilian M. Kolbe: Żydostwo a sprawa polska.


Żydostwo szkodziło i szkodzi nam na każdym kroku, wżera się jak rak w ciało narodu, szerzy przekupstwo i zepsucie wśród dorosłych, a rozpustę i bezbożnictwo wśród młodzieży, wydziera nam handel, przemysł, rzemiosło, a nawet ziemię.

Źródło: „Mały Dziennik”, 1938 r.

Widzimy, jak bolszewicy tępią religię. Słyszeliśmy nauki materialistów, pragnących ścieśnić wszechświat do tego tylko, co bezpośrednio zmysłami poznajemy i tak wmówić w siebie i w drugich, że nie ma Boga ani duszy. Teozofia wszczepia obojętność religijną, a badacze Pisma św. i inni protestanci grubymi dolarami jednają sobie wyznawców. Wszystkie te obozy tworzą zgodną linię bojową przeciw Kościołowi. Co ich łączy? Że socjalizmem kierują Żydzi i że oni rządzą obecnie w Bolszewii, wszystkim aż nadto wiadomo. Nie brak ich też w szeregach materialistów. Badacze zaś Pisma św. są (…) niczym innym jak tylko zamaskowanym bolszewizmem ze wszystkimi obietnicami talmudystycznymi.

Źródło: Grożące niebezpieczeństwo, „Rycerz Niepokalanej”, 2 stycznia 1923

Czerwona masoneria zacieśnia się do niewielkiej liczby osób, przeważnie Żydów, którzy w pełni świadomi swych celów kierują całą liczną rzeszą mniej więcej „oświeconych” w sprawach organizacji masonów. Głowa ta jest nieznana i działa zawsze w ukryciu, by uniemożliwić przeciwdziałanie. Oni to układają plany roboty. Z ich warsztatu wyszła rewolucja francuska, szereg rewolucji od 1789 do 1815 roku, a także… wojna światowa. Wedle ich wskazania pracował Voltaire, d’Alembert, Rousseau, Diderot, Choiseul, Pombal, Aranda, Tanucci, Hangwitz, Byron, Mazzini, Palmerston, Garibaldi i inni. Nazwisk obecnych członków nie znamy, ale na pewno do masonerii należy u nas Piłsudski.

Źródło: Dzisiejsi wrogowie Kościoła, „Rycerz Niepokalanej”, 22 października 1922

~ o. Maksymilian Maria Kolbe OFMConv.

sobota, 22 lutego 2020

II rocznica Sakry Biskupiej JE x Bp'a Józefa Selway'a

J. Exc. x bp Józef Selway
Dokładnie dwa lata temu, 22 lutego 2018 r., w Święto Stolicy Św. Piotra Ap. w Antiochii, w kościele Seminarium Trójcy Przenajświętszej w Brooksville na Florydzie w USA, J. Exc. x bp Donald H. Sanborn, wraz z Ich Exc. x Bp-ami współkonsekratorami - Danielem L. Dolanem oraz Gerardem J. Stuyverem, udzielił sakry biskupiej J. Exc. x bp'owi Józefowi Selwayowi, swemu wieloletniemu pomocnikowi w seminarium i posłudze duszpasterskiej. Po okresie formacji kapłańskiej w seminarium Instytutu Matki Dobrej Rady we Włoszech i w Seminarium Trójcy Przenajświętszej w USA x. Selway otrzymał święcenia kapłańskie 8 grudnia 2001 roku z rąk ś.p. biskupa Roberta McKenny.


Jego Excelencya gościł już (wówczas jeszcze jako xiądz) wraz z x bp Donaldem Sanbornem w Polsce, w Krakowie, podczas jednej z wizyt Apostolskich x bp Donalda, w 2013 r., asystując wówczas biskupowi do Bierzmowania i uroczystej Mszy św., oraz odprawiając prywatną Mszę św. w naszej krakowskiej kaplicy. Mamy nadzieję że xiądz biskup ponownie odwiedzi kiedyś naszą Ojczyznę!


