Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Ronald Laceski: W sprawie Degrella.

Komentarze Bąkiewicza, Bosaka i Wielomskiego na temat wpisu lubelskiego ONR upamiętniającego Degrelle'a dowodzą, że środowisko narodowe jest poważnie skorodowane demoliberalną poprawnością polityczną, przejawiającą się bezrefleksyjnym przejęciem rosyjsko-anglosasko-żydowskiej wersji historii Europy, w której II wojna światowa była „starciem dobra ze złem”, w starciu tym zaś „dobro” reprezentowane było przez obóz związany z UK, USA i ZSRR, natomiast „złe” było wszystko co miało jakiekolwiek związki z Niemcami. 

Pisałem już wielokrotnie, że zarówno z punktu widzenia prawdy historycznej, jak i z powodów pragmatycznych, powielanie takiej narracji przez Polaków jest głupie i szkodliwe, wpisując się przy tym doskonale w mentalne i symboliczne struktury jankeskiej dominacji nad naszym krajem. II wojna światowa była wznowieniem tragicznej europejskiej wojny domowej i dziejową katastrofą Europy, w której klęskę ponieśli wszyscy Europejczycy. Złe było samo wywołanie i doprowadzenie do tej wojny, po jej wybuchu nie było zaś już „dobrych” orientacji, choć ta proniemiecka wydawała się dla ludzi Prawicy akurat najmniej zła i najbardziej naturalna. 

Co do samego Degrelle'a, to – jak wspomniałem już kiedyś wcześniej – nie funkcjonuje on w środowisku polskich narodowców jako nazista, co z upodobaniem wmawiają narodowcom jedynie fascynaci obrony pomników „radzieckich wyzwolicieli” i PRL-owszczyzny. Od czasu wydania polskiego tłumaczenia „Płonących dusz” i pamiętnego posłowia prof. Wieczorkiewicza do „Frontu Wschodniego”, Degrelle zaistniał w świadomości polskiej prawicy jako:

- przedstawiciel chrześcijańskiego rewolucjonizmu (jak Jose Antonio Primo de Rivera, Corneliu Codreanu, Bolesław Piasecki);

- zwolennik społecznego solidaryzmu i państwa pracy jako drogi do odrodzenia wspólnoty narodowej;

- reprezentant politycznego romantyzmu, całkowicie poświęcający się „sprawie” i pracy dla niej;

- ożywiciel ducha rycerstwa, wypraw krzyżowych, Średniowiecza, heroicznych wieków cywilizacji chrześcijańskiej;

-  nieprzeciętny talent literacki i dzielny żołnierz zarazem (jak Ernst Junger), uosabiający faszystowski ideał połączenia mistrzostwa we władaniu piórem z mistrzostwem we władaniu mieczem, ideał ciągłości i harmonii pomiędzy umysłem a ciałem;

- wróg komunizmu i europejski patriota, wychodzący w swych patriotycznych uniesieniach daleko poza narodowy egoizm i rasizm, w kierunku solidarności wszystkich ludów europejskich. 

Polscy zwolennicy Degrelle'a widzą w nim i cenią go właśnie za te cechy, a nie za jego fascynację Hitlerem, czy jego raczej dyletanckie i dość kontrowersyjne interpretacje historyczne. Zainteresowanie Degrellem nie produkuje zatem kolejnych nazistów, chorobliwych germanofilów ani nawet rewizjonistów historycznych, tylko rozwija u swoich adeptów marzenia o bohaterskich przygodach, idealizm, żarliwość i gotowość do poświęceń: dusz, w których – pisząc Tomaszem Gabisiem - „rozpala dumny i dziki ogień wikingów i arystokracji wypraw krzyżowych”. Stykający się z mitem Degrelle'a czerpią więc z niego to, co w nim najlepsze, i mit ten też wydobywa z tych ludzi to, co w nich najlepsze. 

