Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

wtorek, 15 stycznia 2019

Tradycjonaliści, nieomylność i Papież. X. A. Cekada.


Tradycjonaliści, nieomylność i Papież

(1995, 2006)

KS. ANTHONY CEKADA

Ci sami ludzie, którzy wydają się posiadać władzę w Kościele
głoszą błędy i nakładają szkodliwe prawa.
Jak to pogodzić z nieomylnością?

   Jeżeli obecnie uczestniczycie regularnie w tradycyjnej łacińskiej Mszy, znaczy to, że w pewnym momencie doszliście do wniosku, że dawne doktryny i Msza były dobre i katolickie, natomiast nowa "msza" i nauczanie w jakiś sposób już takimi nie są.

   Ale (podobnie jak ja) mieliście początkowo obawy: Co jeśli tradycyjna Msza na którą uczęszczam nie jest zatwierdzona w diecezji? Czy postępuję wbrew prawowitej władzy w Kościele? Czy jestem nieposłuszny Papieżowi?

   Jest to "problemem autorytetu władzy" i wydaje się stanowić prawdziwy dylemat. Kościół uczy, że papież jest nieomylny w sprawach wiary i moralności. Co więcej, dobrzy katolicy są posłuszni prawom stanowionym przez papieża i hierarchię kościelną. Źli katolicy sami wybierają, którym prawom chcą być posłuszni. Jednak człowiek, który jednocześnie zdaje się posiadać autorytet władzy w kościelnej hierarchii nakazuje nam przyjmować "mszę" i doktryny, które niszczą Wiarę i mają inne katastrofalne skutki. Co w tej sytuacji powinien robić katolik?

Dlaczego odrzucać zmiany?

   Aby rozwiązać ten dylemat powinniśmy w pierwszym rzędzie rozważyć, co wypłoszyło nas z naszych posoborowych parafii. W większości przypadków były to albo sprzeczności z ugruntowanym tradycyjnym katolickim nauczaniem albo narastający brak poszanowania w sprawowaniu obrzędów kościelnych. Innymi słowy, natychmiast dostrzegliśmy, że pewne elementy nowej religii są złe, albo zawierają doktrynalne błędy.

   I bynajmniej nie uważaliśmy, że nasze zastrzeżenia dotyczą zwykłych zmian w rzeczach drugorzędnych. Nowe doktryny wydawały się nam raczej zmianami w samej istocie – kompromisami, zdradami, czy też jawnymi sprzecznościami w stosunku do niezmiennego katolickiego nauczania. Zaczęliśmy uznawać nową liturgię za zło – uwłaczającą, będącą profanacją Najświętszego Sakramentu, odrażającą dla katolickiej nauki, czy wręcz całkowicie destrukcyjną dla wiary milionów katolickich dusz. Te i im podobne poważne powody – a nie zwykłe błahostki – skłoniły nas do oporu i odrzucenia zmian.

   Doszedłszy do tego punktu i zdawszy sobie sprawę, że pewne oficjalne wypowiedzi i prawa pochodzące od posoborowej hierarchii zawierają błędy i zło, jesteśmy już właściwie na najlepszej drodze do rozwiązania na pozór trudnego problemu autorytetu władzy w Kościele. Zbadajmy, dlaczego.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

TJK: Nowy świecki "święty" - Paweł Adamowicz.

Paweł Adamowicz - działacz PO, obrońca LGBT, prezydent Gdańska

Obok Geremka, Bartoszewskiego i innych, pojawił się kolejny kandydat na świeckie ołtarze - Paweł Adamowicz.

Święty bez biografii.
Któremu to PO - PiS zafunduje teraz pomniki, place, obiekty, ulice z jego imieniem.

Reszta się wystraszyła, nakręcając całą tę histerię strachu. Czyżby obywatele PO odebrali ten mord jako koniec opcji niemieckiej w Gdańsku? Coś ucichli i chyba się rozglądają nerwowo za siebie o ile wychodzą jeszcze sami z domów.

Ślady pewnie prowadzą teraz do Chin i do Iranu, za pośrednictwem rodzimych "ekstremistów".

Jerzy Owisak zrozumiał chyba intencję, skoro ogłosił abdykację z królestwa WOŚP. Przecież i tak, tę jego piramidę obsługują spółki jego rodziny. Nic nie traci, a wręcz zachowa - życie.

Już nikt nie będzie pytał o aferę mieszkaniową, Amber Gold i inne sprawy, zamknięte w solidnych gdańskich szafach.

A zamiast kary śmierci za zbrodnie z premedytacją, to czeka nas malowanie asfaltu i wyborcze pokazy niemocy, impotencji i bezsilności...

