Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

piątek, 31 stycznia 2014

Arcybiskup Lefebvre a sedewakantyzm

„Nikt nie może być pewien, że gdyby arcybiskup Lefebvre dzisiaj żył, to nie byłby sedewakantystą. Nikt nie może być również pewien, żeby nim był. Ale jedną rzeczą, która wydaje się wysoce nieprawdopodobną jest to, że przyjąłby miałki styl biskupa Fellay i rządy lewego skrzydła Bractwa, dla których w dzisiejszych czasach wyrażenia takie jak « ekskomunikowani antychryści » prawdopodobnie bardziej stanowiłoby aluzję do sedewakantystów aniżeli do lokatora Rzymskiej Stolicy. A kolejną równie nieprawdopodobną koncepcją jest ta, że dałby się oszukać do tego stopnia, aby traktować Józefa Ratzingera, którego serdecznie nie cierpiał, za szczerego przyjaciela tradycyjnego katolicyzmu.”

Arcybiskup Lefebvre a sedewakantyzm

Jan Daly

O ile nam wiadomo, arcybiskup Lefebvre nigdy wyraźnie nie stwierdził, że Jan Paweł II nie jest prawdziwym
papieżem. Tak więc jeśli podzielimy kościelne spektrum opinii na dwie kategorie, tych, dla których Stolica Apostolska jest legalnie wakująca oraz tych, dla których jest ona legalnie obsadzona, to arcybiskup Lefebvre znajdzie się w obozie nie-sedewakantystycznym.

Jednakże takie podziały nie zawsze bywają pomocne. Jeśli podzielimy królestwo zwierząt na zwierzęta dwunożne i całą resztę to znajdziemy się mylnie blisko indyków. Istnieją inne kryteria oceny. Czy arcybiskup Lefebvre dopuszczał, że sedewakantyści równie dobrze mogą mieć rację? Czy uważał ich za prawych członków Kościoła? Czy przyznał, że jego wytrwałe uznawanie Jana Pawła II bardziej wynikało z heroicznie ostrożnego wahania niż jakiegokolwiek gruntownego przeświadczenia? Czy przewidywał ogłoszenie wakatu Stolicy Apostolskiej, jeśli sytuacja się nie zmieni? Czy podkreślał, że rozstrzygnięcie kwestii czy „papieże” Vaticanum II są czy też nie są prawdziwymi papieżami pozostaje ważnym obowiązkiem, którego nie da się uniknąć? Czy uważał, że Vaticanum II było jednoznacznie schizmatyckie? Czy uważał, że Vaticanum II było jednoznacznie heretyckie? Czy sądził, że ortodoksyjna interpretacja Vaticanum II jest niemożliwa? Czy odrzucił zupełnie wszystkie soborowe reformy? Czy oświadczył, że Vaticanum II spowodował powstanie nowej, fałszywej i schizmatyckiej religii? Czy zaprzeczył, aby członkowie nowego kościołaVaticanum II byli katolikami? Czy wątpił w ważność nowych obrzędów Mszy, święceń i konsekracji biskupich? Czy uważał, że Jan Paweł II i jego zwolennicy podlegają już ekskomunice? Czy cieszył się z faktu iż odłączył się od Kościoła Jana Pawła II? Czy świadomie angażował sedewakantystycznych profesorów do seminarium w Ecône, wyświęcał i przydzielał stanowiska sedewakantystycznemu duchowieństwu oraz wysyłał swych seminarzystów by zdobywali duszpasterskie doświadczenie u sedewakantystycznych kapłanów?

Dla wielu może to być zaskakującym, a nawet oszałamiającym, ale odpowiedź na wszystkie powyższe pytania brzmi „tak”, o czym się niebawem przekonamy. Lecz na wstępie należy podkreślić, że nie analizujemy przekonań arcybiskupa Lefebvre po to, aby uznać je za koniecznie trafne i rozsądne pod każdym względem. Nie przeczymy również, że na temat wielu wspomnianych tu kwestii można przytoczyć wiele jego innych jawnie sprzecznych wypowiedzi. Zainteresowanie postawą śp. prałata wobec soborowego kościoła leży gdzie indziej. Wrócimy do tego tematu po wykazaniu, że arcybiskup rzeczywiście wyrażał poglądy, jakie mu przypisujemy. W tym celu powtórzymy powyższe pytania, pozwalając by odpowiedziały na nie własne słowa i czyny arcybiskupa.

