UNAM SANCTAM — OBOWIĄZEK JEDNOŚCI
Kazanie JE ks. bpa Merardo Loyi, z dnia 17 maja AD 2026
Poniższy tekst stanowi wierne tłumaczenie kazania bp. Merardo Loyi. Dokonano jedynie redakcji kompozycyjnej i podziału na śródtytuły w celu ułatwienia lektury. Treść, argumentacja oraz zasadniczy tok wywodu autora zostały zachowane bez zmian.Źródło: transkrypcja nagrania.
Duch Święty i misja Kościoła
Obchodzimy dziś niedzielę po Wniebowstąpieniu Pańskim. Dawniej dzień ten przypadał w oktawie Wniebowstąpienia, jednak oktawa ta została zniesiona przez Papieża Piusa XII. Obecnie jest to niedziela przygotowująca nas do święta Zesłania Ducha Świętego.
Ewangelia zaczerpnięta ze św. Jana mówi:
„Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch prawdy, który od Ojca pochodzi, On o mnie świadectwo dawać będzie. Ale i wy świadectwo dawać będziecie, bo od początku ze mną jesteście.
To wam powiedziałem, abyście się nie zgorszyli. Z synagog was wyłączać będą; owszem przychodzi godzina, że wszelki, który was zabije, będzie mniemał, iż Bogu przysługę czyni. A to wam czynić będą, iż nie poznali Ojca ani mnie.
Ale tom wam powiedział, abyście, gdy przyjdzie godzina ich, wspomnieli, żem wam powiedział.”
(J 15, 26–27; 16, 1–4, Biblia ks. Jakuba Wujka)
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Możecie usiąść.
Drodzy wierni, w miniony czwartek obchodziliśmy Wniebowstąpienie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Wstąpił On do nieba i zasiada po prawicy Ojca. Zanim odszedł, nasz Pan Jezus Chrystus powiedział Apostołom, aby nie opuszczali Jerozolimy, lecz oczekiwali obietnicy Ojca; że pośle im Ducha Pocieszyciela, podobnego do Niego samego, który pochodzi od Ojca i od Niego; że On sam im Go pośle. Jest On równy Ojcu, równy Synowi — jest Duchem Świętym.
Ojcu przypisuje się dzieło stworzenia. Synowi, ponieważ wcielił się w Najczystsze Łono Maryi Dziewicy, przypisuje się oczywiście dzieło odkupienia rodzaju ludzkiego. A Duch Święty, trzecia Osoba Przenajświętszej Trójcy, ma obecnie misję uświęcania, rozdzielania i przekazywania wszystkiego tego, co zdobył dla nas Jezus Chrystus. To On ma dawać Kościołowi założonemu przez Chrystusa ten życiodajny sok, to życie, ten napływ łaski, dzięki któremu Kościół może istnieć i trwać.
Nic nie znaczyłby ten ruch mojej ręki, gdyby Duch Święty nie działał w niej przez kapłaństwo. Cóż więc oznaczałby ten ruch? Nic. Lecz kiedy dokonuje się on za sprawą działania, mocy i skuteczności Ducha Świętego, wtedy odpuszcza grzechy, uświęca ludzi i uświęca rzeczy.
Zwykłe słowo człowieka niewiele znaczy wobec czegoś tak wielkiego jak cud. Ale gdy jest ono zanurzone w łasce i mocy Ducha Świętego, kiedy kapłan pochyla się i wypowiada nad hostią słowa konsekracji, wtedy za sprawą Ducha Świętego, za sprawą samego Boga, Jezusa Chrystusa, ten zwykły chleb staje się samym Bogiem; staje się Ciałem i Krwią Pańską.
Tak więc Ojcu przypisuje się stworzenie, Synowi odkupienie, a Duchowi Świętemu uświęcenie, lecz w rzeczywistości są to dzieła wszystkich trzech Osób Boskich. Ojciec, Syn i Duch Święty stworzyli nas i stworzyli świat. Ojciec, Syn i Duch Święty odkupili świat, choć spośród Trzech tylko Jezus Chrystus, druga Osoba Boska, przyjął ciało. Duch Święty nas uświęca, ale czyni to również wraz z Jezusem Chrystusem i wraz z Ojcem.