Tomasz J. Kostyła

Adamowicz na przesłuchaniu komisji ws. Amber Gold

OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Czy ten, który już nie żyje zadbał o swoją duszę, gdy żył? Można w to wątpić... Czy PO i PiS pójdą razem do wyborów pod hasłem: Dość Przemocy? Bardzo możliwe. Naszym zdaniem mógł to być mord polityczny, wykonany na zlecenie PO, w celu ostatecznej rozprawy z PiS'em i nie tylko wygrania tegorocznych wyborów, ale także co najmniej 8 najbliższych lat rządów. Jak to się mówi, po trupach do celu. Poświęcili jednego ze swoich za cenę władzy. Nas jednak zbytnio to nie obchodzi, gdyż nie uważamy tych ugrupowań za jakąkolwiek alternatywę. PiS = PO - jedno zło! 

niedziela, 13 stycznia 2019

Nowy biskup katolicki - J. Exc. x Bp. Merardo Loya.

Jego Excelencja x Biskup Merardo Loya.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, wczoraj, w sobotę 12 stycznia, w święto Świętej Rodziny, J. Exc. x Biskup Juan José Squetino Schattenhofer konsekrował na biskupa xiędza Merardo Loyę w mieście Guadalajara w stanie Jalisco (Meksyk). Bp. Merardo jest już drugim biskupem związanym z FSVF - Fundacją Świętego Wincentego Fereriusza. Ad multos annos!


Niech Pan Bóg błogosławi nowego xiędza Biskupa!

Poniżej prezentujemy galerię zdjęć z konsekracji biskupiej:

Kazanie na Oktawę Objawienia Pańskiego (Chrzest Pański) - x. Rafał Trytek, 13 stycznia 2019 r.

piątek, 11 stycznia 2019

Wielka Schizma Zachodnia (1378–1415) - Podręczna Encyklopedia Kościelna - x. Andrzej Wyrzykowski


Wielka Schizma Zachodnia (1378–1415)

KS. ANDRZEJ WYRZYKOWSKI

   Po śmierci Grzegorza XI z 23 kardynałów 7 było nieobecnych: z tych 1 przebywał w Toskanii, a 6 Francuzów w Awinionie. Pozostałych 16 kardynałów udało się do konklawe. Z tych 11 było Francuzów, 4 Wło­chów i 1 Hiszpan. Francuzi, stanowiący większość kolegium, byli rozdarci na dwa stronnictwa. Limousins, którzy w cza­sie pobytu papieży w Awinionie największy wpływ wywierali, chcieli przez odpowie­dni wybór papieża ten wpływ jeszcze utrwa­lić. Reszta należała do opozycji.

   Podczas konklawe tłumy ludu, obawiając się wyboru Francuza, który zostawszy papieżem, mógłby wyjechać do Awinionu i porzucić Rzym na pastwę szar­piących się wzajemnie stronnictw, stawa­ły przed konklawe, wołając, że chcą mieć papieża rzymianina, albo przynajmniej Wło­cha. Część tłumu wdarła się nawet do konklawe. Takie same żądanie przedsta­wili kardynałom reprezentanci poważniejszej części mieszczaństwa.

   Z obawy przed rozruchami kardynałowie przy­spieszyli elekcję. Wybór padł na arcybiskupa z Bari, Bartłomieja z Prignano, z uro­dzenia Włocha, z usposobienia na poły Francuza. Działo się to w chwili, gdy tłumy zgromadzone przed konklawe bez ustanku wykrzykiwały: "Romano volemo". Ponieważ jednak elekta nie było w Rzymie, więc powstrzymano się na razie od ogłoszenia rezultatu wyborów. Tymczasem pomiędzy tłumem rozeszła się wieść, że papieżem został nielubiany przez rzymian kardynał Jan de Bar, Limou­sin. Podniecony tłum wdarł się do kon­klawe, a wystraszeni kardynałowie podsunęli mu cieszącego się powszechną sympatią kardynała Tebaldeski. Lud porwał go natych­miast, chcąc go intronizować, i sędziwe­mu kardynałowi ledwo się udało wytłumaczyć, że to nie on jest papieżem, lecz arcybiskup Ba­ri "Dominus Barensis". Lud dowiedziaw­szy się nareszcie prawdy, spokojnie rozeszedł się do domów. Tymczasem kardynałowie pochowali się gdzie mogli: 6 na zamku św. Anioła, 5 w swoich domach na mie­ście, a 4 uciekło nawet poza miasto.

   Na drugi dzień (9-go czerwca) gdy elekt przybył do Rzymu odbyła się koronacja i intronizacja. Nowoobrany papież przybrał imię Urbana VI (1378 – 1389). Wszyscy kardynałowie uznawali Urbana VI za prawowitego papieża i to nie tylko w wystąpieniach publicznych, lecz także w listach prywatnych, kiedy nie było potrzeby ukrywać się ze swym przekonaniem. Za­wiadomiono też o wyborze kardynałów pozo­stałych w Awinionie, którzy również uznali Urbana VI i rozkazali komendanto­wi zamku św. Anioła, aby klucze od zam­ku wydał nowemu papieżowi. Jednym sło­wem nikt nie wątpił o ważności wyboru Urbana VI.