Abp Lefebvre przeciwko matematykom. Sobor Watykański II należy odrzucić. by Pelagius Asturiensis


Amerykanie odkryli na nowo wykład, który wygłosił abp Marceli Lefebvre 11 maja, 1976 roku w Minneapolis (stan Minnesota). Arcybiskup mówiąc o zmianach przeprowadzanych w widzialnej instytucji Kościoła jednoznacznie potępił Sobór Watykański II, który jest istotną przyczyną sytuacji, w jakiej się do dziś znajdujemy. Mocne słowa Arcybiskupa na temat heretyckiego soboru warte są uwagi także ze względu na bezpośredni kontekst ówczesnych relacji z rzymskimi władzami, bowiem zostały wypowiedziane tuż przed słynnym „gorącym latem” 1976 roku („l’été chaud”). Łatwo zauważyć jakże poniższe słowa sprzeczne są z poglądami wielu duchownych, którzy dziś uważają się za prawdziwych synów francuskiego purpurata:

„Może się wydawać, że odrzucamy Sobór Watykański II w całości. Otóż, 95% z niego zachowujemy. To raczej przeciwko duchowi się sprzeciwiamy, przeciwko nastawieniu.” J. Eks. bp Bernard Fellay, Przełożony Generalny FSSPX (za: DICI, nr 8, 18 maja 2001).

„Proszę nie myśleć, że odrzucamy całe nauczanie soboru. Treści szesnastu dekretów soborowych w jakichś 80% odzwierciedlają tradycyjną naukę Kościoła, często bardzo trafnie przedstawioną, w sposób bardzo katechetyczny, choć może nie zawsze tak wyraźnie jakbyśmy tego chcieli. Wobec tych wypowiedzi nie mamy żadnych zastrzeżeń.” x. Karol Stehlin, przełożony FSSPX w Polsce (wywiad z lutego 2009 roku)

Na to zaś liczenie procentów przez „tradycjonalistycznych” matematyków słowa abp Lefebvre’a:

„Niektórzy mówią, że sobór był dobry i zawiera rzeczy dobre, ale tylko reforma jest zła. Ale to nie prawda! Dlaczego? Ponieważ gdy Rzym wprowadził reformę, zawsze mówią, że reformy, których dokonują, dokonują je w imię soboru. W imię soboru! To oczywiste, że wszelka reforma pochodzi od soboru i jeśli reforma jest zła, niemożliwe, by sobór był dobry, a wszystkie reformy złe. Ponieważ to jest autentyczną interpretacją soboru przez Rzym!”

„Nigdy… Nie akceptuję soboru! Ponieważ niszczycie katolickie Państwo w imię soboru! To pewne! To oczywiste!… Ten sobór daje te same prawa błędowi jak prawdzie! To niemożliwe… Ta nowa wiara, to nowa religia. To religia protestancka. Taka jest rzeczywistość! Jak to możliwe, że papież autoryzuje tę zmianę? Jakże to możliwe, żeby papież mógł podpisać tę konstytucję (o reformie liturgicznej? To głęboka tajemnica… Jeśli przyjmę stanowisko soboru, zdradzam moją Matkę Kościół.”

Niestety, abp Lefebvre nie przyjął jedynego teologicznie dającego się uzasadnić wyjaśnienia tej sytuacji. Skoro ani sobór, ani reformy wprowadzane w jego imieniu przez watykańskie władze nie są katolickie, nie mogą one pochodzić od władz katolickich. Nie da się pogodzić nieomylności Kościoła z głoszoną i narzucaną herezją oraz powszechną szkodliwą dla dusz dyscypliną poprzez powoływanie się wyłącznie na „tajemnicę”, której nie da się zgłębić.Skoro sobór i soborowe reformy nie są katolickie, władze autorytatywnie je ogłaszające i narzucające nie mogą posiadać władzy Chrystusowej nad Kościołem.

Wspomnianego wykładu, który abp Lefebvre wygłosił w języku angielskim, można wysłuchać na stronie Radia True Restoration (odcinek „From the Pulpit XVIII: Archbishop Lefebvre’s 1976 Conference”).

Pelagiusz z Asturii

Największy dowód przeciwko sedewakantyzmowi „Kościoła teoretycznego”. by Pelagius Asturiensis

“Una cum papa nostro Francisco”??? Wiara mówi, że to nie jest katolik, a tak wielu “tradycjonalistów” wyznaje, że to najbardziej prawowierny ze wszystkich biskupów

Trudno nie przypisać głównej winy za obecny stan katolicyzmu brakowi znajomości podstaw wiary wśród wiernych i duchowieństwa. Ponieważ znaczna większość wygodnych katolików lat pięćdziesiątych nie znała dobrze katechizmu w latach sześćdziesiątych zastała ich soborowa rewolucja, za którą wygodnie poszły prawie wszystkie owieczki. Tak było łatwiej. Obecnie widać lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej, do czego prowadzi brak znajomości wiary. Ani schizma Focjusza, ani herezja protestancka czy anglikańska nie osiągnęły tak dalekosiężnych skutków, jak Sobór Watykański II.