Musi to budzić zaniepokojenie u wszystkich „moskiewskich gównojadów” i wyznawców radzieckiej wizji historii, jak też u tych „starszych wiekiem i doświadczeniem działaczy”, którym chodzi o to, by młodym ludziom obciąć skrzydła i zamiast wychować ich na mężczyzn, zrobić z nich oślizgłych karierowiczów noszących teczki za jakimiś „republikanami”, czy innymi „katolickimi wolnościowcami”. Mit Degrelle'a jest dla nich jak dla niedźwiedzia cierń wbity w jego łapę, i dlatego nie przepuszczą żadnej okazji by Degrelle'a obsmarować. Bohaterowie jednak nigdy nie umierają, ale towarzyszą nam w bardziej subtelnym wymiarze rzeczywistości. Degrelle będzie więc zawsze z nami, a dialog z nim i jego pisarstwem po latach dawać będzie nam siłę do walki ze demoliberalnym światem miękkich kluch, karierowiczów, oportunistów kunktatorów i koniunkturalistów.

niedziela, 16 czerwca 2019

Jasna Góra obroniona, nieprzyjacielskie hufce zmuszone do odwrotu.

Świetne info z Częstochowy, Kibice, Narodowcy i zwykli mieszkańcy obronili Jasną Górę, środowiska LPTO nie przeszły!

Brawo! Szacunek się należy!


Po raz kolejny Jasna Góra pozostała twierdzą niezdobytą. Na nic zdała się determinacja w szeregach wrogów Maryi, przejawiająca się w niebywałej wprost agresji, której doświadczył m.in. red. Marcin Rola z telewizji internetowej wRealu24. Niemały wpływ na przebieg konfrontacji miała pogoda, jako że w kulminacyjnym momencie bitwy lunął rzęsisty deszcz, który ostudził zapał bojowy formacji oblegających Jasną Górę…

Nie zdołały złamać obrońców także formacje kawalerii i jednostki zmototyzowane, których pojawienie się stanowiło dla broniących dostępu do Jasnej Góry patriotów spore zaskoczenie, a nade wszystko – rozczarowanie. Należałoby bowiem raczej oczekiwać, że służący w formacjach kawaleryjskich i zmotoryzowanych staną po stronie obrońców Jasnej Góry, nie zaś ich wrogów. Cóż, stało się inaczej…

Kazanie na Święto Trójcy Przenajświętszej - x. Rafał Trytek, 16 czerwca 2019 r.

sobota, 15 czerwca 2019

Tomasz J. Kostyła: Wojownicy Maryi


      "W obliczu najbliższego najazdu dewiantów na Jasna Górę, ośmieliłem sie napisać do tzw. Wojowników Maryi. Oto co zostało z męstwa, rycerstwa i sarmacji:

David Aronson 
Słuchajcie Wojownicy, a nie wybieracie się czasem na obronę Jasnej Góry przed dewiantami w najbliższa niedzielę? To niesłychana okazja do walki ze złem. Mając taki potencjał i miecze mozna wiele dokonać na większą chwałę Bożą! Co Wy na to?

Wojownicy Maryi Only4Men
Bracie, właczamy się w modliwte w tej sprawie, ale nie jako wspólnota, tylko każdy może to zrobić indywidualnie poprzez modlitwe. Mamy wręcz zakaz zabierania emblematów czy mieczy ze sobą bo nie taki jest ich cel w naszej wspólnocie. Wiemy że jest to zarazem bardzo ideologiczna i polityczna sprawa, a takie sytuacje chcemy omijać by uniknąć manipulacji i konfrontacji. Wszyscy natomiast w tym czasie wspólnie chwycimy za różańce i bedziemy to omadlać i prosić o ochronę dla Jasnej Góry.

David Aronson
Hmm... Gdyby o. Kordecki kazał obrońcom Jasnej Góry podczas Potopu odstąpić od armat i muszkietów, porzucić szable, wręcz zakazać obrońcom posiadanie oręża a jeno chwycić za różańce, psałterze i brewiarze, to jak by się to skończyło?"

