Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

piątek, 4 grudnia 2020

Ścienny 'Kalendarz katolicki' AD 2021 już dostępny!

Prezentujemy Państwu z największą radością w całkowicie nowej odsłonie - ścienny 'Kalendarz katolicki' na Rok Pański 2021 z tradycyjnym kalendarzem liturgicznym według Missale Romanum 1920 (z późniejszymi zmianami aż do 1954 r. - bez zmian poczynionych przez komisję liturgiczną Hannibala Bugniniego). Kalendarz wydany został przez Redakcję Pisma "Myśl Katolicka – Organ Katolików Świeckich", we współpracy i z pomocą Redakcji Pisma "Katolik  – Głos Katolickiej Tradycji". Przy tworzeniu niniejszego kalendarza korzystaliśmy przede wszystkim z nieocenionego "Mszału Rzymskiego z dodaniem nabożeństw nieszpornych" o. G. Lefebvre'a OSB, w tłumaczeniu oo. Benedyktynów tynieckich z 1949 r. oraz innych źródeł, jak również z rady i pomocy Wielebnego xiędza Rafała Trytka ICR, duszpasterza wiernych Rzymskich Katolików integralnych w Polsce.

Przy dniach oznaczono święta, uroczystości, patronów, kolor szat liturgicznych, dzień postny oraz najważniejsze święta państwowe lub ludowe. Wszystkie informacje w formie czytelnych ikonograficznych znaków. Kalendarium ilustrują piękne dzieła sztuki sakralnej i religijnej różnych autorów, z okresu późnego średniowiecza i wczesnego renesansu (XV / XVI wiek). 

Wierni katolicy rzymscy integralni znajdą tu również cenne wskazania dotyczące dyscypliny postnej kreślonej przez aktualny, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku, który rozróżnia trzy typy postów: jakościowy (abstinentia) – polegający na wstrzymaniu się od spożycia mięsa; ilościowy (ieiunium) – polegający na ograniczeniu się do jednego sytego posiłku w ciągu dnia i dwóch mniejszych; ścisły (ieiunium et abstinentia) – polegający na jednoczesnym ograniczeniu się do jednego posiłku dziennie do sytości, jak i na wstrzymaniu się od spożywania potraw mięsnych. Jest to więc połączenie postu jakościowego i ilościowego. Jak zawsze kalendarz uwzględnia Obchody Suchych Dni które sięgają najdawniejszej epoki Kościoła i obejmują trzy dni tygodnia związane ściśle z Męką Chrystusa, czyli dni modlitw i postu obchodzone w środę, piątek i sobotę na początku każdej pory roku.

Jest to jedyny na chwilę obecną, w pełni katolicki i tradycyjny kalendarz, wydany w naszej Ojczyźnie z uwzględnieniem wszystkich świąt dla diecezyj polskich (zwłaszcza dla archidiecezyi krakowskiej, na terenie której znajduje się nasza kaplica), z którego wszyscy wierni katolicy w Polsce mogą bez obaw korzystać, nie narażając się przy tym na korzystanie ze "zreformowanych" kalendarzy (wg edycji 1962), promowanych przez indultowców i lefebrystów. Zapraszamy do zapoznania się i życzymy owocnego korzystania z tego małego dziełka, stworzonego dla szerzenia większej chwały Bożej, jak i dla własnego zbawienia, ubogacenia duchowego i intelektualnego, wzrastania w umiłowaniu nienaruszonej świętej liturgii Kościoła Świętego oraz życia nią i według niej na co dzień, cały czas nieustannie korzystając z tego niewyczerpanego i niezastąpionego skarbca autentycznie katolickiej Wiary i pobożności wszystkich wieków.

Kalendarz można zamówić pisząc na adres e-mail : myslkatolicka@gmail.com

Koszt druku wynosi 20 zł, płatność z góry. Drukujemy w profesjonalnej drukarni, kalendarz składa się z 13 osobnych, jednostronnie drukowanych, kolorowych kart na grubym papierze kredowym w formacie A3, całość złączona na spirali.

Dostępność ograniczona! W razie potrzeby będziemy dodrukowywać kolejne egzemplarze, dlatego czas oczekiwania na wysyłkę może się wydłużyć do max. 30 dni (bardziej opłaca się drukować kilkanaście / kilkadziesiąt egzemplarzy jednocześnie, niż każdy z osobna, inaczej cena byłaby wyższa). 

Kalendarz dostępny będzie również od 25. XII w kaplicy krakowskiej.

Redakcja Myśli Katolickiej - Organu Katolików Świeckich

ZA: https://myslkatolicka.blogspot.com/2020/12/scienny-kalendarz-katolicki-ad-2021-juz.html

sobota, 28 listopada 2020

X. Rafał J. Trytek ICR: Szykany wobec kapłanów.

Święcenia kapłańskie x. Damiana Dutertre w Verrua Savoia, 26.05.2018 r.


Szykany wobec kapłanów

Kapłan Instytutu rzymskokatolickiego w Kanadzie, ks. Damian Dutertre, został zmuszony do przerwania mszy świętej przez policję. Proszę wszystkich wiernych o modlitwę za nasz apostolat, by mógł trwać i się rozwijać.

Polecam wiernym również modlitwę za śp. kapłanów ks. Raffalli i ojca Pio z Cordoby, kapucyna, a także chorych- Filipa Guepin i ks. Avril.

ks. Rafał J. Trytek ICR

ZA: http://sedevacante.pl/teksty.php?li=129

niedziela, 22 listopada 2020

J. Exc. x Bp Donald H. Sanborn: Przepowiednie o końcu świata. Kazanie na Ostatnią Niedzielę roku.

Przepowiednie o końcu świata

Kazanie wygłoszone w Ostatnią Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego

(24. XI. 2019 r.) w Londynie, w kaplicy św. Edmunda

BP DONALD J. SANBORN

––––––––

     W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

     Dzisiejsza Ewangelia stwarza pewne trudności zarówno egzegetom jak i przeciętnemu słuchaczowi, gdyż, Pan nasz Jezus Chrystus skończywszy opisywać koniec świata, oświadcza bardzo uroczyście: "Zaprawdę powiadam wam, iż nie przeminie to pokolenie, ażeby się stało to wszystko. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą". Tak więc egzegeci mają problem czy ten fragment jest rzeczywiście o końcu świata i dlaczego Pan Jezus to mówi. Wyjaśnienie staje się zrozumiałe, gdy przyjrzymy się następującemu po tym fragmencie wersetowi: "Lecz o owym dniu i godzinie nikt nie wie, ani aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec". Wypowiada te słowa jeszcze w innym miejscu; na pytanie Apostołów: "Kiedy będzie koniec świata?" Pan Jezus odpowiedział: "Nikt nie wie". Mamy więc jasny kontrast: "to pokolenie", "to wszystko" wobec "ów dzień". A zatem w tej Ewangelii Pan Jezus używa słów "to" i "ów" odnosząc się do dwóch różnych zagadnień. Przepowiednie te mają miejsce w Świątyni, na krótko po chwalebnym i triumfalnym wjeździe Chrystusa do Jerozolimy w Niedzielę Palmową. Tuż wcześniej Pan Jezus wypowiedział siedem "biada" do uczonych w Piśmie i faryzeuszy, bo tak jak jest siedem błogosławieństw, tak też jest i siedem "biada" wygłoszonych w Ewangelii św. Mateusza, gdzie Pan Jezus wręcz miażdży ich słowami nazywając grobami pobielanymi, pełnymi kości umarłych i wszelkiego plugastwa. Pan Jezus wręcz "rozrywa ich na strzępy" słowami.  Przepowiada im, że z powodu ich zaślepienia sprowadzą na Jerozolimę straszliwą zagładę. Dalej czyni im wyrzut: "Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków, i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani, ile razy chciałem zgromadzić dzieci twoje, jako kokosz zgromadza kurczęta swoje pod skrzydła, a nie chciałoś? Oto wam zostanie dom wasz pusty". To powiedziawszy opuścił Świątynię. Lecz uczniowie podeszli do Niego i zaczęli Mu pokazywać budynki Świątyni, lecz On im rzekł: "Widzicie to wszystko? Zaprawdę powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony". Później, gdy przebywał na Górze Oliwnej, która położona jest bardzo blisko od Jerozolimy, bo tam się udał ze Świątyni, nadeszli uczniowie i pytali Go: "Powiedz nam kiedy to będzie, i co za znak Twojego przyjścia i końca świata?". Uczniowie pytają Go o dwie różne rzeczy. "Kiedy to będzie?" to pytanie odnosi się do zburzenia Jerozolimy, a "…co za znak Twojego przyjścia i końca świata" to zupełnie inny temat. Więc pytają oni o dwie różne sprawy. Nasz Pan Jezus Chrystus odpowiada najpierw na drugie pytanie, pytanie o koniec świata. Odpowiedź, której udziela nasz Pan oznacza, że zburzenie Jerozolimy jest niejako zapowiedzią końca świata. Są to bardzo podobne zdarzenia. Pierwsze z nich to zniszczenie Świątyni Jerozolimskiej, oraz Jerozolimy w ogóle. Te wydarzenia są do siebie bardzo podobne, zarówno co do samego zniszczenia, jego skali jak i pod względem przyczyny zburzenia Jerozolimy i znaków zapowiadających nadchodzące zburzenie Jerozolimy i koniec świata.

piątek, 20 listopada 2020

45'ta rocznica śmierci gen. Francisco Franco.

Dokładnie 45 lat temu, 20 listopada 1975 roku zmarł w Madrycie, w wieku 82 lat (ur. 4 XII 1892), gen. Francisco Paulino Hermenegildo Teódulo Franco y Bahamonde Salgado Pardo de Andrade, żołnierz i mąż stanu, Caudillo Krucjaty i Hiszpanij. Ostatni Krzyżowiec, Bohater i wzór na nasze czasy, który zatrzymał komunizm, ocalił swą Ojczyznę i całą Europę przed ostateczną zagładą (gdyby w 1939 r. komuniści uderzyli z dwóch stron, to zmiażdżyli by Europę). Człowiek któremu czerwono-różowe hieny, ta kudłata zgraja, nie dała zaznać spokoju nawet 44 lata po śmierci, wyrywając Jego zwłoki z miejsca świętego w Dolinie Poległych.


Cześć i chwała Bohaterowi!
Wieczna pamięć!
+R.I.P.+

 Testament gen. Franco:

Hiszpanie! W chwili gdy przychodzi mi złożyć życie w ręce Najwyższego i oddać się bezapelacyjnie pod Jego osąd, proszę Boga o to, by zechciał mi łaskawie dozwolić korzystać ze Swej Obecności, albowiem pragnąłem żyć i umrzeć jako katolik. W Imię Chrystusa szczycę się tym i zawsze było to moją wolą, że jestem wiernym synem Kościoła, na łonie którego dokonam żywota.
Wszystkich proszę o wybaczenie, podobnie, jak sam wybaczam z całego serca tym, którzy okazali się moimi wrogami, jakkolwiek ja sam za takich ich nie uważałem. Wierzę i chciałbym, aby tak było, iż nie można wśród nich znaleźć nikogo oprócz wrogów Hiszpanii, którą kocham do ostatniej godziny i której obiecałem służyć do końca życia, a ten, jak wiem, jest już bliski.
Pragnę podziękować wszystkim, którzy z entuzjazmem, oddaniem i nie dbając o siebie współpracowali w wielkim przedsięwzięciu, którego celem było, aby Hiszpania stała się krajem zjednoczonym, wielkim i wolnym. W imię miłości, jaką czuję do naszej Ojczyzny proszę Was, abyście zachowali tę jedność i pokój oraz obdarzyli przyszłego króla Hiszpanii, Don Juana Carlosa de Bourbon, takim samym uczuciem i taką lojalnością jaką obdarzaliście mnie, żebyście podjęli współpracę i udzielali mu w każdej chwili takiego samego poparcia jak mnie.
Pamiętajcie, że wrogowie Hiszpanii i cywilizacji chrześcijańskiej nie śpią. Czuwajcie zatem i Wy i przedkładajcie najwyższy interes ojczyzny i ludu hiszpańskiego nad jakiekolwiek plany osobiste. Musicie zdobywać sprawiedliwość społeczną i kulturę dla wszystkich ludzi zamieszkujących Hiszpanię i uczynić to swoim nadrzędnym celem. Zachowajcie jedność Hiszpanii, sławiąc w bogatej różnorodności jej regionów źródło jedności ojczyzny. W chwili, gdy zbliża się moja ostatnia godzina, chciałbym połączyć w jedno takie słowa, jak Bóg i Hiszpania, oraz wszystkich Was wziąć w ramiona, by stojąc u progu śmierci, po raz ostatni wznieść z Wami okrzyk:
Naprzód Hiszpanio! Niech żyje Hiszpania!
Francisco Franco

środa, 18 listopada 2020

Ks. Walery: Walka o mszę wszechczasów w Polsce?