Jego Excelencyi z okazji rocznicy Sakry Biskupiej życzymy wszystkiego co najlepsze, błogosławieństwa Bożego i opieki Najświętszej Maryi Panny!

Redakcja Tenete Traditiones

Nowy, 6 (I AD 2020) numer "Myśli Katolickiej - Organu Katolików Świeckich" (I — II AD 2020).

     Z największą przyjemnością oddajemy do rąk naszych czytelników kolejny, szósty numer naszego czasopisma „Myśl Katolicka - Organ katolików świeckich”. Dokładnie rok temu udało nam się skompletować i wydać pierwszy numer odrodzonego, reaktywowanego czasopisma, które było pierwotnie wydawane w latach 1908-1914 w Częstochowie, przez Zjednoczenie Pań o działalności katolickiej pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Jesteśmy prawdziwą, jedyną i bezpośrednią kontynuacją tego pięknego tytułu. Tygodnik (a obecnie dwumiesięcznik rzymskokatolicki) był i jest adresowany zarówno do katolików świeckich, jak i do duchowieństwa. Misją pisma była i jest obrona polskiego katolicyzmu przed modernizmem. Nasze pismo ściśle współpracuje ze stroną internetową TENETE TRADITIONES, można wręcz mówić o pewnej „unii personalnej”, chociażby ze względu na wspólny skład redakcji pisma oraz strony. Planujemy w tym roku poszerzenie naszej działalności, ograniczonej dotychczas wyłącznie do publikacji tekstów głównie w Internecie, oraz wydawaniu od ubiegłego tego skromnego pisemka w formie papierowej, o nakładzie mocno ograniczonym z przyczyn niezależnych. [...] Zachęcamy wszystkich czytelników do lektury.
Ze wstępu Od Redakcji.

W numerze między innymi:

wstęp Od Redakcji

70. rocznica urodzin x Bp’a Donalda H. Sanborna

Bp Donald H. Sanborn: Umierająca religia Novus Ordo

II. Rocznica konsekracji biskupiej x Bp’a Józefa Selwaya

Tradycyjna dyscyplina postna

X. Antoni Cekada: Czy powinienem uczestniczyć we Mszy, w której wymienia się w Kanonie imię "papieża Franciszka"?

X. Rafał Trytek ICR: Zasady uczestnictwa we Mszy Św.


Wszystkie osoby zainteresowane otrzymaniem papierowej lub cyfrowej wersji tego numeru jak również otrzymywaniem prenumeraty kolejnych numerów (cyfrowej bądź papierowej) proszone są o kontakt na adres e-mail naszej redakcji: myslkatolicka@gmail.com .

Serdecznie zapraszamy do kontaktu i współpracy wszystkich ludzi dobrej woli!

piątek, 21 lutego 2020

"Tygodnik Soborowy": Nieomylność papieska i niemiecka teologia (herezja neogallikanizmu).

OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Tekst poniższy stanowi doskonałą odpowiedź na błędy i herezje większości współczesnych tradycjonalistów, (głównie [neo]FSSPX i ich wiernych) reprezentujących pozycję R&R (recognize and resist) - uznających i sprzeciwiających się modernistycznym pseudopapieżom. Jasno wynika stąd, że nie są to żadne nowe błędy, a były one już znane od XVII wieku we Francji pod nazwą gallikanizmu (skąd przedostały się do Niemiec gdzie trafiły na grunt bardzo podatny) oraz w Cesarstwie pod nazwą józefinizmu. Z tych błędów wzięło się później jawne odrzucenie Nieomylności Papieskiej i formalna schizma, czyli powstały w krajach niemieckojęzycznych starokatolicyzm. Współczesne błędy lefebrystów (propagowane przez nich w wykładach, kazaniach, książkach i czasopismach) są dokładnym powtórzeniem tych błędów, z czasów Soboru Watykańskiego (1870 r.), które są całkowicie sprzeczne z niezmiennym nauczaniem Kościoła (mimo iż mogą podszywać się i sprawiać pozory "tradycji").


