Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

poniedziałek, 27 lipca 2026

Pierwsze kazanie JE o. bp. Michała Marii F.Ss.R.

Pierwsze kazanie JE o. bp. Michała Marii F.Ss.R.: „Musimy baczyć, abyśmy nie upadli”

26 lipca 2026 r., podczas swojej pierwszej Mszy biskupiej, odprawionej w oratorium Matki Bożej z Casalibus na wyspie Papa Stronsay, JE Najprzewielebniejszy o. bp Michał Maria F.Ss.R. wygłosił pierwsze kazanie po przyjęciu sakry biskupiej.

Poniżej przedstawiamy jego pełne tłumaczenie.


Dla uproszenia błogosławieństwa dla kazania:

Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus.

Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

Dignare me laudare te, Virgo sacrata. Da mihi virtutem contra hostes tuos.

Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza; daj mi moc przeciw nieprzyjaciołom Twoim.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Jakże piękne są te słowa, tak często powtarzane przez Kościół: „Daj mi moc przeciw nieprzyjaciołom Twoim”.

I oto siedzi tu biskup, który nie posiada mandatu, ponieważ nie ma papieża, i który odczuwa prawdę tych wspaniałych słów wypowiedzianych wczoraj przez bp. Roya: „Jakoż będziem śpiewali pieśń Pańską w ziemi cudzej?”.

A przecież przez całe lata właśnie to czyniliśmy. Staraliśmy się ze wszystkich sił dostosować do tych, którzy wyglądali jak katolicy. Wyglądali jak katolicy; gdy się z nimi przebywało, niewątpliwie przemawiali z autorytetem.

Lecz podobnie jak przy końcu świata, gdy w sieci znajdą się rozmaite ryby, musimy powiedzieć, że są to ryby różnych gatunków. Ryba jest rybą, lecz istnieją rozmaite gatunki ryb. Często ulegamy pokusie, aby myśleć, że wszystkie są takie same.

Czy są winni we własnych duszach — tego nikt nie wie, toteż nie występujemy przeciwko nim. Wiemy jednak, jak wielką jest dla nas ulgą, że uwolniliśmy się spod ucisku ich władzy. Bez względu na to, do jakiego gatunku oni należą, przekonaliśmy się, że my należymy do innego.

Modlimy się za nich i jestem pewien, że oni, na swój sposób, modlą się za nas.

Łatwo byłoby dzisiaj grzmieć i mówić o piekle, skoro wspomina o nim święta Ewangelia i sam Pan nasz Jezus Chrystus. Tak, źli zostaną wyłączeni spośród sprawiedliwych. Nie twierdzimy jednak, że ci ludzie są źli. Ja nie mówię, że oni są źli. Lecz to, co czynią, jest złe. Nie twierdzę, że są ludźmi niegodziwymi; niegodziwe jest jednak to, co czynią.

Ten typ człowieka, który tworzył katolicką społeczność, jest wypierany, przeobrażany i deprawowany.

Niekiedy niewiele potrzeba, aby coś przemienić — i widzieliśmy, jak to się dokonuje. Znacie dawne powiedzenie: Lex orandi, lex credendi — jak się modlisz, tak będziesz wierzył.

Dawniej sądziłem, że odnosi się ono przede wszystkim do łacińskiego języka modlitw i do sposobu ich ułożenia. Zapewne właśnie tak rozumiano je w przeszłości. Dzisiaj jednak nabiera ono innego znaczenia.

Jak się modlisz, tak wierzysz. Kiedy zaś zaczynasz uczyć ludzi modlitwy w odmienny sposób — zmieniając nie tylko słowa, lecz także ich zachowanie — powoli przemieniasz samego człowieka.

Dawniej wchodził on do kościoła katolickiego pośród świętej ciszy. Brał wodę święconą, wstępował do świątyni świadom obecności Pana naszego w tabernakulum, przyklękał, wchodził do ławki i klękał przed swoim Bogiem.

A teraz: „Witamy w Kościele katolickim! Proszę wejść! Jakże się cieszymy! Proszę tutaj usiąść. Jak minął tydzień?”.

W ten sposób uczy się człowieka zupełnie innego rodzaju modlitwy. W rzeczywistości nie modli się on wcale. Przychodzi na zebranie, któremu brak poczucia świętości.

Człowiek zostaje więc wyprowadzony z katolickiego sposobu modlitwy i powoli staje się niekatolikiem. Poprzez zewnętrzne czynności zmienia się — jest przemieniany. Jest to rzecz niegodziwa, ponieważ stopniowo odbiera mu się wiarę.

Czy dokonuje się to za pomocą gitary, muzyki ludowej, projektora, czy — co gorsza — przez przyjmowanie Komunii świętej na rękę: wszystkie te praktyki wypaczają wiarę. Dlatego są niegodziwe. Nie twierdzę, że źli są ci ludzie, ale zło stanowi to, co uczyniono katolikom.

„Jakoż będziem śpiewali pieśń Pańską w ziemi cudzej?”.

Jak można wejść do kościoła, w którym grają gitary, ludzie klaszczą i okazują wesołość, a przed Mszą siedzą, rozmawiając ze sobą? Jak można wejść tam i modlić się po katolicku? Nie można. Jest to zupełnie inna rzeczywistość.

Ci ludzie mogą nie być źli, lecz to, co się wydarzyło, jest złe.

Zaraza ogarnęła całą powierzchnię Kościoła, wskutek czego utraciliśmy wszystkie powołania zakonne sióstr. W diecezji Christchurch było niegdyś trzysta sióstr — trzysta zakonnic. Trzysta żywych obrazów Jezusa Chrystusa, które samą swoją widzialną obecnością na ulicach przypominały ludziom, że istnieje Bóg.