Dlatego teraz Duchowi Świętemu w sposób szczególny przypada zadanie uświęcania Kościoła, uświęcania każdego z jego członków, a także udzielania Kościołowi tej duchowej mocy, tej mocy konsekracji, błogosławieństwa i władzy, dzięki którym może on sprawować swoją posługę.
Jezus Chrystus powiedział więc Apostołom: „Odchodzę, ale nie zostawię was sierotami. Przyjdzie Duch Święty, równy Ojcu i równy Mnie, aby przypominać wam i nauczać was wszystkiego, czego będziecie potrzebować w waszej posłudze.”
„Duch Święty będzie dawał o Mnie świadectwo.”
W jaki sposób Duch Święty daje świadectwo Chrystusowi? Udzielając Apostołom ducha mądrości, daru rady, daru wiedzy i daru męstwa, aby mogli oni udać się na cały świat z mądrością i odwagą, nauczając tego, co nakazał im Bóg.
W jaki sposób Duch daje świadectwo Chrystusowi? Właśnie przez udzielanie daru męstwa, aby Apostołowie oddali swoje życie, swoją krew, wszystko, czym są i co posiadają; aby porzucili dawną bojaźliwość i tchórzostwo, które wcześniej ich cechowały, i z odwagą głosili Ewangelię, nawracając ludzi do Boga.
W ten sposób Duch Święty — jak powiedział Chrystus — miał dawać o Nim świadectwo. Lecz Chrystus powiedział również: „Wy także będziecie dawać o Mnie świadectwo. Znacie Mnie, zrozumieliście już i widzieliście. Udowodniłem wam, że jestem Synem Bożym. Udowodniłem wam, że założyłem Kościół i że poślę was, abyście nawracali wszystkie narody wszystkich czasów i wszystkich ras do Boga, do Królestwa Bożego, którym jest Kościół katolicki. Wy będziecie dawać o Mnie świadectwo dzięki Duchowi Świętemu.”
Świadectwo Apostołów
I rzeczywiście, wszyscy Apostołowie dali świadectwo Chrystusowi. Podzielili pomiędzy siebie cały znany wówczas świat. Jedni udali się do Azji, inni do Afryki, jeszcze inni do Europy oraz do wszystkich innych części świata, które były wówczas znane. Dwunastu Apostołów wraz ze św. Pawłem rozeszło się po całym świecie, dając świadectwo Jezusowi Chrystusowi.
Świadectwo rodzącego się Kościoła katolickiego było tak wielkie, że już od pierwszych kazań ludzie, widząc świętość chrześcijan, widząc świętość Apostołów i świętość nowego Kościoła, który właśnie się narodził, nawracali się i odmieniali swoje życie. Mówiono: „Patrzcie, ten człowiek był kiedyś gwałtowny. Ten człowiek był bardzo pogański. A teraz nie wiem, co się z nim stało. Odkąd został chrześcijaninem, przebacza swoim nieprzyjaciołom, wyzwolił niewolników, pracuje własnymi rękami. Nie ma człowieka w potrzebie, któremu natychmiast nie przyszedłby z pomocą.”
Kiedy ktoś przyjmował nową wiarę katolicką, nie przyjmował jej jedynie rozumem. Był tak głęboko przeniknięty nauką i przykazaniami Chrystusa, że następowała prawdziwa przemiana życia. Mówili o Bogu, oddychali Bogiem, praktykowali wszystko, co Boże. A to świadectwo sprawiało, że wszędzie tam, gdzie był chrześcijanin, gdzie był katolik, wielu innych nawracało się dzięki przykładowi życia, jaki widzieli. Było to świadectwo życia całkowicie świętego, szczerości wiary i prawdziwości wiary. To wszystko, połączone z łaską Bożą oraz cudami, które się dokonywały, doprowadziło do nawrócenia całego świata.
Prześladowania Kościoła
Jednak Jezus Chrystus powiedział im także: „Nie cofajcie się. Będą was prześladować. Będą was wyrzucać z synagog. Nadejdą dni — i myślę, że żyjemy właśnie w takich czasach — a właściwie przez całą historię Kościoła zdarzały się takie chwile, kiedy każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje przysługę Bogu.”
I wtedy pytamy: „Panie, co oznaczają te słowa?”