NIEOMYLNOŚĆ PAPIESKA

i

niemiecka teologia

"TYGODNIK SOBOROWY"

––––––––

    Kiedy Francja przeszło dwie trzecie swych biskupów, wśród których jaśnieją pierwszorzędne znakomitości, dostarczyła wielkiemu zastępowi zwolenników nieomylności Głowy Kościoła, kiedy Belgia i Hiszpania słynne z wielkich tradycji pod względem umiejętności teologicznych, całym swoim episkopatem większość Soborową potężnie wzmocniły, Niemcy tymczasem z małym wyjątkiem, biskupami swoimi, wzmacniają stronnictwo opozycyjne. Znakomitości nawet takie, jak Ketteler i Hefele omyliły nadzieje katolików. Broszury tych dwóch biskupów, podwójnie smutne zrobiły wrażenie w Rzymie i w świecie gorętszych miłośników majestatu Piotrowego: raz duchem swoim, to jest duchem protestacji tym więcej dającej do myślenia, im więcej mieliby raczej powodów do postawienia się za powagą Rzymu, oni, narodowością swoją przypominający ojczyznę protestacji – drugi raz słabością teologiczną fatalnie w pisemkach wystosowanych do Ojców Soboru kompromitującą famę teologiczną Niemiec, tak zarozumiale przez Döllingera lat temu kilka na zjeździe teologów niemieckich w Monachium, pod niebiosa wynoszoną.

    W niniejszej rozprawie, weźniemy pod rozwagę broszurę, przypisywaną powszechnie biskupowi Hefele: O nieomylności osobistej biskupa rzymskiego i będziemy się mogli przekonać, jak dalece w kwestii nieomylności nie ma się co rachować z erudycją niemiecką i z teologią opozycyjną.

    Autor nie występuje wcale jako przeciwnik nieomylników, ale tylko jako przeciwnik oportunistów, to jest tych, którzy są dzisiaj za ogłoszeniem dogmatu nieomylności. Owszem zaraz z góry oświadcza on, w czym się zgadza z nieomylnikami, ażeby potem mógł tym śmielej powiedzieć, dlaczego się nie zgadza z nimi pod względem wczesności ogłoszenia.

    Najprzód więc zgadza się na to, że Piotrowi i następcom jego udzielony rzeczywiście został prymat honoru i jurysdykcji z prawem rządzenia, sądzenia i nauczania w charakterze najwyższego doktora Kościoła w rzeczy wiary i moralności.

    Zgadza się po wtóre i na to, że jakkolwiek biskupom udzieloną także została władza rządzenia i nauczania Kościoła, ale to pod zwierzchnictwem i w zależności od Papieża.

    Stąd wyprowadza cztery wnioski, na które by się gallikanie czystej krwi nigdy nie chcieli pisać, a tym mniej schizmatycy, a którym, gdyby autor sam nie był przeciwstawił pewnego ale, ultramontanie gotowi by byli przyklasnąć, jako wnioskom najlogiczniej do nieomylności wiodącym.
"Sprzeciwia się nauce objawionej, powiada on najprzód, apelować od wyroku Papieża do przyszłego najbliższego Soboru powszechnego. 
Błędem jest i rzeczą niegodziwą twierdzić, że Sobór powszechny jest wyższy od Papieża, lub od niego niezależnym (supra aut praeter Papam). 
Błędem równie i niegodziwością byłoby chcieć tylko zewnętrznym posłuszeństwem przyjmować wyroki papieskie w sprawie wiary i obyczajów, zamiast posłuszeństwem umysłu i serca. 
Na koniec, rzeczą jest żadnej nieulegającą wątpliwości, certissima fide, że Kościół rzymski błądzić nie może".
    Ale, powiada on, kwestia poruszająca dzisiaj umysłami, nie wchodzi w zakres tych tak pewnych punktów wiary. Dlaczego? kwestia to bowiem, osobistej Papieża nieomylności, zrozumianej w tym sensie, jakoby każdy następca Piotra, aktualnie na stolicy jego zasiadający, miał posiadać tę szczególną prerogatywę, iż wielekroć by razy chciał wyrokować w sprawie wiary i moralności, i w samej rzeczy wyrokowałby uroczyście, wyrok jego tym samym byłby już nieomylnym – i jako na taki wierni obowiązani by byli dać swoją niezłomną zgodę.