Walka o mszę wszechczasów w Polsce?

Ktoś podzielił się ze mną wiadomością o prześladowaniach prawdziwych katolików i duchowieństwa w Polsce: 19.10.2020 BRUTALNA INTERWENCJA POLICJI NASŁANEJ PRZEZ KSIĘŻY SALEZJANÓW!!!"

Poświęciłem trochę czasu na przestudiowanie tego wydarzenia, aby zrozumieć, co naprawdę wydarzyło się 19 października 2020 roku w polskim mieście Poznań, na ulicy Wronieckiej 9.


Salezjanie – żądamy
Mszy Św. Wszechczasów
w kościele
Poznań, Wroniecka 9, adres strony internetowej
(Napis na drzwiach)

Na końcu nagrania widać, że ks. novus ordo Michał Woźnicki (który w 2017 roku rozpoczął „walkę” o „Mszę Wszechczasów”) i jego ministrant zostali „ewakuowani” z kaplicy domowej przez policję. Policjanci chwycili ich za ręce i nogi i znieśli po schodach bezpośrednio do policyjnej furgonetki.

Informacje pod video ogólnie wyjaśniają sytuację (pisownia oryginalna, w tym artykule zamieszczono ze skrótami – ks. W.):
"Msza Święta w rycie rzymskim jest odprawiana codziennie przez Ks. Michała Woźnickiego SDB w Kaplicy-Celi Księdza w Domu Salezjańskim przy kościele pw. N. M. P. Wspomożycielki Wiernych w Poznaniu przy ul. Wronieckiej 9.

Po Mszy Św. Kapłan z wiernymi modli się w intencji aby księża salezjanie przywrócili Mszę Św. w Wszechczasów do kościoła przy Wronieckiej 9.

Od 2016 r. trwa zmaganie Ks. Michała Woźnickiego SDB o przywrócenie Mszy Św. w rycie rzymskim do salezjańskiego kościoła przy ul. Wronieckiej 9 w Poznaniu. Zmaganie wspierają udziałem we Mszy Św. i modlitwą wierni.

Ksiądz Michał Woźnicki SDB dwukrotnie w 2019 roku (6 września oraz 22 listopada) oraz raz w 2020 roku (26 lutego, rozprawa zaplanowana 29 kwietnia została odwołana z powodu zarazy) stawał przed Sądem Cywilnym w Poznaniu pozwany przez Dom Salezjański z Wronieckiej.

Księża Salezjanie przed Sądem Cywilnym żądają eksmisji Księdza z mieszkania, w którym w Jego Kaplicy-Celi składana jest codzienna Najświętsza Ofiara Mszy.

Ksiądz Michał Woźnicki SDB jest jednym z trzech kapłanów salezjanów i to z tej samej Inspektorii Wrocławskiej, który w ostatnim czasie związał siebie obietnicą coram Deo et coram Ecclesia, wobec Boga i wobec Kościoła, by odprawiać do końca życia tylko i wyłącznie Mszę Świętą w rycie rzymskim oraz aby sprawować obrzędy innych sakramentów wg rytu sprzed soboru watykańskiego II.

Pierwszy taką decyzję podjął Ksiądz Jacek Bałemba SDB (17.02.2016 r.).

Drugim był Ksiądz Michał Woźnicki SDB (20.01.2017 r.).

Taką samą obietnicę złożył wobec Pana Boga, jako trzeci salezjanin, Ksiądz Dariusz Kowalczyk SDB (07.12.2019 r.).

Ks. Michał Woźnicki SDB za sprawowanie wyłącznie Mszy Św. w rycie rzymskim i bezkompromisowe głoszenie katolickiej nauki odrzucającej wszystkie nowoczesne błędy i herezje (liberalimz, modernizm, fałszywy ekumenizm) został w sierpniu 2018 r. wyrzucony ze Zgromadzenia Salezjańskiego.

Decyzja Generała Zgromadzenia zarzucająca mu nieposłuszeństwo potwierdzona została przez właściwą Kongregację rzymską działającą w autorytecie papieża.

Wobec pozostałych dwóch salezjanów wrocławski Inspektor Ks. Jarosław Pizoń SDB póki co nakazał im w lutym 2020 podjąć do dnia 15 kwietnia na nowo sprawowanie także nowej - posoborowej mszy (novus ordo missae), a jeśli nie - zagroził, że podejmie wobec nich stosowne kroki."
Na podstawie tego wyjaśnienia można stwierdzić, że nie chodzi tu o prześladowanie prawdziwych katolików w Polsce, lecz o niechęć księdza novus ordo Michała Woźnickiego do przekazania kluczy do mieszkania należącego do novus ordo „Zgromadzenia Salezjańskiego”. Zgromadzenie żąda, aby opuścił mieszkanie i oddał klucze.

Jednak ks. Woźnicki odmawia wyjścia i oddania kluczy, bo nie zgadza się na jego zwolnienie. Mówi, że ma prawo przebywać w mieszkaniu i wykorzystywać je jako placówkę walki o „Mszę Wszechczasów”. Wzywa swoich „braci-kapłanów”, aby poszli za nim i zaczęli uczyć się, jak odprawiać „Mszę Wszechczasów”.

Kazanie Ostrobramskie wygłoszone przez radjo w Ostrej Bramie dnia 4. IV. 1930 roku przez Ks. Tadeusz Sieczkę M. T Wk. Par Ostrobramskiej

 

Godną, sprawiedliwą i ze wszech miar zbawienną jest rzeczą z tej Ostrej Bramy, z tego miejsca  cudownego, gdzie już od 4 wieków króluje wielowładnie nasza Pani i Matka Miłosierdzia , wysławiać Maryę, chwalić Ją i dziękować Jej za łaski, jakie z tego miejsca zlewa na świat cały.

 I nie tylko przed tron Jej zanoszą się błagalne modły o każdej porze dnia od ludu wileńskiego, ale również do Niej zwracają się serca, które nie mają tej radości i zaszczytu, jakie wy macie, drodzy w Chrystusie,  którzy w tej cudownej kaplicy się znajdujecie; i serca te, być może, bijące daleko poza rubieżami naszej Rzeczypospolitej, tęsknią do Tej, co w Ostrej świeci Bramie , a za szczyt szczęścia sobie uważają, gdy mogą tutaj przybyć z pielgrzymką i u stóp Maryi Ostrobramskiej hołd pokorny złożyć.

 A gdy przybywają tu pierwszy raz, to Ostra Brama czyni silne, niezatarte na całe życie wrażenie.

 Ach! bo Ostra - Brama to nie pospolite zjawisko; nad ulicą miasta z budowana kaplica, a z kaplicy wygląda i złotem świeci cudowny Obraz.

 I zjawisko to jest tak wzniosłe, tak nie pospolite, a tak potężne, że nawet ludzie uczeni powiadają, iż można być niedowiarkiem, można być bluźniercą, świętokradcą, komunistą, można być obojętnym religijnie, ale przejść przez Ostrą Bramę obojętnienie można.

 Pątnicy, przybywający z dalekich stron, olśnieni blaskiem Ostrej Bramy powiadają: „Szczęśliwi jesteśmy, że danem nam było być w Ostrej Bramie".

 W roku 1856 odbywał podróże po Litwie i Żmudzi dr. med. kalwin Teodor Tripplin. Zwiedził on Wilno, wstąpił do Ostrej Bramy i w swoim pamiętnik udał wyraz swemu zachwytowi. „Zaprawdę — tak pisze — ani w całej Hiszpanji nie  widziałem nic świętszego, nic piękniejszego, rzewniejsze uczucie, wznioślejszą myśl wzbudzającego, jak kaplica Ostrobramska. Ugiąwszy swoje dumne kalwińskie kolana przed świętością wiernych braci,  poszedłem na od szukanie jedynego znajomego, któregom miał w Wilnie".

 I zdaje się, że jakoby świętość cudownego Obrazu zstąpiła z wyżyn ołtarza na kaplicę, przepoiła ją, przeniknęła, a z niej rozlała się po ulicy Ostrobramskiej.

 Wszak nikt nie śmie z a przeczyć, że i ulica Ostrobramska jest ulicą prawie świętą, ulicą prawie cudowną, ulicą, jak drugiej podobnej nie znajdziemy na święcie całym. A świętość ta datuje się nie od dziś, nie od wczoraj, ale ma za sobą tradycję kilku wieków.

 Wszak wiemy  że już blisko 200 lat mija, jak Magistrat Miasta wydał dekret , aby wszyscy, co przez Ostrą Bramę przechodzą lub przejeżdżają cum omni modestia — z całą skromnością, idąc cicho, czapkę, kapelusz zdejmowali, a w 50 lat przed wydaniem owego dekretu, w samych początkach wieku XVIII wodzowie wojsk zaborczych nie katolickich, wojsk szwedzkich i wojsk rosyjskich, wydawali rozkazy,  by żołnierze sprawujący wartę w Ostrej Bramie palić tytoniu w niej się nie ważyli, ani też śpiewać bluźnierczych i niereligijnych pieśni i to powodowani nie u wielbieniem dla Maryi, lecz przez bojaźni trwogę wobec wielkich cudów, jakie się tutaj działy.

  Tak, przejść przez Ostrą Bramę  obojętnie nie można, bo Ostra Brama jest to miejsce święte, miejsce cudowne i cuda ciągle się tutaj dzieją.

 „Iluż tutaj ciekawych tylko — pisze Ignacy Kraszewski — zamieniło się w pobożnych dzięki przykładowi, dzięki atmosferze modlitwy, która ich otaczała. Spytajmy ludzi, a jeśli szczerze wyznać zechcą, to przekonamy się, że u wielu z nich tu pierwszy raz pobożnie uderzyło serce“.

 „Przypomniałem sobie, pisze wyżej wspomniany dr. Teodor Tripplin, co mi opowiedział w Brześciu Litewskim jenerał Bartol w przytomności dzisiejszej ksieni kanoniczek warszawskich pani Dun Litwinki. Razu jednego przejeżdżał jenerał B. przez Ostrobramską ulicę z innym jenerałem wyznania protestanckiego i przejęty uczuciem religijnem zdjął kaszkiet. Drugi jenerał nie chciał się u korzyć przed świętością tutaj powszechnie u znaną i ku zgorszeniu obecnych tu się modlących zatrzymał na głowie przykrycie, urągając przytem zabobonności jenerała B. Wtem tuż pod bramą mocny wiatr zawiał, oderwał od przyległego domu szyld jakiś i rzucił go na głowę urągającego się wojskowego tak, że mu z niej strącił kaszkiet. Od tej chwili niedowiarek z daleka od bramy zdejmował na krycie, szanując to, co tylu ludziom święte".

