Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

niedziela, 11 sierpnia 2019

Samozaoranie w wielkim stylu vel. III., czyli o sekcie "Klucznika" po raz trzeci i ostatni.

J Św. Ojciec Św. Papież Pius XI - Ambroży Damian Achilles Ratti
Papież Kościoła katolickiego (1922 - 1939)

Po naszym ostatnim komunikacie ws. sekty niejakiego "Klucznika" (Karola Ambroziaka) nie spodziewaliśmy się, że przyjdzie nam jeszcze raz pisać o tym człowieku i jego antykatolickich herezjach i majaczeniach, w dodatku po zaledwie dwóch dniach. Jednakże sytuacja po raz kolejny diametralnie się zmieniła. Tak jak zresztą przewidywaliśmy to w naszym poprzednim tekście (link tutaj), pan Ambroziak po raz kolejny zmienił całkowicie swoje stanowisko, i tak jak się spodziewaliśmy, kolejny Papież został przez niego uznany za "heretyka", z powodu... encykliki potępiającej nazizm (sic!) w której tenże Papież (Pius XI - wcześniej Ambroży Achilles Ratii, nuncjusz Apostolski w Polsce, konsekrowany na biskupa w Archikatedrze Warszawskiej przez Prymasa Królestwa Polskiego, abp. Aleksandra kard. Kakowskiego, jedyny dyplomata który nie opuścił Polski w czasie nawały czerwonej zarazy w 1920 r.) stwierdził odwieczną Prawdę, iż człowiek wierzący (w Kościele katolickim zawsze był to synonim słowa Chrześcijanin - Katolik, gdyż tylko katolicka Wiara jest Wiarą prawdziwą, a więc nie można niewiernych [jawnych heretyków, schizmatyków, żydów czy pogan] nazywać "wierzącymi") ma naturalne (przyrodzone) prawo do wyznawania swojej (tj. Katolickiej) Wiary, co wynika jasno z Prawa Bożego i nauki Ojców Kościoła oraz Papieży (taką samą "herezję" zawarł Papież Pius IX w Syllabusie). W najśmielszych snach nie spodziewaliśmy się jednak, że to, trzecie już, samozaoranie sekty Klucznika nastąpi tak szybko. To, co wcześniej zajęło mu ponad dwa lata, teraz potrwało już tylko nieco ponad dwa dni.

Strona sekty Klucznika znów zmieniła wizerunek, pojawiła się nowa treść...
Czyżby brak zdjęcia Benedykta XV oznaczał, że i na niego szukana jest jakaś "herezja",
i autorowi zwyczajnie nie chce się już co kilka dni zmieniać tego obrazu?

W takim tempie pojutrze (a może i szybciej) zapewne dowiemy się, że Benedykt XV także był "heretykiem" i "antypapieżem". Ciekawe zaś jak długo potrwa wykazanie "herezji" Św. Piusowi X (który dla sekty Klucznika od kilku dni nie jest już Świętym...). Ale za pewne i z tym nie powino być przecież większego problemu dla tego niezwykłego, nadzwyczajnego "mistrza" teologii, który wie wszystko najlepiej. Z Leonem XIII pójdzie mu zapewne bardzo łatwo, boć przecież to był "socjalista" i "liberał" (zależy od poglądów polityczno-gospodarczych oceniającego) który swą encyklikę śmiał zatytułować "Rerum novarum" (łac. Rzeczy nowych) - toż to jest rażąca herezja już w samym tytule... Z Piusem IX także większych problemów być nie powinno, bo przecież w momencie wyboru był określany mianem "liberała" a nawet podejrzewany o związki z masonerią. W sumie można by się tak cofać aż do początków XIX wieku, do Piusa VII, który koronował w katedrze Notre Dame w Paryżu lewaka i rewolucjonistę Napoleona na "Cesarza Francuzów". 

Potwierdziło się więc dobitnie to wszystko, co pisaliśmy przed dwoma dniami, nie ma więc sensu aby po raz kolejny rozpisywać się na ten temat. Nikt już nie ma chyba wątpliwości, z czym i kim mamy tu do czynienia. Bez wątpienia mamy tu człowieka niezrównoważonego, chorego na umyśle, który sam siebie (po raz kolejny)  kompromituje i ośmiesza, nie utrzymując już nawet najmniejszych pozorów powagi i myślenia zdroworozsądkowego. Zdaniem Ambroziaka (na chwilę obecną, jutro może już być inaczej) aktualnym i wciąż żyjącym Papieżem Kościoła katolickiego jest Benedykt XV, który urodził się 21 listopada 1854 r., ma więc już, wg jego absurdalnej tezy, 165 lat. Pogląd, że współczesny człowiek może żyć 165 lat a co więcej musi żyć jeszcze nie wiadomo jak długo, jest zwyczajnie absurdalny. Wiara katolicka jest oparta na logice i rozumie (na rozumowym poznaniu Prawd Wiary i przyjęciu ich aktem woli), a nie ślepym fideizmie, i Prawdy Wiary nie mogą więc stać w jawnej sprzeczności z rozumem. Anielski Doktor Kościoła - Św. Tomasz z Akwinu i cała scholastyka - filozofia klasyczna, która jest podstawą rozumienia Prawd Wiary mówi o tym, takie jest odwieczne nauczanie Kościoła. 