   Niestety nowy papież swym nietaktownym postępowaniem wkrótce zraził do siebie wszystkich. Widział on wiele niewłaści­wości w życiu kościelnym i słusznie powstał przeciwko zbytkownemu życiu kardynałów, symonii, opuszczaniu diecezji przez biskupów, czynił to jednak w sposób nadzwyczaj szorstki, nie licząc się z tym, że kardynałowie przyzwyczajeni do wspaniałości dworu awiniońskiego z najżywszą niechęcią mieszkali w Rzymie, gdzie po 70-letnim opuszczeniu trudno było o odpowiednie mieszkanie, a lud niespokojny ciągłymi rozruchami zagrażał. Niebawem też za­czynają obiegać Rzym głuche wieści o ja­kichś tajemnych naradach kardynałów, o listach, o nieważności wyborów itp. Już w połowie maja opuścili papieża wszyscy kardynałowie nie Włosi. Poparcie znaleźli we Francji. Rząd francuski był wielce niezadowolony z przeniesienia Stolicy Apostolskiej do Rzymu. Ma­jąc bowiem papieża w Awinionie, mógł z nie­go wymuszać najrozmaitsze przywileje opłacające się zarówno pod względem politycznym jak i finansowym. Karol V przyobiecał opornym kardynałom, że w razie potrzeby przerwie wojnę z Anglią, a im dostarczy pomocy. Próby pojednania przedsięwzięte przez kardynałów włoskich, jak również listy św. Katarzyny Sieneńskiej pozostały bez skutku. Na próżno również kardynał Tebaldeski na śmiertelnym łożu (umarł 7 sierpnia) na swój siwy włos i na sąd Boży, przed którym niebawem miał sta­nąć, przysięgał, że Urban VI był ważnie wybrany. Czego nie zdołała dokonać przewrotność kardynałów francuskich, to swoją gwałtownością przyspieszył sam Urban VI. 15 sierpnia trzej pozostali kardynałowie Włosi prze­chodzą na stronę Francuzów, a 20 września 1378 r. w Fondi zbuntowani kardynałowie wy­bierają antypapieża w osobie Roberta hr. z Genewy, który przybrał imię Klemen­sa VII (1378 – 1394). Do dnia dzisiej­szego w katedrze w Fondi pokazują fotel marmurowy z XIV w., na którym miała się odbyć intronizacja Klemensa. W tymże kościele znajduje się fresk przedsta­wiający Madonnę z Dzieciątkiem, a u Jej stóp klęczącego Klemensa VII.

   Francja przyjęła obiór antypapieża z radością; ogół wiernych, nie doceniając na razie wielkości klęski – obojętnie. Jednostki przecież pobożniejsze lub głę­biej patrzące nie posiadały się z oburze­nia, przeklinano kardynałów, nazywano ich diabłami, a antypapieża antychrystem. Chrześcijaństwo zachodnie podzieliło się na dwa obozy – "obediencje". Niemcy, Węgry, Polska, Anglia, Szwecja, Flandria i Wło­chy północne pozostały wiernymi Urba­nowi; Francja, Neapol, Norwegia, Dania, Portugalia, Kastylia, a w jakiś czas po­tem i Aragonia oświadczyły się za antypapieżem. Niebawem jednak rozdwojenie sięgnęło głębiej i w każdym kraju, w ka­żdym zakonie, w diecezjach, a nieraz nawet i w rodzinach tworzyły się partie "urbanistów" i "klementynów", wzajem­nie się zwalczając, a często zmieniając obediencję stosownie do chwilowego interesu.

   Urban VI po wybuchu schizmy stworzył sobie nowe kolegium kardynalskie. Ufny w prawość swego wyboru z nikim się nie liczył i sposobu swego postępowania nie zmienił. Toteż, jakkolwiek udało mu się pozyskać Neapol, położenie jego nie poprawiło się, gdyż kardynałowie kreowani przezeń już po schizmie nie mieli doń przy­wiązania, a paru nawet go opuściło.

   W daleko lepszym był położeniu Kle­mens VII. Przy nim stali starzy kardynałowie jeszcze z czasów Grzegorza XI; miał też dar ujmowania sobie ludzi i był protek­torem sztuk pięknych. Nie mało powa­gi zyskał przez Piotra Luksemburskie­go, który umarł "in odore sanctitatis", a cuda jakie się nad jego grobem działy, klementyni uważali za dowód słu­szności swej sprawy. Lud francuski przyjął Klemensa VII zrazu obojętnie; uniwersytet paryski nawet niechętnie. Do­piero dzięki poparciu Karola V antypapież pozyskał zupełne uznanie we Fran­cji. Odwdzięczył się też królowi, nada­jąc mu nadzwyczajne przywileje w za­rządzie Kościoła.