Jeśli poganin zabija mnie, tak jak czyniono to Apostołom, nie ma w tym nic niezrozumiałego, ponieważ był poganinem i nie chciał przyjąć prawdy, której go nauczano. Jeden Apostoł został ukrzyżowany. Inny został przecięty na pół. Jeszcze inny został żywcem odarty ze skóry. Inny został wrzucony do kotła z wrzącym olejem. Byli to poganie.
Następnie pojawiają się muzułmanie, posiadający bardzo dziwną religię, religię przeciwną naturze, przeciwną rozumowi, przeciwną wszystkiemu. Religia muzułmańska od samego początku została zbudowana na nienawiści. Mówią o nas jako o niewiernych i uważają się za jedynych prawdziwie religijnych ludzi wobec boga, którego sami sobie stworzyli. Dla nich zabicie niewiernego — tak nazywają nas — jest oddaniem przysługi ich bogu. Zabicie jednego z nas jest według nich przysługą dla ich religii.
Tak poważne jest to wypaczenie, że ich religia pozwala nawet na samobójstwo po to, aby zabijać innych. Dlatego widzimy ludzi, którzy wsiadają do samolotów i nie przejmują się utratą własnego życia, byle tylko wyrządzić krzywdę niewiernym. Przywiązują do swoich ciał ładunki wybuchowe, aby wejść do chrześcijańskiego kościoła i wysadzić go w powietrze, zabijając dzieci, starców, kobiety i mężczyzn. Nie ma to dla nich znaczenia. Religia muzułmańska jest wielkim niebezpieczeństwem, niebezpieczeństwem całkowitym. A jeśli zabiją nas, będą sądzili, że oddają przysługę bogu. Będą myśleli, że czynią dobro. Będą przekonani, że dzięki temu pójdą do nieba albo do miejsca, które uważają za siedzibę swojego boga.
Ale to jeszcze nie jest dla mnie najważniejsze, drodzy wierni. Nadal nie wyjaśnia to w pełni słów naszego Pana: „Nadejdą dni, gdy każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje przysługę Bogu.”
Chrystus nie mówił tutaj o fałszywym bogu muzułmanów. Nie mówił o fałszywych bogach buddystów. Nie mówił o fałszywym bogu pieniądza. Nie mówił nawet o księciu tego świata, czyli o szatanie. Mówił o prawdziwym Bogu.
To oznacza, że ostatnie prześladowania najprawdopodobniej przyjdą ze strony samych wierzących. I nie dziwi mnie to ani trochę, drodzy wierni. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby prześladowania i cierpienia, które spadną na nas za miłość do Jezusa Chrystusa i za pragnienie pozostania katolikami, apostolskimi i rzymskimi aż do ostatniego dnia naszego życia, podczas ostatecznej walki, przyszły od samych tradycjonalistów lub od tych, którzy uważają się za tradycjonalistów.
To właśnie oni mogą zaatakować prawdziwych katolików, którzy pragną trwać w łasce i wierze Chrystusa, naszego Odkupiciela. A to nie jest wcale tak odległe, jak mogłoby się wydawać.
Przypomnę wam coś, co wydarzyło się niedawno i co sprawia mi wielką radość. Widzieliście nasze kazania od czasu, gdy zostałem konsekrowany na biskupa, a nawet wcześniej. I zawsze mówiliśmy o jedności. O poszukiwaniu jedności z kapłanami i z duchownymi należącymi do innych zgromadzeń. O poszukiwaniu jedności z innymi biskupami.
Nigdy nie przestaliśmy o tym mówić od dnia mojej konsekracji biskupiej. Przeciwnie — jeszcze bardziej podkreślaliśmy tę potrzebę. Nieustannie walczyliśmy o nią, szukaliśmy jej, wysyłaliśmy listy, abyśmy mogli zjednoczyć się jako Kościół. Ponieważ Kościół katolicki musi być jeden. Nie jest zbiorem odrębnych przegródek. Musi posiadać jednego najwyższego pasterza. Tym pasterzem jest Papież.
Niestety obecnie znajdujemy się w stanie sede vacante.
Kryzys naszych czasów
Nie jest to pierwszy taki okres w historii Kościoła katolickiego. Abyście mnie dobrze zrozumieli: kiedy umiera Papież, jego stolica, jego tron, jego diecezja — czyli Rzym — pozostaje nieobsadzona. Wówczas kardynałowie mają obowiązek natychmiast się zgromadzić. Jak najszybciej. Prawo Kościoła zobowiązuje ich pod grzechem ciężkim do zebrania się możliwie najprędzej i wybrania dla Kościoła nowego Papieża.