Dobrze jednak, że tak się stało - dzięki temu nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że jest to zwykła sekta kierowana przez wariata, który co chwilę zmienia zdanie, gdzie nie ma rozsądku ani żadnej stałości, gdzie niczego nie można być pewnym, gdyż nagle z dnia na dzień guru może zmienić o 180 stopni zdanie, i całe stanowisko teologiczne musi iść do poprawki. Taka ciągła niestałość i zmienność, czyli chaos, jest wyłącznie dziełem złego ducha, nie ma więc najmniejszych wątpliwości, co (a raczej kto) kieruje Ambroziakiem, i komu ten człowiek służy. Nie będziemy więcej już zabierać głosu w tej sprawie, gdyż nie zamierzamy zniżać się do tego poziomu i nurzać się w tym szambie, przy okazji robiąc reklamę temu niezrównoważonemu człowiekowi, ośmieszającemu i kompromitującemu nazwę Katolicyzmu Rzymskiego Integralnego w Polsce. Pozostaje nam jedynie modlitwa o nawrócenie i opamiętanie (a raczej uwolnienie z omotania diabelskiego) tego biednego człowieka, i wszystkich pozostających pod jego wpływem, których udało mu się uwieść i opętać.

Za Redakcja TENETE TRADITIONES
Michał Mikłaszewski, red. naczelny

Kazanie na IX Niedzielę po Zielonych Świątkach - x. Rafał Trytek, 11 sierpnia 2019 r.

sobota, 10 sierpnia 2019

Andrzej Kołakowski - "Śmierć Wrogom Ojczyzny & Rozstrzelana Armia"


Na leśnej polanie, na mundur przyszywam
Trzy słowa co brzmią, jak testament
Czerw z bielą się miesza, jak z nocą poranek
Jak kości co z ziemią zmieszane
Już nie ma odwrotu Ojczyzna sprzedana
Ta rana się już nie zabliźni
Więc rylcem na piersi trzy słowa wykuwam 
Śmierć Wrogom Ojczyzny
Śmierć Wrogom Ojczyzny!

Ta walka, co szybko się skończyć nie może
To bój, który trwa już od wieków
To Szatan ją z nami prowadzi, nie człowiek
Więc długo nie wolno nam czekać
Wznosimy do Nieba strzeliste modlitwy
Na Ziemi tworzymy sojusze lub schizmy
I rylcem na piersi trzy słowa piszemy
Śmierć Wrogom Ojczyzny
Śmierć Wrogom Ojczyzny

Mijają miesiące, świat patrzy w milczeniu
Na naród, co ciągle powstaje z popiołu
I nowe nam w duszach się rodzą marzenia
I obcy bogowie spadają z cokołu
Znów wolność się rodzi, znów Polska oddycha
Odwagą żołnierzy znad Bzury i Wizny
A echo niezmiennie swój refren powtarza
Śmierć Wrogom Ojczyzny
Śmierć Wrogom Ojczyzny!

75. Rocznica powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ.

Odznaka powojenna

Dokładnie 75 lat temu, 10 sierpnia 1944 r. - utworzony został decyzją Rady Politycznej NSZ-Zachód najsłynniejszy oddział zbrojny Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ-ZJ) - Brygada Świętokrzyska NSZ. Sformowanie Brygady nastąpiło dnia 11 sierpnia 1944. Dowódcą Brygady został mjr Antoni Szacki ps. „Bohun”, „Dąbrowski” a jego zastępcą Władysław Marcinkowski ps. „Jaxa”. W początkowym okresie Brygada liczyła ok. 850 ludzi. Stopniowo powiększała swoją liczebność, dochodząc jesienią 1944 r. do ok. 1200 ludzi. Wiosną 1945 r. - w szczytowym momencie swej działalności, Brygada liczyła ok. 1400 osób.

Orzeł 204.pp Brygada Świętokrzyska.

W czasie okupacji stalinowskiej w latach 1945-1956 żołnierze Brygady Świętokrzyskiej skazywani byli przez komunistów, w licznych procesach sądowych, na kary śmierci lub długoletniego więzienia. Komunistyczne władze zażądały wydania żołnierzy formacji przebywających na zachodzie jako „jednostki kolaboracyjnej”, a jej dowódcę A. Szackiego (ps. „Bohun-Dąbrowski”) uznały za zbrodniarza wojennego. W sierpniu 1950 w Tuluzie odbył się proces przed sądem francuskim, który całkowicie uniewinnił A. Szackiego od stawianych zarzutów i odmówił wydania jego i innych żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej komunistycznym władzom okupacyjnym w Polsce.

W związku z uroczystościami 75. rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk wypowiedział się, że "Brygada Świętokrzyska nigdy nie kolaborowała z Niemcami. Powielanie takiej tezy to powielanie czarnej legendy Brygady Świętokrzyskiej, która została stworzona w okresie zniewolenia komunistycznego"

Żołnierze oddziału podczas parady w 1945

"Brygada Świętokrzyska to Polski przednia straż!

Brygada Świętokrzyska to zbrojny hufiec nasz!

Ojczyźnie dar niesiemy ze krwi i naszych ran!

Jak jeden mąż staniemy, bo żołnierz wielki pan!"

Narodowe Siły Zbrojne ! NSZ !

Cześć i chwała Bohaterom!

Śmierć wrogom Ojczyzny!

piątek, 9 sierpnia 2019

Ponowne poświęcenie kościoła CMRI p.w. Maryi Niepokalanej Królowej w Rathdrum, Idaho


W Święto Matki Bożej Królowej J.Exc. x biskup Marek A. Pivarunas, przełożony generalny CMRI, poświęcił kościół parafialny pod wezwaniem Maryi Niepokalanej Królowej po zakończeniu remontu. Film pokazuje zdjęcia z uroczystości.

Zarzut wobec sedewakantyzmu: "Wieczni Następcy" Piotra. O. Martin Stépanich OFM, STD.