   Nieoczekiwana, w skutkach swych zgu­bna i na długo zapowiadająca się schizma poczęła wreszcie niepokoić świat kato­licki. Ale jak ją usunąć? Takiego zadania mógłby się podjąć chyba tylko sobór powszechny. Tę myśl rzucił pierwszy kanclerz uniwersytetu paryskiego, Henryk von Langenstein w pismach: Epistola pacis i Consilium pacis. Za soborem oświadczyli się również kardynałowie Włosi i uniwersytet paryski. Król Jan Kastylijski na­wiązał w tej sprawie układy z królem francuskim Karolem V, a następnie z ksią­żętami niemieckimi. W 1387 r. zbioro­we poselstwo udało się do Urbana VI z propozycją zwołania soboru. Papież je­dnak o soborze ani słuchać nie chciał, uważał się bowiem za jedynego legalne­go naczelnika Chrześcijaństwa.

   Gdy 1389 r. 15 października umarł Urban VI, na dworze antypapieża poczęła się budzić nadzieja, że kardynałowie rzymscy, aby już na­reszcie zakończyć opłakaną schizmę wybiorą Klemensa VII. Tymczasem kardynałowie rzym­scy wybrali Piotra Tomacelli, który przy­brał imię Bonifacego IX (1389 – 1404). Myślał on usunąć schizmę drogą układów i do prowadzenia ich upoważnił Stefana księcia bawarskiego, niewiadomo jednak z jakim rezultatem.

   Usunąć opłakaną schizmę stało się jedynym pragnieniem świata katolickiego. Nie­zmordowanie pracował nad tym uniwersytet paryski; w uniwersytecie zaś największymi wpływami cieszyli się: Piotr d'Ailly, Jan Charlier, od miejsca urodzenia zwany Ger­sonem, Mikołaj Clemanges i Henryk Lan­genstein. Uniwersytet korzystając z posel­stwa Bonifacego IX do Karola V, do współki z duchowieństwem Paryża po­czął urządzać (od stycznia 1393 r.) procesje na ubłaganie jedności Kościoła. Procesje te, w których brało udział wielkie mnóstwo ludu, a nawet i dwór, były po­wodem, że i zacięty Klemens VII naka­zał w Awinionie uroczyste modły o usu­nięcie schizmy. Wreszcie pozyskał uniwersytet od króla upoważnienie do udzielenia swej rady w sprawie schizmy.

   Zwołano wielkie zgromadzenie wszyst­kich członków uniwersytetu i poddano spra­wę pod głosowanie (dnia 25 stycznia 1393 r.). Na podstawie tego głosowania Mikołaj de Clemanges ułożył memoriał do króla, w którym podaje trzy sposoby usunięcia schizmy. 1) "Via cessionis" tj. żeby obaj papieże zrzekli się swych godności. 2) "Via compromissi" tj. żeby papieże wybrali sę­dziów polubownych, a ten, który na mo­cy wyroku będzie uznanym za nielegalnego, aby ustąpił. 3) "Via concilii" tj. żeby sobór powszechny zwołać.

   Gdy Klemens VII dowiedział się o tym memoriale, poruszył wszystkie sprężyny, aby jego wykonaniu przeszkodzić. Dzię­ki to jego zabiegom król zabronił uniwersytetowi zajmować się tą sprawą.

   Gdy jednak Klemens VII umarł 16 listopada 1394 r. sprawa jedności Kościoła sama przez się narzuciła się uwadze chrześcijaństwa. A więc zarówno dwór jak i uniwersytet zażą­dali od kardynałów awiniońskich, aby w celu umożliwienia tej jedności powstrzymali się od wyboru następcy. Kardynałowie jednak nie poddali się dyrektywie, lecz, zobo­wiązawszy się ze względu na opinię pu­bliczną, że ten, który będzie obrany, zrzecze się godności papieskiej, jeśli tego będzie potrzeba dla jedności Kościoła, wybrali no­wego antypapieża, Piotra de Luna (1394 – 1417), który przybrał imię Benedykta XIII (a). Przy intronizacji powtórzył on przysię­gę, że zrzecze się godności, jeśli więk­szość kardynałów uzna to za konieczne. O tym, co zaszło zawiadomiono uniwersytet i dwór paryski, a poselstwo antypapieża gorąco za­pewniało wszystkich, że Benedyktowi nic tak na sercu nie leży jak jedność Kościoła. Nikt jednak nie dawał wiary tak gołosłownym zapewnieniom. W lutym więc 1395 r. pod prezydencją łacińskie­go patriarchy aleksandryjskiego odbyło się pierwsze wielkie zgromadzenie ducho­wieństwa francuskiego w celu obmyślenia środków dla przywrócenia jedności Kościoła. Benedykt przedstawił nowy plan pojednania: "via conventionis", polegają­cy na tym, żeby sprawę schizmy pozostawić wzajemnej ugodzie papieży. Zgromadzenie jednak uznało ten projekt za nieodpowie­dni i obstawało przy trzech opracowa­nych poprzednio przez uniwersytet, a za najpewniejszy uznało "via cessionis". Wysłano więc wielkie poselstwo do Awinionu, z odpowiednimi instrukcjami. Poselstwo 22 maja przedstawiło Benedy­ktowi pragnienie kleru francuskiego, lecz Benedykt upornie obstawał przy swoim planie. Poselstwo więc wróciło z niczym do Paryża.

