Cytaty
"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache
ks. Coache
„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________
niedziela, 21 lipca 2019
czwartek, 18 lipca 2019
"Nad całą Hiszpanią niebo jest bezchmurne"
18 lipca 1936 roku ostatni, prawdziwie katolicki mąż stanu zwany Caudillo – generał Francisco Franco y Bahamonde i jego druhowie rozpoczęli ostatnią w historii Europy próbę przedłużenia żywotności tego drzewiej wspaniałego kraju romańskiego jakim była Hiszpania – i co z tym bezsprzecznie związane - przystopowania chociaż na chwilę degeneracji Okcydentu.
PAMIĘTAMY!
Cześć i chwała Bohaterom!
środa, 17 lipca 2019
Kresy Wschodnie - utracone Imperium
"A każdy z was w duszy swej ma ziarno przyszłych praw i miarę przyszłych granic"
niedziela, 14 lipca 2019
Bp. Oliver Oravec: "Jan Paweł II" a ewolucja człowieka ze zwierzęcia ("Prawda o Kościele").
Jan Paweł II a ewolucja człowieka ze zwierzęcia
BP OLIVER ORAVEC
––––––––
Nie tak dawno temu, ateistyczni nauczyciele wkładali nam w szkołach do głów jakoby człowiek wywodził się od zwierząt, czy to od małpy czy to od jakiegoś innego zwierzęcia od którego pochodzą małpy i ludzie. Tej ewolucyjnej hipotezy bronili zawsze i głosili ją zażarci wrogowie Boga i Kościoła. Wszyscy ci, którzy chcieli wykluczyć Boga tak z dziejów ludzkości, jak i ze swojego prywatnego życia, aby w ten sposób usprawiedliwić swoją grzeszną moralność, głosili pochodzenie człowieka od zwierzęcia. I na odwrót, Kościół katolicki zawsze bronił prawdy Pisma Świętego, że mądry Bóg jest Stworzycielem każdego stworzenia z niczego a przede wszystkim, że dobry Bóg bezpośrednio stworzył pierwszych ludzi.
Trudno uwierzyć, w jakie rzeczy muszą wierzyć ci ewolucjoniści i do przyjęcia czego zmuszają resztę ludzi. Mówią, że wszechświat ma kilka miliardów lat, ziemia pięć miliardów itd. Następnie jakaś inna grupa "naukowców" stwierdza, że wiek ten trzeba wydłużyć lub skrócić o dwieście milionów lat. Wierzą w ewolucję gatunków a przy tym do tej pory nie posiadają ani jednego ogniwa łączącego między poszczególnymi gatunkami. Już samo szacowanie wieku ziemi jest problematyczne. Obecnie istnieje prawie pięćdziesiąt różnych metod określenia wieku, które w dodatku bardzo różnią się nawzajem.
W ewolucję zaczęli wierzyć także moderniści z Neokościoła, jedynie po to aby podważyć znaczenie Pisma św., aby zaprzeczyć grzechowi pierworodnemu i nauczać, że nasze ciało jest pochodzenia zwierzęcego i dlatego nie możemy panować nad jego instynktami. Według feministek Ewa nie pochodzi od Adama a zatem żona nie musi być podległa mężowi. Chodzi im o wykluczenie Boga ze społeczeństwa, polityki i w ogóle z całego życia.
A tu nagle z pomocą tym zażartym wrogom Kościoła przychodzi pseudopapież Jan Paweł II, który 23 października 1996 "potwierdził", że prawdą jest pochodzenie człowieka od zwierzęcia. Tzw. katolicy z Nowego kościoła posłusznie to przyjęli, gdyż nie znają nauczania Kościoła katolickiego i są gotowi przyjąć od "Ojca Świętego" także takie najbardziej niewiarygodne błędy. Również gdy fałszywy papież powie im, aby skoczyli do głębokiej studni, oni to zrobią. Oddają oni nieprawdziwemu papieżowi większą cześć niż samemu Chrystusowi.
Uwaga: Dla jasności pojęć: hipoteza jest tylko przypuszczeniem, gdy tymczasem teoria to fakt już potwierdzony.
Czego naucza Kościół katolicki o powstaniu życia i człowieka?