 W naszych czasach — dzięki Bogu — pomimo ducha niewiary, jaki się szerzy, pomimo zarazy bolszewickiej i za wziętości Antychrysta, Ostra Brama nie straciła nic na znaczeniu.

 Szacunek i cześć religijna dla Ostrej Bramy w naszych czasach, zamiast maleć, z dniem każdym wzrasta...

 Dzisiaj jest po prostu nie do pomyślenia, aby ktokolwiek odważył się iść czy jechać przez Ostrą Bramę z nakryciem na głowie. Mało tego. Kaplica Ostrobramska wraz z ulicą Ostrobramską robi wrażenie katolickiego kościoła narodów.

 Robi wrażenie kościoła, gdyż wszyscy zachowują się tutaj, tak, jak w kościele. Tutaj przyjęte jest żegnać się, klęczeć n a ulicy, n a śnieg uczy na błocie i mówić kornie pacierze i śpiewać pieśni religijne, lub oparłszy się o filary galerji pozostawać w głębokiem skupieniu; tutaj wszyscy wyznają publicznie, przed światem całym, swoją wiarę, swoje uczucia religijne i swoje nabożeństwo, bo to jest Ostra Brama!

 Ulica Ostrobramska robi wrażenie katolickiego kościoła narodów,

 Przechodzą tędy przedstawiciele różnych wyznań religijnych i różnych narodowości. Przechodzą tędy żydzi, kalwini, protestanci, mahometanie, prawosławni i wszyscy oczy swe zwracają ku Temu Obrazowi: jedni przez ciekawość, drudzy z przyzwyczajenia, inni z pobożności.

 Żyd wrzuca pieniądz do skarbony ostrobramskiej, a na za pytanie, czemu tak czyni, odpowiada, wskazując ręką cudowny Obraz: „Ta mi wiele pomogła".

 Mahometanin prosi o Chrzest święty, bo od Maryi Ostrobramskiej wiele łask doznał.

 A oto wbiega do zakrytji kaplicy duchowny prawosławny i prosi na dzień następny o odprawienie Mszy św. przed cudownym Obrazem, bo jego córeczka kona na łożu śmierelnem.

„Choć jestem ewangelikiem — pisze ktoś, ale na tak wzniosły cel, jak ozdobienie cudownego Obrazu Ostrobramskiego, chętnie składam ofiary".
 
I takich przykład ów my, kapłani, obsługujący to miejsce święte, jesteśmy ciągłymi świadkami.

 Jeśli więc obcy i innowiercy, ci, którzy mają nie szczęście być w nie pewności zbawienia , być poza jednością prawdziwego Kościoła katolickiego, tak czczą Maryę Ostrobramską, o ileż bardziej my, katolicy, dzieci jednego prawdziwego Kościoła, naszą Matkę Ostrobramską czcić i wielbić winniśmy.

 Tak , godną, sprawiedliwą i zbawienną wielce  jest rzeczą z tego miejsca cudownego wysławiać Maryę, i chwalić Ją, i dziękować Jej za łaski, jak i zlewa na świat cały: na was, którzy znajdujecie się tutaj w tem cudownem miejscu, jak i na was, którzy po dalekich krańcach świata rozsiani, słuchacie przez radjo głosu z tej Ostrej Bramy; godną jest rzeczą dziękować Maryi i w chwilach krytycznych, w chwilach niebezpiecznych wołać do Niej tak, jak ten nadpis wskazuje na Bramie: Mater Misericordiae sub Tuum praesidium confugimus“ — Matko Miłosierdzia, pod Twoją obronę uciekamy się.

wtorek, 17 listopada 2020

Zmarł x. [bp?] Henryk Gulbinowicz. R.I.P.+

 Wczoraj w godzinach przedpołudniowych zmarł w szpitalu we Wrocławiu, ur 17 października 1923 r. w Wilnie x. Henryk Roman Gulbinowicz – polski duchowny rzymskokatolicki (w latach 1950 -1965), doktor teologii, tercjarz franciszkański. W 1944 r. został przyjęty do Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego w Wilnie i jednocześnie rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. W 1945 r. jako kleryk uzyskał maturę i wstąpił do Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, przyjmując imię zakonne Alojzy. Od tego samego roku odbywał studia w Białymstoku, dokąd przymusowo zostały przeniesione obydwie uczelnie, których był studentem. Święceń prezbiteratu udzielił mu 18 czerwca 1950 r. w prokatedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Białymstoku arcybiskup metropolita wileński Romuald Jałbrzykowski. W latach 1951–1955 odbył studia w zakresie teologii moralnej na Wydziale Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1953 r. uzyskał na tej uczelni licencjat na podstawie pracy Problem niewolnictwa u św. Ambrożego, a studia ukończył z doktoratem na podstawie dysertacji Zagadnienie niewolnictwa, własności i pracy w pismach św. Ambrożego.

W 1970 r. otrzymał nominację biskupią w posoborowym neokościele. Święceń biskupich udzielił mu x. Stefan kard. Wyszyński 8 lutego 1970 r. Nie ma jednak pewności, jakiego użył rytu (są znane przypadki używania dawnego rytuału przez polskich biskupów jeszcze w latach 70'tych), dlatego można domniemywać, że x. Gulbinowicz mógł zostać ważnie konsekrowany na biskupa (jest to jednak wątpliwe). Był administratorem apostolskim w Białymstoku a od 1976 r. arcybiskupem wrocławskim. W sierpniu 1980r. udzielił wsparcia robotnikom strajkujących na Dolnym Śląsku, wyrażając zgodę na obecność kapłanów w zakładach pracy i odprawianie tam [modernistycznej] mszy. Wspierał struktury „Solidarności”, biorąc udział w święceniach lokali i sztandarów, uroczystościach narodowo-religijnych i obchodach zakazanych rocznic. Na początku grudnia 1981 r. ukrył w swojej rezydencji 80 mln zł wypłaconych z konta bankowego przez działaczy dolnośląskiej „Solidarności”, z których następnie była finansowana działalność organizacji. Po wprowadzeniu stanu wojennego udzielał schronienia (m.in. w swojej siedzibie) ukrywającym się działaczom opozycji antykomunistycznej. Publicznie potępiał postępowanie rządzących, apelował o respektowanie praw obywateli, interweniował u władz w sprawie internowanych, a także odwiedzał ośrodki odosobnienia. W marcu 1982 r. powołał Arcybiskupi Komitet Charytatywny we Wrocławiu z zadaniem opieki nad internowanymi, więźniami i biednymi. W związku ze wspieraniem podziemnej „Solidarności” funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa zintensyfikowali działania operacyjne prowadzone wobec niego. Próbowano go zastraszyć, podpalając jego samochód w trakcie wizytacji w Złotoryi w maju 1984 r. We wrześniu 1984 r. przyjął zwolnionych z więzienia dolnośląskich przywódców opozycyjnych, udzielając im błogosławieństwa.

W maju 2019 r., po emisji dokumentu Tylko nie mów nikomu, został publicznie oskarżony o to, że w 1990 r. napastował seksualnie 15-letniego ucznia Niższego Seminarium Duchownego Franciszkanów w Legnicy. 6 listopada 2020 r. Nuncjatura Apostolska w Polsce w zdawkowym komunikacie poinformowała, że w wyniku dochodzenia w sprawie oskarżeń wysuwanych wobec hierarchy i innych zarzutów dotyczących jego przeszłości [okupowana przez modernistów] Stolica Apostolska zarządziła wobec niego: zakaz uczestnictwa w celebracjach i spotkaniach publicznych, zakaz używania insygniów biskupich, pozbawienie prawa do nabożeństwa pogrzebowego i pochówku w katedrze, a także wpłacenie darowizny na rzecz Fundacji św. Józefa, powołanej w celu przeciwdziałania nadużyciom seksualnym. W artykułach opublikowanych w mediach watykańskich doprecyzowano, że zarzuty sformułowane wobec hierarchy dotyczyły molestowania, aktów homoseksualnych i współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. X. Gulbinowicz zmarł 16 listopada - w święto Matki Bożej Ostrobramskiej - Matki Miłosierdzia. Zmarł po długim pobycie w szpitalu, po ciężkiej chorobie. Miejmy nadzieję, że przed śmiercią zdążył żałować i przynajmniej w części odpokutować za swoje winy. Największą z nich było bez wątpienia przylgnięcie do fałszywej religii - posoborowego neokościoła. Żaden grzech nie obraża Boga tak bardzo, jak grzechy przeciwko Wierze. Herezja, apostazja etc. są gorszymi grzechami, niż wszystkie inne, jakie mu zarzucono, i jedynym, co do którego możemy mieć absolutną pewność że go popełnił, bo to akurat czynił  otwarcie i publicznie...

Niech dobry Bóg za przyczyną Matki Bożej Miłosierdzia i Miłosiernego Serca Jezusowego zlituje się nad jego duszą. R.I.P.+

Redakcja Tenete Traditiones

sobota, 14 listopada 2020

Ks. Walery: Próby obalenia Papiestwa.

Samozwańczy laicy - „kanoniści” powinni wiedzieć, że tylko papieżowi przysługuje upoważnienie do wydawania wyroku, czy biskup posiada jurysdykcję lub czy konsekracja była ważna. Laicy nie posiadają takiej mocy.

Wszyscy biskupi i księża katoliccy są zobowiązani do uznania najwyższego prymatu następców św. Piotra, czyli Papieży, i do sprawowania sakramentów jedynie w jedności z nimi, czyli ze Stolicą Apostolską. Wszyscy świeccy również są zobowiązani do uznania najwyższego prymatu następców św. Piotra.

Prawo Kanoniczne stanowi, że dla zgodnego z prawem udzielania sakramentów jurysdykcję powinni posiadać biskupi i kapłani. Ale to samo Prawo Kanoniczne nie mówi, że biskupi i księża nie posiadają jurysdykcji w czasie wakatu Stolicy Apostolskiej.

Ani Prawo Boże, ani Prawo Kanoniczne nie mówią, że biskupi i księża katoliccy nie mają prawa udzielać sakramentów wiernym podczas wakatu Stolicy Apostolskiej. Istnienie Kościoła przez długi czas bez papieża nie oznacza jego zaniku.

W przypadku fizycznej nieobecności następcy św. Piotra, tj. Papieża, prymat Stolicy Apostolskiej trwa nadal, a wszyscy biskupi i księża nadal mają prawo i obowiązek udzielania sakramentów w jedności ze Stolicą Apostolską.

czwartek, 12 listopada 2020

50'lecie lefebryzmu. Krótkie podsumowanie.


Z powodu całego ostatniego zamieszania, zupełnie zapomniałem o pewnej okrągłej rocznicy, którą "obchodziliśmy" 1 listopada. Mianowicie, dokładnie 50 lat temu powstało w łonie "kościoła" soborowego (modernistycznego neokościoła - sekty Novus Ordo) z inicjatywy abp. Marcela Lefebvre’a (stąd określenie lefebryści) - Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X [FSSPX]. Powołane do życia zostało 1 listopada 1970 przez François Charrière – biskupa Lozanny, Genewy i Fryburga, jako stowarzyszenie życia apostolskiego na prawie diecezjalnym, czyli jako stowarzyszenie kleryckie, którego członkowie żyją wspólnie i według określonych reguł, ale bez ślubów zakonnych. Zgodnie z kanonicznym zwyczajem statut Bractwa został zatwierdzony na czas określony (ad experimentum) - do 1976 r.