Małżeństwo. Problemy z nowymi sakramentami. X. Rama P. Coomaraswamy.

OD RED. TENETE TRADITIONES: W związku z co najmniej dziwnymi teoriami na temat małżeństwa, które pojawiły się na pewnej stronie internetowej, dotąd związanej z ruchem sedevacante, nie opartymi na teologii katolickiej ani obowiązującym w Kościele katolickim Kodexie Prawa Kanonicznego z 1917 r., tylko na modernistycznym "kodexie" Karola Wojtyły z 1983 r. który obowiązuje w religii Novus Ordo, pragniemy przypomnieć zdezorientowanym czytelnikom katolicką naukę o Sakramencie Małżeństwa, jego warunkach i przeszkodach. 


PROBLEMY Z NOWYMI SAKRAMENTAMI (*)

Rozdział VII

Małżeństwo

KS. RAMA P. COOMARASWAMY

   Unieważnienie Sakramentu Małżeństwa jest praktycznie niemożliwe jeśli tylko obie zaangażowane strony posiadają prawidłową intencję. Dzieje się tak gdyż, jak to oświadczył Sobór Florencki "przyczyną sprawczą małżeństwa (tj. jako Sakramentu) jest w zwyczajnych warunkach wzajemna zgoda wyrażona słowami w chwili jego zawierania". Pius IX nauczał, że "wśród chrześcijan nie może być małżeństwa [zakładając istnienie właściwej intencji], które by jednocześnie nie było Sakramentem... w związku z tym Sakrament nie może być nigdy oddzielony od ugody małżeńskiej" (Alokucja z 27 września 1852). [podkr. od red. Tenete Traditiones]

   Według takich autorów jak: Pohle-Preuss, Bellarmin, Suarez, Sanchez i innych teologów dorównujących im autorytetem, "zarówno materia jak i forma Sakramentu zawarte są w samej ugodzie małżeńskiej będąc słowami zgody wypowiadanymi przez strony zawierające umowę lub używane znaki przyzwolenia. Słowa albo znaki stanowią materię Sakramentu o ile oznaczają wzajemne poddanie sobie ciał (traditio) oraz jego formę o ile oznaczają akceptację (acceptio) tegoż" (1).

   Upraszczając nieco tę kwestię można stwierdzić, że materią Sakramentu jest obopólna zgoda stron zawierających umowę na wzajemne oddanie się sobie (ugoda) natomiast formą jest zgoda wyrażona słowami w chwili jego zawierania. Jest to zgodne z nauczaniem św. Tomasza z Akwinu, iż "formą tego sakramentu są słowa ślubowania, wyrażające zgodę nowożeńców na małżeństwo, a nie błogosławieństwo kapłańskie, które należy do tzw. sakramentaliów" (2). (Ugoda jako taka jest nierozróżnialna od słów zgody).

   Jaka jest zatem rola kapłana? Według Pohle-Preussa "strony zawierające ugodę małżeńską udzielają sobie wzajemnie Sakramentu. Kapłan jest tylko wykonawcą (okolicznościowej) uroczystości oraz przedstawicielem i głównym oficjalnym świadkiem Kościoła. Wyjaśnia to dlaczego jego obecność jest wymagana prawem kanonicznym".

   Istnieją cztery warunki ważności. Nowożeńcy muszą być ochrzczeni, muszą być różnych płci, nie może być żadnej przeszkody unieważniającej małżeństwo (jak np. poprzednie ważne małżeństwo [Katechizm Rzymsko-katolicki podaje także: pokrewieństwo i powinowactwo aż do czwartego stopnia włącznie, duchowne pokrewieństwo, religia niechrześcijańska jednej lub drugiej osoby - przyp. od red. Tenete Trad.]) oraz muszą mieć intencję uczynienia tego, co czyni Kościół – tzn. zawarcia małżeństwa chrześcijańskiego. (Zazwyczaj małżeństwo musi być uroczyście zawarte przed kapłanem – jednakże jeżeli nie ma dostępu do kapłana i jest mało prawdopodobne by w długim okresie czasu taki kapłan był dostępny (jak się to zdarza na przykład w pewnych częściach Meksyku), to małżeństwo można zawrzeć bez niego, chociaż musi być uroczyście dopełnione jak tylko kapłan będzie dostępny).

   Właściwa intencja jest oczywiście wymagana od obu stron przyjmujących ten Sakrament. Intencja ta może być domyślna, jednakże nie może być intencji przeciwnej. Ważna ugoda małżeńska musi być "aż śmierć nas nie rozdzieli", musi uwzględniać podstawowy cel małżeństwa jakim jest zrodzenie potomstwa i wychowanie ich w wierze (3).