Papież Pelagiusz w liście "Humani generis" (z kwietnia 557 r.), Denz. (1) 228a: "Wyznajemy, że wszyscy ludzie począwszy od Adama aż do skończenia świata rodzą się i umierają z Adama i jego żony, którzy nie zrodzili się z rodziców, ale byli stworzeni, i tak Adam z ziemi a jego żona z jego żebra".
Sobór Laterański IV w roku 1215 (z orzeczenia dogmatycznego przeciw albigensom i innym heretykom), Denz. 428: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy... że Stworzyciel wszystkich widzialnych i niewidzialnych rzeczy... wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości [każde stworzenie]...".
Sobór Florencki (1438-1445), Denz. 706: "[Święty Kościół rzymski] najmocniej wierzy, wyznaje i głosi, że jeden prawdziwy Bóg, Ojciec, Syn i Duch Święty jest stwórcą wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. On, kiedy zechciał, z dobroci swojej wszystkie uczynił stworzenia... z nicości".
I Sobór Watykański (1869-1870), Denz. 1805: "Jeśli ktoś nie wyznaje, że świat i wszystko, co w nim istnieje, tak duchowe, jak i materialne, zostało przez Boga stworzone z nicości... niech będzie wyklęty".
Jest oczywiste z tych cytatów Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, że Bóg stworzył każde stworzenie z niczego i że nie ma tu miejsca dla ewolucji.
Co mówi Pismo święte?
Księga Rodzaju 1, 21:"I stworzył Bóg wieloryby wielkie, i wszelką duszę żyjącą i ruszającą się, którą wywiodły wody według rodzaju ich; i wszelkie ptactwo według rodzaju jego...".
Księga Rodzaju 1, 25: "I uczynił Bóg zwierzęta ziemne, według rodzajów ich, i bydło, i wszelki ziemiopłaz, według rodzaju swego...".
Księga Rodzaju 1, 27:"I stworzył Bóg człowieka na wyobrażenie swoje, na wyobrażenie Boże stworzył go; mężczyznę i białogłowę stworzył ich...".
Księga Rodzaju 2, 22: "I zbudował Pan Bóg z żebra, które wyjął z Adama, białogłowę...".
"Eksperci" z Neokościoła naturalnie powiedzą, że nie musimy brać tych słów dosłownie, że nie chodzi tu o naukowy wykład stworzenia, lecz jest to tylko pewien rodzaj poezji, za pomocą której wyrażał się autor Pisma świętego.
Co powie na taką uwagę Kościół? Już za czasów św. Piusa X moderniści i ewolucjoniści chcieli podważyć nauczanie Kościoła, podważając historyczność Pisma świętego a przede wszystkim jego pierwszych rozdziałów, które rozprawiają o stworzeniu. Papież otrzymał te pytania, na które odpowiedział z pomocą Komisji Biblijnej 30 czerwca 1909 roku:
Orzeczenie o historyczności trzech pierwszych rozdziałów Genezy
"Pytanie I.: Czy różne systemy egzegetyczne, które wymyślone i propagowane pod przykrywką rzekomej naukowości w tym celu aby wykluczyć sens dosłowny historyczny (sensum litteralem historicum) trzech pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju (libri Geneseos), są oparte na solidnych podstawach (solido fundamento fulciantur)?
Odpowiedź: Negative (przecząco, odmownie).
Pytanie II.: Czy nie sprzeciwiając się (non obstantibus) cechom własnym i formie historycznej (indole et forma historica) Księgi Rodzaju, a także szczególnemu (peculiari) związkowi (nexu) trzech pierwszych rozdziałów tejże Księgi między sobą oraz z następnymi rozdziałami, a także licznym świadectwom Pisma świętego zarówno Starego jak i Nowego Testamentu, a także niemal jednomyślnemu zdaniu Ojców Kościoła oraz tradycyjnemu rozumieniu (unanimi fere sanctorum Patrum sententia ac traditionali sensu), którego, także od ludu izraelskiego przekazanego, zawsze trzymał się Kościół, można nauczać: że rzeczone trzy rozdziały Genezy zawierają opowiadania o rzeczach które naprawdę nie miały miejsca (non rerum vere gestarum narrationes), które mianowicie nie odpowiadają obiektywnej rzeczywistości i historycznej prawdzie; lecz są albo baśniami zaczerpniętymi z mitologii i kosmogonii starożytnych ludów i przez świętego autora, po oczyszczeniu z pewnych błędów politeizmu, przystosowane do doktryny monoteistycznej, albo są alegoriami i symbolami, pozbawionymi podstaw obiektywnej rzeczywistości, w formie historii przedłożone w celu wpojenia prawd religijnych i filozoficznych; albo są tylko legendami składającymi się z części historycznych i z części zmyślonych ułożonych dowolnie w celu pouczenia i zbudowania dusz?