W owym 1976 r. FSSPX zakończyło oficjalną działalność w ramach modernistycznego neokościoła, i od tego czasu jest niejako "zawieszone w próżni", między neokościołem a Kościołem katolickim. Abp. Lefebvre w Deklaracji z 1976 r. z okazji nałożenia suspensy mówił m.in.: "Kościół, który takie błędy zatwierdza, jest równocześnie schizmatycki i heretycki. Ten Soborowy Kościół nie jest zatem katolicki. W jakimkolwiek stopniu papież, biskupi, księża lub wierni przynależą do tego Nowego Kościoła, w takim oddzielają się sami od Kościoła katolickiego. Kościół Soborowy jest Kościołem schizmatyckim, ponieważ oddalił się od Kościoła katolickiego, który istniał zawsze. Ma on swoje własne, nowe dogmaty, swoje nowe kapłaństwo, swe nowe instytucje, swój nowy kult, wszystkie te rzeczy były już potępione przez Kościół w wielu oficjalnych i ostatecznych dokumentach."

Te słowa stały się niejako na długie lata wręcz drogowskazem i fundamentem dla całego katolickiego ruchu tradycjonalistycznego, jednak już w tych słowach znajdujemy ten dziwny dualizm, gdyż abp. Lefebvre nie stwierdził jasno, że "kościół" soborowy to heretycka sekta, nie mająca nic wspólnego z Kościołem katolickim, choć z jego słów to oczywiście wynika (skoro ten "kościół" jest schizmatycki i heretycki, to NIE JEST katolicki, a więc nie jest Kościołem). Nie powiedział też wprost, że "papież", należący do tego "heretyckiego i schizmatyckiego Kościoła Soborowego" nie może być jednocześnie i nie jest Papieżem Kościoła katolickiego, choć również jest to jedyny logiczny wniosek teologiczny.

Ten dualizm obecny od samego początku w doktrynie lefebrystycznej, doprowadził ostatecznie do wypowiedzi w rodzaju: "Całym sercem i całą duszą przywiązani jesteśmy do katolickiego Rzymu, strażnika wiary katolickiej i koniecznej dla zachowania wiary tradycji, do Wiecznego Rzymu, nauczyciela mądrości i prawdy. Odrzucamy natomiast i zawsze odrzucaliśmy wierność Rzymowi tendencji neomodernistycznych i neoprotestanckich, które jasno doszły do głosu na II Soborze Watykańskim oraz w reformach posoborowych.". Tak więc abp. Lefebvre postawił samego siebie w miejscu Papieża, i sam postanowił że będzie odtąd decydował, kiedy Rzym wypowiada się jako strażnik wiary katolickiej i tradycji, nauczyciel mądrości i prawdy, i kiedy należy go słuchać, a kiedy to mamy do czynienia z Rzymem o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, i słuchać go nie wolno. Wbrew temu co mówił, abp. Lefebvre ogłosił się de facto Papieżem - najwyższym żyjącym autorytetem w sprawach Wiary i moralności. "Roztropnościowe" stanowisko abp. Lefebvre, a następnie "stanowisko Bractwa", stało się substytutem Magisterium Kościoła. Wbrew temu, co mówił abp. Lefebvre, stworzył on w zasadzie nową doktrynę, jego osobistą, swoje własne nauczanie (czyli herezję), które nie jest nauczaniem Kościoła katolickiego, dlatego można nazywać tą herezję mianem lefebryzmu, a jej zwolenników "lefebrystami", i nie jest to określenie błędne lub obraźliwe, lecz jest to stwierdzenie faktu, tak jak nazywanie protestantów "luteranami", "kalwinami" etc. W zasadzie nie jest to nawet nowa herezja, lecz powtórzenie wielu starych błędów, jak gallikanizm, jansenizm, "starokatolicyzm" etc. Tak samo mamy tutaj do czynienia z odrzuceniem zasady bezwzględnego posłuszeństwa Kościołowi, którego głos jest głosem Boga na ziemi, Prymatu Papieża, czy w praktyce odrzuceniem Papieskiej Nieomylności.

środa, 11 listopada 2020

11 listopada - 102 rocznica przekazania przez Radę Regencyjną zwierzchniej władzy nad wojskiem polskim brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu.

11 XI 1918 roku, w wagonie kolejowym w Compiègne został podpisany rozejm Niemiec z państwami ententy. W Warszawie, zaczęto rozbrajać żołnierzy niemieckich. Władza nad odradzającym się wojskiem polskim została przekazana Józefowi Piłsudskiemu. 

Trzy dni później, 14 listopada, Rada Regencyjna przekazała J. Piłsudskiemu władzę nad całym państwem. 

Królestwo Polskie, które po 86 latach niebytu politycznego odrodziło się 7 października, przestało istnieć.

Jednak, co się stało, to się nie odstanie. 11 listopada 1918 roku, na mapę Europy powróciło państwo Polskie. Uboższe o koronę i w rękach partii politycznych, ale powróciło. Dlatego też, w końcowym rozrachunku trzeba przyznać że dwudziestolecie międzywojenne, pomimo budowania nowej Polski, umocniło w nas wystarczająco jestestwa abyśmy byli w stanie przeżyć drugą wojnę światową i okupację ludową. Dla samego państwa i polskiej sceny politycznej wielką szkodą był fakt iż Józef Piłsudski tak późno zaczął ją ‘zamiatać’ a samego siebie 'konserwować'.

Jak co roku, ulicami polskich miast, pod najróżniejszymi banerami i hasłami, maszerować będą niemalże wszyscy, ja pozwolę sobie powtórzyć za profesorem Bartyzelem że; „marzy mi się jeszcze taki dzień, w którym jedyny marsz, jaki będzie można oglądać na ulicach miast to przemarsz powracającej z rubieży Imperium zwycięskiej armii, rzucającej zdobyczne sztandary pod stopy Jego Królewskiego Majestatu.”

Arek Jakubczyk

za: Facebook.com

Czy mamy co dzisiaj świętować, poza czysto historyczną i symboliczną rocznicą przekazania przez Radę Regencyjną zwierzchniej władzy nad wojskiem brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu oraz zamianowanie go naczelnym dowódcą wojsk polskich, w dniu 11 listopada 1918 r.? Polska odzyskała niepodległość ponad miesiąc wcześniej, 7 października 1918 r., gdy Rada Regencyjna Królestwa Polskiego wydała oficjalną odezwę do Narodu, ogłaszając niepodległość Polski. Do 11 listopada powstały już polskie struktury administracyjne i wojskowe, a kolejne miasta (w tym polski Lwów) ogłaszały swą przynależność do Państwa (Królestwa) Polskiego. Po 1920 r. obchody 11 listopada miały charakter wyłącznie wojskowy (podobnie jak dziś obchodzi się np. 15 sierpnia jako "święto wojska polskiego"), i nie było w tym dniu żadnej oddolnej tradycji jakiegoś ogólnonarodowego świętowania (poza kręgami ściśle sanacyjnymi i piłsudczykowskimi). Dopiero ustawą z dn. 23 kwietnia 1937 r. Rząd II RP nadał tym obchodom oficjalny, państwowy charakter, oficjalnie ustanawiając dzień 11 listopada jako wolny od pracy, w celu uczczenia "odzyskania suwerenności państwowej wraz z zakończeniem I wojny światowej oraz upamiętniać osobę i zasługi Józefa Piłsudskiego". Do czasu wybuchu II wojny światowej obchody państwowe w niepodległej Polsce odbyły się tylko dwa razy: w 1937 i 1938 r.

Dziś przede wszystkim nie mamy już CZEGO świętować, gdyż nie mamy niepodległości. Świętowanie "Dnia Niepodległości" w okupowanym państwie, zakrawa wręcz o kpinę. Nie mamy aktualnej, współczesnej daty, takiej jak 7 października (czy jak kto woli, 11 listopada) 1918 r. Od 1939 r. mamy okupację, która co prawda zmienia się, ale się nie kończy. Nie czas i miejsce na oceny który z okresów tejże okupacji był lepszy, a który gorszy, jednak jedno jest pewne : od 81 lat jesteśmy w politycznym niebycie. Owszem, Państwo Polskie istniało jeszcze przez jakiś czas na uchodźstwie, jednak wraz z utratą uznania międzynarodowego, był to już wyłącznie byt teoretyczny, który ostatecznie zakończył się wraz z tragiczną śmiercią w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 r. ostatniego Prezydenta RP - śp. Ryszarda Kaczorowskiego. W 1990 r. nie doszło bowiem do choćby tak niefortunnego, lecz jednak legalnego przekazania władzy jak uczyniła to Rada Regencyjna w 1918 r. 20 grudnia 1990 r. Prezydent Ryszard Kaczorowski zakończył działanie swojego urzędu oraz rządu na emigracji i cztery dni później przekazał na Zamku Królewskim w Warszawie insygnia prezydenckie II Rzeczypospolitej, wśród nich insygnia Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski wybranemu w "wyborach powszechnych" "prezydentowi" Lechowi Wałęsie. Nie doszło jednak do oficjalnego przekazania władzy na podstawie artykułu 24 Konstytucji RP z 23 kwietnia 1935 (tzw. Kwietniowej), na którą Prezydent Kaczorowski składał swoją Przysięgę Prezydencką, i która jest ostatnią (do dziś obowiązującą) Konstytucją niepodległej Polski. Lech Wałęsa nie został oficjalnie wyznaczony w zarządzeniu na „następcę Prezydenta Rzeczypospolitej na wypadek opróżnienia się urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości”. Nie złożył również przysięgi na Konstytucję "Kwietniową", lecz na "aktualnie obowiązującą" stalinowską konstytutę PRL'u z 22 lipca 1952 r. ... Przekazanie samych przedmiotów związanych z urzędem, bez dopełnienia jakichkolwiek wymogów formalnych, nie może być traktowane jako przekazanie urzędu. 

Skandal goni skandal, czyli z życia neokościoła.

 Powoli kończy się modernistyczna mitologia Wojtyliańska i Don Stanislao.


Jak podaje "Tygodnik Podhalański": 

Wczoraj wieczorem w telewizji TVN ukazał się obszerny reportaż "Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza".

Autorzy reportażu przedstawili relacje świadków, dziennikarzy, publicystów, którzy zarzucają pochodzącemu z Raby Wyżnej kard. Dziwiszowi, byłemu sekretarzowi św. Jana Pawła II, tuszowanie pedofili w Kościele.

W telewizyjnym materiale padają zarzuty, że ks. Dziwisz za pośrednictwem ks. Isakowicza Zaleskiego dowiedział się na przykład o skandalu pedofilskim w diecezji bielsko-żywieckiej, którą jako metropolita krakowski nadzorował. Chodzi też o skandale międzynarodowe, m. in. dotyczące wykorzystywania seksualnego nieletnich w Legionie Chrystusa, którego założycielem był Marcial Maciel Degollado.

Kardynał Dziwisz mimo wielu prób nie spotkał się dziennikarzem TVN, odbył z nim jedynie rozmowę telefoniczną. Po publikacji materiału kardynał wysłał oświadczenie, w którym napisał, że ponawia propozycję by sprawami oceny działań podjętych przez Kościół w reportażu zajęła się niezależna komisja.

- Jestem gotowy do pełnej współpracy z taką komisją. Zależy mi na transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów - napisał kardynał. 

Po tym jak kilka dni temu okupowana przez modernistów "Stolica Apostolska" ukarała 97-letniego "kardynała" novus ordo, xiędza Henryka Gulbinowicza m.in. zakazem publicznych wystąpień, uczestniczenia w liturgii novus ordo czy pogrzebu we wrocławskiej katedrze (skazany został za czyny pedofilskie, molestowanie i 16-letnią współpracę z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa - ujawnił "L'Osservatore Romano") dziś dowiadujemy się o kolejnych haniebnych czynach, tym razem innego słynnego "kardynała", xiędza Stanisława Dziwisza, bliskiego współpracownika i osobistego sekretarza "papieża" novus ordo - x. bp. Karola Wojtyła (tzw. "Jana Pawła II"). W końcu na jaw wychodzi cała prawda o jego kapłaństwie, co rzuca jasny obraz na osoby z którymi był ściśle związany, które doprowadziły do jego kolejnych awansów w strukturze posoborowego "kościoła".