Zarzut wobec sedewakantyzmu: "Wieczni Następcy" Piotra

O. MARTIN STÉPANICH OFM

DOKTOR ŚWIĘTEJ TEOLOGII

––––––––
Uwaga: Ojciec Stépanich był kapłanem zakonnym – franciszkaninem, został wyświęcony w 1941 roku i uzyskał doktorat Świętej Teologii katolickiego Uniwersytetu. Nigdy nie odprawiał Nowej Mszy i prowadził przez lata aktywny apostolat korespondując z katolikami sprzeciwiającymi się błędom Vaticanum II. (O. Martin Stépanich zmarł 18 listopada 2012 r. – Red. U. m.).  
Poniższe listy są jego odpowiedzią na często wysuwany wobec sedewakantyzmu zarzut.
––––––

   30 listopada, 2002

   Drogi Korespondencie:

   Przytacza Pan fragment z IV Sesji Soboru Watykańskiego I, który stwierdza wyraźnie, że św. Piotr "...jako władca naczelny całego Kościoła będzie miał po wszystkie czasy następców (perpetuos successores)".

   Zastanawia się Pan – co zrozumiałe – jak to możliwe, by wciąż istnieli "wieczni następcy" św. Piotra skoro ludzie, którzy w dzisiejszych czasach podają się za papieży są w rzeczywistości publicznymi heretykami, którzy w związku z tym nie mogą być, jako heretycy, prawdziwymi następcami św. Piotra.

   Istotną sprawą jest tutaj zrozumienie, jaki rodzaj "wiecznej sukcesji" ustanowił w papiestwie nasz Pan Jezus Chrystus.

   Czy Chrystus Pan miał na myśli, że w każdym momencie istnienia Kościoła oraz w każdej jednej chwili istnienia papiestwa na tronie Piotrowym powinien być papież?

   Natychmiast zdasz sobie sprawę, że nie, Pan Jezus oczywiście nie ustanowił tego rodzaju "wiecznej sukcesji" papiestwa. Wiesz, że przez całe wieki istnienia Kościoła po śmierci każdego papieża następował okres, kiedy nie było żadnego "wiecznego następcy", żadnego papieża zasiadającego na tronie Piotra. Miejsce to stawało się puste na pewien czas, każdorazowo po śmierci papieża. Od śmierci pierwszego papieża wydarzyło się to już ponad 260 razy.

   Ale wiesz również, że śmierć papieża nie oznaczała końca "ustawicznego następstwa" papieży po Piotrze.

   Rozumiesz teraz, że "brak papieża" nie oznacza "końca papiestwa". Pusty Tron Piotrowy po śmierci papieża nie oznacza stałego wakatu na tym stanowisku. Tymczasowy wakat na Tronie Piotra nie oznacza końca "wiecznych następców w prymacie nad Kościołem powszechnym".

   Chociaż nasz Pan Jezus Chrystus – jeśliby tylko taka była Jego wola – mógł tak zarządzić, że z chwilą śmierci jednego papieża, inny człowiek natychmiast obejmowałby po nim urząd papieski, to niemniej jednak nie urządził tego w taki sposób.

   Nasz Pan uczynił to w taki sposób, w jaki zawsze wiemy, że się to odbywa, tzn. dozwolił, aby po śmierci każdego papieża następował okres przerwy, albo zawieszenia, nieokreślonej długości.

   Ta przerwa w papieskiej sukcesji trwała najczęściej kilka tygodni albo miesiąc czy trochę dłużej, ale były okresy, kiedy przerwa była dłuższa i trwała znacznie dłużej.

   Nasz Pan nie uściślił jak długo może trwać ta przerwa nim nowy papież zostanie wybrany. Nie ogłosił On także, że jeśli opóźnienie w wyborze nowego papieża trwałoby zbyt długo, to "wieczna sukcesja" miałaby tym samym wygasnąć, tak, iż wtedy trzeba by było powiedzieć, iż "nie ma już papiestwa".

   Również Kościół nigdy nie określił dozwolonej długości trwania wakatu na Stolicy Piotrowej po śmierci papieża.

   Dlatego jest jasne, że obecny wakat na Stolicy Piotrowej spowodowany przez publiczną herezję – pomimo faktu, że trwa już około 40 lat – nie oznacza, że zakończyła się "wieczna sukcesja" następców św. Piotra.

   Musimy sobie w tym miejscu uświadomić, że papiestwo a wraz z nim "wieczna sukcesja" papieży pochodzi z Boskiego, a nie ludzkiego ustanowienia. A zatem, człowiek nie może położyć kresu papiestwu, bez względu na to jak długo Bóg może dozwalać na utrzymywanie się herezji w głównej siedzibie papieskiej w Rzymie.

  Tylko Bóg mógłby – gdyby tego chciał – położyć kres papiestwu. Jednakże nie było to Jego życzeniem, skoro oznajmił Swą wolę Swojemu Kościołowi, iż będą istnieć "wieczni następcy" w papieskim prymacie, który został najpierw powierzony św. Piotrowi.

   Naturalnie, jesteśmy przygnębieni, że wakat na Stolicy Piotrowej trwa tak długo i nie potrafimy sobie w naszej perspektywie wyobrazić końca tego wakatu. Ale zdajemy sobie sprawę, że przywrócenie katolickiej Wiary a wraz z nią powrót prawdziwego papieża na Tron Papieski, nadejdzie wtedy oraz w sposób, jaki będzie zgodny z Bożą wolą.

   Jeśli wydaje się nam, jak na razie, że nie ma żadnych kompetentnych, prawdziwie katolickich elektorów, którzy mogliby wybrać nowego, prawdziwego papieża, Bóg może, na przykład, spowodować nawrócenie na tradycyjną, katolicką Wiarę wystarczającej liczby kardynałów, którzy przystąpiliby następnie do wyboru nowego papieża.

   Aby przywrócić wszystko do stanu, w jakim On pierwotnie chciał widzieć Swój Święty Kościół Bóg może zainterweniować w dowolny sposób, jaki uzna za stosowny.

   Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

O. Martin Stépanich OFM, STD

Samozaoranie w wielkim stylu vel. II., czyli o sekcie "Klucznika" raz jeszcze.

J Św. Ojciec Św. Papież Pius XII - Eugeniusz Pacelli
Ostatni Papież Kościoła katolickiego (1939 - 1958)

Ponad dwa lata temu, w lutym 2017 roku, pisaliśmy o samozaoraniu "sekty Klucznika", czyli grupy skupionej wokół Karola Ambroziaka, samozwańczego świeckiego "teologa", który od wielu lat rozpisuje się w internetach, tworząc kolejne, coraz to bardziej absurdalne teorie (link do tekstu tutaj). Zaczęło się podobnie jak u większości "tradycjonalistów" od lefebryzmu. Wiosną 2013 roku pan Ambroziak nawrócił się na Katolicyzm Rzymski integralny (przyjął tezę tzw. "sedewakantyzmu") i przez kilka miesięcy uczęszczał na Msze Św. do krakowskiej kaplicy MB Królowej Polski. Był bardzo aktywnym wiernym, planował wraz z kilkoma innymi osobami założenie stowarzyszenia i portalu katolickiego, a także oferował pomoc x. Rafałowi w rozbudowie apostolatu (obecnie żadna z tych osób nie jest już związana z apostolatem katolickim w Polsce, część poszła z Klucznikiem, a część w zeszłym roku z drugim pyszałkiem rozbijającym jedność Kościoła - panem Paczuskim, który, co ciekawe, pojawił się w Krakowie w tym samym czasie co Ambroziak. Początkowo współpracowali oni ze sobą. Czyżby obaj zostali skierowani aby prowadzić rozbijacką działalność [tylko w różny sposób], i niszczyć apostolat?). Wziął też udział w zjeździe założycielskim Katolickiego Instytutu Narodowo-Rojalistycznego Christus Rex w Gliwicach w 2013 r.

Strona Karola Ambroziaka vel Szymona Klucznika

Nie trwało to jednak długo, gdyż już jesienią 2013 r. pan Ambroziak zaprzestał przyjeżdżania na Msze Św., oraz uruchomił stronę internetową o przewrotnej nazwie "Dla katolików rzymskich integralnych" (która nijak ma się do prezentowanych tam treści), na której zaczął wypisywać swoje irracjonalne, spiskowe teorie. Zaczęło się dość klasycznie, od znanej długo już teorii o rzekomym "papieżu" Grzegorzu XVII - którym miał być wybrany w 1958 r. Józef kard. Siri. Część środowisk sedewakantystów uważała go za prawowicie wybranego papieża po śmierci Piusa XII (1958). Siri miał zostać wybrany na papieża, życząc sobie przyjąć imię Grzegorza XVII, ale ostatecznie rezygnując z przyjęcia tiary w obawie przed prześladowaniami katolików w krajach Europy Wschodniej, gdzie wybór konserwatywnego papieża mógł wywołać represje ze strony komunistycznych władz. Podobna sytuacja miała też nastąpić na konklawe w 1963 r. Nie ulega wątpliwości, że był zaliczany do poważnych kandydatów na papieża zarówno na obu wspomnianych konklawe, jak też dwóch konklawe w 1978. Czy rzeczywiście Siri został wybrany w 1958 r.? Wiele wskazuje na to, że mogło tak być. Nie zmienia to jednak faktu, że domniemany papież którego wybór nigdy nie został ogłoszony światu i zaakceptowany przez Kościół powszechny, w rzeczywistości nie pełni urzędu. Poza tym, jego późniejsze uznanie wyboru i publiczny hołd złożony Roncalliemu a później Montiniemu, oznacza bezsprzeczną abdykację, a uznanie Vaticanum II i nowej "mszy", oznacza przylgnięcie do herezji i "milczącą apostazję".

Klucznik bardzo długo bronił jednak teorii o "Papieżu Sirim" oraz jego rzekomych następcach, którzy mieli ukrywać się w lesie z obawy przed modernistami. Jest to więc słynna teoria o "ukrytym papieżu" ("papieżu w drzewach"), znana od dawna w Ameryce i na zachodzie, u nas zaś Klucznik był jej "prekursorem". Zdobywał kolejne dowody na fałszerstwo dokonane na konklawe w '58, i brnął coraz to dalej w swych twierdzeniach, jednocześnie snując coraz to nowe wizje "prorockie", i wymyślając kolejne daty, kiedy to rzekomy "prawdziwy papież" ujawni się światu. Było to równie zabawne, jak słuchanie jechowców, którzy co kilka miesięcy wymyślają nową datę końca świata, i za każdym razem gdy już wszystko jest dopięte "na ostatni guzik", coś im jednak nie pasuje, i nagle zmieniają wizję... Cała budowla stworzona przez Ambroziaka zawaliła się niczym domek z kart w lutym 2017 r., kiedy to w końcu [słusznie] stwierdził że jest niemożliwe aby nieogłoszony przez Kościół i nieznany światu "papież" rzeczywiście mógł być następcą Piotra i wikariuszem Chrystusa,  a więc wynika z tego że.... Papież Pius XII wciąż żyje. Było to ostateczne (jak wówczas się wydawało) samozaoranie sekty Klucznika, nikt już bowiem od tego momentu nie brał go na poważnie. Niektórzy wówczas żartowali, mówiąc iż po co się tak ograniczać, lepiej od razu ogłosić, że cały czas żyje św. Piotr Apostoł. Jak się okazało, w tych żartach było coś prorockiego... Sekta Klucznika przez ostatnie dwa lata na swojej głównej stronie miała zdjęcie Papieża Piusa XII, którego Klucznik traktował wręcz jak proroka, nadpapieża, super-papieża, świętego i męczennika, który został "wypędzony z Rzymu przez masonów", który jest prześladowany, o którym to powiedziano, że "musi bardzo wiele wycierpieć" (opierał się przy tym na objawieniach Matki Bożej w La Salette), który jest wręcz wybrany i prowadzony przez Boga i Matkę Najświętszą. Był to więc dla nich wzór Papieża doskonałego, ideał i uosobienie Papiestwa, a wręcz jego ubóstwienie. To wszystko jest daleko idącym zakłamaniem, gdyż Pius XII jak wiadomo był Papieżem dość słabym, uległym, nie mającym odpowiedniej odwagi i siły ducha aby przeciwstawić się modernistom z całą mocą, tak jak zrobił to jego wielki poprzednik, Św. Pius X. Jedyną wielką zasługą Piusa XII jest właśnie kanonizacja Św. Piusa X. 