Odpowiedź: Negative ad utramque partem (przecząco, odmownie co do obu części).
Pytanie III.: Czy szczególnie sens literalny historyczny może być podany w wątpliwość tam, gdzie mowa o faktach w tychże rozdziałach wypowiedzianych, które dotykają podstaw religii chrześcijańskiej (quae christianae religionis fundamenta attingunt): jakimi są, między innymi, stworzenie wszystkich rzeczy przez Boga uczynione na początku czasu (rerum universarum creatio a Deo facta in initio temporis); stworzenie w szczególny sposób człowieka (peculiaris creatio hominis); utworzenie pierwszej niewiasty z pierwszego człowieka (formatio primae mulieris ex primo homine); jedność rodzaju ludzkiego (generis humani unitas); pierwotna szczęśliwość pierwszych rodziców w stanie sprawiedliwości, nieśmiertelności i wolności od namiętności (originalis protoparentum felicitas in statu iustitiae, integritatis et immortalitatis); przykazanie dane od Boga człowiekowi dla wypróbowania jego posłuszeństwa (praeceptum a Deo homini datum ad eius obedientiam probandam); przekroczenie Boskiego przykazania pod wpływem diabła uwodzącego w postaci węża (divini praecepti, diabolo sub serpentis specie suasore, transgressio); pozbawienie pierwszych rodziców owego stanu pierwotnej szczęśliwości (protoparentum deiectio ab illo primaevo innocentiae statu); a także obietnica przyszłego Odkupiciela (nec non Reparatoris futuris promissio)?
Odpowiedź: Negative (przecząco, odmownie).
(...)". (Podkreślenia za: Denzinger, Enchiridion symbolorum...) (2).
Tak więc Komisja Biblijna odpowiedziała negatywnie na powyższe pytania. Oznacza to, że należy uznawać za prawdziwe to, co opisuje Pismo św. także w pierwszych rozdziałach.
Pius XII w encyklice "Humani generis" z 12 sierpnia 1950 roku:
"Z różnych stron dają się słyszeć natarczywe żądania, by religia katolicka brała te nauki (tzw. nauki pozytywne) w poważną rachubę. Żądanie to jest oczywiście godne pochwały, gdy chodzi jedynie o fakty rzeczywiście udowodnione. Gdzie jednak w grę wchodzą hipotezy, choćby były w pewnej mierze naukowo uzasadnione, jeśli jednak dotykają one nauki w Piśmie świętym albo w Tradycji zawartej, wskazana jest wielka ostrożność. A gdyby takie przypuszczenia czy domniemania istotnie sprzeciwiały się, wprost czy ubocznie, nauce przez Boga objawionej, byłyby absolutnie nie do przyjęcia... Są jednak tacy, co niestety tej swobody dyskusji nierozważnie i zbyt śmiało nadużywają, przemawiając takim tonem, jakby dotychczasowe odkrycia i oparte na nich rozumowania dawały już zupełną pewność, że ciało ludzkie w swym pierwszym początku wyszło z istniejącej uprzednio i żywej materii, i jakby źródła Bożego objawienia niczego nie zawierały, co w tej zwłaszcza kwestii jak największej domaga się ostrożności i umiarkowania... Nie wolno bowiem wiernym Chrystusowym trzymać się takiej teorii, w myśl której przyjąć by trzeba albo to, że po Adamie żyli na ziemi prawdziwi ludzie nie pochodzący od niego, drogą naturalnego rodzenia, jako wspólnego wszystkim przodka, albo to, że nazwa «Adam» nie oznacza jednostkowego człowieka ale jakąś nieokreśloną wielość praojców. Już zaś zupełnie nie widać jakby można było podobne zdanie pogodzić z tym, co źródła objawionej prawdy i orzeczenia kościelnego Nauczycielstwa stwierdzają o grzechu pierworodnym, jako pochodzącym z rzeczywistego upadku jednego Adama i udzielającym się przez rodzenie wszystkim ludziom, tak iż: staje się on grzechem własnym każdego z nich" (3).