Tomasz J. Kostyła

Za:  facebook.com

OD REDAKCJI: Nowe modernistyczne zgromadzenie świeckich którym wydaje się, że są wojownikami a są  po prostu.... tchórzami. 

Bp. Donald H. Sanborn: Bergoglio wspiera przestępców, komunistów i zboczeńców.


Ohyda spustoszenia!

Bergoglio wspiera przestępców, komunistów i zboczeńców (1)

BP DONALD J. SANBORN

–––––

   Drodzy katolicy,

   W tym miesiącu przykuwa naszą uwagę komentarz dotyczący podróży Bergoglio do Stanów Zjednoczonych. Zasadniczo, nie powiedział on jednak nic, co zasługiwałoby na opublikowanie. Uwagę pierwszych stron gazet zwraca raczej to, czego nie powiedział, a jeszcze bardziej to, czego nie zrobił.

   Na początek to, czego nie powiedział. Przemawiając w Kongresie Stanów Zjednoczonych ograniczył swoje uwagi do promowania wszelkich lewackich i socjalistycznych dogmatów Partii Demokratycznej: zmian klimatycznych, zniesienia kary śmierci, globalnej solidarności oraz innych oklepanych mentalnych paskudztw płynących z lewicy.

   Uważając te sprawy za najważniejsze, nie wspomniał faktu, że od 1973 roku, ponad pięćdziesiąt milionów dzieci zostało w majestacie prawa zgładzonych w tym kraju. Chociaż Bergoglio napomknął o prawie do życia zawartym w Deklaracji Niepodległości, nie uznał za stosowne by powiedzieć cokolwiek o tej strasznej zbrodni narodowej.

   Jedyna wzmianka na temat "godności życia" pojawiła się w kontekście zniesienia kary śmierci:
"Złota zasada przypomina nam również o naszej odpowiedzialności za ochronę i obronę życia ludzkiego na każdym etapie jego rozwoju. To przekonanie kierowało mną od początku mojej posługi, do opowiedzenia się na różnych poziomach za zniesieniem kary śmierci na całym świecie. Jestem przekonany, że ten sposób jest najlepszy, ponieważ każde życie jest święte, każdy człowiek jest obdarzony niezbywalną godnością, a społeczeństwo może jedynie skorzystać z rehabilitacji osób skazanych za przestępstwa".
   W sytuacji gdy zbywa się milczeniem pięćdziesiąt milionów niewiniątek, wzywa się nas do współczucia krwawym zbirom, którzy dopuścili się nieopisanych zbrodni na niewinnych ludziach. Powinniśmy utrzymywać ich w kosztownych więzieniach w nadziei na ich resocjalizację.

   Jakże często dowiadujemy się z mediów o przestępstwach popełnionych przez tych, którzy przebywali na zwolnieniu warunkowym? Problemem tego kraju nie jest istnienie kary śmierci, lecz zaniechanie właściwego i sprawnego jej wykonywania.

   Niektórzy chcieliby powiązać zniesienie kary śmierci z ruchem na rzecz obrony życia, chcąc niejako umieścić na tej samej płaszczyźnie unicestwienie życia dziecka – i to nawet bez sądu – oraz położenie kresu życiu przestępcy, któremu przysługuje proces sądowy i wszelkie możliwości uzyskania legalnego uniewinnienia.

   Jedynym argumentem przeciwko karze śmierci, jaki moim zdaniem ma sens, jest błąd systemu sprawiedliwości. W ostatnich latach mieliśmy przypadki wielu uniewinnień dokonanych dzięki badaniom DNA. Przypadki te wykazały słabość systemu ławy przysięgłych, w którym wcale niemało niewinnych ludzi zostało skazanych na karę śmierci lub więzienie przez sądy przysięgłych, które okazały się niekompetentne. Ławy przysięgłych tworzą dzisiaj bardzo często ludzie reprezentujący niewysoki poziom intelektualny i są łatwo manipulowani przez zręcznych adwokatów lub prokuratorów. W prawie rzymskim, zachowanym przez Kościół w sądach inkwizycyjnych, zamiast sądu przysięgłych występuje komisja sędziowska (złożona aż z siedmiu sędziów) do orzekania w sprawie winy lub niewinności. Ma to następujące wielkie zalety: 1) sędziowie znają prawo i ogólne zasady prawa; 2) nie mogą być intelektualnie manipulowani przez wygadanych oskarżycieli albo obrońców; 3) znają zasady postępowania dowodowego.