wtorek, 6 sierpnia 2019

Dlaczego zawsze mówisz to samo? Quare semper hoc loqueris? X. Noël Barbara.


Quare semper hoc loqueris?

Dlaczego zawsze mówisz to samo?

KS. NOËL BARBARA

––––––––

   Uczniowie św. Jana znużeni słuchaniem ustawicznie powtarzanej przez niego wciąż tej samej nauki, pewnego dnia zadali mu właśnie takie pytanie. Apostoł tymi słowami udzielił im objaśnienia: "Ponieważ jest to nakaz Pana Boga; jeżeli tylko to się uczyni, to jest wystarczające (Quia praeceptum Domini est; et, si solum fiat, sufficit)". (Z dzieła św. Hieronima o Pisarzach kościelnych; szósta lekcja z Brewiarza Rzymskiego na Święto św. Jana, 27 grudnia).

   Zwracając się do tych spośród moich czytelników, którzy zmęczeni są słuchaniem powtarzanych przeze mnie ciągle tych samych doktrynalnych argumentów, oferuję im tę samą odpowiedź: "Ponieważ jest to nakaz Pana Boga". W ostatecznej instancji, bez względu na to, jakie problemy powstają wśród nas, Kościół mówi nam: "a jeśliby i Kościoła nie usłuchał, niech ci będzie jako poganin i celnik" (Mt. XVIII, 17).

   W obecnych czasach, katolicy pragnący mocno przylgnąć do wiary, w której zostali ochrzczeni, znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji. W żadnym okresie historii nie zagrażał wiernym kryzys podobny do obecnego.

   Nawet wtedy, gdy herezji ariańskiej udało się ogarnąć większą część chrześcijaństwa, Rzym pozostał nieskalany...

   Tym, co sprawia, że powaga obecnego kryzysu jest tak straszna, to fakt, że Rzym naucza błędu i... dokonuje tego z wprawą, uporem i okrucieństwem. Taka sytuacja miała miejsce zawsze wtedy, gdy heretycy mieli poparcie ze strony brutalnej siły władzy politycznej.

   Tym straszniejszą jawi się powaga obecnego kryzysu, że "zwolennicy błędu ukrywają się we wnętrzu, a nawet w samym sercu Kościoła, (skąd) rozzuchwaleni napadają nawet na to, co tylko jest najświętszego w dziele Chrystusowym, nie oszczędzając nawet Osoby Boskiego Zbawiciela" (św. Pius X, Encyklika Pascendi).

Czy Bóg porzucił Swój Kościół?

   Bluźnierstwem byłoby poważne potraktowanie takiej myśli. Na pewno nie! Bóg nigdy nie porzuciłby Świętej Oblubienicy Swojego Syna. Nie tylko nie porzucił jej, ale w obliczu nadciągającego niebezpieczeństwa, posłał nam z nieba samą Królową Proroków by nas ostrzec. Czyż Nasza Pani nie przyszła we łzach w La Salette, aby ostrzec nas, że "Rzym straci wiarę i stanie się siedzibą antychrysta"?

   I to naprawdę się wydarzyło. Rzym stał się siedzibą antychrysta; Rzym stracił wiarę. W takich okolicznościach nie może dziwić, że naucza błędu.

Czym jest ten Rzym, który stracił wiarę?

   Na pewno nie jest on wiecznym Rzymem. To nie jest Rzym, który jest "Mater et Magistra omnium Ecclesiarum – Matką i Nauczycielką wszystkich Kościołów". Ten Rzym, prawdziwy "filar i utwierdzenie prawdy" (I Tym. III, 15) nie może upaść.

   Rzym, który stracił wiarę to Rzym doby obecnej. To Rzym uzurpatorów, którzy przejęli kontrolę nad wszystkimi oficjalnymi organami Kościoła, którzy fałszują jego naukę i którzy próbują uciszyć Rzym wszechczasów.

   Szczęśliwie dla nas, wiecznemu Rzymowi nie można nałożyć kagańca. "Verbum Dei non est alligatum – lecz słowo Boże nie jest związane" (II Tym. II, 9).

   Oto dlaczego w Kościele przejętym przez "synagogę szatana" (Apok. II, 9), gdzie ci z naszych liderów, którzy jeszcze zachowują wiarę są jak "psy nieme, szczekać nie mogące" (Iz. LVI, 10), wierna gromadka powinna przylgnąć do nieomylnego nauczania Kościoła jak do niewzruszonej skały. Nasz Zbawiciel powiedział: "Veritas liberabit vos – prawda was wyswobodzi". I tą prawdą, która nas wyzwoli jest słowo Boże, nauczanie Kościoła katolickiego: "Mowa twoja jest prawdą" (Jan. XVII, 17).

Św. Jan Chryzostom: Fragment homilii o Bóstwie Jezusa Chrystusa



H O M I L I A     LVII.