Pozostali jednak tacy katolicy, którzy pojęli oczyma wiary, że herezje głoszone od czasów tego soboru w imieniu Kościoła są nie do pogodzenia ze świętością wiary i nieomylnością Mistycznego Ciała Chrystusa, a w szczególności jego widzialnej głowy, jaką jest Biskup Rzymu. Powszechne nauczanie błędu, niegodziwej moralności i promulgowanie heretyckiej dyscypliny kościelnej Kościołowi powszechnemu jest niemożliwe dla tego, który posiada Boski autorytet Wikariusza Chrystusa na ziemi.

Każdy katolik jest w stanie to rozpoznać i zgodnie z tym poznanym stanem żyć. Wynika to z naszej świętej wiary, która zawarta jest w sposób najprzystępniejszy dla wiernych w zatwierdzonych przez Kościół katechizmach.

Inaczej rzecz się ma z zawiłościami prawa kanonicznego, którego dostateczną znajomość posiadają duchowni wykształceni w seminariach, gdzie lata spędzone na studium prawd Boskich i pogłębianiu życia duchowego mają owocować w pełnej ofiary i wysokich wymagań pracy duszpasterskiej. Nie każdy jednak kapłan jest od razu kanonistą, tym bardziej więc i od wiernych nie wymaga się (ani spodziewa) szczegółowej wiedzy dotyczącej prawa kanonicznego i jego interpretacji, zwłaszcza w kwestiach spornych czy nadzwyczajnych sytuacjach. Od tego zawsze były kompetentne organy diecezjalne czy rzymskie. Tym zajmowali się „zawodowi” kanoniści.

Powstali ostatnio w polskojęzycznej przestrzeni wirtualnej (i realnej) pewni świeccy katolicy, którzy znajomość prawa kościelnego zaczerpnęli z prywatnego zgłębiania konkretnych kanonów i stosowania ich do obecnej sytuacji wakatu Stolicy Apostolskiej. W ten sposób i do naszej Ojczyzny zawitał „Kościół teoretyczny” czystego prawa. Wyznawcy bowiem tego „Kościoła” starają się wiernie strzec integralnej wiary katolickiej potępiając jednak nawet swoich braci w wierze za „herezję sedewakantyzmu”.
“Papież” liberałów, modernistów, sodomitów, muzułmanów, lefebrystów…

Lefebrystom słusznie zarzucają dualizm eklezjalny (uznawanie za prawowitego okupanta Stolicy Apostolskiej przy jednoczesnym notorycznym niepodporządkowywaniu mu się). Choć jednak wierni „Kościoła teoretycznego” nie uznają autorytetu Bergoglio, bowiem ten kłóciłby się z wiarą katolicką, wpadli na pomysł uznawania sedewakantystów za heretyków. Powodem miałyby być konsekracje biskupie bez mandatu apostolskiego praktykowane przez dzisiejszych katolickich biskupów uznających wakat. Pomijając już oczywisty absurd wynikający z braku autorytetu kompetentnego do wydania takiego mandatu (przecież mamy sedem vacantem), herezją tych ostatnich miałoby być pomijanie konieczności takiego mandatu na podstawie zasady epikei.


czwartek, 30 stycznia 2014

Ukraiński "nacjonalizm" ruchem całkowicie anty-polskim i godnym potępienia.

Jak dobrze wiemy, ukraińska "nacjonalistyczna" partia "Swoboda", z żadnym nacjonalizmem nie ma nic wspólnego. Jest to partia neo-nazistowska, banderowska, nawiązująca wprost do tradycji OUN-UPA... Poza tym, jak od niedawna również widzimy, jest to tez partia pro-unijna, opowiadająca się za dołączeniem Ukrainy do UE... 

Jednak zastanówmy się, po pierwsze, czy na Ukrainie w ogóle istnieją organizacje prawdziwie nacjonalistyczne, a po drugie, czy jako Polacy możemy i powinniśmy z nimi współpracować lub je popierać?

Drugą co do wielkości organizacją nacjonalistyczną na Ukrainie, jest "Prawy Sektor". Wielu Polskich Nacjonalistów w ostatnim czasie zachłysnęło się tą formacją. Uważają ją za tą lepszą, autentyczną alternatywę dla swobody. Snują nawet plany zorganizowania "polskiego majdanu" i brania przykładu własnie od Prawego Sektora. Mają zapewne nadzieje, że to własnie niezależny, i anty-unijny Prawy Sektor wygra "bój o Ukrainę", i wtedy stanie się ona ostoją europejskiego nacjonalizmu... 

