Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

sobota, 31 sierpnia 2019

80 rocznica wybuchu II wojny światowej. Słuszna ocena historyczna.

Sojusznicy? Attache wojskowy Ambasady Niemiec
 w Polsce ppłk. von Gerstenberg (drugi z lewej)
w asyście polskich wojskowych na tle
Grobu Nieznanego Żołnierza, 17 kwietnia 1938 r.
Zdjęcie ze stron Wrzesień 1939. 

Kiedyś, wiele lat temu, kiedy dyskusje o historii były na poziomie, bez przypinania łatki ''nazisty'', był pewien człowiek. Miał okulary, kędzierzawą siwą brodę i spokojny, nieco chrapliwy głos. On jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę, że Polska popełniła katastrofalny błąd w 1939 roku. Że powinna była postąpić inaczej. Nie bał się kontrowersyjnych tez i burzył romantyczne mity historyczne. 

Chociaż pana profesora Pawła Wieczorkiewicza nie ma z nami już od dziesięciu lat, jego idee są dalej żywe i przekazywane - choćby przez Piotra Zychowicza. 

W przededniu okrągłej, 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej, jak bumerang wraca do nas pytanie - czy Polska postąpiła słusznie, sprzeciwiając się Niemcom i stając do walki, czy może było inne wyjście. 

Odrzućmy więc z tej dyskusji rozemocjonowane sofizmaty, histeryczne wrzaski o ''podludziach'', romantyczną martyrologię ''Chrystusów Europy'' i ''moralnych zwycięzców'', marksistowski determinizm, i spróbujmy zastanowić się nad faktami. 

Problemem tej teorii - mającej przecież sensowne podstawy i dość prawdopodobnej - jest to, że najczęściej jest ona zakrzykiwana pełnymi oburzenia zdaniami i przerażającymi wizjami dymiących kominów, co niestety, pomija najważniejszy jej aspekt. Militarny. 

Całą dyskusję należy zacząć od ponadczasowego cytatu Henry'ego Temple, 3. wicehrabiego Palmerston:

''Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów. Wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii, oraz obowiązek ich ochrony''

Wojsko Polskie w XX-leciu międzywojennym przygotowywało się do walki z Sowietami, a nie Niemcami, czy kimkolwiek innym. Temu służyć miał sprzęt, który uznawano za przejawy megalomanii w okresie PRL, a który po prostu nie został użyty zgodnie z przeznaczeniem. ORP ''Gryf'' i duże niszczyciele miały prowadzić walkę w rejonie Zatoki Fińskiej, a nie bronić Wybrzeża. Tam też miały operować duże okręty podwodne jak ORP ''Orzeł''. Z tego powodu zainwestowano w szybkie bombowce PZL. 37 ''Łoś''. Utrzymywano liczne jednostki kawalerii - nieprzydatnej w walce z jednostkami pancernymi, ale użytecznej na rozległych stepach, pozbawionych dróg. Po to wyposażano hojnie - jak na 1939 rok - piechotę w broń przeciwpancerną i próbowano nadążyć w liczbie czołgów za światową czołówką - Polska, mając 880 czołgów i tankietek, była na 6. miejscu na świecie. 

Dojście do władzy nazistów doprowadziło do czasowego unormowania stosunków polsko-niemieckich. Adolf Hitler był Austriakiem i nie podzielał prusko-junkierskich resentymentów. W swojej książce ''Mein Kampf'' poświęcił Polsce... jedno zdanie, w dodatku krytykując politykę kajzerowskich Niemiec wobec Polaków (!!!). W Polsce upatrywał silnego gracza, rosnące z roku na rok regionalne mocarstwo, które jeszcze przed wojną zdystansowało wiele dłużej istniejących krajów, i które zdołało wywalczyć swoją niepodległość zbrojnie i odeprzeć bolszewicką nawałę w 1920 r. Józef Piłsudski w III Rzeszy cieszył się dużym szacunkiem i estymą, jako potencjalny sojusznik i mąż stanu. Zawarty w 1934 roku 10-letni pakt o nieagresji spowodował znaczne odprężenie w relacjach polsko-niemieckich, a niemiecki kanclerz pojawiał się w polskich publikacjach jako głowa zaprzyjaźnionego państwa. 

Piłsudski pozostawił Polskę w rękach ludzi niekompetentnych i chwiejnych. Marszałek przed śmiercią żądał, by wszelkimi sposobami nie dopuścić do tego, by przyszła wojna w Europie zaczęła się od Polski i toczyła się na polskich ziemiach. Im później i im dalej - tym lepiej. Józef Beck, ufny w zapewnienia swojego bliskiego współpracownika, płk. Tadeusza Kobylańskiego, w swoich kalkulacjach o rozkładzie sił w Europie, całkowicie pominął rolę ZSRR. Prof. Wieczorkiewcz do końca życia utrzymywał, że Kobylański był w rzeczywistości sowieckim agentem, który zapewnił Sowietom całkowity wgląd w pracę polskich dyplomatów i wywiadu. Warto tu wspomnieć, że marszałek Erich von Manstein w swoich wspomnieniach pisze, że do wiosny 1939 roku nie było żadnego planu wojny przeciw Polsce. Zwrot w niemieckiej polityce był zemstą zawiedzionego, odtrąconego kochanka, który postanowił zetrzeć z powierzchni ziemi kraj, który odrzucił jego zaloty. Pewny swego Beck, ufny w siły sojusznicze, przekonany, że Niemcy to ''papierowy tygrys z 9 dywizjami'', wplątał swój kraj w wojnę w obronie niemieckiego miasta, jakim był Gdańsk, przed Niemcami. 

