Dziesięć lat temu, w artykule „Kiedy chrześcijaninowi wolno jest zabić człowieka?”, opublikowanym pierwotnie na portalu Kierunki.info, wyjaśniłem już, dlaczego kara śmierci nie jest sprzeczna ani z piątym przykazaniem, ani z chrześcijańskim miłosierdziem. Ostatnie wydarzenia w Stanach Zjednoczonych każą jednak powrócić do tego zagadnienia, którego znaczenie bynajmniej nie ogranicza się do sporów o amerykańskie ustawodawstwo. Nieudana egzekucja Christy Pike oraz zapowiedź rozstrzelania Nidala Hasana wywołały kolejną falę protestów przeciwko najwyższej karze; po raz kolejny cierpienie skazanych morderców zajmuje w tych protestach więcej miejsca niż sprawiedliwość należna ich ofiarom. W ciągu minionej dekady posoborowy kościół posunął się przy tym jeszcze dalej w swoim odstępstwie, oficjalnie potępiając karę, której moralną dopuszczalność Kościół katolicki przez wieki jasno potwierdzał.
Nie dziwi mnie sprzeciw lewicy i liberałów. Dziwić może natomiast łatwość, z jaką ludzie uważający się za katolików przyjmują ich argumentację i przedstawiają ją jako rzekomy wymóg chrześcijaństwa. Czyżby sprawiedliwość przestała być cnotą? Czy miłość bliźniego nakazuje nam współczuć przede wszystkim temu, kto świadomie odebrał drugiemu człowiekowi życie, a następnie walczyć o uwolnienie go od zasłużonej kary? Współczucie dla zbrodniarza nie uprawnia przecież do pomniejszania jego winy, a troska o jego zbawienie nie wymaga, aby oszczędzono mu sprawiedliwej odpłaty. Morderca odpowiada za własne czyny, państwo zaś ma obowiązek go osądzić i sprawiedliwie ukarać, zamiast uchylać się od wymierzenia należnej kary pod wpływem współczucia, które tak łatwo znajduje dziś drogę do sprawcy, a tak często omija jego ofiary. W przypadku najcięższych, świadomie popełnionych i bezspornie udowodnionych zbrodni jedyną karą proporcjonalną może i powinna być kara główna. Nie ma powodu, aby katolik tłumaczył się z uznawania zasady, której przez wieki nauczał i bronił jego Kościół w swym oficjalnym i ostatecznym Magisterium, ani aby wyrzekał się jej tylko dlatego, że współczesny świat uznał surowość wobec zbrodniarza za rzecz bardziej oburzającą niż bezkarność zbrodni.