   Bergoglio oddał też strzał w kierunku "religijnego fundamentalizmu". Jego ulubionym tematem jest jadowite atakowanie ludzi, którzy uważają, że istnieją niezmienne dogmaty i że ich religia jest rzeczywiście jedyną, prawdziwą religią. Na szczycie jego listy, oczywiście, znajdują się tradycyjni katolicy.

   Przestrzegł nas przed "upraszczającym redukcjonizmem, który widzi tylko dobro lub zło; lub jeśli wolicie, sprawiedliwych i grzeszników. Współczesny świat, z jego otwartymi ranami, które naznaczają wiele naszych braci i sióstr, wymaga od nas przeciwstawiania się wszelkim formom polaryzacji, które dzieliłyby go na te dwa obozy".

   Co jeszcze istnieje poza dobrem i złem? Jaka inna klasyfikacja istnieje poza sprawiedliwymi i grzesznikami? Jaki inny rodzaj relacji z Bogiem może występować? Jakaż to jeszcze trzecia moralna kategoria istnieje? Już sam fakt, że potępia ten "upraszczający redukcjonizm" wskazuje, że uważa go za zło. Zwróćmy uwagę, że musimy "przeciwstawiać się wszelkim formom polaryzacji...". Ale przeciwstawianie się jest formą przemocy. Innymi słowy, musimy go zgnieść i wytępić. Podobnie jak niedowiarek zaprzecza sobie mówiąc "nie ma czegoś takiego jak prawda absolutna" – co w jego przekonaniu stanowi absolutną prawdę – tak samo Bergoglio zaprzecza sobie lansując swój bzdurny świat moralnej szarości, gdzie nic nie jest ani dobre ani złe. Jeśli nic nie jest ani dobre ani złe, panie Bergoglio, to czemu współczesny świat wymaga od nas przeciwstawiania się temu strasznemu złu? Cóż za obłudnik.

W sprawie Romana Kneblewskiego.

Kneblewski celebrujący "pobożny" novus ordo, czyli tzw. Nową "msze"
 (diabelska pułapka w stylu J. Ratzingera).

Głośno ostatnio zrobiło się o "księdzu" Romanie Kneblewskim z Bydgoszczy, który został niedawno odwołany przez modernistycznego "biskupa" Jana Tyrawę (zamieszanego w aferę pedofilską, znanego z tuszowania skandali pedofilskich w Neokościele) z urzędu "proboszcza" w bydgoskim Sacre Coeur (kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa). Jako powód usunięcia podano m.in. zaniedbywanie parafii oraz zdominowanie celebracji parafialnych przez tzw. ryt trydencki. Jest to akurat nonsensem, gdyż na 23 planowe celebracje w tygodniu, tylko 2 są w tzw. "nadzwyczajnej formie" (tak zwykli nazywać moderniści Mszę w Rycie Rzymskim, czy raczej jej podróbkę sprawowaną w modernistycznych parafiach, na indultach oraz w FSSPX). Prawdziwym jednak powodem usunięcia z parafii i wysłania na emeryturę "ks." Kneblewskiego jest jego sympatia do nacjonalistów i polskiej Idei Narodowej, którą nieraz publicznie i jawnie okazywał. W tym względzie zgadzamy się oczywiście z Kneblewskim i popieramy jego poglądy polityczne, które są bardzo bliskie z poglądami naszej Redakcji (nacjonalizm integralny, monarchizm, polityczny tradycjonalizm, idea Polski Sarmackiej, Imperialnej, z prawdziwymi granicami na wschodzie etc.). Jednocześnie zauważamy że wypowiedzi Kneblewskiego w ostatnim czasie były coraz łagodniejsze, jak widać presja ze strony lewactwa wywarła na niego spory wpływ, podobnie jak fałszywe "posłuszeństwo" wobec modernistycznej, fałszywej "hierarchii". 