MAŁŻEŃSTWO POSOBOROWE

   Ograniczone ramy tego artykułu nie pozwalają na dogłębne rozważenie nowego nauczania o naturze małżeństwa. Zniesione zostały jednakże dwie fundamentalne zasady o doniosłości wystarczającej do tego by można było mówić, iż prawdopodobnie wypaczają ugodę małżeńską, a przez to wykluczają sakramentalną naturę związku. Co więcej, posoborowy szafarz (przewodniczący, kapłan?) musi poinformować o tych zmianach osoby mające zawrzeć związek małżeński zarówno przed jak i w czasie ceremonii (4).

1) HIERACHICZNA NATURA MAŁŻEŃSTWA

   Z piątego rozdziału listu do Efezjan jasno wynika, że małżeństwo jest strukturą hierarchiczną. Św. Paweł wyraźnie uczy, że małżonkowie powinni być "ulegli jedni drugim w bojaźni Chrystusowej". I dalej naucza: "Żony niech będą poddane swoim mężom jak Panu, ponieważ mąż jest głową żony, jak Chrystus jest głową Kościoła... jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony swoim mężom we wszystkim" (5). Ta zasada jest powtarzana niezliczoną ilość razy zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie; zbiega się to z nauką św. Piotra, który mówi "podobnie i żony niech będą poddane mężom swoim" (1 Piotr. III, 1). Również papieże wielokrotnie potwierdzali tę zasadę. Papież Pius XI uważał podległość żony wobec męża za fundamentalne prawo rodziny, ustanowione i utwierdzone przez Boga. Papież Pius XII zwrócił uwagę, że "przywrócenie hierarchii w rodzinie, czegoś tak niezbędnego dla jej jedności jak również dla jej szczęścia i wielkości było jednym z największych przedsięwzięć chrześcijaństwa, od dnia gdy Chrystus ogłosił przed faryzeuszami i ludźmi: «co Bóg złączył, człowiek niech nie waży się rozłączyć»".

   Nauczanie nowego Rzymu widać najpierw w konstytucji pastoralnej Gaudium et spes (uznanej przez Pawła VI za najwyższą formę zwyczajnego magisterium): "jak bowiem niegdyś Bóg wyszedł naprzeciw swemu ludowi z przymierzem miłości i wierności, tak teraz Zbawca ludzi i Oblubieniec Kościoła wychodzi naprzeciw chrześcijańskich małżonków przez sakrament małżeństwa. I pozostaje z nimi nadal po to, aby tak, jak On umiłował Kościół i wydał zań Siebie samego, również małżonkowie przez obopólne oddanie się sobie miłowali się wzajemnie w trwałej wierności". Oto mamy tu nauczanie do mieszkańców Efezu wydatnie okrojone. Wzięto z niego tylko to co jest przyjemne – a mianowicie "miłość". Podległość żon i odpowiadającą temu podległość Kościoła wobec jego Głowy po prostu pominięto. Wzorując się na tym stwierdzeniu Synod w Würzburgu oświadczył w 1975 roku, że małżonkowie powinni być postrzegani jako partnerzy oraz że "skorygowany został podział ról między mężem i żoną, który miał silnie patriarchalny charakter".

   Jest to również treść nauczania Jana Pawła II uważającego, że miłość tworzy równość. W swoim liście apostolskim Familiaris consortio wydanym w 1981 roku uczy, że "należy przede wszystkim podkreślić godność i odpowiedzialność kobiety, równe godności i odpowiedzialności mężczyzny... Stwarzając człowieka «mężczyzną i niewiastą» Bóg obdarza godnością osobową w równej mierze mężczyznę i kobietę, ubogacając ich w niezbywalne prawa i odpowiedzialne zadania właściwe osobie ludzkiej". Te same "odpowiedzialne zadania" mężczyzny i kobiety wykluczają męża jako głowę rodziny. Nawet jeszcze wyraźniej przedstawiono to w Karcie Praw Rodziny ogłoszonej przez Rzym w 1983 roku, w której stwierdza się, że "mąż i żona mają w małżeństwie tę samą godność i równe prawa". I jeszcze, w oświadczeniu opublikowanym w L'Osservatore Romano Jan Paweł II tłumaczy Pawłowy nakaz tym, że "autor [święty Paweł] nie waha się przyjąć tych idei, jakie były właściwe współczesnej umysłowości oraz formom jej wyrażania... Dzisiaj nasze odczucia są naturalnie odmienne, inna jest też nasza umysłowość i zwyczaje oraz inna jest wreszcie pozycja społeczna kobiety w odniesieniu do mężczyzny" (6). Wszystko to jest czymś bardzo odległym od oświadczenia niemieckich biskupów z 1953 roku:
"Każdy, kto z zasady neguje odpowiedzialność męża i ojca jako głowy kobiety i rodziny stawia się w opozycji do Ewangelii i nauki Kościoła" (7).
2) ZMIANY VATICANUM II W NAUCE DE FIDE O MAŁŻEŃSTWIE