Ponieważ bez Papieża Kościół pozostawałby rozproszony. Bez Papieża nie można rozwiązywać problemów. Nie można przywrócić jedności. Stolica pozostawała nieobsadzona i wszystko pozostawało w takim stanie, w jakim było. Nikt nie mógł podejmować nowych działań. Pieczętowano papieskie urzędy. Niszczono jego pierścień, aby nikt nie mógł go wykorzystać do nieuprawnionego udzielania dyspens. Kardynałowie z całego świata byli zobowiązani przybyć do Rzymu i wybrać Papieża.
Zdarzało się jednak, że z powodów politycznych nie byli w stanie dokonać wyboru. Jedna potężna rodzina chciała mieć Papieża ze swojego stronnictwa. Inna rodzina chciała Papieża ze swojego rodu. Dochodziło do sytuacji, w których przez lata nie było Papieża. Aż w końcu ludzie tracili cierpliwość.
Przy pewnej okazji kardynałów dosłownie zamknięto siłą. Umieszczono ich pod strażą i nie dawano im jedzenia, dopóki nie wybiorą Papieża. Powiedziano im: „Nie wyjdziecie stąd, dopóki nie wybierzecie Papieża.”
Okres od śmierci jednego Papieża do wyboru następnego nazywa się właśnie sede vacante.
Niestety my znajdujemy się w stanie sede vacante już od sześćdziesięciu pięciu lat. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziano. Nie jest to jednak kwestia prawa Bożego. Jest to kwestia kościelna. Zostaliśmy dotknięci straszliwym ciosem. Uderzono Pasterza i owce zostały rozproszone.
Możecie powiedzieć: „Ale minęło już sześćdziesiąt pięć lat.” To prawda. Wszyscy biskupi i kapłani walczyliśmy przeciw modernizmowi. Walczymy przeciw błędom. Staramy się zachować wiarę. Nie tylko my, ale również wy jako wierni. Jednak to nie wystarcza.
Minęło już sześćdziesiąt pięć lat. Kiedy Kościół napotykał problemy, nie rozwiązywał ich za pomocą mediów społecznościowych. Oczywiście wtedy one nie istniały. Kościół gromadził się na soborach. Tam Duch Święty udzielał w sposób szczególny swojej łaski — nie pojedynczym biskupom jako osobom prywatnym, lecz Kościołowi jako Kościołowi. I właśnie tam znajdowano rozwiązanie problemów. Potępiano herezje. Rozwiązywano spory. A nawet wybierano Papieży.
Był czas, gdy dziś nie mamy ani jednego Papieża, natomiast w pewnym okresie historii Kościoła było ich trzech. Wybrano jednego Papieża. Niektórzy nie uznali go za Papieża. Inni kardynałowie wybrali kolejnego. Ponieważ nie było wiadomo, który z nich jest prawdziwym Papieżem, pojawili się jeszcze inni, którzy powiedzieli: „Wybierzmy nowego.” I wybrali trzeciego.
My dzisiaj nie mamy żadnego. Wówczas mieli trzech. Oczywiście tylko jeden był prawowity. Ale nie było wiadomo który. Mimo to Kościół nie został zniszczony. Nie pozostał na zawsze podzielony. Wszyscy się zgromadzili. Poprosili każdego z trzech pretendentów do papiestwa, aby zrzekł się swoich roszczeń. Po wielu trudnościach zgodzili się ustąpić. Następnie wybrano prawdziwego Papieża.
Tak właśnie Kościół zawsze postępował. Zwoływano sobory. Nie prowadzono sporów z daleka. Kościół zbierał się na soborach. Tam dyskutowano. Tam spierano się. Tam Duch Święty udzielał ducha męstwa i ducha wiedzy, aby rozwiązać błędy i różnice.
Tego właśnie nie rozumieliśmy. I wielu nie rozumie tego do dziś. Aby rozwiązać obecny problem Kościoła, konieczne jest zgromadzenie wszystkich biskupów na soborze.