W sprawach religijnych jest jasnym i wiadomym, że Kneblewski zawsze należał do grona tzw. "konserwatystów novus ordo", odprawiał NOM (tzw. nową "mszę"), uznawał fałszywy zbójecki "sobór" - Vaticanum II wraz z jego ohydnymi herezjami wolności religijnej, ekumenizmu i kolegializmu, uznawał posoborowych pseudopapieży i nawet jawnie ich wychwalał (kilkakrotnie w swoich filmikach publicznie chwalił Wojtyłę oraz Ratzingera). Wymowne przemilczanie tematu jawnego herezjarchy i apostaty p. Bergolgio, dwuznaczna i dziwna postawa wobec "biskupa miejsca", a przede wszystkim brak wykazania i potępienia źródła całego zła i współczesnej herezji - czyli Vaticanum II - to wszystko także pokazuje, że celem tego człowieka nie była nigdy obrona integralnej Wiary Katolickiej. Owszem, niektóre jego filmy czy publiczne wypowiedzi miały czasem charakter katolicki, ale prawdziwy rzymski katolik integralny, wierny nauczaniu Kościoła, zawsze musi brać pod uwagę całość dorobku i działalności, i dlatego nie można tej osoby traktować poważnie, ani polecać, ani popierać, ani promować w żaden sposób.

Pan "ksiądz" Roman A. Kneblewski rozpacza teraz w sowim najnowszym filmiku, jakoby był prześladowany przez swojego "biskupa". Jednocześnie pan Kneblewski cały czas uznaje swojego "biskupa" i cały posoborowy Neokościół na czele z p. Bergoglio. Pan "ksiądz" (czy raczej pastor, bo prawdziwych księży już w Polsce prawie nie ma) żałośnie tłumaczy się, że odprawia tylko dwie "msze trydenckie" w parafii w ciągu tygodnia, na łączną liczbę 23 (czyli wynika z tego, że 21 razy w tygodniu odprawia bluźnierczy, judeo-protestancki NOM). Brzmi to równie żałośnie jak tłumaczenia pseudo-narodowców z wykonywania Salutu Rzymskiego. To najlepiej pokazuje że sama "msza trydencka" niczego jeszcze nie oznacza. A na pewno nie że ktoś jest katolikiem lub katolickim Kapłanem. Najwięksi moderniści są w stanie czasem odprawić dla niepoznaki "Msze trydencką" (czy raczej "msze" Grubego Janka z 1962 r.). To jest tylko niekatolicka rekonstrukcja historyczna, "teatrzyk tradycji" w dodatku bez treści. Czyli zwykłe show.

Pan Kneblewski nie jest księdzem (ma on nowe modernistyczne "święcenia", które są nieważne, podobnie jak novus ordo). A na pewno nie jest księdzem katolickim, gdyż jest w jedności z heretykami, należy do modernistycznego Neokościoła, a więc jest poza Kościołem katolickim. Miejmy jednak nadzieję że w obecnej sytuacji Kneblewski nawróci się, zarwie jakąkolwiek łączność z fałszywym Kościołem, a odezwie się do któregoś z Biskupów Katolickich, który z pewnością chętnie przyjmie go, nauczy podstaw teologii katolickiej, oraz udzieli święceń kapłańskich sub conditione. Wtedy miałby on szansę na zostanie katolickim kapłanem, oraz autentyczną pracę dla dobra Kościoła i Wiary katolickiej w naszej Ojczyźnie. 

Tego serdecznie jemu oraz Kościołowi i Ojczyźnie życzymy!

Redakcja Tenete Traditiones

środa, 12 czerwca 2019

Adam Danek: Saluto Romano!