Widzimy, że papież Pius XII otwarcie oddał cześć Bożemu Objawieniu w Piśmie św. i nauce o grzechu pierworodnym, które nie dopuszczają ewolucji człowieka ze zwierzęcia (4).
środa, 10 lipca 2019
Testament duchowy św. Piusa X
"Jeśli kiedykolwiek zetkniecie się z chlubiącymi się tym, że są wierzący, że są oddani Papieżowi, i chcą być katolikami, ale nazwanie klerykałami mają za największą obrazę, powiedźcie uroczyście, że oddane dzieci Papieża to ci, którzy są posłuszni jego słowu i we wszystkim go słuchają, a nie ci, którzy czynią zabiegi, by uniknąć wypełnienia jego rozkazów lub aby naleganiem godnym ważniejszych spraw wymusić na nim zwolnienia czy dyspensy tym boleśniejsze, im większe wyrządzają szkody lub zgorszenie. Nigdy nie ustawajcie w powtarzaniu, że choć Papież miłuje i zatwierdza katolickie stowarzyszenia, które za cel mają również dobro materialne, zawsze wpajał, że najważniejsze musi być w nich dobro moralne i religijne, oraz że ze słusznym i godnym pochwały zamiarem ulepszenia warunków pracownika i chłopa zawsze musi być zespolona miłość do sprawiedliwości i korzystanie z uprawnionych środków, aby zachować harmonię i pokój między różnymi stanami. Jasno mówcie, że stowarzyszenia mieszane, sojusze z niekatolikami dla materialnego dobrobytu są w pewnych określonych warunkach dozwolone, ale że Papież woli te związki wiernych, które porzuciwszy wszelki wzgląd ludzki i zamknąwszy uszy na wszelkie przeciwne pokusy i groźby, zawierane są wokół tego sztandaru, który choć wielokrotnie zwalczany, jest najwspanialszy i najchwalebniejszy, bowiem jest sztandarem Kościoła."
Fragment przemówienia św. Piusa X wygłoszonego do kardynałów na konsystorzu 27 maja 1914 r.
(Testament duchowy św. Piusa X)
wtorek, 9 lipca 2019
X. Roma P. Coomaraswamy: "Bractwo Piusa X" - fałszywe rozwiązanie rzeczywistego problemu.
"Bractwo Piusa X",
fałszywe rozwiązanie rzeczywistego problemu
KS. RAMA P. COOMARASWAMY
––––––––
Ostatnia publikacja wydawnictwa Angelus Press próbuje przedstawić sedewakantyzm jako fałszywe rozwiązanie kryzysu w Kościele, natomiast stanowisko Bractwa Św. Piusa X jako jedyne naprawdę katolickie rozwiązanie.
Próbuje się tego dokonać fałszując stanowisko sedewakantystyczne i unikając dostrzeżenia teologicznych błędów i kultowych praktyk swojej organizacji.
1. Przez cały tekst wielokrotnie i uporczywie przewija się założenie autora tekstu, że swoje stanowisko opiera na rozwadze, sugerując w domyśle, że sedewakantystom brak tej moralnej cnoty. Ustalmy wyraźnie definicję roztropności. Według Prümmera, "św. Tomasz i Arystoteles definiują roztropność jako adekwatną do stanu rzeczy wiedzę na temat tego, co należy zrobić… albo intelektualną cnotę, gdy człowiek postawiony w konkretnej sytuacji rozpoznaje, co jest dobre a co jest złe... są trzy akty roztropności: starannie radzić się, poprawnie osądzić i działać". Można zadać sobie pytanie, do jakiego stopnia ks. Simoulin spełnił te kryteria.