Roz. XVII. w. 10. I pytali go uczniowie, mówiąc: Cóż tedy Doktorowie zakonu powiadają iż Eliasz musi pierwej przyśdż?

I.
 Nie z Pisma to wiedzieli, ale tamci im to mówili i gadka ta rozeszła się pomiędzy prostym ludem, jako też i o Chrystusie. Dlatego i Samarytanka powiedziała: Wiem, że przyjdzie Messyasz (którego zowią Chrystusem), gdy tedy przyjdzie on oznajmi nam wszystko (Jan 4, 25); i oni także pytali się Jana, Jesteś ty Eliasz? jesteś ty prorok (Jan 1, 21)? Albowiem, jakem to powiedział, mniemanie to o Chrystusie i o Eliaszu było rozpowszechnione, a oni tego im tak, jak należało, nie wytłumaczyli. Pismo święte bowiem mówi o dwóch przyjściach Chrystusa, o tem które już nastąpiło i o przyszłem; na nie to wskazując Paweł, powiedział: Albowiem okazała się łaska Boga zbawiciela naszego wszystkim ludziom; nauczająca nas, abyśmy zaprzawszy się niepobożności i świeckich pożądliwości, trzeźwie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie (Tyt. 2, 11, 12). Oto jedno przyjście; posłuchaj jak nam także drugie objawia. Po tych słowach bowiem dodał: Oczekiwiając błogosławionej nadzieje, i przyszcia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa (tam 13). I prorocy także dwa przyjścia wspominają; a o jednem, to jest o drugiem powiadają, że poprzedzi go Eliasz. Pierwsze jego przyjście poprzedził Jan, którego Chrystus także Eliaszem nazywa; nie dla tego, jakoby on był Eliaszem, ale ponieważ pełnił jego posłannictwo. Jak bowiem tamten będzie poprzednikiem drugiego przyjścia, tak ten był pierwszego. Ale Doktorowie zakonu, mieszając to i bałamucąc lud, o tem drugiem przyjściu tylko do ludu mówili, że, Jeśli ten jest Chrystusem, to powinien był go Eliasz poprzedzić. Dlatego uczniowie także mówią: Cóż tedy Doktorowie zakonni powiadają, iż Eliasz musi pierwej przyjśdż? Dlatego także Faryzuesze posławszy do Jana pytali się, Jesteś ty Eliasz (Jan 1, 21) nie wspominając nie o pierwszem przyjściu. Jakże więc Chrystus tę rzecz wytłumaczył? Że Eliasz przyjdzie przed tem drugiem jego przyjściem i że teraz także przyszedł Eliasz, tak nazywając Jana. Ten Eliasz przyszedł, a jeżelibyś się pytał o Eliasza Tesbitczyka, to przyjdzie. Dlatego powiedział: 11. Eliaszci przyjdzie, i naprawi wszytko. Co to znaczy, Wszystko? To co prorok Malachiasz powiedział: Oto ja poślę wam Heliasza Tesbitczyka i nawróci serca ojców ku synom, a serce synów ku ojcom, abych snać nie przyszedł, a nie skarał ziemie wytraceniem (Mat. 4, 6). Czy widzisz dokładność słów proroczych? Ponieważ Chrystus nazwał Jana Eliaszem dla wspólnictwa ich posłannictwa, przeto abyś nie myślał, że prorok teraz to samo mówi, dodał także jego ojczyznę, mówiąc, Tesbitczyka; Jan zaś podchodził z Tesbis. Prócz tego inny jeszcze znak daje, mówiąc: Aby nie skarał ziemię wytraceniem, wskazując na drugie jego straszliwe przyjście. Pierwszy bowiem raz nie przyszedł, aby zatracić ziemię. Bom nie przyszedł, powiada, żebym sądził świat, ale żebym świat zbawił (Jan 13, 47). Aby więc wskazać, że przed tem drugiem przyjściem na sąd Tesbitczyk przyjdzie, to powiedział.  Równocześnie podaje przyczynę jego przyjścia. Któraż to jest ta przyczyna? Aby przyszedłszy nakłonił Żydów, aby uwierzyli w Chrystusa, aby po jego przyjściu wszyscy nie zostali zatraceni. Dlatego też i on przywodząc im to na pamięć, powiada: I naprawi wszystko, to jest naprawi niewiarę Żydów, którzy wtedy znajdować się będą. Dlatego bardzo dokładnie to wyraził. Nie powiedział bowiem, Nawróci serca synów ku ojcom, ale Serce ojców ku synom. Ponieważ Żydzi byli ojcami apostołów, więc mówi, że nawróci ich do wiary ich synów, to jest, apostołów; serca ojców, to jest, umysł rodzaju żydowskiego.

 O nazwaniu Jana Chrzciciela Eliaszem. - 12. Wszakże wam powiadam, iż Eliasz iuż przyszedł, a nie poznali go, ale uczynili nad nim cokolwiek chcieli. Takci i syn człowieczy będzie od nich cierpiał. 13. Tedy zrozumieli uczniowie, że im o Janie Chrzcicielu powiedział. Chociaż tego ani Doktorowie zakonni nie mówili, ani też Piśmie tego nie było, to jednak, ponieważ stali się już pojętniejszymi i mowy jego uważniej słuchali, prędko zrozumieli. A zkądże to uczniowie poznali. Już pierwej był im powiedział, Tenci jest Eliasz, który ma przyśdź (Mat. 11, 14); tu zaś mówi, że, Już przyszedł, i , Eliaszci przyjdzie i naprawi wszystko. Ale nie mieszaj się i nie sądź, że w tych słowach jaki błąd zachodzi, jeżeli raz mówi, że przyjdzie, to znowu, że przyszedł. Wszystko to bowiem prawdą. Gdy bowiem mówi, Eliasz już przyszedł, dla podobieństwa ich posłannictwa Jana Eliaszem nazywa. Albowiem i prorocy każdego ze znakomitych królów Dawidem nazywali, a Żydów książętami Sodomskimi, synami Etyopów, a to dla podobieństwa charakterów. Jak bowiem tamten będzie poprzednikiem drugiego przyjścia, tak ten był poprzednikiem pierwszego.