    W taki sposób zrozumiana nieomylność jest zbyt świeżej daty i nader jeszcze niedostatecznie roztrząsana, aby się mogła stać przedmiotem dogmatycznej decyzji. A nadto, argumenty przeciwko niej nagromadzone zbyt są ważne (gravissima), aby je można uważać za niebyłe. Katolicy więc muszą mieć jeszcze wolność w utrzymywaniu zdania przeciwnego. Stąd wnioskuje, że zwolennicy nieomylności i wczesności co do jej zawyrokowania, grzeszą przeciwko sprawiedliwości, mieszając zdanie tak nowe i nieroztrząśnięte z punktami wiary, nieulegającymi żadnej wątpliwości – traktując przeciwników tego zdania, jako nieprzyjaciół powagi i władzy papieskiej i wystawiając ich na nienawiść wiernych.

    Tak oznaczywszy stan kwestii na poparcie zdania swojego, powołuje się najprzód na naukę znakomitej powagi w świecie teologicznym, to jest Turrekrematy, który, mówiąc nawiasowo wtenczas tylko jest dobry dla stających w opozycji z pretensjami Rzymu, kiedy się da coś u niego wytargować przeciwko owym pretensjom, inaczej zaś nazywa się go z hiszpańska Torquemadą i ma się z niego gotowe bobo inkwizycyjne do straszenia nieuków i sentymentalnych kobiecin. Znakomity autor Ximenesa, który właśnie jest autorem w mowie będącej broszury, lepiej wie o tym, niż ktokolwiek inny, że Turrekremata nie jest do użycia przeciw prerogatywom papieskim, chociażby się te prerogatywy nie wiedzieć jak chrzciło mianem przywłaszczenia. Nie do pojęcia też prawdziwie, jakim sposobem mógł się na niego powołać, jako na utrzymującego, że Papież nawet jako Papież może popaść w herezję, a tym samym może być sądzonym przez Sobór. Zobaczymy zaraz jak ta sprawa stoi.

    Na Bellarmina mniej jest łaskawy, niż na Torquemadę. Zarzuca mu, że w Papieżu wylicza tylko cztery stany, czyli wypadki. Bellarmin rzeczywiście powiada, że Papież działać może tylko, albo jako osoba prywatna, albo jako Papież sam przez się, albo jako Papież w gronie zwykłej swojej rady, albo jako Papież z Soborem powszechnym. Autor broszury powiada, że jeszcze jest piąty wypadek przeoczony, czy zamilczany przez Bellarmina, to jest Papież w towarzystwie z biskupami rozproszonymi, czyli niezgromadzonymi na Soborze powszechnym, a mimo tego niemniej będącymi sędziami wiary. Notujemy tymczasowo, że piąty ów wypadek stawia ten sam autor, który zdaniu o nieomylności osobistej Papieża zarzuca nowotność.

    Po skrytykowaniu Bellarmina idzie nareszcie w broszurze krytyka wymierzona przeciwko dwom wielkim teologicznym znakomitościom naszych czasów, to jest, przeciwko arcybiskupowi Manningowi i przeciw ojcu Franzelinowi, jezuicie, profesorowi w Collegium Romanum. Zgrzeszyli oni podobnie jak Bellarmin, to jest, że gdy nowsi teologowie, dla oznaczenia kiedy Papież mówi ex cathedra, stawiają rozmaite warunki, Manning tymczasem i Franzelin uczą, że na to wystarcza, aby Papież mówił jako nauczyciel Kościoła, i aby sam oświadczył, iż mówiąc, zamierza cały Kościół nauczać stanowczym swoim wyrokiem.