2. Autor klasyfikuje sedewakantystów jako 1) "rygorystów", 2) "konklawistów" albo 3) zwolenników tezy Cassiciacum. Rozważmy przede wszystkim tych ostatnich, których można z grubsza scharakteryzować jako uważających, że mamy papieża nieposiadającego żadnego autorytetu władzy, możliwej jednak do odzyskania gdyby on powrócił do wiary. Chociaż stanowisko to jest popierane przez pewne wysoce inteligentne osoby (biskup Guerard des Lauriers, biskup McKenna, biskup Sanborn i ks. Ricossa – to tylko niektóre osoby piszące w jego obronie), pozostaje jednak faktem, że przeciętny katolicki sedewakantysta ani nie rozumie tej tezy ani w nią nie wierzy. Gdyby pójść do sedewkantystycznej parafii i zapytać ludzi tam uczęszczających, co to jest teza Cassiciacum, to nie wiedzieliby, o czym w ogóle jest mowa. Do tej kategorii (tzn. zwolenników "tezy") można by zaliczyć niespełna 1% tradycyjnych katolików (1).
3. Podczas gdy prawdą jest, że istnieje umiarkowana liczba "konklawistów" oraz mamy całe mnóstwo, przesyt "papieży", którzy albo sami się wybrali albo mają za sobą stosunkowo małą grupę popierających ich ludzi, to faktem pozostaje, że postawa sedewakantystyczna nie jest w żaden sposób związana z nimi. Niech będzie jasnym, że dzisiaj w kościołach nie dzieje się nic takiego, co mogłoby przeszkadzać komuś w byciu prawdziwym katolikiem. Chociaż oczywiście godne pożałowania jest, że nie mamy prawdziwego papieża zdolnego do pokierowania działalnością Kościoła, to powinno być jasne, że nie ma niczego, co powstrzymywałoby katolika od bycia katolikiem. Tak zawsze się działo w czasie okresów określanych jako "bezkrólewie" (interregnum). Jak to powiedziała Anna Katarzyna Emmerich, jeżeli jest chociaż jeden katolik posiadający wiarę, to Kościół w nim zamieszkuje.
4. Określanie sedewakantystów jako "rygorystów" jest nieodpowiednie, gdyż domyślnie sugeruje, że są oni fanatyczni. Jest to jednak dalekie od rzeczywistości, gdyż sedewakantyzm jest po prostu logiczną odpowiedzią na sytuację, z jaką spotykamy się dzisiaj w posoborowym Kościele. Mówienie o "rygorystycznym sedewakantyście" jest równie bezpodstawne jak mówienie o "sedewakantyście liberalnym".
5. Dwa problemy, które autor porusza wymagają wyraźnych i klarownych odpowiedzi.
A) Autor uważa, że sedewakantysta zaprzecza niezniszczalności Kościoła. Mówiąc łagodnie, jest to nonsens. Każdy, kto nie jest tak ślepy jak przysłowiowy nietoperz, może zobaczyć, że "papież i biskupi w komunii z nim pozostający" odpadli od prawdziwego Kościoła. Skutkuje to tym, że zarówno "papież" jak i ci, co za nim podążają narażają się na anatemę świętych Piotra i Pawła taką, jaką stosuje się wobec tych, którzy zakazali tak zwanej trydenckiej Mszy. (Św. Katarzyna ze Sieny, w sytuacji pod pewnym względem podobnej do dzisiejszej, bez ogródek wyraziła się, że wtedy papież oraz ci, którzy za nim by poszli trafiliby do piekła). Powinno być jasne – w istocie oczywiste – że to nie Kościół jest tym, który odpadł, gdyż taka sytuacja jest niemożliwa. To nowa, posoborowa organizacja odpadła od prawdziwego Kościoła, który nie przestał istnieć, a którego Bramy Piekielne nie zwyciężą. Rzeczywistością naszych czasów jest to, że prawdziwy Kościół jest w pewnym sensie "podziemny", ale w żadnym razie nie jest "niewidzialny". Nieco podobna sytuacja istniała w Anglii na początku Reformacji, kiedy kapłani nadal działali w sposób pozornie niezależny od jakiejkolwiek hierarchii.
