Stan sede vacante (okres po śmierci papieża do czasu wyboru nowego) stał się swego rodzaju hasłem na sztandarach przeciwników rewolucji tzw. II Soboru Watykańskiego i uznawania za papieży Kościoła Katolickiego osób zasiadających na Tronie Piotrowym, wprowadzających swoim „autorytetem” soborowe „reformy”.
Zapominamy, iż termin sede vacante oznacza dla katolika okres żałoby i czas oczekiwania na wybór nowego Papieża, aby ten nienormalny stan Kościoła jak najszybciej uległ zakończeniu. Nie jest to termin, w którym powinniśmy żyć i funkcjonować jako katolicy. Jest to stan przykry i bolesny dla każdego człowieka miłującego Boga i Jego Święty Kościół. Nie może on trwać zbyt długo, ponieważ ciało bez głowy nijak żyć ani rozwijać się nie może.
Wśród katolików uznających, iż Kościół od roku 1958 (śmierć Papieża Piusa XII) znajduje się w stanie sede vacante, ponieważ wszyscy następcy Piusa XII nie nauczali i nie przekazywali nauki nieskażonej błędami modernizmu (herezji), pokutuje pogląd, że (mówiąc prostym językiem) Papieża możemy odzyskać, kiedy uzurpator w Watykanie nawróci się na wiarę katolicką (Teza z Cassiciacum) lub nastąpi interwencja z nieba, kiedy św. Piotr sam wskaże swojego następcę (część tzw. totalnych sedewakantystów). Pomijam tutaj rozwiązanie w postaci fikołków teologicznych, polegających na uznawaniu za Papieża modernisty (sic!) i niesłuchania go (Bractwo Św. Piusa X). Wszystkie te rozwiązania, pomimo pozornej logiczności uzasadnianej przez swoich wyznawców stanem wyższej konieczności, w jakiej znajduje się Kościół, nie są rozwiązaniami, które mogą uzdrowić obecną sytuację i przywrócić Kościołowi Świętemu jego normalne funkcjonowanie.