Cóż za głupota i naiwność!!! Już sama nazwa tej organizacji mówi za siebie... Niestety, mało kto zna, a inni nie chcą znać pełnej nazwy, która brzmi - "Prawy Sektor im. Stefana Bandery"!!! Jeśli ktoś w tak bezpośredni sposób odwołuje się do postaci Bandery, to nie warto z nim w ogóle rozmawiać. 

Poza tym, podstawowym celem polskiego Obozu Narodowego, powinno być odbudowanie prawdziwego Państwa Polskiego, w jego pełnych granicach - tzn. z granicą wschodnią taką, jaka była przed II Wojną Światową. To jest nasz priorytet! Nie wolno nam o tym zapominać! Współczesne granice zostały nam narzucone na konferencji Jałtańskiej przez Stalina. Polacy nie mieli na to najmniejszego wpływu. Nasi "sojusznicy" - USA i Wlk. Brytania zwyczajnie sprzedali Polskę Stalinowi, przede wszystkim zaś nasze Kresy, które weszły w skład ZSRR. Te ziemie stały się terenem okupowanym, zaborem pod panowaniem Związku Radzieckiego, po którego rozpadzie weszły w skład niepodległym państw - Litwy, Białorusi i Ukrainy. Nie oznacza to jednak że Polska nie ma już do nich prawa. Owszem, nie należy obarczać tych państw winą za okupacje Kresów, ale należy dokładać wszelkich starań, aby te ziemie odzyskać. Są to bowiem nasze ziemie, ziemie rdzennie polskie, które się nam w pełni należą, i stanowią integralną część naszej Ojczyzny. O te własnie ziemie walczył Roman Dmowski w Wersalu! To własnie Ojciec Niepodległej Polski pisał w 1903 r.: "Najodpowiedniejszym polem dla naszej ekspansji narodowej są Litwa i Ruś (…) Jest to wielkie terytorium, a w porównaniu z Królestwem i Galicją słabo zaludnione."


piątek, 24 stycznia 2014

Sprzeciw wobec kanonizacji żyda Wojtyły-Katza

Od "TENETE TRADITIONES": zachowana oryginalna pisownia dokumentu - zwroty urzędowe wg. norm kanonicznych (Jego Ekscelencja, Świątobliwość, Papież itp. itd.)

I poznacie prawdę a prawda was wyzwoli

Otwarty sprzeciw katolików i Polaków wobec kanonizacji papieża Jana Pawła II!

Warszawa, dnia 15 grudnia 2013 r.

Jego Świątobliwość Papież Franciszek

przez ręce

Jego Eminencji ks. Kardynała Zenona Grocholewskiego.

Sąd Diecezjalny Wikariatu Rzymu (Rzym – Watykan)

oraz Kongregacja ds. Kanonizacyjnych

za pośrednictwem Nuncjusza Apostolskiego w Polsce,

i Jego Ekscelencji abp. Józefa Michalika

Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski

Skwer kard. S. Wyszyńskiego 6

Warszawa

Otwarty sprzeciw katolików i Polaków wobec kanonizacji papieża Jana Pawła II!
Zgodnie z edyktami Kongregacji ds. Świętych Kościoła wydawanymi przed procesami beatyfikacji i kanonizacji, z których jeden publikowano w tyg. Roma sette w 1992 r., a którego fragment brzmi:

„Zachęcamy wszystkich wiernych do przekazywania nam lub nadsyłania do sądu diecezjalnego Wikariatu Rzymu wszelkich informacji, z których będzie można w jakiś sposób wyciągnąć wnioski sprzeczne z opinią świętości wspomnianego ‘Sługi Bożego’”; ( 6 – s. 17)

- zgłaszamy sprzeciw wobec zamierzonej kanonizacji papieża Jana Pawła II, pomimo formalnej beatyfikacji, która została zakwestionowana. (1 – s. 2) Podzielamy zresztą w całości stanowisko z Magazynu Chiesa viva – (Kościół żywy), nr 430 z września 2010 r. pt. ”Karol Wojtyła beatyfikowany? … nigdy!”

Magazyn ten, na czele z księdzem Luigi Villa – swoimi publikacjami – skutecznie powstrzymał beatyfikację Pawła VI.

Kanonizacja Jana Pawła II to silne uderzenie w Kościół

Chrystusowy, które po kanonizacji będzie wykorzystywane przez wrogów Kościoła Chrystusa, zwłaszcza przez żydomasonerię dla wykorzenienia Wiary w Boga w Trójcy Jedynego.

Motywujemy powyższe następująco:

Działalność Jana Pawła II w Kościele Katolickim, zarówno przed wyborem na papieża, jak i po wyborze to;

· zdrada religii Chrystusowej, zdrada wobec Kościoła Katolickiego, zdrada wobec ojczyzny swego pochodzenia – Polski.