Ja sam, jako pojedynczy biskup, nie jestem Kościołem. Jestem częścią Kościoła. Dlatego Duch Święty daje mi łaskę potrzebną do wykonywania mojego urzędu biskupiego. Ale kiedy gromadzi się dwóch lub trzech biskupów, wtedy istnieje już zgromadzenie Kościoła. Istnieje już ecclesia. Istnieje już wspólnota. Wówczas Duch Święty udziela większej łaski do rozwiązywania większych problemów.
Wyobraźcie sobie zatem, że wszyscy prawdziwie katoliccy biskupi, którzy jeszcze pozostali, zgromadziliby się razem. Wtedy Duch Święty, działając w Kościele katolickim jako Kościele, udzieliłby tej obfitości łaski, którą obiecał Kościołowi. Dałby tę niezniszczalność i tę szczególną pomoc, którą Bóg przyrzekł Kościołowi. Dałby biskupom zgromadzonym na soborze szczególną asystencję.
Zapewniam was, że wyniknęłoby z tego wiele dobrych rzeczy. Znalazłoby się rozwiązanie problemów. Wyznaczono by kierunek, który powinien obrać Kościół. Rozstrzygnięto by spory. Rozwiązano by wątpliwości. Czy ten biskup jest ważny? Czy tamten jest wątpliwy? Czy mimo wszystko wykonuje dobrą pracę? Wszyscy mogliby się spotkać i wspólnie rozwiązać te kwestie.
Co więcej, Duch Święty udzieliłby łaski potrzebnej do rozpoznania, w jaki sposób należy odbudować Kościół. Ponieważ Kościół jest społecznością doskonałą. Kościół nie może zostać zniszczony. Kościół nie może pozostawać bez głowy. Kościół zawsze musi mieć zwierzchnika. Kościół jest monarchiczny. Dlatego Bóg udzieliłby nam środków koniecznych do jego odnowienia.
Obowiązek jedności
Ilu z was, drodzy wierni, nie nosi w sobie tego pragnienia? Pragnienia, aby liczba wiernych katolików stale wzrastała i aby wiara Chrystusa rozprzestrzeniała się tak jak w pierwszych wiekach Kościoła?
Któż z was nie patrzyłby z wielką radością, zapałem i nadzieją na to, że wszyscy pozostali na świecie katoliccy biskupi mogliby się spotkać, pomagać sobie nawzajem, wspierać się i wzajemnie doradzać? Wszyscy nosimy w sobie takie pragnienie, ponieważ jesteśmy katolikami.
I nie jest to jedynie pragnienie, drodzy wierni. Jest to również obowiązek. Tak jak Kościół jest apostolski, katolicki i święty, tak samo — aby był Kościołem Chrystusa — musi być jeden. Wszyscy biskupi powinni być zjednoczeni. Nie tylko więzią miłości. Nie tylko więzią wiary. Nie tylko więzią moralności. Powinni być również zjednoczeni więzią władzy.
Jak dokładnie ma to wyglądać? To właśnie oni muszą rozstrzygnąć. My musimy to rozwiązać. Ale wspólnie. Twarzą w twarz. Dlatego trzeba się o to modlić, drodzy wierni.
Dlaczego podaję wam ten przykład? Ponieważ jest pewien biskup, przez którego — jak wierzę — Bóg wysłuchał naszych próśb, naszych pragnień jedności i obowiązku, jaki spoczywa na nas, abyśmy byli zjednoczeni jako biskupi i jako Kościół katolicki.
Jest to biskup w Kanadzie, o imieniu Pierre Roy. Nazywa się Pierre Roy. Pewnego dnia zadał sobie pytanie:
„Dlaczego tego nie robimy? Skoro naszym obowiązkiem jako biskupów jest uczynić to, co do nas należy?”
Nie ma Papieża, który mógłby zwołać sobór. Kardynałów nie ma. Albo wszyscy są heretykami, albo zostali mianowani przez fałszywych papieży. Nie ma kardynałów.
A więc na kim spoczywa obowiązek odbudowy Kościoła?
Na biskupach. Na biskupach.
Jeżeli obecnie istnieje już wystarczająca liczba biskupów — nie taka, jakiej byśmy sobie życzyli, ale wystarczająca, aby się zgromadzić i działać jako Kościół — to dlaczego jeszcze się nie spotkali? Dlaczego demon pychy i wyniosłości wyrządził nam większe szkody niż sam modernizm? Dlaczego nie chcemy się zgromadzić?