    Po tych wstępnych uwagach przystępuje do obalenia argumentów stawianych za nieomylnością papieską. Mowa tutaj o dowodach czerpanych z Pisma i tradycji. Autor broszury twierdzi, że argumenty owe stanowczo dowodzą tylko samego prymatu władzy (jurisdictionis) i nauczycielstwa (Magisterii), ale, że co się tyczy nieomylności w nauczycielstwie, sprawę tę osłabia rozróżnienie między Stolicą i siedzącym na Stolicy. Z tego wnioskuje o niewczesności dogmatyzowania tej sprawy. Niepodobna, abyśmy się wdawali w obszerne sprawdzanie tych wszystkich twierdzeń, oraz ich zbijanie. Wystarczy prosty rzut oka na główniejsze punkty. Zacznijmy więc od zarzutu nowości.

    Autor broszury De Infallibilitae nie waha się twierdzić, że zdanie obstające za nieomylnością Papieża jest nowe.

    Chyba w tym znaczeniu jest nowe, w jakim Ewangelia zowie się nowym Testamentem – jest ono bowiem zupełnie współczesne Kościołowi i Ewangelii. Zdania tego nikt nie wynalazł w osobistej swojej dla Kościoła gorliwości, ani też przez osobiste swoje rozumowanie, i gdyby go nie było w Ewangelii, nikomu z pewnością przez głowę by nie przeszło.

    Próżno by też było dowodzić, że kwestia nieomylności wspiera się na nowym zdań ewangelicznych rozumieniu; tak rozumiano od początku i tak rozumiano zawsze, że słowa Jezusa Chrystusa dające Piotrowi i jego następcom prymat rządu i nauczycielstwa, dają mu nieodłączną od tego prymatu nieomylność. Gallikanie dopiero wymyślili rozróżnienie, na mocy którego przyjmując prymat dla uniknięcia schizmy, zakwestionowali, lub całkiem odrzucili nieomylność. Rozumienie zdań ewangelicznych w systemacie wyznawców nieomylności papieskiej, ma swoją podstawę nie w jakimś rozumowaniu, nie w jakiejś świeżo wynalezionej dedukcji, ale w najoczywistszych tekstach starożytnej tradycji, a nawet w tekstach samego Pisma św. Rozumienie to nie może być nowe, skoro, jak czytamy w Aktach Apostolskich, już na Koncylium Jerozolimskim odprawianym przez Apostołów pod przewodnictwem Piotra, było starym. Szło tam o rzecz niezmiernie ważną, od której zależało stanowcze zerwanie z żydostwem, to jest o to, czy mają być nadal zachowywane, czy nie, przepisy zakonu Mojżeszowego pod względem legaliów. "I zebrali się Apostołowie i starsi wejrzeć w tę sprawę. A gdy wielkie było gadanie (conquisitio), wstawszy Piotr, rzekł do nich: Mężowie bracia wy wiecie, że od dawnych dni (ab antiquis diebus, według tekstu syryjskiego, od samego początku), Bóg obrał między nami, aby przez usta moje poganie słuchali słowa Ewangelii i wierzyli" (XV, 7). Zdaje się, że tu dosyć jasno, wyraźnie i stanowczo sam Piotr św. tłumaczy słowa Zbawcy, mocą których dany mu został prymat. Ależ on tutaj powiada, że jego Bóg obrał między innymi, aby przez jego usta orzeczonego wyroku słuchano i wierzono. A cóż na to odrzekło całe koncylium? Czy protestowali, przeciwko pretensjom Piotra, czy się powoływali na jakąś naukę, mocą której Piotr razem tylko z ich zgromadzeniem mógł być nieomylnym, albo potrzebował ich potwierdzenia, aby wyrok jego miał znaczenie obowiązujące wiarę Kościoła? Bynajmniej, ale po prostu Łukasz święty powiada: i umilknęło wszystko Zgromadzenie (w. 12) i kwestia została stanowczo słowem Piotra zadecydowaną. Apostołowie mogliby byli prędzej, niż ktokolwiek, głos swój podnieść przeciwko stanowczości z jaką tu Piotr zawyrokował; z nich bowiem każdy posiadał przywilej indywidualnej nieomylności – której następcy ich, biskupi nie posiadają – a jednak umilknęli z wszystkim zgromadzeniem, równie jak przedtem milczeli, kiedy Piotr św. odwołując się do postanowienia Zbawcy, był powiedział, że jego Bóg obrał między innymi, aby przez jego usta wypowiedzianej prawdzie wierzono. Powiedzieć w 18-ście wieków potem, że zdanie o nieomylności osobistej następców Piotra jest nowe, napisać to wyraźnie wobec zdania 600 biskupów, powołujących się w swoim postulatum na nieprzerwaną w tym przedmiocie wiarę Kościoła, – to co najmniej zdaje się trącić pewnym w ekonomii kościelnej neofityzmem.