Jan Paweł II był bardzo aktywnym i wpływowym twórcą II Soboru Watykańskiego (II SW), a słusznie porównuje się II SW z masońską Rewolucją Francuską. Na II SW została odrzucona Tradycja. Jan Paweł II sprzeniewierzył się przysiędze anty-modernistycznej, którą składa każdy Papież, a która brzmi:

„Przysięgam, nie zmieniać niczego co było przede mną strzeżone przez moich miłych Bogu poprzedników, ani nie naruszać, ani nie zmieniać, ani nie zezwalać na jakiekolwiek zmiany.

Przeciwnie: z gorącym umiłowaniem Tradycji, będę jej wiernym uczniem i dziedzicem, przysięgam zachowywać przekazane mi dobro z czcią i ze wszystkich moich sił.”

Jan Paweł II na II SW nie stosował się do wskazań tej przysięgi, ani jako papież jej nie dochował.

Konflikt ukraiński a sprawa polska. Polacy za Janukowyczem!

Ok kilku dni słyszymy o rzekomo tragicznej sytuacji na Ukrainie. Podobno jest tak źle, że grozi to rozpadem państwa. Nie warto jednak wierzyć mediom, gdyż według relacji osób tam mieszkających, nic tragicznego się nie dzieje.

Jak pisał dziś Sz. Pan Bogdan Moroz (Założyciel i prezes Fundacji "Pomoc Polakom na Podolu, Wołyniu, Pokuciu i Bukowinie"):
Na ostudzenie "gorących głów", które wypisują na Facebook-u rozmaite bzdury (powielając kłamstwa i plotki) na temat sytuacji na Ukrainie. "Julka", jak potocznie nazywają na Ukrainie" b. Premier J. Tymoszenko ma zostać dzisiaj doprowadzona (z więzienia) na rozprawę sądową. Chodzi o kolejne kryminalne czyny, których wcześniej się dopuściła. Życie na Ukrainie (poza wiadomymi zbrodniczymi burdami wszczętymi przez agenturalnych wichrzycieli i spadkobierców OUN UPA) toczy się normalnie. Ukraina liczy ponad 50 mln mieszkańców, a tych tam... jest garstka. Jakieś mrzonki o jakiejś rewolucji to kazki, to jakieś chciejstwo. Zaś w sławnych historycznie Podhorcach (rejon brodowski, obwód lwowski), gdzie mieszkam, jest piękna mroźna i śnieżna pogoda. W ogóle - bajkowo.
Jednak zastanówmy się czysto hipotetycznie, gdyby rzeczywiście miało dojść do eskalacji konfliktu, czy nawet wojny domowej, to jaka sytuacja, w obecnych okolicznościach politycznych Polski i Europy, była by dla nas, Polaków najkorzystniejsza. 

Pomijam tutaj w ogóle wątek jakiegokolwiek poparcia dla tzw. "opozycji" - jakie prezentują "nasze" media, i politycy. Nie można popierać rewolucjonistów, zadymiarzy i banderowców, przesiąkniętych chorą nienawiścią do nas Polaków, oraz wszystkiego co z Polską związane, a czego pełno jest jeszcze na Kresach Wschodnich Najjaśniejszej Rzeczypospolitej - czyli ziemiach obecnej Ukrainy zachodniej (inne nazwy - Małopolska Wschodnia, Galicja, Ruś Czerwona). Jest dla mnie wielkim zdziwieniem, że istnieją środowiska uważające się za prawicowe czy patriotyczne, które popierają tą dziką swołocz, twardo utożsamiając ją z trendem prozachodnim czy prounijnym (są to najczęściej te same środowiska, które jeszcze tak niedawno, na naszym podwórku, były zaciekle anty-unijne, lub przynajmniej sceptyczne... ironia losu?). Jednak jak dobrze wiemy nie jest to już ten prozachodni i proeuropejski majdan z czasów "pomarańczowej rewolucji" (niemniej zresztą godny potępienia). Ten obecny, przesiąknięty jest niebezpiecznym duchem fałszywego, szowinistycznego nacjonalizmu w wydaniu neo-banderowskiej "Swobody"...


wtorek, 21 stycznia 2014

"Diabeł się w ornat ubrał, i ogonem na Msze dzwoni..."