II.

 Nie tylko dlatego nazywa go często Eliaszem, ale także dlatego, aby okazać, że się ze starym Zakonem bardzo zgadza i że to drugie przyjście jest proroctwem. Dlatego znowu dodał: Przyszedł, a nie poznali go, ale uczynili nad nim cokolwiek chcieli. Co znaczą te słowa, Uczynili nad nim cokolwiek chcieli? Trącili go do więzienia, urągali mu, zabili go, głowę jego na misie nosili. Takci i syn człowieczy będzie od nich cierpiał. Czy widzisz, jak znowu im w stosownej chwili swą mękę przypomina, z męczeństwa Jan wielką im dając pociechę? A nietylko przez to, ale także przez to, że zaraz cuda czyni, tak po takiej mowie jako też i przed nią, o czem często zwracając uwagę można się przekonać. Odtąd, powiada, począć Jezus okazywać uczniom swoim, iż potrzeba jest aby szedł do Jeruzalem, był zabit i wiele cierpiał (Mat. 16, 11). Tedy, kiedy? Gdy wyznał, że jest Chrystus, że jest Syn Boga. To znowu na górze, gdy im swoją cudowną postać pokazał i prorocy rozmawiali o chwale jego, wspomniał im o swojej męce. Opowiedziawszy im bowiem zdarzenie z Janem, dodał: Takci i syn człowieczy będzie od nich cierpiał. I wkrótce znowu, gdy czarta wyrzucił, którego uczniowie wyrzucić nie mogli. Albowiem wtedy także, Gdy oni, powiada, przebywali w Galilejej, rzekł im Jezus: Syn człowieczy ma bydź wydan w ręce ludzkie: i zabiją go, a trzeciego dnia zmartwychwstanie (Mat. 17, 21,22). To zaś czynił, aby wielkością cudów nadmiar ich boleści uśmierzyć i w każdy sposób ich pocieszyć, tak jak i tu wspomnieniem śmierci Jana wielkie im uspokojenie zgotował. Jeżeliby zaś kto powiedział: Dlaczegoż także teraz Eliasza nie wskrzesił i nie posłał, kiedy tak wielkie dobra jego przyjście zapewnia? odpowiedzielibyśmy mu, że i teraz, pomimo tego, że mniemali, iż Chrystus jest Eliaszem, nie wierzyli mu. Jedni, powiada, mienią cię Janem Chrzcicielem, a drudzy Eliaszem, a inszy Jeremiaszem (Mat. 16, 14). A między Janem i Eliaszem żadna nie zachodziła różnica, tylko różnica czasu. Jakżeż więc wtedy uwierzą? zapytasz. Bo wszystko naprawi, nietylko  dlatego, że jest znanym, ale także dlatego, ponieważ chwała Chrystusa aż do onego dnia bardziej się wmoże i u wszystkich będzie jaśniejszą od słońca. Gdy więc po tak wielkiej przerwie i oczekiwaniu tamten przyjdzie, głosząc to samo co i ten sam także zapowiadając przyjście Chrystusa, wtedy łatwiej przyjmą jego słowa. A gdy mówi, Nie poznali go, nawet za nimi przemawia. I nie tylko w ten sposób ich pociesza, ale także przez to, że wskazał, iż niewinnie będzie od nich cierpieć i że to smutne zdarzenie dwoma cudami zasłonił, jednym na górze, drugim, który miał nastąpić. Usłyszawszy to nie pytają się go, kiedy przyjdzie Eliasz, albo dla utrapienia swego z powodu męki jego, albo z bojaźni. Często bowiem, gdy widzą, że nie chce czego jasno powiedzieć, milczą. Gdy więc podczas pobytu ich w Galilei powiedział, Syn człowieczy ma być wydan w ręce ludzkie i zabiją go (Mat. 17, 21) dodał: I zasmucili się barzo: a Marek powiada: Lecz ani słowa nie zrozumieli: a bali się go spytać (Mar. 9, 31); Łukasz  zaś: Lecz oni nie rozumieli tego słowa, i zakryte było przed nimi, że go nie pojęli i bali się pytać go o to słowo (Łuk. 9, 45). 14. A gdy przyszedł do rzeszej, przystąpił do niego człowiek upadszy przed nim na kolana, mówiąc: Panie zmiłuj się nad synem moim: albowiem lunatykiem jest i źle się ma: bo częstokroć wpada w ogień, i częstokroć w wodę. 15. I przywiódłem go uczniom twoim: a nie mogli go uzdrowić. Pismo święte wskazuje, że ten człowiek bardzo słabej był wiary; widać to z wielu rzeczy: ze słów Chrystusa, Wszystko jest podobne wierzącemu (Mar. 9, 22, 23); tudzież z tego co proszący powiedział, Ratuj niedowiarstwa mego (Mar. 9, 22, 23); z tego że Chrystus rozkazał czartowi, aby weń więcej nie wchodził i znowu że ten człowiek do Chrystusa powiedział, Możeszli co. Powiesz może, Jeżeli niedowiarstwo jego było przyczyną, że czart nie wyszedł, to dlaczego karci uczniów? Aby pokazać, że możliwem dla nich zawsze uleczyć, chociażby ci, którzy przyprowadzają wiary nie mieli. Jak bowiem często wiara proszącego wystarczyła , aby nawet od mniejszych spełnienie prośby wyjednać: tak i moc działających często wystarczyła do spełnienia cudów, chociaż proszący wiary nie mieli. O tych obydwóch zdarzeniach czytany w Piśmie świętem. Korneliusz bowiem ,krewni i powinni przyjaciele jego dla wiary swojej otrzymali łaskę Ducha Śmiętego, (Act. 10), przez Elizeusza zaś, chociaż nikt nie miał wiary, trup zmartwychwstał. Ludzie bowiem, którzy go wrzucili, nie z wiary, ale ot tak z bojaźni przed łotrzykami go wrzucili i uciekli; a ten, którego wrzucono, był umarły i tylko z mocy świętego ciała zmartwychwstał (IV. Reg. 13, 21). Z tego się pokazuje, że także uczniowie byli słabej wiary, ale nie wszyscy; kolumny bowiem onych tam nie było.