Poczekajmy jeszcze chwile i JPII pozbędzie się tytułu "świętego" w modernistycznym neokościele. Bergoglio uroczyście ogłosi, że popełnił błąd, i odwoła jego "kanonizację". Moderniści doskonale wiedzieli czym pachnie jak wyjdą wszystkie brudy na światło dzienne i właśnie dlatego na szybkiego, na siłę robili go "świętym". Nikt w historii (nawet posoborowego neokościoła) nie został "świętym" w tak krótkim czasie, bez żadnego procesu. Teraz już można domyślać się czemu...

Miejmy nadzieję, że cała ta modernistyczna farsa wkrótce się skończy...

Redakcja Tenete Traditiones

czwartek, 5 listopada 2020

Hańba listopadowa! Nic się nie zmieni. Morawiecki i Duda mają na rękach krew polskich dzieci.

Dwa tygodnie temu, 22 października 2020 r. Trybunał Konstytucyjny jednoznacznie stwierdził, że przesłanka eugeniczna do dokonania aborcji jest w całości sprzeczna z konstytucją "III RP". Wyrok zapadł po blisko trzech latach od złożenia pierwszego wniosku poselskiego w tej sprawie oraz po blisko trzech latach od wprowadzenia do Sejmu największej w historii Polski inicjatywy pro-life – projektu #ZatrzymajAborcję, którego postulat był zbieżny z wnioskiem do Trybunału.

Jednak, aby wyrok wszedł w życie, musi zostać opublikowany w Monitorze Polskim (Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej, pot. Dzienniku Ustaw). Publikację planowano najpóźniej na 2 listopada 2020 r., jednak tak się nie stało. Żaden rząd nie może stawiać się w roli recenzenta wyroków TK i wstrzymywać zamieszczenia ich w Dzienniku Ustaw, nie istnieje też przepis, który pozwalałby publikację uzależniać od kwestii politycznych. Brak publikacji wyroku jest oczywistym łamaniem prawa. Oznacza także, że w dalszym ciągu morduje się w szpitalach dzieci podejrzane o chorobę lub niepełnosprawność. Dziś mija 3 dzień od ostatecznej, maksymalnej przewidzianej prawem daty publikacji wyroku TK. Rząd Morawieckiego po raz kolejny dopuścił się przestępstwa przeciwko ustrojowi państwa, za które powinien odpowiedzieć przed Trybunałem Stanu. 

Jednocześnie do sejmu został złożony projekt nowej ustawy aborcyjnej autorstwa Andrzeja Dudy - [p]rezydenta "III RP". Ustawa ta jest jawnie sprzeczna z wyrokiem TK, który orzekł o sprzeczności przesłanki eugenicznej z ustawą zasadniczą W CAŁOŚCI (tzn. bez żadnych wyjątków). Ustawa Dudy oznacza właściwie nowy "kompromis aborcyjny" (określenie "kompromis" w kwestii ochrony życia ludzkiego jest tak obrzydliwe, że nie można traktować go w ogóle poważnie, to drwina z ludzkiej inteligencji). Ta ustawa to nieśmieszny żart, pokazujący gdzie PiS'owcy mają prawo, sprawiedliwość, konstytucję, obietnice i deklaracje wyborcze, nie mówiąc już o moralności. Ustawa Dudy wprowadza rozróżnienie na dzieci "bardziej chore" (które wciąż będzie można mordować) i "mniej chore", które będą mogły żyć. Będzie to należało do subiektywnej opinii lekarza, gdyż nie istnieje ścisła, naukowa definicja tzw. "wad letalnych", a niektórzy zaliczają do takich również np. ciężkie przypadki zespołu Downa. W praktyce więc niewiele (a właściwie to nic) się zmieni.

sobota, 31 października 2020

Prof. Jacek Bartyzel: 25 października 2020 przekroczona została granica, która kiedyś byłaby niewyobrażalna nawet dla wroga zewnętrznego.

Sancte Michael Archangele, defende nos in prælio;
contra nequitiam et insidias diaboli esto præsidium.
Imperet illi Deus, supplices deprecamur:
tuque, Princeps militiæ cælestis,
Satanam aliosque spiritus malignos,
qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo,
divina virtute in infernum detrude. Amen.

„A była tam duża trzoda świń, pasących się na górze. Prosiły Go więc (złe duchy), żeby im pozwolił wejść w nie. I pozwolił im. Wtedy złe duchy wyszły z człowieka i weszły w świnie, a trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła. Na widok tego, co zaszło, pasterze uciekli i rozpowiedzieli to po mieście i po zagrodach. Ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Przyszli do Jezusa i zastali człowieka, z którego wyszły złe duchy, ubranego i przy zdrowych zmysłach, siedzącego u nóg Jezusa. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, w jaki sposób opętany został uzdrowiony” (Łk VIII, 32-36).

       To jedyny adekwatny opis tego, co działo się dzisiaj w wielu miastach Polski. Dzień 25 października 2020 roku będzie ważną cezurą w naszej historii. Przez ponad dwa stulecia naszej historii Polacy wychodzili na ulice, ale przeciwko obcym, najezdniczym albo totalitarnym rządom i nigdy przeciwko świątyniom - przeciwnie, to one były ich schronieniem i ostatnią linią oporu. Dziś przekroczona została granica, która kiedyś byłaby niewyobrażalna nawet dla wroga zewnętrznego. Doczekaliśmy się naszych własnych BIESÓW, uderzających zarówno w sacrum, jak i w samą duszę narodu. Nie miejmy złudzeń, ta proaborcyjna dzicz jest forpocztą rzeczywistej rewolucji, rewolucji najbardziej nihilistycznej ze wszystkich dotychczasowych, a jak każda - satanistycznej, płynącej z poduszczenia Złego, więc odpowiedzią na nią musi być kontrrewolucja, a ta z kolei musi być katolicka, bo każda inna przegra. Wodzu niebiańskich zastępów, Święty Michale Archaniele wspieraj nas w tej walce, bo sami polegniemy!

Prof. Jacek Bartyzel

Źródło: facebook.com

Wpis z dnia 25 października 2020 r.

J. Exc. x Bp Marek A. Pivarunas CMRI: Przesłanie Matki Bożej w Fatimie ratunkiem dla świata.


Przesłanie Matki Bożej w Fatimie ratunkiem dla świata
(1)

BP MARK A. PIVARUNAS CMRI

––––––––

Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy,

      Gdy otrzymacie ten biuletyn, będziemy w przededniu naszych prezydenckich wyborów i – jak dobrze wiecie – ich wynik będzie miał poważne konsekwencje. W naszym kraju doszło do niebezpiecznych podziałów, a w ciągu ostatnich kilku miesięcy byliśmy świadkami niepokojów społecznych o rozmiarach nie spotykanych od lat sześćdziesiątych.

      Kiedy zastanowimy się nad stanem społeczeństwa, nie tylko w naszym kraju, ale na całym świecie, zdamy sobie sprawę, że stojące przed nami problemy mają znaczenie bardziej moralne i duchowe niż polityczne. Aborcja, pornografia i rozpowszechniona niemoralność – żeby wymienić tylko kilka grzechów – nie przynoszą nam Bożego błogosławieństwa. Iluż to ludzi żyje dzisiaj tak, jakby Boga nie było, nie było 10 przykazań, nie było nieba i piekła.

      Rozwiązanie problemów świata przekazała nam Matka Boża w Fatimie w 1917 roku. Podane przez Nią rozwiązanie nie straciło obecnie ani na aktualności, ani na znaczeniu – tak naprawdę, dotyczy naszej sytuacji bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości. Najświętsza Maryja Panna uroczyście oświadczyła, że przyszła prosić ludzkość o poprawę i zaprzestanie obrażania Boga, już tak bardzo obrażanego. Opłakiwała zatratę dusz w piekle i napominała o składanie modlitw i ofiar za nawrócenie biednych grzeszników. W szczególności zwróciła uwagę, że więcej dusz idzie do piekła z powodu grzechów cielesnych niż z jakiegokolwiek innego powodu i że pojawią się na świecie pewne zachowania i mody, które bardzo obrażają Jej Boskiego Syna. Ostrzegała również, że Rosja rozszerzy swoje błędy, a wtedy, w 1917 roku, nikt nie wyobrażał sobie, co miało się wydarzyć w Moskwie wraz z rewolucją bolszewicką kierowaną przez komunistycznych rewolucjonistów – Lenina i Trockiego.

      Wiemy również, że Nasza Najświętsza Matka powierzyła dzieciom z Fatimy tajemnicę, która miała być ujawniona w 1960 roku. Nie lekceważmy znaczenia tego roku 1960. Lata sześćdziesiąte to okres radykalnych zmian nie tylko w społeczeństwie, lecz także, co ważniejsze, w Kościele. Wraz z pojawieniem się Vaticanum II promulgowano błędy, które Kościół katolicki już wcześniej potępił w nauczaniu papieży na soborach powszechnych. Aby wymienić kilka błędów Vaticanum II, to fałszywy ekumenizm i religijny indyferentyzm zostały wyraźnie potępione przez Papieża Piusa IX w Syllabusie błędów oraz przez Papieża Piusa XI w encyklice Mortalium animos. Oprócz ogłoszenia potępionych nauk, po Vaticanum II w 1969 r. pojawił się nowy porządek Mszy (który już na wstępie oficjalnie określał Mszę luterańską definicją), który jest liturgią nie posiadającą charakteru ofiary przebłagalnej. Dlatego też, kardynałowie Ottaviani i Bacci publicznie stwierdzili, że Novus Ordo Missae stanowi uderzające odejście od katolickiej Mszy zdefiniowanej przez Sobór Trydencki. Ponadto, wielu katolików nie zdaje sobie sprawy, że w 1968 roku wprowadzono nowy ryt biskupich konsekracji, w którym sama forma konsekracji biskupa została radykalnie zmieniona i zastąpiona formą całkowicie niejednoznaczną – pozbawioną wszystkiego, co w istocie powinna oznaczać – używając tu słów papieża Leona XIII, gdy ogłaszał, że anglikańskie święcenia są nieważne. To, czego dziś jesteśmy świadkami, jest niczym innym jak Wielką Apostazją, czyli odstępstwem przepowiedzianym przez św. Pawła w drugim Liście do Tesaloniczan.

      Musimy teraz bardziej niż kiedykolwiek wsłuchać się w przesłanie Matki Bożej w Fatimie! Poprawa życia, modlitwa i ofiara za grzeszników, codzienne odmawianie różańca i uciekanie się do Jej Niepokalanego Serca jako schronienia w tych niespokojnych czasach.

      Nie oznacza to, że wierni katolicy nie powinni być aktywni na szczeblu lokalnym lub krajowym, aby promować dobro wspólne naszego kraju poprzez wybór kandydatów, którzy najlepiej będą realizować katolickie zasady moralne i społeczne w naszym społeczeństwie. Jak mądrze powiedział św. Augustyn: "Musimy pracować tak, jakby wszystko zależało od nas samych i modlić się, jakby wszystko zależało od Boga". Bez Boga nic nie możemy zrobić; jednak Bóg wymaga naszej współpracy. Nie zapominajmy nigdy o słowach św. Pawła Apostoła: "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia". Nasz kraj jest oddany Tej, która jest Niepokalanym Poczęciem i błagajmy naszą niebiańską Patronkę, aby wstawiała się za nami w tych czasach podziałów narodowych i niepokojów.