czwartek, 20 lutego 2020

Hr. Maurycy Dzieduszycki: Staropolska wiara w nieomylność Papieża.


Staropolska wiara w nieomylność Papieża

MAURYCY DZIEDUSZYCKI

––––––––

    Gdy objawienie jest jedynym źródłem i podstawą prawdziwej wiary, a Zbawiciel zostawił nam ją w zupełności i na wszystkie wieki, jako skarb niezmienny, pod strażą Kościoła: toć widoczna, że nie ma i nie może być nigdy mowy o jakimś nowym dogmacie, bo taki byłby chyba ludzkim wymysłem, a zatem fałszem lub herezją.

    Wszakże jest zupełnie czymś innym "głosić nową w Kościele naukę" a "wykładać, objaśniać i formułować już istniejącą na podstawie Pisma św. i ustnego podania"; do czego sam tylko Kościół ma prawo i obowiązek: aby zachować w niepokalanej czystości ów skarb nieoceniony. Spełniał on zawsze święty ten obowiązek, a gdy powstawały w ciągu wieków różne w wierze wątpliwości lub fałszywe nauki, gromił i odmiatał duchy ciemności, podnosił pochodnię światła, orzekał, że ta lub owa prawda była zawsze nauką Kościoła, a w miarę potrzeby określał ją bliżej. Wszakże Bóstwo Chrystusa Pana, dwoista Jego natura w jednej osobie, pochodzenie Ducha Świętego od Ojca i Syna, były zawsze podstawą katolickiej wiary; a przecież te dogmaty bywały na różnych Soborach powszechnych, wobec podstępnych i sofistycznych zarzutów, ściślej definiowane. Podobnie uczynił w naszych czasach względem prawdy wynikającej z samego rdzenia katolicyzmu, bo będącej najlepszą rękojmią nienaruszonej jego trwałości, Sobór Watykański, orzekając, że: "Papież, prawowity następca świętego Piotra, jest nieomylnym, gdy jako powszechny pasterz i doktor Chrześcijaństwa, podaje obowiązującą cały Kościół naukę, w przedmiotach wiary i obyczajów".

    Dziwaczne twierdzenie, jakoby to było jakąś nowością w wierze, można przyrównać do optycznego złudzenia, kiedy idąc jedynie za wrażeniami ograniczonych zmysłów i pod wpływem przyczyn fizycznych, tworzymy sobie wnioski, zupełnie niezgodne z rzeczywistością, które dopiero głębsza nauka i należyte badanie prostuje.

     Tak właśnie dzisiejsza mniemana inteligencja, widząc jakim trybem i z jakim aparatem tworzą się w Izbach nowe ustawy, wyprowadza stąd analogię do owej uchwały Soborowej, mierząc jednym łokciem rzeczy Boskie i ludzkie, i zdradzając wielką nieznajomość zasad wiary i religii, niemniej dziejów kościelnych, poczytuje za nową naukę to, co jest istotnie tylko orzeczeniem i skonstatowaniem wiary odwiecznej i powszechnej.