Pewien gest wywołuje burzę w mediach, ilekroć się gdzieś pojawi. Jego demonstrowanie podlega penalizacji, a w publicystyce roi się od głosów albo z tego zadowolonych, albo narzekających, że podlega za słabej penalizacji.

Chodzi oczywiście o rzymskie pozdrowienie, uznawane przez autorów medialnych komunikatów – a więc zapewne i przez wszystkich nieszczęsnych ludzi, którzy swą wiedzę o świecie czerpią głównie z telewizora i/lub gazet – za symbol nazistowski. Reporterzy TVN zwykli je nawet nazywać robieniem hajhitla. Cóż, jeśli ktoś ma pracowników p. Waltera (oraz innych prasowych i telewizyjnych bonzów) za autorytety w dziedzinie historii czy nauk politycznych, pozwolę sobie już na wstępie niniejszego tekstu wyzwać go od naiwniaków.

Jeśli zaś któryś z czytelników tego artykułu uważa salut rzymski za propagowanie nazizmu, to po pierwsze też jest naiwniakiem, a po drugie niech nie traci czasu na dalszą lekturę, tylko natychmiast telefonuje na policję, pisze zawiadomienie do prokuratury i szuka sposobu na zaalarmowanie ABW. Oświadczam bowiem, iż będąc w pełni świadomym swego działania, wielokrotnie wykonywałem saluto romano, także publicznie i w obecności mediów. I uczynię to jeszcze nieraz.

Za każdym razem, kiedy wybucha kolejna – pożal się, Boże – afera, bo w gazecie lub telewizyjnym serwisie zamieszczono zdjęcie, na którym nieznani nikomu młodzi ludzie (nierzadko w stanie dalekim od trzeźwości) wyciągają ręce w rzymskim pozdrowieniu, obok głosów niebotycznego oburzenia odzywają się i inne, tłumaczące incydent dogłębną ignorancją sprawców zamieszania w zakresie najnowszej historii. Mówią: to wygłup, wyrostki nie zdają sobie sprawy, z czym się wiąże taki gest i kto go używał, trzeba ich uświadomić. W większości przypadków niewątpliwie należy przyznać im rację, jednak ignorancję wypada wypomnieć również każdemu, komu rzymski salut kojarzy się wyłącznie z wyjątkowo antypatycznym krzykaczem o charakterystycznym, kwadratowym wąsiku, konwulsyjnie wymachującym prawym ramieniem w opasce ze swastyką.

Ów nieciekawy typek nie wynalazł saluto romano i nie on uczynił go symbolem politycznym, skoro używali go już starożytni Rzymianie. Uzasadnianie tego pozdrowienia sympatią dla antycznego Rzymu – co czynią niektórzy przyłapani – ma jednak wydźwięk tragikomiczny, kiedy posługuje się nim Anglik, Hiszpan czy Polak. Tradycję polityczną, do której odwołuje się rzymski salut, znajdujemy nie w Antyku, lecz w dwudziestoleciu międzywojennym.

J. Exc. x Bp. Donald H. Sanborn: Heretyckie bluzgi Bergoglio w Maroku.


Heretyckie bluzgi Bergoglio w Maroko (1)