Tu wyświęca się kapłana. Tam konsekruje się biskupa. Każdy zakłada własną kaplicę, własny kościół i żyje sobie zadowolony sam ze sobą.
To nie wystarcza, aby być katolikiem. Nie można żyć w odosobnieniu. Nieważne, czy jest się biskupem, kapłanem czy wiernym. Nie można żyć osobno.
Kościół jest jeden. Tak jak niepodzielna była tunika Chrystusa. Kościół jest jeden. Jeden w wierze. Jeden w kulcie. Jeden we władzy.
Dlatego nie można nazywać się katolikiem — nawet jeśli jest się prawdziwym i ważnie konsekrowanym biskupem — jeżeli nie dąży się do jedności z własnymi braćmi. Do tej jedności, o którą modlił się Chrystus. Do tej jedności, którą Chrystus nam nakazał. Do tej jedności, którą ustanowił dla swojego jedynego Kościoła.
Można być apostolskim. Można być katolickim. Można być świętym. Ale jeśli brakuje znamienia jedności, nie jest się katolikiem.
Kościół posiada cztery znamiona albo nie posiada żadnego. Nie można mieć tylko trzech. Jeżeli brakuje jednego, nie jest się Kościołem.
Można posiadać trzy znamiona Kościoła katolickiego, ale jeśli brakuje czwartego, nie jest się katolikiem. Ponieważ prawdziwy Kościół Chrystusowy musi być jeden, święty, katolicki i apostolski.
Mówimy więc o sobie, że jesteśmy katolikami.
Tak, mamy świętość w nauczaniu. Mamy świętość w sakramentach. Nigdy nie nauczano was błędu. Mamy świętość w naszym Założycielu. Świętość w środkach, które podnoszą człowieka z porządku naturalnego do nadprzyrodzonego. Świętość w duchu Kościoła. Świętość w jego celu. Świętość w środkach i w zamierzeniach.
Mamy również katolickość. Nie ograniczamy się do jednej rasy czy jednego narodu. To nie jest Kościół meksykański. To jest powszechny Kościół katolicki. Obejmuje wszystkie rasy. Obejmuje wszystkie języki. Obejmuje wszystkie czasy.
Posiadamy również apostolskość. Przez nałożenie rąk ten biskup otrzymał sukcesję od innego ważnie konsekrowanego biskupa. Ten od kolejnego ważnie konsekrowanego biskupa. I tak aż do czasów Apostołów. Każdy prawdziwy biskup wywodzi swoją sukcesję przynajmniej od jednego z Dwunastu Apostołów.
Jeżeli ktoś nie potrafi wykazać swojej linii biskupiej aż do czasów apostolskich, nie jest prawdziwie apostolskim biskupem. Nie posiada sukcesji apostolskiej.
Ale teraz pytam: A gdzie jest jedność?
Inicjatywa Unam Sanctam
Temu biskupowi z Kanady przyszło do głowy wystosować apel do wszystkich biskupów:
„Spotkajmy się. Zjednoczmy się. Pozwólmy Duchowi Świętemu działać w nas jako w Kościele.”
I stworzył portal. Stworzył stronę internetową, na której wszyscy biskupi gotowi zjednoczyć się w soborze, aby odbudować, zbadać i przedyskutować to, co jako Kościół katolicki powinniśmy uczynić, mogą się zgłaszać.
Portal ten można znaleźć w Internecie. Nosi nazwę Unam Sanctam. Tak właśnie się nazywa.
Jest tam już zapisanych dziesięciu biskupów, około stu pięćdziesięciu kapłanów oraz około dwustu pięćdziesięciu zakonników i osób życia konsekrowanego. Mamy nadzieję w Bogu, że przyłączy się jeszcze więcej biskupów, aby po pewnym czasie, gdy będzie już wystarczająca liczba uczestników, można było zwołać ten Niedoskonały Sobór Powszechny.
Sprawia nam wielką radość widzieć, że kolejni biskupi budzą się do jedności. Ponieważ, drodzy wierni, obecnie nie dajemy świadectwa.
Chrystus powiedział:
„Wy będziecie dawać o Mnie świadectwo.”
Apostołowie dawali świadectwo.
A czy my dzisiaj naprawdę dajemy świadectwo?
Czy rzeczywiście je dajemy?
Nie.
Nie dajemy dobrego świadectwa.
