Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

czwartek, 20 lutego 2020

Hr. Maurycy Dzieduszycki: Staropolska wiara w nieomylność Papieża.


Staropolska wiara w nieomylność Papieża

MAURYCY DZIEDUSZYCKI

––––––––

    Gdy objawienie jest jedynym źródłem i podstawą prawdziwej wiary, a Zbawiciel zostawił nam ją w zupełności i na wszystkie wieki, jako skarb niezmienny, pod strażą Kościoła: toć widoczna, że nie ma i nie może być nigdy mowy o jakimś nowym dogmacie, bo taki byłby chyba ludzkim wymysłem, a zatem fałszem lub herezją.

    Wszakże jest zupełnie czymś innym "głosić nową w Kościele naukę" a "wykładać, objaśniać i formułować już istniejącą na podstawie Pisma św. i ustnego podania"; do czego sam tylko Kościół ma prawo i obowiązek: aby zachować w niepokalanej czystości ów skarb nieoceniony. Spełniał on zawsze święty ten obowiązek, a gdy powstawały w ciągu wieków różne w wierze wątpliwości lub fałszywe nauki, gromił i odmiatał duchy ciemności, podnosił pochodnię światła, orzekał, że ta lub owa prawda była zawsze nauką Kościoła, a w miarę potrzeby określał ją bliżej. Wszakże Bóstwo Chrystusa Pana, dwoista Jego natura w jednej osobie, pochodzenie Ducha Świętego od Ojca i Syna, były zawsze podstawą katolickiej wiary; a przecież te dogmaty bywały na różnych Soborach powszechnych, wobec podstępnych i sofistycznych zarzutów, ściślej definiowane. Podobnie uczynił w naszych czasach względem prawdy wynikającej z samego rdzenia katolicyzmu, bo będącej najlepszą rękojmią nienaruszonej jego trwałości, Sobór Watykański, orzekając, że: "Papież, prawowity następca świętego Piotra, jest nieomylnym, gdy jako powszechny pasterz i doktor Chrześcijaństwa, podaje obowiązującą cały Kościół naukę, w przedmiotach wiary i obyczajów".

    Dziwaczne twierdzenie, jakoby to było jakąś nowością w wierze, można przyrównać do optycznego złudzenia, kiedy idąc jedynie za wrażeniami ograniczonych zmysłów i pod wpływem przyczyn fizycznych, tworzymy sobie wnioski, zupełnie niezgodne z rzeczywistością, które dopiero głębsza nauka i należyte badanie prostuje.

     Tak właśnie dzisiejsza mniemana inteligencja, widząc jakim trybem i z jakim aparatem tworzą się w Izbach nowe ustawy, wyprowadza stąd analogię do owej uchwały Soborowej, mierząc jednym łokciem rzeczy Boskie i ludzkie, i zdradzając wielką nieznajomość zasad wiary i religii, niemniej dziejów kościelnych, poczytuje za nową naukę to, co jest istotnie tylko orzeczeniem i skonstatowaniem wiary odwiecznej i powszechnej.


    Wszakże zgromadzeni na Sobór Watykański liczni Biskupi ze wszystkich części katolickiego świata stwierdzili, że tak zawsze i wszędzie o władzy Papieża trzymano. Nie inaczej musiano więc wierzyć zawsze i "w Polsce", w narodzie, który nie tylko był sam, od dziewięciu wieków, szczerze katolickim, ale wiarę jeszcze w ościennych krajach gorliwie szerzył.

    Ważnym jest zatem i zajmującym zadaniem wykazać, że owo Soborowe orzeczenie jest i dla nas dobitnym tylko sformułowaniem prawdy, o której nigdy u nas w zasadzie nie wątpiono. Dla osiągnięcia zaś tego celu nie będziemy wyszukiwać jakichś podejrzanych lub pokątnych świadectw, osobistych tylko mniemań i domysłów lub dwuznacznych wyrażeń, ale oprzemy się na pismach i naukach, bądź w imieniu i pod powagą całego naszego Episkopatu wydanych, bądź od najcelniejszych naszych staropolskich teologów i kaznodziejów, w głównych narodowych katedrach, wobec Królów, Biskupów, senatu i narodu głoszonych, a zatem, jako wiara i przekonanie powszechne przedstawionych, którym nigdy nikt, (prócz nielicznych dysydentów, co i inne prawdy obalać chcieli), u nas nie zaprzeczył.

    A najprzód przypomnimy że, gdy w połowie XVI wieku szerzono u nas, coraz to zuchwalej kąkole i chwasty z Niemiec, Szwajcarii i Francji przyniesione, zgromadził gorliwy prymas, Mikołaj Dzierzgowski, w roku 1551 synod prowincjonalny w Piotrkowie, gdzie był i ówczesny Arcybiskup Lwowski, Piotr Starzechowski, w licznym gronie Biskupów, a odznaczył się najbardziej głęboką nauką, Stanisław Hozjusz, Biskup Warmiński. On więc na żądanie Kolegów wypracował "wyznanie" czyli wykład wiary, który całe to zgromadzenie zaprzysięgło i za wzorową modłę do nauczania przyjęło.

    Dzieło to zaraz w pierwotnym swym kształcie w Krakowie wydrukowane, zyskawszy wkrótce zasłużone uznanie w Rzymie, dostąpiło wielkiego rozgłosu w Europie, mianowicie w Niemczech, i zostało wydane w Moguncji w roku 1557, następnie od autora przejrzane i rozszerzone, w Antwerpii w r. 1561 pod tytułem: Confessio catholicae fidei christiana vel potius explicatio quaedam confessionis in Synodo Petricoviensi, a Patribus provinciarum Gnesnensis et Leopoliensis Regno Poloniae factae anno Domini 1551. auctore D. Stanislao Hosio etc.

    Godnym zaś jest uwagi, że wykład ten nauki katolickiej wyprzedził nawet znacznie ostateczne zebranie i wyroki Soboru Trydenckiego, który (jak wiadomo), po długiej przerwie, dopiero dnia 15 grudnia 1562 roku właśnie pod prezydencją kardynała Hozjusza, Warmińskiego Biskupa, znowu zgromadzonym, a dnia 4 grudnia 1563 roku dokonanym został. Nie zawadzi dodać, że owa praca Hozjusza doczekała się jeszcze za jego życia, to jest do roku 1579 trzydziestu dwóch wydań i przekładów na różne języki; a czemu nikt pewnie przeczyć nie będzie, to że ów wykład nauki był najwierniejszym zwierciadłem odwiecznej i statecznej u nas wiary. A cóż czytamy tam o Nieomylności Papieży? Juściż nie ścisłą jej definicję, bo nie dał jej nawet Sobór Trydencki, a uczynił to dopiero Watykański: ale takie opisanie władzy duchownej Papieży, że z niego wynika najoczywiściej ich Nieomylność.

"Ciernie bogactwa i nieczystości" – Kazanie na Niedzielę Sześćdziesiątnicy, 16 II AD 2020 - J. Exc. x Bp. Donald H. Sanborn.

środa, 19 lutego 2020

X. Antoni Cekada: Niedzielny obowiązek. Jak uspokoić nowo przybyłych.

Katolicka Msza Św. Pontyfikalna - kościół św. Gertrudy Wielkiej w USA
Q. Martwię się o utratę potencjalnych nawróconych z Novus Ordo z powodu pytania o przestrzeganie „Obowiązku Niedzielnego”. Ktoś jest zbuntowany przez Novus Ordo i zaczyna przychodzić na moją Mszę. Następnie słyszy od kapłana Novus Ordo który mówi mu, że „nie wypełnia swego niedzielnego obowiązku” - tak jakby typy Vaticanum II w to naprawdę wierzyły. Potencjalny konwertyta zaczyna się niepokoić.

    Czy masz jakieś sugestie, jak uspokoić takich ludzi?

A. Jeśli twój nawrócony już doszedł do zdecydowanego wniosku, że Novus Ordo jest lekceważący i niekatolicki, możesz podejść do tematu w następujący sposób:

    Modernistyczne duchowieństwo czasami twierdzi, że chodzenie na tradycyjną Mszę łacińską w kościele niezatwierdzonym przez diecezję nie spełnia obowiązku niedzielnego lub jest grzechem. 

    W takim stwierdzeniu ukryte jest przekonanie, że katolik jest niejako „zobowiązany” do pójścia na nową mszę. To jest bardzo złe. Twoim pierwszym obowiązkiem jest czcić Boga i zbawić swoją duszę. Nikt nie może prawnie zobowiązywać was do udziału we mszy, która zarówno hańbi Boga poprzez brak szacunku, jak i zagraża waszemu zbawieniu poprzez podważanie wiary katolickiej [w rzeczywistości grzechem jest chodzenie na NOM - przyp. red. T.T.]

    Jeśli chodzi o „grzech”, jeśli od jakiegoś czasu chodziliście na nową mszę, prawdopodobnie zorientowaliście się, że modernistycznemu duchowieństwu udało się już porzucić ideę grzechu. Jeśli chodzenie na tradycyjną Mszę jest „grzechem”, to prawdopodobnie jest to jedyny grzech, w który duchowieństwo po Vaticanum II nadal wierzy.

    Jak na ironię, wypowiedzi modernistycznego duchowieństwa dotyczące obowiązku niedzieli są sprzeczne z ich zliberalizowanym Kodeksem Prawa Kanonicznego. Kodeks z 1983 r. Stanowi, że niedzielny obowiązek „jest spełniony przez uczestniczenie we Mszy św. Odprawianej gdziekolwiek w obrządku katolickim”. (Kanon 1248.1). Msza, którą Kościół sprawował od wieków, oczywiście nie ma trudności z zakwalifikowaniem się jako obrządek katolicki. 

    Nasza dzisiejsza sytuacja jest podobna do sytuacji katolików w XVI-wiecznej Anglii. Prawie wszyscy biskupi i kapłani w tamtych czasach przyjęli nową doktrynę - protestantyzm - i próbowali narzucić heretycką nową mszę wiernym. Katolicy zlekceważyli prawa i oświadczenia innowatorów, które nakazały im wywiązać się z niedzielnego obowiązku podczas faktycznie niekatolickiej służby. Zamiast tego dobrzy katolicy szukali wiernych kapłanów, którzy zapewnią im prawdziwą Mszę katolicką i zdrową katolicką doktrynę.

    Podobnie jest w naszych czasach. Nasze kościoły i katedry zajmuje duchowieństwo, które promuje fałszywą doktrynę i niekatolicką formę kultu. Podobnie jak katolicy w XVI-wiecznej Anglii, nie mamy obowiązku przestrzegać poleceń duchowieństwa, które publicznie zdradziło wiarę.

70. rocznica urodzin x Bp’a Donalda H. Sanborna.


Dziś 70 rocznicę urodzin obchodzi J. Exc. x Biskup Donald H. Sanborn (ur. 19 lutego 1950 w Nowym Jorku) – amerykański biskup rzymskokatolicki o poglądach reprezentujących stanowisko teologiczne tzw. Tezy z Cassiciacum (potocznie i błędnie określanych jako sedeprywacjonizm), rektor Seminarium Przenajświętszej Trójcy na Florydzie, Przełożony Generalny powołanego w 2017r. Instytutu Rzymskokatolickiego (Institutum Catholico Romanum - ICR), były członek Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X i Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa V.

J. Exc x. biskup Donald H. Sanborn został wyświęcony na kapłana 25 czerwca 1975 w seminarium FSSPX w Ecône przez abp. Marcela Lefebvre'a, a 19 czerwca 2002 r. przyjął sakrę biskupią z rąk J. Exc o. biskupa Roberta Fidelisa McKenny OP.

Z okazji urodzin życzymy Jego Excelencji xiędzu Biskupowi wszelkiej pomyślności, 
obfitości łask Bożych i błogosławieństwa Bożego, opieki Matki Najświętszej, 
zdrowia i wytrwałości w jego ogromnej pracy misyjnej, duszpasterskiej, 
akademickiej i naukowej na polu walki o Wiarę katolicką 
i Święty Kościół Rzymskokatolicki na całym świecie!

Ad multos annos!

Redakcja Tenete Traditiones

wtorek, 18 lutego 2020

X. Benedykt Hughes: Neopapież – fałszywy papież.


Neopapież – fałszywy papież

KS. BENEDICT HUGHES CMRI

––––––––

    Dochodzą do nas wciąż wieści o tym, że coraz więcej osób, zarówno duchownych jak świeckich, dochodzi do sedewakantystycznych wniosków. Zwłaszcza w związku z niedawną "beatyfikacją" Jana Pawła II, wielu zadało sobie pytanie jak w katolickim Kościele mogło do tego dojść, biorąc pod uwagę "rejestr osiągnięć" Jana Pawła II na polu ekumenizmu, międzywyznaniowych nabożeństw z innymi religiami, propagowania Vaticanum II, zawinionych zaniedbań w obliczu skandali pedofilskich wśród duchowieństwa oraz licznych heretyckich wypowiedzi.


    Niektórzy tradycyjni katolicy, pragnący by inni zobaczyli pełny obraz, znaleźli inspirację na blogu biskupa Richarda Williamsona z Bractwa Św. Piusa X, który stwierdził ostatnio, że beatyfikacja Jana Pawła II uczyni go jedynie "nowym błogosławionym nowego kościoła". Jednocześnie, spieszy z zapewnieniem, że nie jest sedewakantystą – przynajmniej jeszcze nie – lecz zdaje się, że nieco przesunął się w stronę naszego stanowiska.

    Z drugiej strony, biskup Williamson powtarza standardową postawę FSSPX gdy stwierdza, odnosząc się do Benedykta XVI: "Uważam, że jest on zarówno nowym papieżem soborowego kościoła jak i prawdziwym papieżem Kościoła katolickiego, ponieważ oba tytuły jeszcze zupełnie wzajemnie się nie wykluczają" (Eleison Comments, 30 kwietnia 2011; podkreślenie bp. Williamsona). Rzeczywiście, takie było stanowisko arcybiskupa Lefebvre'a, ale trzeba się zastanowić czy dzisiaj arcybiskup wciąż by się trzymał tej linii, mając na uwadze wszystko, co się wydarzyło w ciągu dwudziestu lat od jego śmierci.

    Przyjrzyjmy się bliżej temu uzasadnieniu, zwłaszcza z tego powodu, że jest to postawa przyjmowana obecnie przez wielu tradycyjnych katolików. Stanowiska tego nie możemy (redakcja "The Reign of Mary") poprzeć, gdyż jest zarówno nielogiczne jak i wewnętrznie sprzeczne. Jest nielogiczne, ponieważ nie można być jednocześnie członkiem dwóch kościołów – szczególnie, jeśli jednym z nich jest Kościół katolicki, gdyż członkostwo w katolickim Kościele automatycznie wyklucza członkostwo w innym kościele. Nie można być faktycznie członkiem katolickiego Kościoła i przynależeć do innego kościoła, obojętnie jak bardzo by się nie było o tym przekonanym. Sam fakt przylgnięcia do innej religii wyklucza członkostwo w jedynym, prawdziwym Kościele Chrystusa.

    Co więcej, jak papież mógłby być głową niekatolickiego kościoła? Czyż nie jest on Wikariuszem Chrystusowym? Tak, jest widzialnym przedstawicielem Chrystusa na świecie; nasz Pan pozostaje w niebie głową Swego mistycznego ciała, którym jest Kościół. Jakże zatem ktoś może reprezentować Chrystusa, kiedy nie należy nawet do Kościoła założonego przez Chrystusa? Bez wątpienia – soborowy kościół nie jest Kościołem katolickim. Ma nowe doktryny, nową liturgię, nowe sakramenty i nowe reguły dyscypliny. Ogromnie się różni od Kościoła katolickiego, bez względu na to jak usilnie jego stronnicy mogą utrzymywać, że jest kontynuacją Kościoła.

    Nie, to niemożliwe, aby prawdziwy papież, Wikariusz Chrystusa i widzialna głowa katolickiego Kościoła był również głową kościoła niekatolickiego. Sam Pan Jezus mówi nam, że "wszelkie królestwo przeciw sobie rozdzielone, będzie spustoszone" (Łk. 11, 17). Czy mógłby pozwolić, aby Jego królestwo na ziemi – Kościół, był tak podzielony?

    Założenie, że człowiek może być jednocześnie prawdziwym papieżem Kościoła katolickiego i głową kościoła niekatolickiego przypomina nam o najbardziej podstawowej filozoficznej zasadzie. Istnieją pewne oczywiste twierdzenia, a jednym z nich jest zasada niesprzeczności: dana rzecz nie może jednocześnie być i nie być czymś. Dlatego, koła nie mogą być kwadratami. Albo Drugi Sobór Watykański był prawdziwym soborem Kościoła katolickiego, albo nim nie był; nie mógł być jednym i drugim naraz. Jeśli to był prawdziwy sobór, to musi być bez wahania przyjęty; jeśli nie, to musi być całkowicie odrzucony. Albo soborowy kościół jest prawdziwym Kościołem Chrystusowym albo nim nie jest. Jeśli to Kościół założony przez Chrystusa, to musimy być jego wiernymi i oddanymi członkami; jeśli nim nie jest, to musimy zerwać z nim wszelki związek. Albo "papieże" soborowego kościoła są prawdziwymi katolickimi papieżami albo nimi nie są. Jeśli są, to musimy pokornie poddać się ich władzy, bez osądzania lub krytykowania ich decyzji; jeśli nimi nie są, to musimy całkowicie odrzucić ich roszczenia do posiadania autorytetu władzy.


    Nie ustawajmy w modlitwie za tych, którzy zostali wprowadzeni w błąd przez fałszywych papieży i fałszywą religię Vaticanum II, aby odrzucili ten nowy kościół i jego przywódców. W wyżej wymienionym cytacie z wypowiedzi biskupa Williamsona, znajdujemy przesłankę do tego, by żywić nadzieję, iż pewnego dnia odrzuci całkowicie nowy kościół i fałszywych papieży – jako że stwierdza, iż jeszcze nie jest sedewakantystą. "Jeszcze nie" sugeruje prawdopodobną lub przynajmniej możliwą zmianę w przyszłości. Jakże wielu musi być jeszcze ludzi zadających sobie pytanie jak w Kościele Chrystusa mogą istnieć takie sprzeczności! Módlmy się by rychło dostrzegli swą drogę do całkowitego odrzucenia tego nowego kościoła i jego przywódców.

Ks. Benedict Hughes CMRI

Artykuł z czasopisma "The Reign of Mary", nr 142, Wiosna 2011 ( www.cmri.org ) (1)

Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa

(Ilustracje od red. Ultra montes).

poniedziałek, 17 lutego 2020

X. A. Cekada: Bergoglio nie ma nic do stracenia...

Pan Jerzy Bergoglio jeszcze jako kardynał neokościoła, bez żadnych widocznych
oznak przynależności do stanu duchownego, a więc zgodnie ze stanem faktycznym.

Bergoglio nie ma nic do stracenia... 
zatem sedewakantystyczna argumentacja musi się zmienić

KS. ANTHONY CEKADA

–––––

    Od czasu wyboru Jorge Mario Bergoglio w marcu 2013 roku, dochodzą do mnie głosy coraz to większej liczby tradycyjnych katolików, którzy zaczynają zastanawiać się czy sedewakantyzm nie mógłby teraz być jedynym sensownym sposobem wyjaśnienia istniejącego w posoborowym kościele stanu rzeczy. Jak napisałem pod koniec ubiegłego roku:
    "Koniec końców, jak można pogodzić niezliczone skandaliczne publiczne wypowiedzi Bergoglio (nie ma katolickiego Boga, kimże jestem aby osądzać, pewność doktrynalna jest czymś niemożliwym, prozelityzm to nonsens, itp.) z twierdzeniem, że jest on rzeczywiście prawdziwym Następcą św. Piotra? Już na pierwszy rzut oka widać, że to niemożliwe".
    Od tamtej pory, liczba doktrynalnych ofiar Bergoglio stale wzrasta obejmując takie przypadki jak: wybielanie podłego Koranu w Evangelii gaudium, przemówienie skierowane do protestanckiego zgromadzenia zielonoświątkowców, w którym ich przywódcę nazywa "bratem biskupem", pochwała przemowy kardynała opowiadającego się za udzielaniem sakramentów osobom pozostającym w nieważnych związkach małżeńskich, kanonizacje modernistów Jana XXIII i Jana Pawła II oraz – zaledwie dwa tygodnie temu – prywatny telefon do kobiety żyjącej w nieważnym związku małżeńskim, której powiedział, że powinna przyjmować sakramenty.

    Ustanowienie ogólnej zasady udzielania sakramentów osobom żyjącym w nieważnych związkach małżeńskich jest w rzeczywistości jednym z głównych celów Bergoglio. To jest za wiele nawet dla niektórych watykańskich urzędników, z których jeden ostatnio powiedział watykańskiemu komentatorowi Johnowi Thavisowi: "Jeśli tak się stanie, przekroczymy granicę dzielącą nas od herezji".

    Wszystkie tego typu kumulujące się coraz bardziej przypadki stanowią dowody wzmacniające konkluzję wyrażoną we wpisie z listopada ubiegłego roku:
    "Jedynym sensownym – z punktu widzenia katolickiej (sprzed Vaticanum II) teologii Kościoła oraz papiestwa – wyjaśnieniem jest sedewakantyzm. Bergoglio nie jest prawdziwym papieżem, a zatem papieski urząd obiektywnie jest nieobsadzony (sede vacante = Stolica Święta jest pusta). Człowiek, który umieścił piłkę plażową na ołtarzu rzymskiej bazyliki a ostatnio, założył sobie nos klowna, nie jest – dzięki Bogu – prawdziwym papieżem, pomimo tego, że paraduje w białej sutannie".
    Katolicy, którzy w końcu doszli do tego wniosku powiedzą wam, że odczuwają ulgę. Nie muszą już godzić obowiązku podległości rzymskiemu Papieżowi z cyrkiem Bergoglio.

I. Ataki paniki z powodu sedewakantyzmu

    Z drugiej strony, zwiększone zainteresowanie sedewakantyzmem wywołuje poważny niepokój po stronie ruchu tradycjonalistycznego spod znaku R&R (recognize and resist – uznawać i sprzeciwiać się) – Bractwa Św. Piusa X (FSSPX), The Remnant, Catholic Family News i wielu innych. Owi tradycjonaliści utrzymują, że katolicy mogą "uznawać" papieża i równocześnie mu się "sprzeciwiać". Od dziesięcioleci, ludzie ze skrzydła R&R określali sedewakantyzm jako "schizmatycki", "fałszywe rozwiązanie" albo "przesadę", ocena, która wielu tradycjonalistom wydawała się wiarygodna, ponieważ czasami herezje JP2 i B16 bywały subtelniejszej natury.

    Ale w przypadku Bergoglio, błędy są głoszone bezceremonialnie i prosto w twarz. Nie ma katolickiego Boga? Jakiś zielonoświątkowy fałszerz Biblii jest bratem biskupem? Komunia dla osób z nieważnych małżeństw? Nawet przysłowiowa "ciotka Helena" miałaby kłopot z "uznaniem" tego typa za prawdziwego papieża.

    W obliczu przybierającego na sile problemu z Bergoglio, zwolennicy postawy R&R wzmożyli ataki przeciwko sedewakantystycznej tezie, zwłaszcza w kontekście przygotowań do kanonizacji Jana XXIII i JP2, które oni rzecz jasna odrzucili.

     Toteż, poczynając od stycznia 2014 roku, biskup Richard Williamson opublikował serię artykułów zatytułowanych Sedevacantist Anxiety (Sedewakantystyczny niepokój), a jego byli koledzy z amerykańskiego FSSPX upowszechniali Sedevacantism: A Dead-End Error (Sedewakantyzm: błąd ślepej uliczki), będący zbiorem internetowych linków do dawnych antysedewakantystycznych artykułów. Czasopismo The Remnant opublikowało The Easy Way Out: Avoiding the Trap of Sedevacantism (Łatwe wyjście: uniknięcie pułapki sedewakantyzmu), autorstwa eksperta z zakresu prawa kontraktów Briana McCalla ("łatwe wyjście", jak przypuszczam, jest wielce absorbującym zagadnieniem w dziedzinie prawa o zobowiązaniach umownych...), podczas gdy w piśmie Catholic Family News ukazał się artykuł specjalisty w prawie podatkowym Johna Salza Pope Francis, Archbishop Lefebvre and Sedevacantism (Papież Franciszek, arcybiskup Lefebvre i sedewakantyzm).

    W kwietniu Catholic Family News wróciło do tematu zamieszczając tekst Roberta Siscoe Bellarmine and Suarez on the Question of a Heretical Pope (Bellarmin i Suarez o kwestii heretyckiego papieża). Pan Siscoe będąc wiernym poziomowi naukowości jakiego można się było spodziewać po zwolennikach obozu R&R, 1) usiłował przebić cytatem z dziewiętnastowiecznego amerykańskiego podręcznika do prawa kanonicznego, to, co ostatecznie stało się jednomyślnym nauczaniem akademickich teologów po Bellarminie w kwestii heretyckiego papieża; 2) przerobił cytaty z dzieł, których oryginałów oczywiście nigdy nie czytał (cytaty pochodzą z opracowania Silveiry pt. Considerações, wydanego w 1971 r.); oraz 3) wadliwie sklecił w jedno dwa fragmenty z pracy Bellarmina, które rozdzielone są od siebie czterema kolumnami tekstu, aby wywołać mylne wrażenie, że autor (tzn. Bellarmin) mówi o wymogu zaistnienia dwóch "ostrzeżeń" zanim można będzie powiedzieć, że heretycki papież utracił urząd. (Więcej na temat uprawianej przez pana Siscoe "gry w klasy" z Bellarminem, zobacz tutaj: http://www.fathercekada.com/2014/05/07/bergoglio-hes-got-nothing-to-lose/bellarmine-fraud-copy/).

    Prędzej czy później, w/w publikatory – podobnie jak większość antysedewakantystycznych publikacji z minionych trzydziestu pięciu lat – sięgną na powrót do zarzutów związanych z utratą urzędu przez heretyckiego papieża.

    W związku z tym, przyszło mi do głowy, że nadszedł czas by sedewakantyści porzucili tę część swej argumentacji, z tej prostej przyczyny, iż nie ma już ona zastosowania w Erze Bergoglio.

niedziela, 16 lutego 2020

X. [Bp] Robert L. Neville: Błędy i sprzeczności FSSPX. Powody dla których opuściłem Bractwo.

Nota o Autorze
J.Exc x bp Robert L. Neville

Robert L. Neville urodził się w 1972 roku w Southampton, stan Nowy Jork. W 1990 roku, po ukończeniu szkoły średniej wstąpił do Seminarium pw. Św. Tomasza z Akwinu w Winonie, stan Minnesota (prowadzonym przez Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X, założone przez arcybiskupa Marcela Lefebvre'a), gdzie spędził kolejne sześć lat studiów przygotowując się do kapłaństwa. Po ukończeniu studiów został wyświęcony na kapłana przez bp. Richarda N. Williamsona 22 czerwca 1996.

W sierpniu 1996 roku, ks. Neville otrzymał swój pierwszy i jedyny przydział w Bractwie Kapłańskim Św. Piusa X do kościoła św. Józefa w Richmond, w stanie Michigan. W ciągu tygodnia uczył religii w parafialnej szkole podstawowej i jeździł do chorych po całym obszarze Metropolii Detroit udzielając im Komunii świętej. W weekendy udawał się do miejscowości Mancelona, Grand Rapids i Redford, w stanie Michigan odprawiając niedzielne Msze święte. W ciągu całego pierwszego roku kapłańskiej posługi poważnie rozważał kwestie kościelnego autorytetu i wykonywania swego kapłańskiego apostolatu bez zatwierdzenia ze strony hierarchii pozostającej w jedności z Janem Pawłem II.

Jesienią 1997 roku ks. Neville stwierdził, że nie może już dłużej w sumieniu wypełniać swej posługi kapłańskiej pod patronatem Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X.

Doszedł do wniosku, że stanowisko eklezjologiczne i postawa Bractwa jest schizmatycka, gdyż jego działania (chociaż zewnętrznie dobre), zadają kłam nieszczerym deklaracjom lojalności i posłuszeństwa wobec człowieka uznawanego rzekomo przez Bractwo za rzymskiego papieża.

W grudniu 1997 roku, ks. Neville spotkał się z przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, bp. Bernardem Fellayem, aby osobiście powiadomić go o odejściu z Bractwa.

Przez następne siedem lat, ks. Neville pracował u boku braci kapłanów sedewakantystów. W ciągu tygodnia uczył religii i łaciny w Akademii Maryi Wspomożenia Wiernych w Warren, następnie zostając jej dyrektorem.

Wypełniał też różne duszpasterskie obowiązki przy kościele Maryi Królowej Męczenników, najpierw w miejscowości Warren a później Fraser w stanie Michigan, w tym tygodniowe nabożeństwa, spowiedzi, nauki dla konwertytów, dla par przygotowujących się do małżeństwa oraz udzielanie Komunii św. na całym obszarze metropolitalnym Detroit. Był też spowiednikiem i kierownikiem duchowym dominikańskich Sióstr Niepokalanego Serca Maryi działających w miejscowości Warren. W weekendy podróżował do miejscowości Columbus w Ohio i Milwaukee w Wisconsin aby odprawiać tam niedzielne Msze w tradycjonalistycznych kaplicach.

W czerwcu 2004 roku, J.Exc o. biskup Robert F. McKenna OP zaproponował ks. Neville'owi przyjęcie święceń biskupich. W lipcu 2004, ks. Neville założył kaplicę pw. Świętego Dominika w Highland, stan Michigan. W grudniu 2004 roku po wielu modlitwach i wahaniach ks. Neville zgodził się na przyjęcie sakry biskupiej. 28 kwietnia 2005 został konsekrowany na biskupa przez J.Exc o. bp. Roberta F. McKennę OP w kaplicy Św. Dominika w Highland, w stanie Michigan. Obecnie, biskup Neville sprawuje posługę dla wiernych z kaplicy Świętego Dominika w Highland, gdzie też jest spowiednikiem i kierownikiem duchownym sióstr dominikanek.

http://www.stdominicchapel.com/clergy.php


Błędy i sprzeczności FSSPX

Powody dla których opuściłem Bractwo Św. Piusa X (*)

List do biskupa Bernarda Fellaya

KS. [BP] ROBERT L. NEVILLE

Wasza Ekscelencjo:

    Od momentu przejścia kilku kapłanów do Bractwa Św. Jana zacząłem się poważniej zastanawiać nad pewnymi sprawami, które tak naprawdę nigdy nie były dla mnie zrozumiałe. Rozmyślałem ostatnio nad kwestiami władzy i nieomylności oraz ich związkiem z sytuacją Bractwa Św. Piusa X i Kościoła. Doszedłem do wniosku, że w Bractwie występuje wiele wewnętrznych błędów i sprzeczności, które postaram się tu wyszczególnić.

    Sądzę, że nie mylę się uważając, iż Bractwo utrzymuje, że Jan Paweł II oraz pozostająca z nim w jedności hierarchia posiadają autorytet władzy i jurysdykcję. Jeśli tak jest rzeczywiście, to logicznie stąd wynika, że ich zwyczajne powszechne magisterium oraz reformy dyscyplinarne są nieomylne. Zmusza to również do konkluzji, że tenże autorytet władzy musi być jako taki uznawany nie tylko teoretycznie, lecz także praktycznie.

    Albo możemy zbawić nasze dusze przyjmując Vaticanum II i podążając za wprowadzonymi przez niego zmianami, albo nie możemy. Jeśli podążając za Vaticanum II możemy zbawić nasze dusze, to jako katolicy musimy go przyjąć wraz z różnymi reformami, które po nim nastąpiły. Gdybyśmy mieli do czynienia z taką sytuacją to nie byłoby żadnego powodu by opierać się tym zmianom, a działalność, którą prowadzi Bractwo Św. Piusa X nie byłaby konieczna. Jeśli zaś nie możemy zbawić naszych dusz podążając za Vaticanum II i jego zmianami to jest wykluczone, aby pochodziły one od władzy Kościoła, która jest nieomylna w swoim zwyczajnym powszechnym magisterium i powszechnych regułach dyscyplinarnych. Dlatego też, stanowisko Bractwa Św. Piusa X jest w równej mierze błędne, ponieważ uznaje władzę, od której pochodzą fałszywe doktryny i zasady dyscyplinarne.

    Albo Jan Paweł II jest papieżem albo nim nie jest. Jeśli jest papieżem, to Msze odprawiane przez kapłanów Bractwa Św. Piusa X wymieniających jego imię w Kanonie są schizmatyckie, ponieważ odprawiane są poza, a nawet wbrew jego władzy. W takim przypadku, Bractwo wznosi swoje ołtarze przeciw ołtarzowi Wikariusza Chrystusa, co jest na pewno działaniem schizmatyckim. Jeśli zaś nie jest papieżem, to te same Msze są nadal schizmatyckie, ponieważ odprawiane są poza Kościołem i to w jedności z fałszywym papieżem.

    Występująca w Bractwie praktyka "przesiewania" albo przebierania i wybierania dotycząca magisterium, prawa i dyscypliny Kościoła nie znajduje oparcia ani w nauce samego Kościoła ani jego teologów. Była to raczej praktyka heretyków i schizmatyków, takich jak gallikanie i janseniści. W takiej sytuacji, przyczyna przylgnięcia do jakiegokolwiek konkretnego nauczania, prawa lub reguły dyscyplinarnej nie wynika z tego, że sam rzymski papież tak zarządził, lecz raczej dlatego, że Bractwo Św. Piusa X "dokonało przesiewu". "Złote sito" Bractwa w rzeczywistości zastąpiło nieomylne magisterium Kościoła.
    "Jaki pożytek płynie z publicznego głoszenia dogmatu o prymacie św. Piotra i jego następców, i z nieustannego powtarzania deklaracji wiary i posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, kiedy czyny zadają kłam tym wzniosłym słowom? Co więcej, czyż taki bunt nie staje się bardziej niewybaczalny przez fakt, że posłuszeństwo jest uznawane za obowiązek? Prócz tego, czyż władza Stolicy Apostolskiej nie obejmuje środków – w postaci sankcji – jakie zmuszeni byliśmy podjąć, czy też wystarczy być w jedności wiary z tą Stolicą bez dołączenia uległego posłuszeństwa – postawa jakiej nie można przyjmować bez uszczerbku dla Wiary katolickiej?... 
    W istocie, Czcigodni Bracia i umiłowani Synowie, idzie o okazanie lub odmówienie posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, idzie o uznawanie władzy tej Stolicy, także nad waszymi kościołami, nie tylko w sprawach dotyczących Wiary, ale również dyscypliny. Ten kto temu zaprzecza, jest heretykiem; a ten kto to uznaje i uporczywie odmawia posłuszeństwa, zasługuje tym samym na anatemę". 
    ["Quid enim iuvat catholicum dogma de Primatu B. Petri eiusque successorum profiteri, catholicae fidei et obedientiae erga Apostolicam Sedem toties declarationes edidisse, cum reipsa verbis opera eius aperte refragentur? Nonne immo eo inexcusabilior fit contumacia, quo magis debitum obedientiae officium agnoscitur? Num praeterea vel ad ea decernenda quae a Nobis mandata sunt Apostolicae Sedis auctoritas non protenditur, aut sufficit communionem fidei habere cum ea sine obedientiae subiectione quae quidem salva catholica fide, dici non possunt?... Agitur enim, Ven. Fratres ac dilecti filii, agitur de obedientia Apostolicae Sedis praestanda vel neganda, agitur de agnoscenda suprema eius potestate in vestris etiam Ecclesiis nedum quoad fidem, verum et quoad disciplinam: quam qui negaverit, haereticus est; qui vero agnoverit, eique obedire contumaciter detrectet, anathemate dignus est".] 
    (Z encykliki papieża Piusa IX Quae in patriarchatu, z 1 września 1876 r., do duchowieństwa i wiernych obrządku chaldejskiego).
    Niespójność stanowiska Bractwa jest wyraźnie widoczna w jego praktyce liturgicznej. Z jednej strony, Bractwo głosi, że trzyma się wyłącznie rubryk Jana XXIII i potępia tych, którzy tego nie czynią. Z drugiej strony, samo Bractwo nie stosuje się do rubryk Jana XXIII. Zmieszali raczej ze sobą szeroki wachlarz praktyk liturgicznych, czego by nie zaakceptował żaden papież ani przed ani po Vaticanum II. Było to bardziej niż oczywiste w Seminarium Św. Tomasza z Akwinu podczas uroczystości Wielkiego Tygodnia. Taka praktyka przebierania jest typowa dla niekatolickiej sekty.

    Niekonsekwencję stanowiska Bractwa można również dostrzec w jego stosunku do sedewakantyzmu. Bractwo uważa go za schizmatycki, jednak powszechnie wiadomo, że wielu jego kapłanów jest faktycznie sedewakantystami i nie wymieniają imienia Jana Pawła II w Kanonie Mszy. To nie ma żadnego sensu. Jeżeli Jan Paweł II jest papieżem, to kapłani ci są schizmatykami i powinni zostać upomniani albo wydaleni.

    Dobrze pamiętam rektora seminarium mówiącego, że: "Któregoś dnia prawdopodobnie będziemy musieli zostać sedewakantystami". Omawialiśmy ostatnie teologiczne aberracje Jana Pawła II. Kto ma zadecydować, kiedy mamy zostać sedewakantystami? Tak naprawdę nie ma żadnej różnicy pomiędzy tym kto zadecyduje o tym w przyszłości, a tym kto obecnie podejmuje taką decyzję. To Magisterium Kościoła powinno decydować za nas, a nie "przesiewacz" z Bractwa Św. Piusa X.

    Nielogiczność stanowiska Bractwa można dodatkowo zauważyć w jego podejściu do kwestii unieważnień małżeństw. Oczywiste jest to, że anulowanie katolickiego małżeństwa jest zarezerwowane dla Stolicy Apostolskiej. Otóż Bractwo twierdzi, że Jan Paweł II zajmuje ten urząd. Jednocześnie Bractwo ustanowiło "komisję kanoniczną" do wydawania decyzji dotyczących unieważnień. Komisja ta uzurpuje sobie właśnie tę władzę, której istnienie w Rzymie Bractwo rzekomo uznaje. Orzeczenia o nieważności wydawane przez Bractwo nie mają mocy prawnej, ponieważ pochodzą od "komisji kanonicznej" Bractwa nie posiadającej wymaganej jurysdykcji. Chciałbym zwrócić uwagę, że Bractwo ogłosiło, iż decyzja Pawła VI o rozwiązaniu Bractwa jest nieważna, ponieważ nie wypełnił on formalności prawnych, ale nie zawahało się działać w ten sam sposób w kwestii unieważnień małżeństw. Jedyna różnica polega na tym, że Bractwo jest zobowiązane do przestrzegania formalności prawnych. Dlatego też te deklaracje są nieważne, ponieważ nie posiadają charakteru prawnego. Równocześnie, od kapłanów Bractwa oczekuje się uznawania i propagowania tych "unieważnień", wydawania ich i udzielania sakramentów ludziom, którzy w rzeczywistości żyją w jawnym grzechu. Jest to trochę podobne do przypadku króla Henryka VIII, i ja jako kapłan nie chcę mieć z tym nic wspólnego.

Kazanie na Niedzielę Mięsopustną – x. Rafał J. Trytek ICR, 16 lutego AD 2020.

sobota, 15 lutego 2020

X. Ignacy Grabowski. Kościół a herezja.


POSTĘPOWANIE INKWIZYCYJNE PRZECIW HERETYKOM W ŚREDNIOWIECZU

KOŚCIÓŁ A HEREZJA

KS. IGNACY GRABOWSKI

    Chrystus dał Kościołowi depozyt wiary, by go nieskazitelnie przechowywał, strzegł przed błędami, wyjaśniał wątpliwości i szerzył jej znajomość. Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody... – mówi Chrystus – nauczając je chować wszystko com wam kolwiek przykazał (Mt. 28, 19. 20). Kościół wierny swemu powołaniu od samego początku spełnia posłannictwo nauczycielskie i powagą Chrystusa chroni naukę sobie zwierzoną przed fałszywymi nauczycielami: są niektórzy – głosi Apostoł – co was trwożą i chcą wywrócić Ewangelię Chrystusową (Gal. 1, 7; por. I Tym. 6, 20). Św. Jan ostrzega wiernych: Jeśli kto przychodzi do was, a tej nauki nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu (II Jan 10). Św. Paweł głosi: człowieka heretyka strzeż się (Tyt. 3, 10). Apostołowie piętnują fałszywych proroków, a winnych skazują na kary duchowe i materialne i niweczą ich burzycielskie zamiary. Ja wprawdzie nieobecny ciałem, – mówi Apostoł – ale obecny duchem, już jakby obecny osądziłem tego, który tak uczynił (I Kor. 5, 3; por. I Tym. 1, 20). Apostoł też zapowiada, że i w przyszłości powstaną fałszywi nauczyciele: Duch jawnie powiada, iż w ostateczne czasy odstąpią niektórzy od wiary, przystając do duchów obłędliwych i nauk czartowskich (I Tym. 4, 1) i dlatego zachęca zwierzchników Kościoła do czujności: Pilnujcie sami siebie i wszystkiej trzody, nad którą was Duch Święty postanowił biskupami, abyście rządzili Kościołem Bożym, który nabył krwią swoją (Dz. Ap. 20, 28). Zwierzchnicy kościelni rządy swe sprawują powagą Chrystusa: Zamiast Chrystusa tedy poselstwo sprawujemy, jakby Bóg przez nas napominał (II Kor. 5, 20). Obowiązek ten obrony wiary przechodzi na następców Apostołów tj. na biskupów, oraz na kapłanów.

    Słowa prorocze Apostoła spełniły się, albowiem w ciągu wieków powstawało wielu fałszywych nauczycieli, siejących błędy kąkolu w winnicy Chrystusowej. Błędy te jednak pod czujnym okiem zwierzchników Kościoła pierzchały tak, że o wielu z nich obecnie pozostało jedynie wspomnienie historyczne. Błędy heretyckie zostały potępione przez Stolicę Apostolską i przez Sobory powszechne, oraz przez Synody partykularne, tak np. na Soborze Nicejskim r. 325 została potępiona nauka Ariusza; na Soborze Efeskim r. 431 – Nestoriusza; na Chalcedońskim r. 451 – Eutychesa; na Konstantynopolitańskim III r. 681 – monoteletów; na Nicejskim II r. 787 – obrazoburców; na Soborach Lateraneńskich r. 1179, 1215 wiele błędów zostało napiętnowanych i potępionych. Synod w Quierzy r. 849 potępia Gottschalka, który głosił błędną naukę o przeznaczeniu. Pisma jego zostały skazane na spalenie, on został pozbawiony praw i przywilejów kapłańskich, skazany na chłostę i wtrącony do więzienia (1).

    Skazywano heretyków z zachowaniem wielu formalności. Oskarżony miał też sposobność obrony. Oskarżonych o herezję starano się naprzód przekonać o błędach i sprowadzić na drogę prawdy. Kościół stopniowo postępuje: naprzód stosuje środki łagodne, wpływa na poprawę, a nakłada kary dopiero wówczas, gdy łagodne środki okazały się bezskuteczne (2). Kogo nie poprawia nauka, niech kara odstraszy – mówi Marcin V (Inter cunctas, 1418). Papież Leon I każe biskupom czuwać i śledzić heretyków i grozi im sądem Bożym, gdy nie będą spełniać swego zadania – obrony wiary świętej. Wszyscy wierni winni donosić kapłanom o heretykach. Przeciw heretykom bowiem cały świat zbrojnie może powstać (3).

(...)

piątek, 14 lutego 2020

O. Jacek Woroniecki OP: Pochwała jako akt pokory.

Pochwała jako akt pokory.


  Niejeden sądzi, że do ćwiczenia się w pokorze mało ma sposobności, mniema bowiem,że do tego służą jedynie upokorzenia. Zapewne, że bez pewnej dozy upokorzeń, nikt nie może stać się prawdziwie pokornym,a jednak, nie należy bynajmniej sądzić, aby jedynie upokorzenia ćwiczyły nas w pokorze, ćwiczy nas w niej również chętne chwalenie bliźnich. 
  Człowiek prawdziwie pokorny lubi chwalić i umie chwalić. Aby to zrozumieć, trzeb a wiedzieć, iż istotą pokory nie jest wcale złe mniemanie o sobie,ale chętne korzenie się przed Bogiem i przed wszystkiem, co jest prawdziwie Bożego w bliźnim. Wiemy dobrze, jak  często złe mówienie o sobie, wypływa z pychy,cierpiącej w ukryciu nad brakiem tej lub owej doskonałości i maskującej się pozorami pokory. 
  Tymczasem,prawdziwa pokora sprawia, że człowiek bardziej zajmuje się Bogiem i tem wszystkiem, co o mocy i dobroci Bożej świadczy, niż samym sobą i swemi przyrodzonemi własnościami lub wadami. Stąd też czyniona człowieka czułym na te wszystkie pierwiastki Boże, których tyle jest rozsypanych w duszach; z radością skłania on przed nimi głowę, gdziekolwiek je spotka i nie omieszka nigdy wyrazić tej radości w formie pochwały.
  W ten sposób chwalenie bliźniego jest aktem pokory. Człowiek pokorny chwali chętnie i z radością, gani zaś ze smutkiem i tylko wtedy, gdy to jest konieczne. Przeciwnie człowieka pysznego zawsze już potem można poznać, że chwali niechętnie i jakby półgębkiem, za to korzysta skwapliwie z każdej sposobności, aby zganić i swą mniemaną wyższość okazać. Ale człowiek pokorny nie tylko lubi chwalić, on także umie chwalić. Chwalić wolno tylko za to, co jest prawdziwie dobre, co nosi na sobie piętno Boże; ponadto chwalić wolno dla oddania czci mocy i dobroci Boga, który działa w duszach, dla zachęcenia do wiernego służenia. Mu w dalszym ciągu. Nie wolno natomiast chwalić za to, co nie ma wartości wo czach Boga, lub też dla pozyskania sobie względów ludzkich i użycia ich dla poziomych lub niskich celów.
  Tem się różni właśnie pochlebstwo od pochwały, że nie rachuje się ani z prawdą,ani z celem, któremu pochwała ma służyć ,ale stara się wyzyskać tę przyjemność, którą chwalenie sprawia dla swych osobistych korzyści. Toteż pochlebstwo jest zaprzeczeniem pokory, aczkolwiek chętnie chciałoby uchodzić za jej przejaw. Nie trudno pojąć jaka jest doniosłość tych kilku uwag:
 Nim trafi nam się sposobność wypróbować i umocnić naszą pokorę przez upokorzenia,które bądź co bądź na każdym kroku nam się nie zdarzają, starajmy się przeniknąć do głębi tą czułością na moc a dobroć Bożą, rozlaną w duszach,tak,iż byśmy zawsze chętnie i z radością się przed nią ukorzyli i wyrazili jej swój podziw.
  Tak pojętą pokorą można cały dzień wypełnić i w niej tkwi sekret tego niesłychanego wpływu,jaki człowiek prawdziwie pokorny wywiera na innych. Od tego kto chętnie i z radością chwali,nietrudno i naganę przyjąć, nikomu na myśl nie przyjdzie,dopatrywać się w jego naganie jakiejś chęci wywyższania się, skoro się wie, jak chętnie uznaje wyższość każdego bliźniego, skoro znajdzie się do tego sposobność.
  Bo w każdej pochwale jest zawsze pewne upokorzenie się przed czemś, co się uznaje w bliźnim jak o wyższość, jako cząstkowe odbicie nieskończonej doskonałości Bożej. Jakże nieskończenie ważnem jest to dla wszystkich, którzy sprawują przełożeństwo. Im nie raz wprost niewolno upokarzać się przed podwładnymi, aby nie osłabiać poszanowania dla władzy, a jednak i oni winni praktykować względem nich pokorę i oto rozumne oddawanie pochwał za wszystko, co Bóg w podwładnych dobrego sprawuje, pozwala im w całej pełni natchnąć przełożeństwo pokorą,bez żadnego uszczerbku dla powag i władzy,owszem z wielką korzyścią jeszcze dla jej dobroczynnego wpływu.
  Kto czyni z pokory tylko bierne wyczekiwanie upokorzeń, ten osłabia jej siłę wewnętrzną i sprawia, że gdy upokorzenia przyjdą, zastaną duszę nieprzygotowaną, nie umiejącą się korzyć wewnętrznie przed tern,co jest od niej wyższem. Pokora jak każda cnota, jest czemś czynnem, twórczem dającem duszy pewną sprawność wewnętrzną i sprawnością tą jest właśnie chętne, radosne, pochylanie głowy przed Bogiem i tem, co jest Bożego w duszach bliźnich. Kto tej sprawności nabędzie w codziennem życiu, ten łatwo zniesie wszelkie upokorzenia, czy to zasłużone własną mną, czy to zesłane nań bez jego winy,dla umocnienia go w pokorze.
  Ta czynna twórcza pokora,jest bezpośrednim wykwitem cnoty miłości chrześcijańskiej: kto kocha Boga nade wszystko, a bliźniego dla Boga ,ten chętnie ukorzy się przed promieniowaniem Jego doskonałości, gdziekolwiek się z niem spotka.
  Doskonale to pojął św. Paweł gdy mówił o cnocie miłości, że„nie raduje się z nie prawości ale współraduje się prawdzie"(I Kor.13,6),to znaczy,że nie raduje się nigdy,gdy natknie się na nie prawość, którą musi zganić, ale współraduje się prawdzie,którą danem jej jest napotkać w duszach. Za szczęście sobie uważa, w słowach pochwały tę radość wyrazić.

Rzym .                     O. Br. Jacek Woroniecki O.P.

Szkoła Chrystusowa t.I, 1930 rok, 26-29 str

ZA: 
https://myslkatolicka.blogspot.com/2020/02/o-jacek-woroniecki-op-pochwaa-jako-akt.html