Św. Ojca Naszego Jana Chryzostoma arcybiskupa konstantynopolitańskiego Wykład Ewangelii św. Mateusza w 90 homiliach zawarty. T. 2 / z gr. na język pol. przeł. Jan Krystyniacki

str. 336-340

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Michał Mikłaszewski: Zaraza modernizmu jest gorsza niż czerwona i tęczowa razem wzięte!

Przycichła trochę ostatnio już sprawa "xiędza" Romana Kneblewskiego, a oto nowym "bohaterem" tzw. prawicy i "narodofcow" stał się xiądz[?] Marek Jędraszewski - "arcybiskup" krakowski. Przez całe życie czysty i zawzięty modernista, zwolennik i propagator nowej religii posoborowej, nowej "mszy" i diabelskiego, fałszywego ekumenizmu, dziś z powodu jednej w mierę konserwatywnej wypowiedzi, uchodzi za "obrońcę tradycyjnych wartości" i wzór "katolickiego biskupa". Zresztą dokładnie tak samo jak Wojtyła, Wyszyński etc. 

Marek Jędraszewski otrzymujący od S. Dziwisza pastorał - symbol władzy biskupiej
(której żaden z nich nie posiada), ubrany jest w racjonał Królowej Jadwigi,
wyjątkowy symbol władzy arcybiskupów krakowskich.
Jak widać moderniści na Wawelu uwielbiają stroić się w stare szaty,
tak niepasujące do protestanckich obrzędów i doktryny nowej religii modernistycznej.

Marek Jędraszewski urodził się w 1949 r. w Poznaniu. Cała jego "formacja teologiczna" przypadła już na lata posoborowe, kiedy modernistyczna rewolucja szalała w najlepsze. Studiował on w latach 1967–1973 w seminarium duchownym w Poznaniu. Były to okrutne czasy wdrażania rewolucji doktrynalnej i liturgicznej, wyrzucania ołtarzy z katolickich świątyń, zastępowania ich ohydnymi stolikami do novus ordo, wyrzucania balasek i innych tym podobnych elementów wyposażenia. W Polsce co prawda rewolucja nie następowała tak gwałtownie jak miało to miejsce na zachodzie, gdzie ołtarze były cięte piłą i lądowały jako kostka bądź krawężnik na przykościelnym parkingu. W wielu zabytkowych kościołach, jak wiadomo, ołtarze zachowały się po dziś dzień. Jednak i u nas destrukcja katolicyzmu postępowała, i właśnie jej apogeum przypadło na początek lat 70'tych. Tradycyjna łacińska Msza Św. zniknęła wówczas z publicznych kościołów i kaplic (wielu starszych kapłanów nadal ją po cichu odprawiało, ale z obawy przed prześladowaniami, nie mogli robić tego jawnie i publicznie), aby powrócić do naszego Kraju dopiero w latach 90'tych, wraz z przybyciem zza zachodniej granicy pierwszych kapłanów FSSPX.

Święcenia kapłańskie Jędraszewski otrzymał od arcybiskupa metropolity poznańskiego Antoniego Baraniaka (ostatni arcybiskup poznański, mianowany w 1957 r. przez Piusa XII) w 1973 r. Z racji podeszłego wieku arcybiskupa (zmarł w 1977 r.) nie wiadomo, czy nie użył on jeszcze starego rytu przy święceniach kapłańskich (co często zdarzało się w tamtych czasach, wśród konserwatywnej części polskiego episkopatu, do jakiej niewątpliwe zaliczał się abp. Baraniak). Święcenia kapłańskie Jędraszewskiego są więc wątpliwe. Pewne natomiast jest, że Jędraszewski nigdy jako kapłan nie odprawił katolickiej Mszy Św. Od początku swego kapłaństwa aż do dziś, jego jedyną "mszą" jest NOM - heretycka, zjudaizowana i sprotestantyzowana, niegodziwa i nieważna liturgia nowej religii.

Tu Marek Jędraszewski w stroju bardziej pasującym do religii novus ordo.
Po śmierci abp. Baraniaka, Marek Jędraszewski bardzo szybko awansował w poznańskiej kurii metropolitarnej. Musiał być więc wyjątkowo lojalny wobec modernistów, i postępować zgodnie z linią wyznaczoną przez Vaticanum II, przez soborową i posoborową rewolucję Montiniego, przez "Napoleona" nowej rewolucyjnej religii - który ją utrwalił i wyznaczył jej ramy prawne - czyli przez Karola Wojtyłę, a w Polsce także i szczególnie przez Stefana kard. Wyszyńskiego, ostatniego Prymasa, a jednocześnie przyjaciela Wojtyły, z którym łączyły go bliskie stosunki oraz identyczne, heretyckie poglądy teologiczne, z tą tylko różnicą że Wyszyński był starszy, a więc roztropniejszy i spokojniejszy.