Z modlitwą i błogosławieństwem,

Bp Mark A. Pivarunas CMRI


Siostra Marie Agnes CMD obchodzi Srebrny Jubileusz Ślubów Zakonnych w święto Boskiego Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny


Nasi seminarzyści wraz z wiernymi katolikami uczestniczą w procesji ze świecami ku czci Matki Bożej Fatimskiej 13 października

Artykuł z czasopisma "Adsum", October 2020, ss. 1-2 ( materdeiseminary.org ) (2)

Z języka angielskiego tłumaczył Mirosław Salawa


 ZA: http://www.ultramontes.pl/pivarunas_fatima.htm

piątek, 30 października 2020

X. Rafał Trytek ICR: Modlitwa za Ojczyznę.


Tydzień temu Trybunał Konstytucyjny ogłosił niezgodność z Konstytucją

Rzeczypospolitej Polskiej przesłanki eugenicznej do dokonywania aborcji.

Jak wiemy siły piekieł rozpętały nagonkę na wszystkich, którzy

opowiadają się za ochroną życia chorych nienarodzonych dzieci. Mamy do

czynienia z bezprecedensową próbą zdestabilizowania państwa i ładu

społecznego. Obowiązkiem każdego katolika jest obrona Ojczyzny;

przynajmniej przez modlitwę, a niekiedy nawet czynnie.

Niech Chrystus Król panuje w Polsce przez Niepokalaną Królową Polski!


Z kapłańskim błogosławieństwem,


ks. Rafał Trytek ICR


ZA: http://sedevacante.pl/teksty.php?li=125



wtorek, 27 października 2020

To jest wojna! Musimy stanąć do walki w obronie katolickich kościołów przed profanacją!

       Niech więc nad narodami powiewa jeden sztandar, sztandar Chrystusowy, niech nad narodami panuje jeden Król, Chrystus, któremu cześć i chwała na wieki.

       Więc chwyćmy dziś w czyste a silne dłonie sztandar Chrystusa-Króla i nieśmy go we wielkim, manifestacyjnym, publicznym pochodzie mimo pomruku nienawiści wrogów Chrystusowych poprzez ulice naszych miast i siół; niech wrogowie nasi widzą nas zorganizowanych i przekonanych.

       Niech potężnie biją dzwony, niech brzmią trąby, niech jarzą się świece a dumnie niech idą w pochodzie sztandary katolickie a z piersi tysięcy jak grzmot gromów niech bije pod strop nieba wielka wspaniała pieśń: My chcemy Boga, za wiarę damy życie, krew; "Błogosław, słodka Pani! Błogosław wszelki stan, my chcemy Boga! my poddani! On naszym Królem, On nasz Pan!". 

X. Ignacy Czechowski, Dyrektor Misyj, Krótkie kazania na niedziele i święta całego roku. Poznań 1930. NAKŁADEM AUTORA. SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI ŚW. WOJCIECHA, ss. 582

Wczoraj w Warszawie na konferencji prasowej środowiska Ruchu Narodowego ogłoszono powstanie nowej formacji, złożonej z trzonu dotychczasowej Straży Marszu Niepodległości - Straży Narodowej. Celem tej nowej organizacji ma być przede wszystkim obrona miejsc kultu przed prowokacjami i profanacją ze strony rozszalałych, satanistycznych chord lewackiej zarazy, domagając się "prawa" do mordowania niewinnych ludzi - nienarodzonych dzieci, które w zeszłym tygodniu zostało uznane przez (upolityczniony przez PiS) Trybunał Konstytucyjny za sprzeczne z konstytucją "III RP". Cała ich chora nienawiść i frustracja skupiła się przede wszystkim na świątyniach i miejscach kultu katolickiego, co dowodzi diabolicznego wręcz opętania tych ludzi, i wypowiedzenie przez nich wojny nie tylko politykom i tzw. "władzy", ale przede wszystkim Bogu i Jego Prawu oraz Narodowi.

Niestety po raz kolejny widzimy całkowitą bierność ze strony aparatu państwowego tzw. "III RP", służby nie reagują zupełnie na przestępstwa, nielegalne zgromadzenia, zakłócanie porządku publicznego, bezprawne blokowanie ruchu ulicznego, profanacje, bluźnierstwa, wulgaryzmy, akty nieobyczajne i obsceniczne, akty wandalizmu, przemocy, agresję słowną i fizyczną, groźby karalne, niszczenie mienia, zakłócanie kultu religijnego etc. Ta bierność zapewne nie jest przypadkowa, służby otrzymały z pewnością odgórne polecenie aby nie reagować. Doszło do tego że przyzwala się na nielegalne zgromadzenia, celowo zakłócające porządek publiczny, blokujące ulice, i utrudniające życie normalnym ludziom, podczas gdy tzw. policja stoi i się przygląda, albo wręcz asystuje... Ta bierność władzy jako żywo przypomina nam postawę centroprawicowych rządów w republikańskiej Hiszpanii w latach 30'tych XX wieku, co doprowadziło ostatecznie do wybuchu powstania. 

Całkowitą bierność pokazali również funkcjonariusze modernistycznego Neokościoła, którzy nie tylko nie wzywają swych wiernych do obrony miejsc kultu przed profanacją, ale wręcz przeciwnie, zniechęcają czy odsyłają tych, którzy przychodzą... Widać doskonale, że "hierarchowie" nowego "kościoła" są całkowicie ubezwłasnowolnieni i uzależnieni od decyzji politycznych podejmowanych przez masońskie rządy światowe, że grają tak naprawdę w jednej drużynie i im także zależy na zniszczeniu już nie tylko Wiary (bo tą dawno zniszczyli w umysłach szerokich mas na zbójeckim Soborze Watykańskim II) ale także wszelkiej moralności, oraz naszego materialnego dziedzictwa kulturowego i religijnego. Do kuriozalnej i skandalicznej sytuacji doszło m.in. w niedzielę (święto Chrystusa Króla) w Katowicach, gdzie modernistyczny funkcjonariusz miał wołać do zgromadzonych pod katedrą Chrystusa Króla obrońców (narodowców, konserwatystów, działaczy pro life), że "nie potrzebują ochrony", a także nazwał ich "prowokatorami", i wraz z policją namówił (czy raczej zmusił...) do opuszczenia terenu katedry. Następnie moderniści wydali oświadczenie w którym stwierdzili, że obrońcy "nie mieli żadnego pozwolenia" na przebywanie na terenach kościelnych... 

piątek, 23 października 2020

Modernistyczny herezjarcha Jerzy Bergoglio poparł "związki partnerskie" dla par jednopłciowych.

OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Pan Jerzy Bergoglio, okupant Stolicy Apostolskiej, od kilku lat coraz bardziej nieudolnie udający "papieża", coraz głośniej mówi, a wręcz krzyczy : "nie jestem katolikiem [a więc nie mogę być papieżem]!". Za każdym razem, kiedy wydaje się, że nie może już bardziej zaskoczyć i zszokować naiwnych "katolików" novus ordo, uznających go wbrew Wierze katolickiej, Prawu Kanonicznemu, logice, faktom i zdrowemu rozsądkowi, za Następcę Św. Piotra, Wikariusza Chrystusowego na Ziemi i Głowę Kościoła, on wyjeżdża z kolejną sensacją, kolejnym dowodem na to, że nie jest tym, za kogo jest uważany. Jak wielkie jest satanistyczne zaślepienie ludzi, którzy mimo to wciąż tytułują go "Ojcem Świętym"... My już wielokrotnie mówiliśmy, że nie zdziwi nas już chyba nic w wykonaniu tego człowieka, choćby nawet, za przeproszeniem, zdefekował na ołtarz Bazyliki Św. Piotra. Dziwi nas tylko upartość i zacietrzewienie ludzi, do których nie docierają żadne argumenty, którzy wciąż nazywają go "papieżem", plując tym samym Chrystusowi Panu, Św. Piotrowi i wszystkim katolickim  świętym Papieżom w twarz... Kyrie eleison!


W filmie dokumentalnym „Franciszek” autorstwa Jewgienija Afinejewskiego, Jerzy Bergoglio wezwał do uchwalenia przepisów, które umożliwiają związki cywilne osób homoseksualnych.

W środę podczas festiwalu filmowego w Rzymie miała miejsce premiera pełnometrażowego filmu dokumentalnego „Franciszek” autorstwa Jewgienija Afinejewskiego. Bergoglio odnosił się w nim do kwestii takich jak między innymi środowisko, ubóstwo, migracja, nierówności rasowe i dochodowe czy problemy osób najbardziej dotkniętych dyskryminacją.

Wśród tematów, które komentował "papież" znalazła się także sprawa związków partnerskich. - Osoby homoseksualne mają prawo być rodziną. Są dziećmi Bożymi - powiedział "Franciszek" w filmie. - To, co musimy zrobić, to stworzyć prawo o związkach partnerskich. W ten sposób będą prawnie chronieni - dodał. Jak podkreślił, nikogo nie powinno się wykluczać z powodu jego orientacji seksualnej.

Reżyser filmu Jewgienij Afinejewski potwierdził w rozmowie z Catholic News Agency, że takie słowa padły podczas z jednej rozmów z "ojcem świętym".

Będąc "arcybiskupem" Buenos Aires Jorge Mario Bergoglio postulował związki partnerskie osób tej samej płci jako formę przeciwstawienia się małżeństwom homoseksualnym. Choć będąc już "papieżem" nie odrzucił w książce „W niebie i na ziemi” w 2013 roku możliwości związków partnerskich, wyraził obawę, że otrzymanie praw adopcyjnych przez takie pary byłoby niekorzystne dla dzieci.

Rosyjski reżyser Jewgienij Afinejewski swoją pracę nad filmem „Franciszek” rozpoczął w 2018 roku. Podczas pracy nad produkcją miał dostęp do "kardynałów", archiwów telewizji watykańskiej i samego "papieża". Jak podkreślał w rozmowach z mediami, aby to osiągnąć, długo negocjował z Watykanem. 

Źródło: https://www.rp.pl/

czwartek, 22 października 2020

22 X 2020 - WYGRAŁO ŻYCIE!

 Wiwat obrona życia! 

Brawo Trybunał Konstytucyjny! 

Praktyki eugeniczne w stosunku do dziecka jeszcze nieurodzonego są niezgodne z Konstytucją! Prawo do życia będzie w Polsce lepiej chronione! 


Dziś wielki, przełomowy dzień w najnowszej historii Polski. Chyba najpiękniejszy dzień w tym strasznym, przerażającym roku. Nawet ten wątpliwy prawnie wyrok cieszy dziś serce każdego przyzwoitego człowieka. Trybunał Konstytucyjny orzekł o czymś tak oczywistym i niepodlegającym dyskusji, że wręcz nonsensem jest, że na taki wyrok trzeba było czekać tak długo, tyle lat. Ale doczekaliśmy się! Mamy to! Koniec mordowania niewinnych Polaków, polskich dzieci! Dziś zwyciężyła cywilizacja życia, prawo Boskie, naturalne i moralne.

Bogu niech będą dzięki! Te Deum laudamus!

Pamiętajmy jednak że to dopiero mały, pierwszy krok w stronę całkowitej ochrony życia ludzkiego. Nie spoczniemy, dopóki życie polskich dzieci nie będzie CAŁKOWICIE chronione. Automatycznie należy stwierdzić za sprzeczne z konstytucją, mordowanie dzieci poczętych w wyniku gwałtu. W żadnym systemie prawnym, również tak niedoskonałym jak konstytucja "III RP", nie ma mowy o możliwości karania dzieci za błędy czy przestępstwa dokonane przez ich rodziców. Dziecko nie może ponosić żadnej winy za grzechy swojego ojca! Ta kwestia również powinna zostać rozwiązana w trybie natychmiastowym przez TK.

Najważniejsze jest to, że Trybunał dziś jasno określił, że konstytucyjna zasada "życie ludzkie jest prawnie chronione" odnosi się także do dziecka nienarodzonego, a więc że jest ono człowiekiem (co niektórzy wbrew nauce i faktom wciąż próbują negować), i ma prawo do życia jak każda osoba ludzka (z wyjątkiem tych osób, które same pozbawiają się tego prawa, np. dokonując zbrodni morderstwa). Na tej podstawie należy natychmiast zrównać w ustawach i kodeksie karnym aborcję z jakąkolwiek inną formą umyślanego zabójstwa (morderstwa), podobnie jak wszelkie inne czyny przeciwko życiu i zdrowiu dziecka nienarodzonego, a zatem: aborcja, czyli jego (umyślne) zabójstwo; nieumyślne spowodowanie jego śmierci; umyślne i nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na jego zdrowiu; umyślne i nieumyślne narażenie go na bezpośrednie niebezpieczeństwo śmierci lub ciężkiego uszczerbku na jego zdrowiu; umyślne i nieumyślne pozostawienie go w bezpośrednim niebezpieczeństwie śmierci lub ciężkiego uszczerbku na jego zdrowiu przez osobę, która ma obowiązek opieki nad nim; umyślne nieudzielenie mu pomocy  w sytuacji bezpośredniego niebezpieczeństwa śmierci lub ciężkiego uszczerbku na jego zdrowiu; umyślne i nieumyślne spowodowanie średniego i lekkiego uszczerbku na jego zdrowiu, popełnione od momentu jego poczęcia, to jest połączenia się komórek rozrodczych męskiej i żeńskiej.

Powyższe czyny powinny być zakazane i karane na równi ze wszystkimi innymi analogicznymi zamachami na życie i zdrowie ludzi. Wobec tego np. aborcja powinna być całkowicie zakazana i uznana za zabójstwo człowieka zagrożone w górnej granicy co najmniej karą dożywotniego pozbawienia wolności (a najlepiej karą śmierci, gdyż zgodnie z niezmiennym Magisterium Kościoła katolickiego, taka jest sprawiedliwa kara za morderstwo). Kary za te czyny powinny grozić też matce owego dziecka, choć przy aborcji, ze względu na złożoność spraw, powinno się przewidzieć możliwość (choć nie konieczność!) nadzwyczajnego złagodzenia kary jej wymierzanej, a nawet odstąpienia wobec niej od jej wymierzenia. Taki stan rzeczy powinien też być jasno zagwarantowany w Konstytucji.

Miejmy nadzieję że te przepisy wejdą w życie jak najszybciej, że tym razem posłowie nie będą zwlekać, okażą resztki godności i sumienia (jeśli w ogóle kiedykolwiek je mieli...), i nie zablokują w jakiś sposób nowelizacji tego prawa w Polsce, w trybie natychmiastowym. W Polsce do tej pory było mordowanych statystycznie ponad 1000 dzieci rocznie. W 2019 roku spośród 1 100 legalnych (w imię nieludzkiego, i jak się okazuje, nielegalnego prawa) aborcji aż 1 074 zostało wykonanych z powodu stwierdzenia lub choćby podejrzenia (sic!) nieuleczalnej choroby genetycznej lub wady rozwojowej u dziecka (prawie 98 proc. wszystkich "zabiegów"). 33 morderstwa były spowodowane rzekomym "zagrożeniem życia kobiety", a trzy – czynem zabronionym (gwałtem lub stosunkiem kazirodczym).

Oby od tej chwili, te ponad 1000 dzieci rocznie miało szansę się urodzić i żyć!

Za SKiT im x. Piotra Semenenko

Prezes Stowarzysznia, 
Redaktor naczelny „Myśli Katolickiej” i „Tenete Traditiones”

Michał Mikłaszewski

Gliwice, 22 października AD 2020

wtorek, 20 października 2020

Oświadczenie. Skandal w Poznaniu! W 36 rocznicę bestialskiego porwania x. Jerzego Popiełuszki, żydowskie służby zrobiły pokazową, brutalną akcję.

Wczoraj rano, w 36 rocznicę porwania ks. Jerzego Popiełuszki (zginął najprawdopodobniej 25 X 1984 r.) służby na usługach żydowskich wkroczyły do prywatnej kaplicy-celi (urządzonej w prywatnym mieszkaniu - celi zakonnej), po Mszy Św., w czasie nabożeństwa, nie zważając na trwającą modlitwę, po czym brutalnie wywleczono ministranta i kapłana, którego w szatach liturgicznych oderwano klęczącego od ołtarza. Duchowny - ks. [?] Michał Woźnicki został wyniesiony za ręce i nogi, po schodach, w szatach kapłańskich. Abstrahując w tym momencie od kwestii ważności nowych święceń kapłańskich, ks. Michał Woźnicki zarówno w świadomości swej własnej, jak swoich wiernych, swoich "współbraci" (modernistycznych "salezjanów"), jak i dokonujących interwencji funkcjonariuszy, jest kapłanem, i został w ten sposób potraktowany jako kapłan. Sprawa jest więc identyczna jak w przypadku ks. Popiełuszki, który także miał nowe święcenia (w 1972 r.). Jest to brutalny atak na osobę powszechnie uważaną za Kapłana katolickiego, jest to więc atak wymierzony intencjonalnie w Kościół - tj. Chrystusa.

Jednak na tym analogia się kończy, gdyż nawet w czasach II wojny światowej czy w czasach stalinowskich, Gestapo, SB ani ZOMO nie wywlekało na ziemiach polskich kapłanów wykonujących święte czynności, w szatach liturgicznych, za ręce i nogi, skutych kajdankami, sprzed ołtarzy. Dlatego powiedzieć o tych bandytach w mundurach Gestapo, czy ZOMO, to za mało! Oni są znacznie gorsi! Takich scen nie oglądali nigdy nasi ojcowie czy dziadkowie, takie sceny dotąd działy się chyba tylko we Francji w czasie masońskiej rewolucji anty-francuskiej, w Meksyku w czasie komunistycznych prześladowań czy w Hiszpanii w czasach wojny domowej 1936 - 1939. Być może takie sceny miały miejsce również na ziemiach polskich, które po 1920 r. znalazły się w ZSRR. W czasie wojny czy czerwonego stalinowskiego terroru, owszem często aresztowano i zabijano księży, ale nigdy nie wywlekano ich sprzed ołtarza. Również ks. Popiełuszko został porwany w zupełnie innych okolicznościach, nikt jeszcze dotąd nie odważył się na taką bezczelność i świętokradztwo, jak PiS'owski anty-polski i anty-katolicki, żydo-bolszewicki reżim "III RP"!

niedziela, 18 października 2020

Kilijanek: Jeszcze wam mało?


O fałszywej pandemii napisano już tak wiele, że prawie wszystko. Prawie, bo wciąż nie wiemy kto personalnie zdecydował o rozpętaniu tego piekła. Nie sądzę jednak, żeby było to ciekawsze od sposobu wykonania, reakcji społeczeństw i przewidywanych następstw. Mimo tego ogromu informacji wciąż powszechna jest wiara w to, że mamy do czynienia z zarazą, którą zwalczyć można jedynie składając w ofierze chorych na inne dolegliwości, gospodarkę, kulturę – a także prawdę.

Odporność większości społeczeństwa polskiego na prawdę daje się stwierdzić z bardzo wielu stron. Nie jest to zresztą tylko polska specjalność. Optymistycznie stwierdziłbym nawet, że jest ona wybitnie niepolska, ale mocno się u nas ostatnio rozgościła i chyba nie raczy nas szybko opuścić. Mimo tego przekonania, wciąż na nowo, każdego dnia nieodmiennie dziwię się, jak bardzo można dać się zmanipulować kłamstwem, które zostało zdemaskowane wielokrotnie i to przez samych jego autorów lub raczej jego lokalnych propagatorów.

Samodzielnie myślący

Tacy mamy być. Tak się mówi. Mamy zgłębiać naszym intelektem wszelkie sprawy, które mogą nas dotyczyć i podejmować racjonalne (tak się mówi) decyzje. I tak, przy wyborach politycznych usłyszymy: wyborcy wiedzą, rozumieją, rozliczą was. Cóż, wybory w III RP mamy od dobrych 30 lat, ale, o ile pamiętam, nikt nigdy nikogo za nic nie rozliczył. Język polski daje spore możliwości w kumulowaniu przeczeń, ale to jeszcze nic przy ilości zaprzeczeń, możliwych do zawarcia w czasie jednej akcji propagandowej. A już ta około-pandemiczna jest istnym majstersztykiem. Raz się mówi jedno, raz drugie. Przecież wiadomo, że samodzielnie myślący wyciągną odpowiednie wnioski.

W związku z powyższym może ktoś by się spodziewał, że ludzie zaczną zadawać pytania, jeśli minister zdrowia i doradca Głównego Inspektora Sanitarnego, obydwaj profesorowie, po tym jak gromko wyśmiali pomysł chronienia się przed wirusem maseczkami, zaczęli do noszenia tych maseczek zmuszać. Coś się zmieniło? Tak. Rzekomo, zasięg czy intensywność pandemii. Ale co to ma do skuteczności maseczek w ograniczaniu tej pandemii? Jeśli były nieskuteczne i warte śmiechu wiosną, to chyba podobnie jesienią? No, ale może nie myślę samodzielnie, skoro wątpię w takie oczywistości?

A może ktoś samodzielnie pomyśli, dlaczego rządowi dygnitarze, z prezydentem i premierem na czele, ogłosili koniec pandemii na wybory? Podobno, wirus miał być pokonany. Wygląda na to, że tak samo wtedy był pokonany, jak dziś atakujący wściekle i groźny śmiertelnie. Ale kto by tam premierowi wypominał! Grunt, że wygrał Duda i lewactwo nie ma czego w Polsce szukać! No może poza małymi wyjątkami jak lewacka „piątka dla zwierząt”, lewackie aborcje, lewackie podatki, lewacki socjal, lewackie państwo świeckie, lewackie ograniczanie wolności, lewacka propaganda w mediach, lewackie afery, lewackie zamykanie kopalń… coś pominąłem? Zapewne wiele. Rozumnemu wystarczy, a głupiego nie przekona choćby i pełna lista.

sobota, 17 października 2020

Bp. Ottokar Prohaszka: Wytyczne linie naszych obowiązków

WYTYCZNE LINIE NASZYCH OBOWIĄZKÓW





 Jezus daje nam samego siebie, swą miłość, swego ducha, a daje z całym swym ciepłem, swą siłą i radością. Od nas’ zależy, żebyśmy jego zapowiedzi nie przyjmowali jako dobrej nowiny, ale doświadczali jej praktycznie na sobie. Wiedzieć, co mieści w sobie pojęcie miłości, to jeszcze nie żywe jej odczuwanie, to jeszcze nie prawdziwa miłość. Boski Zbawca obiecuje, że nabożeństwo do jego Serca, zatapianie się w jego cnotach i usposobieniu duchowym rozpali w nas miłość. Wierzymy w tę obietnicę, prosimy o jej urzeczywistnienie. Atoli osobistym praktykowaniem cnót należy współdziałać, ażeby obietnica ta w nas się spełniła.

 Najpierw dążeniem do najdelikatniejszej czystości sumienia. Tutaj nie myślimy tylko o sumienności, unikającej wszelkiego świadomego grzechu, wszelkiego wykroczenia popełnionego wolną wolą. Obok tego znajdujemy w sobie jeszcze wiele braków moralnych, wiele zimna sercowego, wiele nieświadomej chęci podobania się, wiele nędzy właściwej naszej istocie. W naszym życiu duchowym tyle szarej bezbarwności. To brak szlachetnych prostych pragnień, to brak rycerskiego nastroju, to brak prawdziwego zainteresowania się dobrym lub złym losem naszych bliźnich. Kiedy indziej brak poczucia obowiązku, brak napięcia sił i ducha energii, brak pracowitości i gorliwości. Naprawdę wiele tu szarzyzny, która z duszy promieniuje także na świat zewnętrzny i cały nasz widnokrąg, a całe nasze życie czyni bezbarwnym i pustym.