BP DONALD J. SANBORN

––––––––

   Podczas przemówienia w katedrze w Rabacie 31 marca w Maroku, "Heretyckie Usta" [czyli Bergoglio] wypowiedziały te słowa:
"Bycie chrześcijaninem nie polega bowiem na przylgnięciu do jakiejś doktryny, świątyni czy też grupy etnicznej. Bycie chrześcijaninem to spotkanie, spotkanie z Jezusem Chrystusem. Jesteśmy chrześcijanami, ponieważ zostaliśmy umiłowani i spotkani (sic! – oficjalne tłumaczenie modernistów – red. U. m.), a nie dlatego, byśmy byli owocem prozelityzmu. Bycie chrześcijaninem oznacza świadomość, że nam przebaczono i że jesteśmy zachęcani do czynienia tak, jak Bóg uczynił wobec nas, jako że «po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»".
   Stwierdzenie, że bycie chrześcijaninem nie polega na przestrzeganiu doktryny jest herezją. Jest to wprost sprzeczne ze słowami Pana Jezusa z Ewangelii św. Marka, wypowiedzianymi po powierzeniu Apostołom uroczystej misji głoszenia Ewangelii całemu światu: "a kto nie uwierzy, będzie potępiony". Jest to ponadto bezpośrednio sprzeczne z koniecznością wyznawania katolickiej wiary niezbędnej do przyjęcia chrztu. Jest to wprost sprzeczne z nieomylnym nauczaniem Soboru Watykańskiego z 1870 roku: "Kościół Katolicki zaś wyznaje, że wiara ta, będąc «początkiem ludzkiego zbawienia», jest cnotą nadprzyrodzoną, przez którą, za natchnieniem i pomocą łaski Bożej, wierzymy w prawdziwość rzeczy objawionych przez Boga, nie dla ich prawdziwości wewnętrznej, poznanej naturalnym światłem rozumu, lecz z powodu autorytetu samego Boga objawiającego, który się nie myli ani nikogo mylić nie może". Dalej w dokumencie Sobór stwierdza: "Ponieważ «bez wiary... niemożliwą jest rzeczą podobać się Bogu» i dostąpić uczestnictwa Jego synów, dlatego nikt nie otrzymuje bez niej usprawiedliwienia ani też nie osiągnie żywota wiecznego, jeżeli w niej «nie wytrwa aż do końca»".

   Z powyższych stwierdzeń wynika, że cnota wiary polega na przylgnięciu do objawionej doktryny i że jeśli nie wytrwamy w tej wierze do końca naszego życia, będziemy cierpieć wieczne potępienie.


   Jest to również herezja, która automatycznie wyklucza kogoś z Kościoła katolickiego. Nie można być jednocześnie katolikiem i heretykiem. W konsekwencji prawdą jest coś dokładnie przeciwnego do stwierdzenia Bergoglio, a mianowicie, że bycie chrześcijaninem jest przede wszystkim związane z doktryną i to do tego stopnia, że odstąpienie od prawdziwej doktryny stawia człowieka poza Kościołem Chrystusowym.

   Twierdzenie Bergoglio, że bycie chrześcijaninem "jest spotkaniem z Jezusem Chrystusem" jest całkowicie modernistyczne. Redukuje religię do niejasnego i subiektywnego uczucia religijnego, a dogmat do zwykłych osobistych przekonań, będących wyrazem subiektywnego wewnętrznego doświadczenia religijnego.

   Powyższa herezja stała się w rzeczywistości asumptem do wyartykułowania kolejnej herezji, mianowicie tej, że katolicy nie powinni angażować się w prozelityzm, tj., że nie powinni próbować nawracać innych na wiarę katolicką. I znów jest to zanegowaniem samej misji Kościoła, którą Chrystus powierzył Apostołom mówiąc w Ewangelii św. Mateusza: "Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi. Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, nauczając je zachowywać wszystko, cokolwiek wam przykazałem. A oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata". W Ewangelii św. Marka po nakazie głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu Pan Jezus mówi: "Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony".


   Papież Pius XII, zwracając się do biskupów w 1957 roku, powiedział: "Wy, których miłość Chrystusa ponagla, odczuwacie głęboko wraz z Nami pilność tego najpoważniejszego obowiązku jakim jest szerzenie Ewangelii i budowanie Kościoła na całym świecie…" [podkreślenie dodane]. A w liście do biskupów Chin z 1926 roku papież Pius XI powiedział: "Dlatego Ewangelię należy głosić wszystkim narodom zgodnie z nakazem Chrystusa: «Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu»".

Bp Donald J. Sanborn

Artykuł z: "Most Holy Trinity Seminary Newsletter", April 2019. (2)

Z języka angielskiego tłumaczył Mirosław Salawa