B) Autor twierdzi, że "rygorystyczna" postawa sedewakantystyczna zakłada, że "Kościół nauczający już nie istnieje". Jest to jednak dalekie od prawdy, bo z tego, że sedewakantysta uważa, iż Kościół nadal istnieje, jasno wynika, że uznaje, iż również jego nauczająca funkcja nadal istnieje. Magisterium nie staje się martwym organem w chwili zgonu papieża – jest to raczej żywy organ, do którego sedewakantysta przywiera całym swoim sercem. Sedewakantysta nie wierzy, że zwyczajne Magisterium może zawierać błąd jak to utrzymuje Michael Davies; ani nie wierzy, że różne orzeczenia posoborowej hierarchii są częścią tego Magisterium w tych sytuacjach, gdy przypadkiem hierarchia ta głosi poglądy spójne z tym, czego Kościół zawsze uczył. Chciałbym przypomnieć członkom Bractwa, że Paweł VI scharakteryzował dokumenty Vaticanum II jako "ostateczną formę zwyczajnego Magisterium", co powtórzył Jan Paweł II nazywając je "najwyższą formą zwyczajnego Magisterium". Sobór Watykański I całkiem wyraźnie orzekł, że zwyczajne Magisterium jest nieomylne. Poza tym, Paweł VI powiedział arcybiskupowi Lefebvre, że powinien wyrazić swoją "intelektualną akceptację" wobec wszystkiego, co zostało zawarte w dokumentach Vaticanum II. Wyrażenie intelektualnej zgody oznacza przyjęcie ich za prawdziwe – quod absit (przed czym Boże uchowaj).
6. Bractwo uważa, że posoborowi "papieże" są prawdziwymi papieżami. Jeżeli tak się przedstawia sytuacja, to stosownie do katolickiego nauczania, należy się im posłuszeństwo. Papież jest "jedną hierarchiczną osobą z naszym Panem Jezusem Chrystusem" i kiedy on mówi albo działa w ramach swojego urzędu, musi być słuchany. Rzeczy mają się tak, że pomimo faktu ekskomunikowania arcybiskupa Lefebvre i całej reszty, Bractwo faktycznie akceptuje wszystkie nowe sakramenty, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego oraz to, co zdecyduje przyjąć z nauczania Jana Pawła II ogłoszonego przez organy zwyczajnego Magisterium. Stawia to Bractwo i jego członków na stanowisku "przebierania i wybierania" akurat tego, co zechcą albo nie zechcą przyjąć – prawdziwie protestanckiej zasady. Tym sposobem wierni, którzy się do nich przyłączyli wciągani są w ramy tego co stanowi fundament wiary protestanckiej.
7. Autor poddaje w wątpliwość ważność konsekracji dokonanych przez arcybiskupa Thuca argumentując to tym, że konsekrował on kilka osób, które w taki czy inny sposób nie miały ku temu kwalifikacji. Zdrowy rozsądek podpowiada, że biskupi, którzy korzystają ze swojej władzy do dokonywania konsekracji mogą od czasu do czasu konsekrować osoby, które są tego niegodne. Sugerowanie, że mogliby to czynić świadomie jest oszczerstwem. Na przykład, wiem, że arcybiskup Lefebvre wyświęcił księdza, który był homoseksualistą. Czy jest to powód, aby poddawać w wątpliwość wszystkie jego święcenia? Nie przyszłoby mi to nawet na myśl, gdyż dobry arcybiskup nie miał sposobu, aby dowiedzieć się, że dany człowiek był homoseksualistą. Doprawdy łatwo można by zastosować ten krytycyzm wobec niezliczonych księży, którzy opuścili Bractwo, aby zawrzeć małżeństwo, wstąpić do nowego "Kościoła" albo stać się sedewakantystami. Wielu z nas przeszło długą drogę prób dostosowania się do nowego "Kościoła" po to tylko, aby w końcu zorientować się, że jest to niemożliwe. Krytykowanie tych, którzy są na różnych stadiach procesu oczyszczania swojego sposobu myślenia (doprowadzania go do zgodności z myśleniem Kościoła) jest łagodnie mówiąc, niesprawiedliwe, jeśli nie jest oszczerstwem.