   Druga zasadnicza zmiana w teologii małżeństwa dotyczy dwóch celów małżeństwa. Nauka de fide tradycyjnego Kościoła brzmi:
"«Pierwszorzędnym celem małżeństwa jest rodzenie i wychowanie potomstwa; drugorzędnym zaś – wzajemna pomoc i zaspokojenie (tłumaczone również "jako remedium dla") pożądliwości» (a). Drugi cel jest całkowicie podporządkowany pierwszemu".
   Stwierdzenie, że jest to nauka de fide (8), oznacza tyle, iż katolicy muszą uznać to za prawdę. Jednakże Vaticanum II stawia katolickich małżonków na stanowisku nie do utrzymania, ponieważ z tą samą powagą naucza, że obydwa cele małżeństwa są równe a do tego wymienia drugorzędny cel przed pierwszorzędnym (9). Zgodnie z tradycyjnym nauczaniem, małżonkowie, w których miłość z jakiejś przyczyny oziębła, nadal pozostają razem przez wzgląd na dzieci. Obecnie, gdy pierwszy wymieniony cel małżeństwa już się nie ostał to rozwód albo separacja są usprawiedliwione. Rodzenie i wychowanie dzieci już nie jest na pierwszym miejscu. I aby jeszcze bardziej ułatwić możliwość rozwodu, jednym z nowych, posoborowych oznak dopuszczonych przez Rotę (trybunał małżeński) jest "psychologiczna niedojrzałość". Zbytecznie dodawać, że tylko święty nie jest psychologicznie niedojrzały. [podkr. od red. Tenete Trad.]

Królowie Francji od świętokradczego mordu w dniu 21 I. 1793 r. na osobie Ludwika XVI do naszych dni.

Prof. JACEK BARTYZEL

DYNASTIA BOURBONÓW
(Robertyng-Capet-Bourbon)
Zbliża się smutna rocznica zamordowania przez rewolucjonistów arcychrześcijańskiego króla Francji Ludwika XVI. Opłakując Króla-Męczennika warto przy tej okazji przypomnieć kim są jego sukcesorzy, już to panujący faktycznie, już to posiadający niezbity tytuł do panowania.

1. Drugi syn Ludwika XVI, Louis-Charles de Bourbon, duc de Normandie, ur. 27 marca 1785 roku w Wersalu, od 21 stycznia 1793 roku król de iure LUDWIK XVII, więziony w Temple, a następnie oddany “na wychowanie” szewcowi Simonowi, który go maltretował i głodził, zmarł z wycieńczenia 8 czerwca 1795 roku. Nigdy nie panował.

2. Stryj tegoż, Louis Stanislas Xavier de Bourbon, comte de Provence, ur. 17 listopada 1755 roku w Wersalu, od 8 czerwca 1795 roku król de iure LUDWIK XVIII, po wieloletniej tułaczce na obczyźnie (Bruksela, Koblencja, Westfalia, Wenecja, Warszawa, Szwecja, Kurlandia) powrócił na tron przodków 6 kwietnia 1814 roku i (z przerwą na “Sto Dni” uzurpatora Bonapartego, 24 marca - 7 lipca 1815) panował aż do śmierci. Zmarł bezpotomnie 16 września 1824 roku w Paryżu.

3. Brat tegoż, Charles-Philippe de Bourbon, comte d’Artois, ur. 9 października 1757 roku w Wersalu, od 16 września 1824 roku król de iure i de facto KAROL X, ukoronowany w Reims 29 maja 1825 roku (ostatnia, jak dotąd, w dziejach monarchii francuskiej, koronacja), obalony przez rewolucję lipcową i zmuszony do abdykacji (nieważnej z mocy praw fundamentalnych) 2 sierpnia 1830 roku, odtąd na wygnaniu (Holyrood w Szkocji, Praga czeska, Gorycja w austriackiej Słowenii), zmarł na cholerę 6 listopada 1836 roku w Gorycji, gdzie został pochowany w tamtejszym kościele kapucynów.

4. Syn tegoż, Louis-Antoine de Bourbon et d’Artois, duc d’Angoulême, ur. 6 sierpnia 1775 roku w Wersalu, od 16 września 1824 roku delfin Francji, podczas rewolucji lipcowej zmuszony do abdykacji (nieważnej z mocy praw fundamentalnych) na rzecz swojego nieletniego bratanka, hr. d’Artois, 2 sierpnia 1830 roku, odtąd na wygnaniu wraz z ojcem, od 6 listopada 1836 roku król de iure LUDWIK XIX, zmarł 3 czerwca 1844 roku w Gorycji, gdzie został pochowany w tamtejszym kościele kapucynów.

czwartek, 10 stycznia 2019

W obronie Prawdy katolickiej! Przeciw błędom "teologa" [nie]katolickiego - Dariusza Olewińskiego.