Lefebryści mówią:
„Spójrzcie na sedewakantystów. Wszyscy są podzieleni. Wszyscy są szaleni. Każdy robi co innego.”
Nie dajemy dobrego świadectwa.
Moderniści mówią:
„Jest ich tak niewielu, a nawet między sobą się kłócą.”
Nie dajemy dobrego świadectwa.
Chrystus powiedział:
„Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu.”
(J 13, 35)
A miłość rodzi jedność. Jeżeli naprawdę jesteśmy katolikami, musimy miłować się wzajemnie — jako wierni i jako pasterze. Musimy być zjednoczeni w miłości, ponieważ miłość jest więzią jedności. To właśnie miłość nakazał nam Chrystus.
Czytamy to także w dzisiejszej Epistole:
„Lecz koniec wszystkich rzeczy przybliżył się. Bądźcież tedy roztropni, a czuwajcie na modlitwach. A przede wszystkim miejcie ustawiczną jedni ku drugim miłość, bo miłość zakrywa mnóstwo grzechów.”
(1 P 4, 7–8)
A raczej — usuwa mnóstwo grzechów.
Jest to nakaz Chrystusa. Musimy być zjednoczeni w miłości, w łasce i w jedności. Ten zaś, kto nie chce być zjednoczony z innymi, nie jest katolikiem. Brakowałoby mu bowiem istotnego znamienia jedności.
Dlatego ten biskup stworzył ten portal. Moim zdaniem jest to doskonała inicjatywa, natchniona przez Boga. Ma ona na celu zgromadzenie wszystkich biskupów, wszystkich kapłanów i wszystkich zakonników wokół tego pięknego zamiaru jedności.
Nie jest to już kwestia wyboru. Jeżeli chcemy być katolikami, musimy zjednoczyć się w jednym Kościele katolickim i otrzymać łaskę Ducha Świętego potrzebną do zniszczenia błędu, odbudowania Kościoła oraz przywrócenia panowania Chrystusa na ziemi — przynajmniej w tej części, która należy do nas jako do Kościoła.
Biada temu kapłanowi, który pozostaje bierny. Biada temu biskupowi, który nic nie robi. Przez sześćdziesiąt pięć lat cierpieliśmy z powodu takiej bierności.
Dobrze. Przyznaję. Kościół katolicki otrzymał straszliwy cios. Wyrzucono nas z synagog i świątyń. Prześladowano nas. Mówiono nam, że nie jesteśmy katolikami. To prawda. Bolało nas to. Rozproszyliśmy się jak owce bez pasterza.
Ale teraz, kiedy już jasno widzimy, że Stolica Apostolska pozostaje nieobsadzona, że nie mamy Papieża, że Kościół jest społecznością doskonałą i że może zostać odbudowany przez samego siebie — bo gdyby nie mógł, nie byłby społecznością doskonałą — teraz musimy się zjednoczyć.
Nie jest to już kwestia wyboru. W rzeczywistości zbyt długo zwlekaliśmy z jednością. Dlatego biskupi świata, kapłani świata i wierni świata nie powinni jedynie modlić się o tę jedność. Powinni ją urzeczywistniać.
I właśnie dlatego inicjatywa tego biskupa wydaje mi się znakomita. Naprawdę znakomita. Musimy zgromadzić wszystkich biskupów. Nie po to, by walczyć jedni przeciw drugim. Lecz po to, aby wspólnie walczyć z herezją. Walczyć z demonem. Walczyć z nieprzyjaciółmi Boga.
Drodzy wierni, odwiedzajcie ten portal. Wspierajcie ten portal. Wspierajcie tego biskupa. Wspierajcie także mnie, waszego biskupa, który całkowicie popiera tę inicjatywę.
Niech Bóg sprawi, abyśmy mogli ujrzeć dzień, w którym wszyscy katoliccy biskupi zgromadzą się razem, aby przywrócić jedność Kościoła, rozwiązać obecny kryzys i przygotować drogę do odnowienia prawowitej władzy w Kościele.
Módlmy się o to gorąco. Módlmy się o jedność. Módlmy się o Kościół. Módlmy się o przywrócenie chrześcijańskiego porządku. A przede wszystkim módlmy się o wierność Jezusowi Chrystusowi, abyśmy pozostali katolikami, apostolskimi i rzymskimi aż do końca naszego życia.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz