Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

sobota, 15 sierpnia 2026

Pod Twoją obronę. 400 lat od cudownej obrony Gliwic i ślubu jasnogórskiego

 W roku Pańskim 2026, dokładnie dziś, 15 sierpnia, mija czterysta lat od jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach Gliwic. Latem 1626 roku mieszkańcy miasta przez kilka dni odpierali przeważające siły protestanckie, które wcześniej niemal bez przeszkód zajmowały kolejne miasta Górnego Śląska. Ocalenie przypisali nie tylko własnej odwadze, lecz przede wszystkim szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, której ślubowali pielgrzymować po wszystkie czasy na Jasną Górę.

 Obrona Gliwic pozostawiła po sobie trwałe świadectwo: najstarszą udokumentowaną w jasnogórskich kronikach pielgrzymkę do sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej, maryjny sztandar miasta oraz dawny herb Gliwic, w którym ponad miejską wieżą królowała Bogarodzica z Dzieciątkiem.

Wojna u bram Gliwic

 W roku 1625 wojna trzydziestoletnia wkroczyła w nową fazę. Po stronie protestanckiej wystąpił król Danii i Norwegii Chrystian IV, wspierany finansowo przez Anglię oraz niderlandzkie Stany Generalne. Wraz z wojskami hrabiego Ernsta von Mansfelda, księcia Saksonii-Weimaru Jana Ernesta I oraz księcia Siedmiogrodu Gabriela Bethlena zamierzał uderzyć na Wiedeń i zadać Habsburgom rozstrzygający cios.

 Plany te zostały częściowo pokrzyżowane 25 kwietnia 1626 roku, gdy armia Mansfelda poniosła klęskę pod Dessau z rąk wojsk cesarskich dowodzonych przez generalissimusa Albrechta von Wallensteina. Hrabia zdołał jednak szybko odbudować swoje siły i latem, wspólnie z oddziałami duńskimi, wkroczył na Śląsk.

 Wojska protestanckie posuwały się w dwóch kolumnach, zajmując kolejne miasta. Korzystały nie tylko z przewagi militarnej, lecz także z pomocy miejscowych zwolenników reformacji. Bez większego oporu padły między innymi Opole, Racibórz, Prudnik, Strzelce Opolskie i Bytom.

 Wallenstein nie podjął obrony Śląska. Skierował się na południe, aby osłonić Wiedeń przed spodziewanym uderzeniem połączonych wojsk protestanckich. Śląscy katolicy zostali pozostawieni własnym siłom i nie mogli liczyć na rychłą odsiecz armii cesarskiej.

 Gliwice znajdowały się w wyjątkowo trudnym położeniu. Miasto nadal nie podniosło się całkowicie po wielkim pożarze z 1601 roku, który — według miejscowych przekazów — miał oszczędzić zaledwie dwa domy. Mury obronne nie dawały pewności przetrwania długiego oblężenia, a liczba mieszkańców zdolnych do noszenia broni była niewystarczająca do obsadzenia całej linii umocnień.

 Gliwiczanie musieli zdecydować, czy poddać miasto i zdać się na łaskę protestanckich wojsk, czy też podjąć nierówną walkę.

Wybrali obronę.

Katolickie miasto pod berłem cesarza

 Ówczesnych stosunków politycznych i narodowych nie można mierzyć kategoriami dziewiętnastowiecznych państw narodowych. Gliwice należały do Korony Czeskiej, pozostawały pod berłem katolickiego cesarza Ferdynanda II Habsburga i stanowiły część Świętego Cesarstwa Rzymskiego — wielkiego, ponadnarodowego porządku chrześcijańskiego, w którym współistniały różne kraje, narody, prawa i języki.

 Nie było to żadne „niemieckie panowanie” w dzisiejszym znaczeniu ani tym bardziej zabór. Święte Cesarstwo Rzymskie nie było niemieckim państwem narodowym, lecz uniwersalną monarchią chrześcijańską, której jedność opierała się na wspólnej Wierze, prawowitej władzy cesarskiej oraz przynależności do jednej Christianitas.

 Wierność katolickiemu cesarzowi nie odbierała gliwiczanom ich rodzimej mowy ani pochodzenia. Znaczna część ludności Górnego Śląska posługiwała się polszczyzną, która w miejscowej postaci przybrała formę gwary śląskiej — regionalnego dialektu języka polskiego. Śląskość była tożsamością regionalną, a nie zaprzeczeniem przynależności do polskiego kręgu językowego i etnicznego.

 Gliwiczanie nie musieli wybierać pomiędzy polską mową, przywiązaniem do śląskiej ziemi i wiernością prawowitemu cesarzowi. Wszystkie te rzeczy mogły zgodnie istnieć w obrębie jednego katolickiego ładu. Tak samo pielgrzymka na Jasną Górę była przede wszystkim aktem Wiary, wdzięczności i wierności Matce Bożej, lecz jej religijny charakter nie daje podstaw do wymazywania polskiej mowy gliwiczan ani przedstawiania ich jako Niemców.

 Katolickość, polskość, śląska tożsamość regionalna i lojalność wobec Cesarstwa nie wykluczały się, lecz należały do ówczesnego organicznego porządku.

Miasta bronili wszyscy

 Dnia 9 sierpnia 1626 roku wojska duńskie i oddziały Mansfelda stanęły pod murami Gliwic. Mieszkańcy odrzucili wezwanie do kapitulacji. Jeszcze przed rozpoczęciem walk spalili przedmieścia, aby utrudnić napastnikom podejście pod miasto i pozbawić ich naturalnej osłony.

 Trzykrotnie próbowano również podpalić klasztor franciszkanów, znajdujący się poza murami miejskimi. Próby te zakończyły się niepowodzeniem. W klasztorze przechowywany był otoczony szczególną czcią Krzyż Święty. Ocalała zarówno świątynia, jak i znajdująca się w niej święta relikwia.

 Gdy rozpoczęło się właściwe oblężenie, artyleria nieprzyjacielska ostrzeliwała miasto, wzniecając kolejne pożary, a piechota podejmowała szturmy na mury. Obrońcy ponosili straty, lecz za każdym razem odpierali nacierających protestantów.

 Do walki stanęli nie tylko żołnierze i mieszczanie. Ze względu na niedostateczną liczbę mężczyzn zdolnych do noszenia broni do obrony miasta włączyły się również gliwickie kobiety. Z blanek wylewały na wspinających się po drabinach napastników smołę, siarkę i wrzątek. Miejscowa tradycja wspomina także o gorącej kaszy oraz o dzieciach pomagających obrońcom.

 Udział niewiast w obronie miasta upamiętnia stojąca przy ulicy Plebańskiej rzeźba „Kobieta z dzbanem”, popularnie nazywana „Gliwiczanką”.

 Nie należy jednak sprowadzać obrony Gliwic do malowniczej opowieści o gorącej kaszy. Była to prawdziwa, krwawa walka oraz świadectwo niezwykłej determinacji całej katolickiej społeczności, która wobec wielokrotnie silniejszego przeciwnika postanowiła bronić swoich domów, świątyń i Wiary.

Ślub złożony Matce Bożej

 Pomimo heroicznej postawy mieszkańców sytuacja stawała się coraz bardziej rozpaczliwa. Miasto było ostrzeliwane i podpalane, obrońców ubywało, a żadna odsiecz nie nadchodziła. Poza murami znajdowała się silna armia, która wcześniej zajmowała kolejne śląskie miasta niemal bez walki.

 Wówczas gliwiczanie zwrócili się o pomoc do Najświętszej Maryi Panny. Złożyli uroczysty ślub, że jeżeli miasto zostanie ocalone, oni i ich potomkowie będą po wszystkie czasy pielgrzymowali przed cudowny Obraz Matki Bożej na Jasnej Górze.

 Według tradycji nad murami oblężonego miasta ukazała się Bogarodzica. Jej postać mieli ujrzeć również napastnicy, których ogarnęło przerażenie. Maryja rozpostarła swoją opiekę nad wiernym Jej miastem, odpowiadając na błaganie katolickich mieszkańców.

 Dnia 15 sierpnia 1626 roku, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wojska protestanckie niespodziewanie odstąpiły od oblężenia.

Gliwice ocalały.

 Data wyzwolenia miasta miała dla jego mieszkańców oczywistą wymowę. Ratunek przyszedł w największe i najstarsze święto Bogarodzicy, dokładnie wtedy, gdy Kościół obchodzi Jej chwalebne Wniebowzięcie. Gliwiczanie nie przypisywali zwycięstwa wyłącznie własnemu męstwu ani szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Widzieli w nim odpowiedź Nieba na modlitwę i ślub złożony Matce Bożej.

 Pamięć o cudownym ocaleniu zachowała się w miejscowej tradycji oraz ikonografii. Na jednym z dawnych przedstawień umieszczono słowa:

Gliwicium Mansveldo liberavit
Gliwice uwolnione od Mansfelda.

 Nad otoczonym murami miastem przedstawiano Najświętszą Maryję Pannę, czuwającą nad Gliwicami i ich mieszkańcami.

Pierwsza pielgrzymka pośród wojny

 Gliwiczanie nie odłożyli spełnienia ślubu na spokojniejsze czasy. Już we wrześniu 1626 roku, zaledwie kilka tygodni po zakończeniu oblężenia, wyruszyli do Częstochowy, aby podziękować Matce Bożej Jasnogórskiej za otrzymaną pomoc.

 Znaczna część Śląska nadal znajdowała się wówczas pod kontrolą wojsk protestanckich. Droga nie była bezpieczna, a jej przebycie wymagało prawdziwej odwagi. Wyprawa nie była uroczystym pochodem odbywanym pod ochroną władz, lecz aktem głębokiej Wiary podjętym w warunkach trwającej wojny. Pątnicy ryzykowali zdrowiem, wolnością, a być może również życiem, aby dochować słowa danego Bogarodzicy.

 Według zapisów jasnogórskich 29 września 1626 roku na Jasną Górę przybyła grupa około osiemdziesięciu mieszkańców Gliwic. Przynieśli ze sobą chorągiew wotywną, którą pozostawili w sanktuarium jako świadectwo wdzięczności ocalonego miasta.

 Była to pierwsza gliwicka pielgrzymka ślubowana, a zarazem najstarsza pielgrzymka do sanktuarium jasnogórskiego, której przybycie zostało udokumentowane w zachowanych kronikach.

 Od 1627 roku gliwiczanie wyruszali na Jasną Górę już w sierpniu, odnawiając ślub złożony podczas oblężenia. Zobowiązanie miało obejmować nie tylko bezpośrednich uczestników obrony, lecz także ich potomków. Nie był to zatem jednorazowy akt wdzięczności, ale ślub przekazany następnym pokoleniom.

Ślub mocniejszy niż granice

 Gdy w XVIII wieku większość Śląska znalazła się pod panowaniem protestanckiego Królestwa Prus, władze zakazały mieszkańcom przekraczania granicy i pielgrzymowania do Częstochowy. Gliwiczanie nie chcieli jednak złamać ślubu swoich przodków.

 Zwrócili się do papieża o pozwolenie na zastępcze pielgrzymowanie na Górę Świętej Anny. Aby zachować trud odpowiadający drodze na Jasną Górę, pątnicy mieli odbywać pieszo również drogę powrotną. W ten sposób, mimo narzuconych ograniczeń, starali się pozostać wierni zobowiązaniu podjętemu w godzinie śmiertelnego niebezpieczeństwa.

 Przyrzeczenie przetrwało wojny, zmiany granic, zakazy i prześladowania. Okazało się trwalsze niż państwa i ustroje, ponieważ nie zostało zawarte z żadną władzą ziemską, lecz z Matką Bożą.

Matka Boża w herbie Gliwic

 Cudowne ocalenie miasta zostało upamiętnione także w jego herbie. Trzy lata po oblężeniu cesarz Ferdynand II Habsburg, uznając wierność i męstwo gliwiczan, nadał miastu nowy, rozbudowany herb.

 Na tarczy znalazły się cesarski orzeł, śląski orzeł oraz miejska wieża. Ponad nią umieszczono Najświętszą Maryję Pannę z Dzieciątkiem. Wizerunek ten nie był jedynie ozdobą heraldyczną. Stanowił publiczne wyznanie, że Gliwice uznają Bogarodzicę za swoją Opiekunkę i Jej przypisują ocalenie z roku 1626.

 Maryjnego wizerunku nie usunęły z herbu ani władze protestanckiego Królestwa Prus, ani późniejsze władze niemieckie. Uczyniono to dopiero po II wojnie światowej, w okresie komunistycznym. Po upadku komunizmu Matka Boża nie powróciła już na należne Jej miejsce w oficjalnym herbie Gliwic.

 Pozostała jednak na dawnych pieczęciach, sztandarach, witrażach i przedstawieniach miasta. Przede wszystkim zaś pozostała w pamięci o ślubie przekazywanym z pokolenia na pokolenie.

Dziedzictwo, które zobowiązuje

 Czterechsetna rocznica obrony Gliwic nie powinna być jedynie okazją do przypomnienia malowniczej legendy z dziejów miasta. Jest przede wszystkim świadectwem katolickiej Wiary naszych przodków, którzy w godzinie próby potrafili połączyć odważne działanie z całkowitą ufnością w pomoc Bożą.

 Gliwiczanie nie oczekiwali bezczynnie na cud. Spalili przedmieścia, obsadzili mury, gasili pożary, odpierali szturmy i ponosili ofiary. Walczyli wszyscy, którzy byli do tego zdolni: mężczyźni, kobiety, a nawet dzieci. Jednocześnie mieszkańcy wiedzieli, że ostateczne zwycięstwo nie zależy wyłącznie od ludzkich sił. Dlatego schronili się pod opiekę Bogarodzicy i publicznie zobowiązali do wiecznej wdzięczności.

 Odpowiedź przyszła 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Protestancka armia odstąpiła od murów, a ocalone miasto mogło zachować katolicką Wiarę.

 Ślub złożony Bogu i Najświętszej Maryi Pannie nie jest folklorystycznym zwyczajem ani pustym symbolem. Jest zobowiązaniem moralnym. Pierwsi pątnicy zrozumieli to doskonale, skoro wyruszyli na Jasną Górę już we wrześniu 1626 roku, mimo że znaczna część Śląska nadal pozostawała w rękach protestanckich wojsk.

 Dzisiaj, gdy tak łatwo usuwa się znaki katolickiej przeszłości z przestrzeni publicznej, dawny herb Gliwic przypomina prawdę, której nie zdołały unieważnić decyzje komunistycznych urzędników: miasto zostało oddane pod opiekę Bogarodzicy.

 Historia ta przypomina również, że prawdziwa jedność Europy nie rodziła się z bezbożnych ideologii, centralistycznej biurokracji ani walki z narodami, lecz ze wspólnej Wiary i przynależności do chrześcijańskiego ładu. W obronie Gliwic spotkały się wierność katolickiemu Cesarstwu, przywiązanie do śląskiej ziemi, polska mowa mieszkańców oraz ufność pokładana w Matce Bożej. Nie było między nimi sprzeczności.

 Po czterystu latach należy ponowić słowa wdzięczności i prośby:

Najświętsza Maryjo Panno, Opiekunko Gliwic — zachowaj miasto i jego mieszkańców w integralnej Wierze katolickiej.

Królowo Korony Polskiej — módl się za nami!

Michał P. Mikłaszewski
redaktor naczelny Tenete Traditiones

Źródła pomocnicze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.