    Wszakże zgromadzeni na Sobór Watykański liczni Biskupi ze wszystkich części katolickiego świata stwierdzili, że tak zawsze i wszędzie o władzy Papieża trzymano. Nie inaczej musiano więc wierzyć zawsze i "w Polsce", w narodzie, który nie tylko był sam, od dziewięciu wieków, szczerze katolickim, ale wiarę jeszcze w ościennych krajach gorliwie szerzył.

    Ważnym jest zatem i zajmującym zadaniem wykazać, że owo Soborowe orzeczenie jest i dla nas dobitnym tylko sformułowaniem prawdy, o której nigdy u nas w zasadzie nie wątpiono. Dla osiągnięcia zaś tego celu nie będziemy wyszukiwać jakichś podejrzanych lub pokątnych świadectw, osobistych tylko mniemań i domysłów lub dwuznacznych wyrażeń, ale oprzemy się na pismach i naukach, bądź w imieniu i pod powagą całego naszego Episkopatu wydanych, bądź od najcelniejszych naszych staropolskich teologów i kaznodziejów, w głównych narodowych katedrach, wobec Królów, Biskupów, senatu i narodu głoszonych, a zatem, jako wiara i przekonanie powszechne przedstawionych, którym nigdy nikt, (prócz nielicznych dysydentów, co i inne prawdy obalać chcieli), u nas nie zaprzeczył.

    A najprzód przypomnimy że, gdy w połowie XVI wieku szerzono u nas, coraz to zuchwalej kąkole i chwasty z Niemiec, Szwajcarii i Francji przyniesione, zgromadził gorliwy prymas, Mikołaj Dzierzgowski, w roku 1551 synod prowincjonalny w Piotrkowie, gdzie był i ówczesny Arcybiskup Lwowski, Piotr Starzechowski, w licznym gronie Biskupów, a odznaczył się najbardziej głęboką nauką, Stanisław Hozjusz, Biskup Warmiński. On więc na żądanie Kolegów wypracował "wyznanie" czyli wykład wiary, który całe to zgromadzenie zaprzysięgło i za wzorową modłę do nauczania przyjęło.

    Dzieło to zaraz w pierwotnym swym kształcie w Krakowie wydrukowane, zyskawszy wkrótce zasłużone uznanie w Rzymie, dostąpiło wielkiego rozgłosu w Europie, mianowicie w Niemczech, i zostało wydane w Moguncji w roku 1557, następnie od autora przejrzane i rozszerzone, w Antwerpii w r. 1561 pod tytułem: Confessio catholicae fidei christiana vel potius explicatio quaedam confessionis in Synodo Petricoviensi, a Patribus provinciarum Gnesnensis et Leopoliensis Regno Poloniae factae anno Domini 1551. auctore D. Stanislao Hosio etc.

    Godnym zaś jest uwagi, że wykład ten nauki katolickiej wyprzedził nawet znacznie ostateczne zebranie i wyroki Soboru Trydenckiego, który (jak wiadomo), po długiej przerwie, dopiero dnia 15 grudnia 1562 roku właśnie pod prezydencją kardynała Hozjusza, Warmińskiego Biskupa, znowu zgromadzonym, a dnia 4 grudnia 1563 roku dokonanym został. Nie zawadzi dodać, że owa praca Hozjusza doczekała się jeszcze za jego życia, to jest do roku 1579 trzydziestu dwóch wydań i przekładów na różne języki; a czemu nikt pewnie przeczyć nie będzie, to że ów wykład nauki był najwierniejszym zwierciadłem odwiecznej i statecznej u nas wiary. A cóż czytamy tam o Nieomylności Papieży? Juściż nie ścisłą jej definicję, bo nie dał jej nawet Sobór Trydencki, a uczynił to dopiero Watykański: ale takie opisanie władzy duchownej Papieży, że z niego wynika najoczywiściej ich Nieomylność.