Papież Św. Grzegorz VII, autor sławnego
dokumentu broniącego nauki katolickiej
o Prymacie i Nieomylności Papieża -
"Dictatus Papae"
Nie zajmowałem się dotąd postacią dość szeroko znaną w ogólnie pojętym "środowisku tradycjonalistycznym" w Polsce, podającą się za "teologa katolickiego", oraz "kapłana katolickiego" i prowadzącego stronę o nazwie "Teolog katolicki odpowiada", czyli niejakiego Dariusza Olewińskiego. Uznawałem to za zbyteczne, gdyż niejaki "teolog katolicki" jak powszechnie wiadomo, nie jest teologiem Świętej Teologii Katolickiej, lecz "teologiem" modernistycznym, "teologiem" nowej religii Novus Ordo, podobnie jak nie jest on Kapłanem katolickim, tylko "kapłanem" modernistycznego Neokościoła (sam o sobie pisze on, że jest inkardynowany w Archidiecezji Wiedeńskiej, a więc należy do oficjalnych struktur "kościoła" posoborowego). Tytuł "doktora teologii" przyznano mu w soborowej religii na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego "Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary", znanego modernistę, "kardynała" Novus Ordo Gerharda Müllera. Pan Olewiński ukończył modernistyczne seminarium duchowne i przyjął "święcenia kapłańskie" w nowym rycie, udzielone przez nieważnie konsekrowanego "biskupa" Novus Ordo, a więc z całą pewnością nie jest on w ogóle ważnie wyświęconym xiędzem, a już na pewno nie jest on Kapłanem Kościoła katolickiego. Nie krytykowałem go jednak aż dotąd publicznie, także z tego względu, że nie raz zdarzało mu się robić kawał dobrej pracy, w obalaniu błędów modernistycznych, jak również błędów niektórych ruchów i środowisk "tradycjonalistycznych" (zwłaszcza mam tu na myśli tzw. "tradiprzebierańców" [określenie D.O.], czyli zwykłych modernistów ubierających się w stare szaty i to wbrew wszelkim rubrykom. Jednak sam Olewiński także jest w istocie zwykłym "tradiprzebierańcem", gdyż nie posiada ważnych święceń, a więc nie sprawuje żadnych ważnych obrzędów liturgicznych).

Dziś jednak pan Olewiński jasno opowiedział się po stronie herezji koncyliaryzmu, atakując mój tekst, który napisałem wczoraj (czytaj tutaj - link), z identycznych antykatolickich pozycji "teologicznych", co sami autorzy tego ohydnego tekstu (wcześniej robił to już w różnych komentarzach ale nigdy nie w tak bezpośredni i otwarty sposób). Olewiński nie odniósł się wcale do oczywistego oszustwa zawartego w tekście, natomiast zarzucił mi rzekome błędy poznawcze i braki w wiedzy, oraz wyłożył po raz kolejny swoją teorię, o rzekomej możliwości potępienia Papieża przez Kościół, rozumiany jako "kolegium biskupów". Następnie Olewiński usunął moje komentarze, w których starałem się zwrócić mu uwagę, że popełnia i głosi błąd teologiczny tzw. koncyliaryzmu, rozpowszechniony w Kościele w XIV i XV wieku, w następstwie wielkiej schizmy zachodniej, i częściowo uznany i wprowadzony przez (de facto schizmatyckie, bo zwołane przez schizmatyków, i następnie częściowo tylko uznane przez Kościół Rzymski) sobory w Pizie (1409) i Konstancji (1414-1418), oraz wprost heretycki i nieważny sobór w Bazylei (1431, Papież Eugeniusz IV ogłosił nieważność soboru i 8 sierpnia 1438 zwołał nowy sobór w Ferrarze). Koncyliaryzm to heretycka doktryna twierdząca, że sobory powszechne są najwyższą władzą Kościoła, mającą nawet władzę sędziowską nad Papieżem. Praktycznie taką samą naukę w posoborowym "kościele" wprowadził tzw. kolegializm, czyli twierdzenie heretyckiego i nieważnego soboru Vatican. II, jakoby kolegium biskupów, obradujące pod przewodnictwem papieża, miało sprawować w pełni i powszechnie władzę nad całym Kościołem, a więc mieć de facto taką samą władzę w Kościele co sam Papież (a więc mogło by go osądzić / ogłosić heretykiem / zdjąć z urzędu). Jest to w zasadzie ta sama herezja koncyliaryzmu, nazywana tutaj przez modernistów "kolegialnością biskupów", i także tą herezje głosi pan Olewiński. Po kilkukrotnym usunięciu moich komentarzy (bez żadnej odpowiedzi) pan Olewiński zablokował mi możliwość komentowania na jego pseudokatolickiej grupie "Katolicy normalni". Zachowuje się więc dokładnie w ten sam sposób jak autorzy wspomnianego w moim wczorajszym tekście kłamstwa i oszustwa, co stawia go z nimi na równym poziomie. Pan Olewiński nie chciał prowadzić merytorycznej dyskusji, nie potrafił w żaden sposób odnieść się do stawianych mu zarzutów, więc wolał uniemożliwić mi stawiania niewygodnych dla niego wniosków. Jak widać "gdy fakty są przeciwko nam, tym gorzej dla faktów".