8. Bractwo wytrwale twierdzi, że nikt nie może osądzać papieża. I oczywiście nikt nie może osądzać innej duszy, ale może na pewno osądzać czyny papieży. Poza tym, trzeba być ślepym i głuchym by nie rozpoznać, że posoborowi "papieże" odpadli od wiary przy niezliczonych okazjach – to znaczy, przystąpili do herezji i nauczali herezji. Posłuchajmy słów św. Roberta Bellarmina: "Papież, który jest publicznym heretykiem automatycznie (per se) przestaje być papieżem i głową Kościoła, tak samo jak automatycznie przestaje być chrześcijaninem i członkiem Kościoła". Podobnie, św. Franciszek Salezy uczy, że "kiedy Papież jest formalnym heretykiem, to ipso facto traci swój urząd i stawia się poza Kościołem...". Jeżeli "Papież" nie jest heretykiem, to dlaczego Bractwo Św. Piusa X istnieje? A jeżeli oni nie myślą, że jest heretykiem – zarówno materialnym jak i formalnym – to sugeruję, aby członkowie Bractwa przeczytali podstawowy tekst teologiczny albo nawet Katechizm Soboru Trydenckiego. Jeżeli jednak ci "papieże" spełnili kryteria wymienione przez św. Bellarmina, to, jaka inna możliwość istnieje niż ta, że znajdujemy się w okresie interregnum i sedewakantyzm jest jedyną naprawdę katolicką postawą.
Jeżeli Bractwo uważa, że nie możemy osądzać, co jest heretyckie a co nie jest, co jest prawdziwe a co jest fałszywe, to tym samym twierdzi, że nie ciąży na nas żadna odpowiedzialność za to, że jesteśmy katolikami, w przeciwieństwie do jakiejkolwiek innej pseudo-religii.
niedziela, 7 lipca 2019
wtorek, 2 lipca 2019
Wakacje z Panem Bogiem. X. Rafał J. Trytek ICR
![]() |
X. Rafał J. Trytek ICR |
Okres wakacyjny to dla wielu czas odpoczynku zasłużonego całoroczną pracą. By ten czas dobrze wykorzystać pamiętajmy, że obowiązki względem Pana Boga nie ulegają wtedy zawieszeniu. Wszędzie gdzie tylko się udamy winniśmy świadczyć o odkupieniu Przenajdroższą Krwią Chrystusa. Najcięższa nawet pogoda nie usprawiedliwia wystawiania siebie i innych na pokusy przeciw czystości. W okresie letnim nie ma również mowy o zaprzestaniu walki jaka toczy się o duszę naszego narodu, o czym świadczą haniebne postępki szwedzkich koncernów Volvo i Ikea - zmuszanie pracowników do godzenia się z wyjątkowo ciężkim grzechem przeciw naturze i wołającym o pomstę do nieba jakim jest homoseksualizm - w ostatnim czasie. Stąd poważny obowiązek modlitwy za Ojczyznę i zgodnej z prawem pracy nad jej oczyszczeniem z ideologii lewicowych, liberalnych i ateistycznych.
Przy nawiedzaniu świątyń katolickich okupowanych przez heretyków modernistycznych pamiętajmy by oddając cześć starym obrazom, krzyżom i relikwiom nie pochylać głowy przed wizerunkami modernistów "kanonizowanych" przez innych modernistów; w przypadku Polski chodzi głównie o podobizny K. Wojtyły. Zawsze natomiast pamiętajmy, że naszą ucieczką jest Niepokalane Serce N.M.P.
ks. R. J. Trytek, święto Przenajdroższej Krwi Chrystusa
poniedziałek, 1 lipca 2019
X. Rafał Trytek: Kazanie na Niedzielę w okt. Najśw. Serca P. Jezusa, wygłoszone 30 czerwca 2019 r.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Moi najdrożsi, w Panu Jezusie Chrystusie, przypowieść o dziewięćdziesięciu dziewięciu owcach, które Pan Jezus zostawił by szukać jednej, pokazuje nam ogrom miłości Bożej dla nieśmiertelnych dusz ludzkich. Pan Jezus odkupił nasze dusze przenajdroższą Krwią swoją. I właśnie dlatego każda z tych dusz jest tak bardzo dla Niego cenna, że gotów jest zostawić te, które są sprawiedliwe, by udać się w poszukiwaniu zbłąkanej. Rola takiej owcy jest nie do pozazdroszczenia, bo jest ona skazana na obumarcie, na śmierć, i to na śmierć wieczną. Każda dusza która wzgardzi Jezusem Chrystusem i się błąka, jest skazana na śmierć wieczną, na wiekuiste potępienie. Stąd też ta troska Pana Jezusa by odszukać zaginioną owcę, i by ją nawrócić. By ją przynieść na ramionach z powrotem do stada. Dlatego Pan Jezus spotykał się z grzesznikami, z celnikami. Po to by ich nawrócić, by wzruszyć ich serca, by pociągnąć za sobą i by przywrócić te dusze Kościołowi Bożemu, by w tych duszach uczynić dzieło usprawiedliwienia, dzieło oczyszczenia ze wszystkich grzechów. Nie po to, by celników i grzeszników utwierdzać w ich grzechach.