Przed ponad tygodniem, 9 stycznia 2014 r., po przeciętnym dniu, wszedłem sobie z ciekawości na tzw. "Wiadomości Tradycji", aby zobaczyć co nowego słychać w bractwie fellay'owców. Niczego ciekawego się w sumie nie spodziewałem, a tu niespodzianka. Na głównej stronie FSSPX podana taka informacja: "Powstanie dystrykt FSSPX Europy Środkowej i Wschodniej". Początkowo pomyślałem, że nasz drogi ksiądz przełożone, Her Stehlin, otrzymał kolejny awans, i jeszcze dumniej będzie patrzył na nas Polaków z góry, swoim germańskim wzrokiem. A tu nie! Oto co przeczytałem:
"15 sierpnia br. istniejący dotąd Dom Autonomiczny FSSPX Europy Środkowej i Wschodniej (obejmujący Polskę oraz kraje Europy Wschodniej: Białoruś, Estonię, Litwę, Łotwę, Rosję i Ukrainę) zostanie podniesiony do rangi dystryktu, a jego przełożonym zostanie ks. Łukasz Weber ze Szwajcarii. Dotychczasowy przełożony Domu Autonomicznego, ks. Karol Stehlin, zastąpi ks. Daniela Couture’a jako nowy przełożony dystryktu Azji."

za http://news.fsspx.pl/
Była to na prawdę wielka radość! I nie dlatego, abym miał jakiś osobisty problem z osobą x. Stehlina, czy z powodu jakieś niechęci do Niemców. Nie. Po prostu ciesze się, że ten człowiek nie zrobi więcej szkód w naszym Kraju, co do tej pory. I nie chodzi tu nawet tak bardzo o jego działalność sprzed kilkunastu lat, kiedy rzeczywiście zakładał tutaj podwaliny pod katolicką Tradycję, a bractwo twardo trzymało się anty-modernistycznej linii abp. Lefebvre, od której w ciągu ostatnich lat odeszło. Chodzi mi właśnie przede wszystkim o okres najnowszy, o ostatnie lata. Polityka x. Stehlina jest oczywista. Idzie on wraz z bp. Fellay'em na porozumienie z modernistami. Zdradził on dzieło abp. Lefebvra, które choć nigdy nie było w pełni doskonałe, to jednak chwalebne. 

Jednak nie tylko o samą doktrynę tutaj chodzi (jest bowiem dalece wątpliwe, aby nowy przełożony różnił się pod tym względem znacząco od x. Stehlina), ale i o postawę Her Karla wobec nas Polaków, jaką prezentuje on nieprzerwanie od kilkunastu lat swego pobytu. Ks. Stehlin, traktuje Polską nie jako Kraj, w którym jest on gościem, ale jako swój prywatny folwark! Jest to typowa postawa wielu Niemców, mamy tu normalny przykład. Jednak katolickiemu [?] duchownemu takie zachowanie po prostu nie przystoi, niezależnie od narodowości. Będąc gościem w jakimś kraju powinien on odnosić się do nas, gospodarzy, z wielkim szacunkiem, a nie prezentować postawę "pana na majątku", który wszystkim rozkazuje, i traktuje jak swoich podwładnych.


czwartek, 16 stycznia 2014

Dzień modlitwy za żydów wiarołomnych

Zamiast Dnia judaizmu, my przeżywamy jutro Dzień modlitwy za żydów wiarołomnych.

Modlitwa za żydów z liturgii Wielkiego Piątku wg mszału św. Piusa V:

Módlmy się za żydów wiarołomnych
aby Bóg i Pan nasz zdarł zasłonę
z ich serc, iżby i oni poznali
Jezusa Chrystusa Pana naszego.
Módlmy się: Wszechmocny wiekuisty Boże,
który od miłosierdzia Twego nawet
Żydów wiarołomnych nie odrzucisz:
wysłuchaj modły nasze za ten lud
zaślepiony, aby wreszcie, poznawszy
światło prawdy, którym jest Chrystus,
z ciemności swoich został wybawiony.
Przez Tegoż Chrystusa Pana naszego. Amen.


środa, 8 stycznia 2014

120 rocznica urodzin o. Maksymiliana Marii Kolbego


W dniu 8 stycznia 1894 r. w Zduńskiej Woli, w domu Juliusza Kolbego i Marianny z Dąbrowskich urodził się ich drugi syn. Na chrzcie św., który odbył się tego samego dnia w kościele Wniebowzięcia NMP, nadano mu imię Rajmund.

Jego rodzice zajmowali się tkactwem, jednak z powodu trudności materialnych przenieśli się najpierw do Łodzi, a potem do Pabianic, gdzie ojciec pracował w fabryce, a matka prowadziła sklepik i pracowała jako położna. Juliusz i Marianna Kolbowie należeli do III Zakonu św. Franciszka. Ich dzieci (najstarszy syn Franciszek, Rajmund i najmłodszy Józef) pierwsze nauki pobierały w domu rodzinnym. Nieprzeciętna inteligencja Rajmunda oraz jego wybitne zdolności szły w parze z dość energicznym temperamentem. Niejednokrotnie był upominany przez matkę za niewłaściwe zachowanie; aż pewnego dnia ze smutkiem i troską zapytała: „Co z ciebie wyrośnie, synku?” 10-letni chłopiec tak głęboko wziął sobie do serca matczyne pytanie, że zaczął prosić Matkę Bożą, by mu powiedziała, co z niego wyrośnie. Powoli poważniał, częściej się modlił. Zauważyła to matka i zapytała o przyczynę zmiany. Początkowo nie chciał powiedzieć, ale uległ prośbom i opowiedział: „Kiedy w kościele modliłem się przed obrazem Matki Najświętszej, wyciągnęła Ona do mnie ręce, w których trzymała dwie korony: białą i czerwoną. Zapytała, którą chcę wziąć. Wybrałem obie.”

Kolejnym przełomem w życiu Rajmunda były misje parafialne, które w 1907 r. w Pabianicach prowadził franciszkanin o. Peregryn Haczela ze Lwowa. On to zachęcił Rajmunda i jego starszego brata Franciszka, by rozpoczęli naukę w niższym seminarium franciszkanów we Lwowie. Wśród kolegów w lwowskim seminarium Rajmund wyróżniał zdolnościami do nauk ścisłych. Matematyka i fizyka to były jego dwa ulubione przedmioty. Już wtedy mówił o możliwościach lotu w kosmos i udowadniał to liczbami i prawami fizyki. Nie były to tylko młodzieńcze fantazje i marzenia. W 1915 r. w urzędzie patentowym złożył szkic „Eteroplanu”, aparatu umożliwiającego podróż w kosmos — był to projekt pojazdu międzyplanetarnego, opartego na zasadzie trójczłonowej rakiety nośnej.

Przebywając w niższym seminarium postanowił poświęcić się na służbę Maryi. Uczynił to w katedrze lwowskiej przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej, tym samym przed którym król polski, Jan Kazimierz, ogłosił Maryję Królową Polski i złożył na Jej ręce ślubowanie. Ojciec Maksymilian tak opisuje swoje oddanie: „Z twarzą pochyloną ku ziemi obiecałem Najświętszej Maryi Pannie, królującej na ołtarzu, że będę walczył dla Niej. Jak? — nie wiedziałem, ale wyobrażałem sobie walkę orężem materialnym”. Wiedział jednak, że walki zbrojnej nie można pogodzić ze stanem duchownym. Dlatego chciał zrezygnować z kapłaństwa i poświęcić się służbie jako żołnierz. Zdanie to podzielał jego brat Franciszek. Gdy już podjęli decyzję o wystąpieniu z seminarium, w odwiedziny przyjechała matka, która zakomunikowała synom, że wraz z ojcem chcą się poświęcić na wyłączną służbę Bogu. Dla Rajmunda był to znak Bożej Opatrzności, że ma pozostać w seminarium. W 1910 r. poprosił o przyjęcie do nowicjatu franciszkanów i wybrał dla siebie nowe imię: Maksymilian.

W 1912 r. rozpoczął studia w Krakowie, kilka miesięcy później został skierowany do Międzynarodowego Kolegium Serafickiego w Rzymie. Śluby wieczyste złożył 1 grudnia 1914 r. przyjmując imię Maria. Doktorat z filozofii na uniwersytecie Gregorianum uzyskał w 1916 r. Rok później, w 1917 r., jeszcze jako subdiakon, powołuje do życia Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae).

28 kwietnia 1918 r. przyjął święcenia kapłańskie. Mszę świętą prymicyjną odprawił w kościele S. Andrea delle Fratte w Rzymie. W 1919 r. wrócił do Polski, która niedawno odzyskała niepodległość. Dla siebie, swoich duchowych braci, a także wszystkich ludzi pragnął tylko jednej podległości: być Rycerzem Niepokalanej!

Samemu do Niej się zbliżyć, do Niej się upodobnić, pozwolić, by Ona opanowała nasze serce i cała naszą istotę, by Ona żyła i działała w nas i przez nas, by Ona miłowała Boga naszym sercem, byśmy do Niej należeli bezgranicznie — oto nasz ideał.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Święto Objawienia Pańskiego - Trzech Króli


Powstań, Jeruzalem, i rozbłyśnij jasnością, bo przybywa światłość twoja i chwała Pańska wzeszła nad tobą. Bo oto ciemności okryją ziemię i mrok narody, nad tobą zaś wzejdzie Pan i ujrzą w tobie Jego chwałę. I będą poganie chodzić w świetle twoim, a królowie w blasku twego wschodu. Podnieś wokoło twe oczy, a oglądaj: wszyscy ci zgromadzili się, do ciebie przybyli. Synowie twoi z daleka przybędą, a córki twoje z boku powstaną. Wtedy ujrzysz i promieniować będziesz radością. Zadziwi się i rozszerzy twe serce, gdy zwróci się ku tobie bogactwo morza, moc pogan do ciebie przybędzie. Niby potop przykryje cię mnóstwo wielbłądów, dromaderów z Madianu i Efy. Wszyscy z Saby przybędą, przynosząc złoto i kadzidło i głosząc chwałę Panu. ( Iż. 60, 1-6)