 Duszę naszą, będącą w takim stanie, moglibyśmy porównać ze zwiędłym, zmarszczonym obliczem, na którym maluje się wiele zarozumiałości, a bardzo mało znajomości własnego ja. Podobna ona do twarzy pozbawionej wyrazu stanowczości, brak jej jasno uwydatnionego zarysu. Ile to chwiania się w różne strony można na niej wyczytać, jakie zamieszanie w myślach, uczuciach i wzruszeniach! Kto spojrzy w głąb własnej duszy i uświadomi sobie jej braki, w tym budzi się tęsknota do wielkiego stylu duszy Chrystusowej. Budzi się pragnienie prawdziwych wartości moralnych, przekształcenia się wewnętrznego, usubtelnienia duszy, głębszego i szerszego rozumienia jej potrzeb. I dojrzewa w nim postanowienie wyrzucenia z siebie wszystkiego, co zniekształca duszę. Im poważniej zabieram się do wglądania w siebie, tym bardziej wzrasta nasza miłość do Chrystusa, tym żywiej staje jego obraz przed naszym okiem duchowym i zaczyna opanowywać nas w coraz pełniejszej mierze.

 To oblicze Chrystusowe staje się w nas czymś, co ciągle na nas patrzy, co ustawicznie towarzyszy naszym chceniem i poruszeniom, szacując ich wartość z wyższego punktu. Siedzi nas bacznie. Nic nie odwraca jego spojrzenia, i czego me potrafimy ukryć, niczego pozbawić znaczenia uwagi. W kim żyje ten wzrok przenikający Chrystusa, ten nigdy me zapomina o trzymaniu w karności samego siebie. Oko to wgląda w powikłaną tkaninę pobudek, obchodzi pokrzyżowane ścieżki naszych czynów; nic nie pozostaje przed nim tajemnicą. A ponieważ on widzi, my również widzimy siebie. Nie tak, jak prześwietlające wszystko oko Boże, ale tak, jak ludzkie sumienie, widzące czynniki, które działaniu naszemu nadają kierunek i wartość. Ten wciąż oczyszczający wzrok jest najcenniejszym owocem praktycznego życia religijnego. Nie gołe to tylko spojrzenie, lecz czynny wpływ na tkaninę posłannictw, pociągów, pobudzeń i postanowień. Postać Chrystusa nie tylko jest patrzeniem, ona ma usta wymowne, do niej należą także ramiona obejmujące nasze barki, wzywające do pójścia za sobą i prowadzące nasze kroki. Dusza staje się uległym narzędziem w ręku Chrystusa, który ją łagodnie pociąga i nagli. Wystarczy jej dotknięcie nas palcem, ażebyśmy poznali, dokąd iść należy. Ta czułość nie bywa dana gotową. Trzeba o nią prosić, zdobywać ją pracą, nawet cierpieniem i potem, jak nabywa się każdej znakomitej techniki. Wszak technika karności duchowej nie jest gołą uczuciowością, lecz hartem duszy złączonym z czułością. Jak wytresowany w wysokiej szkole szlachetny wierzchowiec, nie potrzebuje bicza i ostrogi, lecz odczuwa najlżejszy nacisk kolan swego jeźdźca, najlżejsze pociągnięcie uzdy, ażeby swymi wybornie sprężystymi mięśniami stalowymi od razu spełniać życzenia jeźdźca, tak dusza praktycznie wyćwiczona w karności, nie potrzebuje bicza cierpień, lecz czyta w każdym drobnym wydarzeniu życiowym, w każdym najlżejszym dotknięciu, co ma czynić, i z świeżą, młodzieńczą siłą przystępuje do spełnienia każdego zadania. Bo wie, że forma, obowiązki, okoliczności jej życia są ramami nałożonymi przez Boga, bożymi dotknięciami, bożym prowadzeniem, że źródłem tego wszystkiego jest wprost dostosowana do interesów duszy opatrznościowa, niebieska pedagogia. I dlatego wkłada w swą pracę wszystką swą energię, by zadość uczynić wymaganiom tej niebieskiej sztuki wychowawczej.

 Praktycznie znaczy to, żebyśmy z całą powagą i szczerością dążyli do zupełnego utożsamienia naszej woli z wolą Bożą. Opanujmy silnie każde swe pragnienie, każdą swą skłonność, każde zmartwienie, każdą depresję. Poruszenia te, cisnące się zawsze do przedsionka duszy, należy oddalać energicznie przede wszystkim pytać się, czego żąda teraz Bóg ode mnie? Z pewnością żąda czegoś zupełnie określonego, albowiem m a względem nas zamiary w każdym położeniu naszego życia. Za okolicznościami i stosunkami, w których się znajdujemy, kryje się praca Jego rąk. Należy nam śledzić Jego myczenia, ażeby zawsze i wszędzie przede wszystkim wola naszego Pana i Boga była nam miarodajną. Do tego należy nam wychować swą duszę, by w każdym położeniu instynktownie spoglądać ku Bogu, badać Jego świętą wolę, iść na jej spotkanie: „Oto, Panie, jestem!“. Z takiego
usposobienia wyrasta wielki styl życia, gdzie moralne wartości bytu dochodzą faktycznie do znaczenia i stają się najbardziej wnętrznymi doświadczeniami duszy. Jeżeli doszliśmy do tego, jesteśmy jak człowiek, który z pustyni duchowej po długiej wędrówce, dotarł do prawdziwego strumienia życia wewnętrznego. Za tym strumieniem należy iść naprzód, jak zbłąkany podróżnik, który dąży ku morzu. Wszak zmierzamy do oceanu życia nieskończonego, atoli wiele błąkamy się dokoła namulistych wód stojących, płytkich filozofii, chorobliwych urojeń, pustych krasomówczych baniek mydlanych. Jest i tam wegetacja, uśmiecha się moczar nadmorski, wszelako ciągnie w dół błoto, wikła trzcina morska, a ruch duszy omdlewa i staje się nienormalnym. Nam potrzeba wód żywych, nie wód martwych, które stojąc na miejscu widzą cel swój w samych sobie. Trzeba nam żywych wód, prawdziwie silnego życia, wielkich polotów, nie biernych komtemplacji. Żywe wody prowadzą swym biegiem, żywe wody wskazują na co innego od nas samych, i ten „Ktoś Inny , od któregośmy wyszli i do którego pragniemy wrócić, kieruje wszystkie nasze uczynki ku sobie i za biegiem wód żywych prowadzi je do oceanu wieczności.

 W nim należy patrzeć na siebie, na swe życie. To znaczy, że powinniśmy każde wydarzenie, każdy objaw naszego życia, i wesele, i dobrobyt, i przykrości, i straty, wszystko, co dosięga nas z zewnątrz i co wewnątrz pobudza, zamieszany tłum nastrojów duszy i kapryśnych zmian jej pogody wprowadzić w stosunek do świata moralnego. Tym samym chwytamy te objawy życia za ich korzenie, którymi tkwią w myślach bożych. Cała treść naszej duszy, wszystko nasze życie umysłowe, wszystkie objawy duchowe, podpadające pod naszą świadomość, wypuszczają dużo korzeni w inne także strony — w próżnię! Takim i „korzeniami” są instynktowe reakcje duszy, przez które nie wpływa w nią moralna siła życiowa. Co innego, jeżeli życie uchwycimy za owe korzenie, z których wyrastają moralne dźwignie duszy. Te wartości bierzmy za drogowskazy, według nich badajmy, poprawiajmy, uszlachetniajmy nasze uczynki. Ciągłe to patrzenie w siebie daje nam głębokie odczuwanie wielkich rzeczywistości, które bezwiednie w sobie nosimy. Daje rzetelną treść naszemu życiu duchowemu, daje ustawicznie odnawiające się doświadczenie, dolewa oliwy do ognia naszych wysiłków, zmierzających do doskonałości.

 Czwartym wymaganiem praktyki miłości jest, ażebyśmy nasze ćwiczenia pobożne, każdy akt naszego wysiłku duchowego wykonywali z wielką energią, jako czyn pełnowartościowy. Wtedy i te akty stale będą nas prowadziły w styczność z wielkim i faktami świata duchowego. Kiedy przystępujemy do sakramentów świętych, albo modlimy się, należy to czynić z świadomością celu, jak czyni ten, który ma określone pragnienie, chce rzeczy określonej i po nią wyciąga rękę. Extendo mem etipsum — „wyprężam się” — mówi św. Paweł, a tak i my powinniśmy czynić. Wyprężać duszę, pchać wolę ku Bogu i wielkim celom ... W używaniu środków łaski tak należy postępować, jak czynią ci, którzy faktycznie czerpią ze źródła, wiedząc, że teraz uczestniczymy w prawdzie, w uzdrowieniu, w łasce, w dobrach, które tutaj tylko a nie gdzieindziej można osiągnąć. Gdy dosięga nas ból, przykrość, gdy spotyka nas ludzka niewdzięczność lub nieszczęście, nieugięcie trzeba stawiać czoło przeciwności i w duchu Chrystusowym obowiązek, dobro i zbudowanie bliźniego przekładać nad nasze osobiste bóle i nieprzyjemności. Chcemy dotrzymać placu, jak w bitwie śród gradu kul oficer, który nie rzuca ważnej
pozycji poruczonej sobie przez wodza.

 Uwolni nas to zarówno od bezpłodnego życia uczuciowego, jak od płytkości w ćwiczeniach zewnętrznych, wykonywanych bez należytego wigoru duchowego. O rzeczywistość, o prawdę dbajmy w życiu duchowym, o płodne przeżycia o uczucia silnie wzruszające, o czyny przeniknione na wskroś myślą i uczuciem. Bóg domaga się całego człowieka, me pustych gestów (zwyczajem stało się rutyniczne pozbawione treści, przystępowanie do sakramentów), ani bezczynnego zatapiania się w uczuciach (modlitwa nie oddziaływująca na uczynki). Nasze chęci i skłonności czerpią swą wartość z czynów z nich wypływających; wagę naszych uczynków określa ożywiające je uczucie i pragnienie. Wrodzona człowiekowi gnuśność chętnie wpada w wygodny automatyzm , albo nieodpowiedzialną wylewność. Jedno i drugie jest łatwym . Co trudne, co nieprzyjemne, co wymaga napięcia, to uzgodnienie obu sił, ich sprzęgnięcie, zorganizowanie w jeden koncert na całej linii naszego życia' Jeśli nie będziemy się troszczyć o samych siebie, nasze czyny będą nieopanowane, nasze uczucia będą falowały bez rezultatu. Napięcie naszych władz wkłada jakby ślub na nasze zachowanie się, zamienia nasze uczucia w uczynki. Praca ta przykuwa do naszej duszy Pana i Jego łaskę i niejako zmusza Go do pozostania z nam i i ustawicznego czynienia zadość naszym pragnieniom i potrzebom.

 Usiłujmy w ten zasadniczy sposób praktyczny osiągnąć cel naszego życia tak, żeby uchwycić za sam korzeń i doprowadzić do rozkwitu wszystkie wartości moralne naszej duszy. Jeśli się tylko trochę zagłębimy w sobie, od razu znajdziemy takie wartości. Praca, nad ukształceniem naszego usposobienia duchowego w zetknięciu się z wielkimi czynami i wartościami rozbudzi w nas silne, a zarazem prawdziwe uczucia, uczucia twórcze, płodne, które nie będą czczymi nastrojami, lecz siłami urabiającymi ducha. Będą to czynne oznaki wspólności życia z Chrystusem, a z nich tryskać będzie
„obfitsze życie“ dla którego Syn Boży oblókł się w człowieczeństwo.


Ks. Biskup Doktor Ottokar Prohaszka, ,,U źródła żywych wód" str, 96 - 101