Ta dzisiejsza, modernistyczna pseudo miłość, która powoduje, że jej adepci spotykają się z grzesznikami, ale po to by utwierdzić tychże grzeszników w ich grzechach, i to najstraszniejszych, jest czystą, szatańską nienawiścią. Jeśli np. Bergoglio spotyka się z otwartymi homoseksualistami, którzy otwarcie przyznają się do swojego zboczenia, którzy są z tego dumni i próbują narzucić innym osobom taką wizję świata, w której ta dewiacja jest czymś normalnym, to jest akt niesamowitej wprost nienawiści do tych biednych grzeszników, którzy postępując w ten sposób, biegną na złamanie karku wprost do piekła. Nie słyszeliśmy by Bergoglio przemówił do tych ludzi, by się nawrócili, nie słyszeliśmy by potępił ich straszliwe grzechy - grzechy przeciwko naturze - wręcz przeciwnie, mówił o ich "wrodzonej godności", że są to ludzie którzy są "umiłowani przez Pana Boga". Każdy jest umiłowany przez Pana Boga, ale póki jest w stanie łaski uświęcającej, wtedy jest prawdziwym dzieckiem Bożym. Jeśli ktoś oddziela się od Chrystusa i od miłości Bożej przez grzech, i to grzech jeden z najstraszliwszych, w najoczywistszy sposób sprzeciwiający się woli Bożej, grzech który woła o pomstę do Nieba, taki człowiek idzie na zatracenie. Mylenie tej miłości, którą miał Pan Jezus do grzeszników, z tym straszliwym przyzwoleniem i akceptacją zła, jest prawdziwie diabelskim majstersztykiem.
Gdy spojrzymy na dzisiejszy świat, to bardzo wielu ludzi nie widzi różnicy, bardzo wielu ludzi mówi : "przecież Pan Jezus też spotykał się z celnikami i grzesznikami, więc jaka jest różnica?". Jest ona różnicą fundamentalną! Pan Jezus nie był jak faryzeusze, którzy dzielą świat na tych, którzy od razu są sprawiedliwi, i tych którzy są grzeszni, nie biorąc pod uwagę tego, że grzeszni mogą stać się na powrót sprawiedliwymi, i też mają na uwadze to, że ci rzekomo sprawiedliwi często wcale sprawiedliwymi nie są. Pan Jezus jest miłością dla wszystkich grzeszników. Jest miłością nieskończoną, samo-spalającą się, jest miłością która wydała samą siebie na Krzyżu, na Ofiarę Bogu Ojcu, która przelała ostatnią kroplę Krwi dla zbawienia ludzi. Ale to zbawienie jest nie dla wszystkich. Zbawienie od strony Boga jest dla wszystkich, ale od strony człowieka nie jest dla wszystkich, ponieważ tylko grzesznik pokutujący, jak mówi to nam Ewangelia, powoduje radość w Niebie, powoduje to, że aniołowie się radują. I taki grzesznik który pokutuje, który się nawraca, jest powodem wielkiej radości w Niebie, dlatego że zawrócił znad skraju przepaści, że uratował się nieraz w ostatniej chwili przed wiecznym potępieniem, przed wieczną męką i karą za swoje grzechy. Dlatego radość z nawrócenia grzesznika w Niebie jest tak wielka, że kolejna dusza, odkupiona Przenajdroższą Krwią Chrystusa, nie poszła na zatracenie, ale udało się ją uratować. Stąd ta ogromna praca, ten ogromny wysiłek, który Pan Jezus codziennie podejmuje, by nawrócić wszystkich grzeszników, zawrócić z drogi zatracenia, kogo tylko się da, jak najwięcej dusz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)