czwartek, 2 stycznia 2014

75 ROCZNICA ŚMIERCI PANA ROMANA DMOWSKIEGO


Roman Dmowski umarł 2 stycznia 1939 roku w Drozdowie. 
Uroczystości pogrzebowe polskiego polityka miały miejsce 7 stycznia 1939 roku. W trakcie ceremonii trumna z ciałem Romana Dmowskiego została przewieziona ulicami Warszawy na Cmentarz Bródnowski. W jego pogrzebie wzięło udział ok 200 tysięcy osób, co uczyniło go jedną z największych manifestacji narodowych okresu międzywojennego.


Z kazania ks. Nowakowskiego nad trumną Romana Dmowskiego 

 "... Umarł Roman Dmowski! jak to, więc umarł Budziciel duszy polskiej do wspólnego życia? Odszedł spośród żyjących Stróż czystości sumienia polskiego? Od zarania do chwil ostatnich ofirnik świadomy? Więc zastygła myśl twórcza Wielkiego Kanclerza Narodu?
Tak! Był to Budowniczy życia duchowego, Kapłan co z przygasłych, pokrytych popiołem nieszczęść dziejów zaledwie tlejących nikłym zarzewiem węgli, rozdmuchał swym tchnieniem ognisko narodowe, wzniecił płomień miłości Ojczyzny.
Płomień, co obudził ospałych, podniósł gnuśnych, ożywił oziębłych, ba i więcej, co do życia z wiekowego zapomnienia budził nowe siły w ludzie polskim i pasował ten lud na Naród, na świadomych współobywateli pracy wspólnej, obrońców wolności i twórców przyszłości Polski, odpowiedzialnych swymi wysiłkami za życie i wielkość Ojczyzny. Odszedł wielki i wierny aż do ostatniej chwili Sługa drogiej nam wszystkim i ponad wszystko ziemskie - Ojczyzny...
Kto w myśli się wczuje w życie i czyny Romana Dmowskiego, ten pojmie, że Bóg, zamierzając wskrzesić Polskę, zesłał jej męża niepospolitego, który naprostował drogi i w sposób jasny postawił przed Narodem jego cele i zadania".

(ks. prał. Marceli Nowakowski, fragm. z kazania pogrzebowego wygłoszonego w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie w dn. 7 stycznia 1939 roku)

"Runął jak dąb prastary - pogrzeb Romana Dmowskiego"


7 stycznia (sobota) 1939 roku w Katedrze św. Jana odbyło się nabożeństwo żałobne ś.p. Romana Dmowskiego. O emocjach tamtych dni, nawiązaniu do "Dziedzictwa" i wielkiej manifestacji narodu pisze Przemysław Andrejuk, lekarz, poseł na Sejm V kadencji. Polecamy.

„Na środku małego kościółka wiejskiego stał niewysoki katafalk, ubrany w zieleń świerkową, wśród której parę dziesiątków świec się jarzyło. Na katafalku spoczywała wielka, czarna trumna z krzyżem i obramowaniami z białej blachy, skromna trumna drewniana. (...)
Ksiądz skończył egzekwie, zaczęto odstawiać świece i świerczynę. Grzegorz i trzej inni ludzie, widocznie ze służby, wzięli trumnę na barki i ponieśli za księdzem. Przed kościołem czekało sześciu ludzi z pochodniami, przy których słabym świetle pochód ruszył w drogę. Ta garstka, przedzierająca się z trumną przez ciemności nocne, sprawiała jakieś niesamowite wrażenie: wyglądało to tak jakby grzebano kogoś ukradkiem, z dala od oczu ciekawego świata.

Kościół stał na skraju wsi, a blisko niego, tuż za wsią leżał mały cmentarzyk. Na cmentarzu czekał dół, wyrąbany w zmarzłej ziemi. Ustawiono nad nim trumnę, a ksiądz cichym, jakby zdławionym głosem dośpiewywał rozdzierające melodie obrzędu pogrzebowego. Trumnę opuszczono w dół i rozległ się głuchy łoskot spadających na nią grud ziemi. (...) Mowy pogrzebowej nie było.”
Przytoczona ceremonia pogrzebowa, pochodzi z pierwszych stron „Dziedzictwa” powieści, którą wydał pod koniec 1931 roku pod pseudonimem Kazimierz Wybranowski Roman Dmowski. Zrodzony w wyobraźni autora pochówek jest o tyle intrygujący, że przedstawia pogrzeb człowieka zamożnego. Człowieka, którego z pewnością stać było na więcej niż tylko na „świece i świerczynę”.