Dzisiaj już ich nie ma. Nie widzimy zakonnic na ulicach ani kapłanów rozpoznawalnych po stroju na lotniskach.

Ktoś może podejść i zapytać: „Kim ksiądz jest?”, ponieważ nosimy strój kapłański. A on odpowiada: „Jestem o. Pat z Bostonu” — jak zdarzyło się w zeszłym tygodniu. Ów o. Pat z Bostonu wyglądał jak każdy inny człowiek.

Zaraza usunęła więc ze społeczeństwa widzialny obraz Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wraz z nim zniknął cały sposób modlitwy i życia. Jak się bowiem modlisz, tak będziesz wierzył.

Mamy zatem obecnie katolików z nazwy, którzy nie są katolikami pod względem wyznawanej wiary, ponieważ nauczono ich modlić się i żyć w odmienny sposób.

Tak oto znaleźliśmy się w Christchurch. Wszystko zaczęło się właśnie tam. Kiedy zaś zaczęliśmy mówić prawdę i ogłosiliśmy naszą deklarację, otwarto nowy kościół, nowe miejsce odprawiania Mszy. Sprowadzono nawet kapłana z Australii, aby go nająć — gdyż owce nie są jego — i przekonać się, czy w ciągu trzech lat zdoła odciągnąć ludzi przychodzących do naszej kaplicy.

Niech mu Bóg błogosławi. On sam nie jest zły, ale to, co się dzieje, jest złe. To jest niegodziwe.

Na własny koszt jeździliśmy każdego miesiąca do Ashburton, aby raz w miesiącu odprawić tam Mszę, ponieważ na tyle pozwalał biskup. Kiedy jednak ogłosiliśmy naszą deklarację, nagle okazało się, że można mieć tam Mszę co tydzień. Owszem, teraz już w każdą niedzielę!

Jakże to wygodne — czysta polityka, niemająca nic wspólnego z prawdziwą i szczerą miłością do owiec.

„Mogą zdobyć ludzi! Musimy ich powstrzymać!”. Jakże dziecinny jest to sposób postępowania z ludźmi — sądzić, że można ich zastraszyć. Nam nie pozwalano, ale teraz Msza może być odprawiana co tydzień. Tak, teraz można mieć Mszę w każdą niedzielę.

Następnie ukazuje się list głoszący, jak dobry jest biskup, skoro pozwala obecnie na Mszę każdego tygodnia.

Nie dostrzegają jednak, że mają teraz Mszę co tydzień właśnie dlatego, że my powiedzieliśmy prawdę i nazwaliśmy rzeczy po imieniu. Oni zaś — hierarchia, ten odmienny gatunek ryb — przestraszyli się i zaczęli uprawiać politykę.

Można by powiedzieć jeszcze wiele, lecz tak naprawdę należy powiedzieć tylko jedno. Słowa te znajdujemy w dzisiejszej lekcji mszalnej na dziewiątą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego:

„Przeto kto mniema, żeby stał, niech patrzy, aby nie upadł”.

Słowa te odnoszą się do mnie i do każdego z nas.

Jakże wielkim błogosławieństwem jest wydostanie się na zewnątrz — uwolnienie się spod władzy fałszywej hierarchii, która wypacza wiarę. To tak, jakbyśmy wydostali się na otwartą przestrzeń i zaczerpnęli świeżego powietrza.

Żyjemy jednak w czasach niebezpiecznych, a niebezpieczeństwo zagraża nam samym. Widzimy popełniane zło i ulegamy pokusie, aby powiedzieć, że źli są sami ludzie. Nie mówimy jednak, że oni są źli. Mówimy, że dokonywane są złe czyny.

Musimy przeto baczyć, abyśmy nie upadli. Wystarczy bowiem jedna odrobina pychy, aby doprowadzić nas do upadku.

Musimy być prawdziwie dziećmi Najświętszej Dziewicy. To Ona powinna w nas królować i przez nas działać. Musimy być Jej pokornymi sługami, bo w przeciwnym razie upadniemy — i jakże straszny będzie to upadek!

Dlatego prosimy dzisiaj w sposób szczególny, aby Najświętsza Pani przyjęła tę godność biskupią, której znamię noszę w swojej duszy; aby wzięła ją w swoje ręce i uczyniła z nią to, czego sama pragnie.

Proszę również, abym baczył, by nie upaść, i abyśmy my wszyscy, którzy trwamy przy Tradycji, baczyli, by nie upaść.

Żyjemy bowiem w czasach niebezpiecznych. Wielu ludzi lepszych od nas zostało zwiedzionych przez tę fałszywą hierarchię. Byli to ludzie dobrzy — widzieliśmy ich i znaliśmy.

Zostali odciągnięci do innych kościołów i wydaje im się, że pełnią wolę Bożą, gdy wokół rozbrzmiewają gitary.

Musimy baczyć, abyśmy nie upadli.

Jedynym zaś sposobem, dzięki któremu możemy mieć pewność, że pozostaniemy na właściwej drodze, jest trwanie blisko Najświętszej Pani.

Obchodzimy dzisiaj święto św. Anny. Powiedzmy zatem św. Annie, że jesteśmy dziećmi Jej Córki i pragniemy nimi pozostać aż do śmierci. Prośmy Najświętszą Panią, aby przyjęła nas — małych i pokornych, jakimi usiłujemy być — i uczyniła nas silnymi przeciwko Jej nieprzyjaciołom, którzy są również naszymi nieprzyjaciółmi.

Obyśmy przez pokorę, miłość i wytrwałość okazali się mężnymi.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


Źródło: Bishop Michael Mary’s First Sermon — Transalpine Redemptorists

Z języka angielskiego tłumaczyła redakcja Tenete Traditiones.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.