A gdyby było inaczej? Gdyby i tak zdominowany przez Niemców Gdańsk trafił do Niemiec, a Polacy, jak proponowali w latach 20., zbudowaliby eksterytorialną autostradę przez Pomorze? 

czwartek, 29 sierpnia 2019

X [Bp] Donald H. Sanborn: WALKA O MSZĘ JEST ZAKOŃCZONA (tekst z 1992 r.)

W ramach obchodów Roku Wiary w kościele p.w. św. Jadwigi w Trenton (stan N.J.),
"biskup diecezji" David M. O’Connell odprawił w dniu 27 listopada 2012 roku Mszę
 w (tzw.) nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Msza transmitowana była na żywo
przez "katolicką" stację EWTN oraz powtórzona w dniu następnym.
WALKA O MSZĘ JEST ZAKOŃCZONA

Bp Donald J. Sanborn

   Któregoś dnia byłem w banku i pewna kobieta spytała mnie, czy jestem związany z Archidiecezją Detroit. Odpowiedziałem, że nie, gdyż odprawiam tradycyjną łacińską Mszę, podczas gdy archidiecezja jest przeciwko tradycyjnej łacińskiej Mszy. Odpowiedziała: "To zabawne, ponieważ rozmawiałam właśnie wczoraj z moją przyjaciółką, która powiedziała, że chodzi na tradycyjną łacińską Mszę do jednej z lokalnych parafii". Natychmiast zdałem sobie sprawę z błędu i powiedziałem: "No cóż, dla nas istnieje coś więcej. Nasze stanowisko jest takie, że II Sobór Watykański zmienił całą religię, a my praktykujemy Wiarę, tak jak to było w latach 50 -tych".

   Miała rację: Archidiecezja nie jest przeciwko tradycyjnej łacińskiej Mszy. De facto jest ona dostępna w nie mniej, niż trzech parafialnych kościołach diecezji. Fakt ten jest wskazówką bardzo istotnej kwestii wymagającej zrozumienia – walka o tradycyjną łacińską po cichu została wygrana, staje się ona [(Msza łacińska)] coraz to bardziej dostępną w wielu diecezjach. Prawie każde wydanie The Wanderer'a (amerykańskie katolickie pismo konserwatywne – przyp. red.) obwieszcza przynajmniej jedną nową diecezję, która inicjuje praktykę cotygodniowych, jak je nazywają, "Mszy indultowych" . W "The Remnant"czytamy, że Bractwo Św. Piotra zaistniało w St. Paul w Minnesocie.

   A więc o co walczymy? Dlaczego nie jestem związany z Archidiecezją Detroit (jak zapytała wspomniana na początku kobieta), jeśli nie jest ona przeciwna tradycyjnej łacińskiej Mszy? Czyż restauracja Mszy nie była celem ruchu tradycjonalistycznego?

   By odpowiedzieć na te pytania przenieśmy się do innej scenerii, tej z rewolucyjnego Paryża lat 1790-tych.  Kiedy radykał Robespierre doszedł do władzy, jednym z punktów jego programu było ustanowienie religii rozumu, jako oficjalnej religii państwowej. Dla tego celu zarekwirował on ni mniej ni więcej, tylko katedrę Notre Dame, w której umieścił na ołtarzu popiersie Woltera, Rousseau i Beniamina Franklina. Wzniósł on także w sanktuarium tron dla bogini rozumu, która symbolicznie przyjmuje hołd, który państwo oddaje rozumowi. Kobieta, którą wybrał na boginię, była aktorką (wielu twierdzi że prostytutką) z Comedie Francaise i siedziała tam podczas obrzydliwego nabożeństwa odprawianego przez Robespierra i jego lokajów podczas tego czarnego okresu historii ludzkości. Żeby jednak nikt nie oskarżał tych radykałów o występowanie przeciwko wolności, zezwolono, by sędziwy ksiądz, który zerwał swe więzi z prawdziwym Kościołem poprzez podpisanie Cywilnej Konstytucji Duchowieństwa, odprawiał tradycyjną łacińską Mszę na głównym ołtarzu o siódmej rano. Główny czas przeznaczony był dla rytów rozumu.

   Gdybyś żył w tym czasie w Paryżu, czy byłoby usprawiedliwionym uczęszczać na Msze tego sędziwego księdza? Absolutnie nie. Dlaczego nie? Ponieważ Msza, którą odprawiał, chociaż ważna i katolicka w swej liturgicznej treści, nie była Mszą Kościoła katolickiego.

   Osoby świeckie popadają często w błąd poprzez troszczenie się tylko o ważność czy to sakramentów, czy tylko o ich jakość, jako tradycyjnych. Często tracą oni z widoku fakt, a ten błąd musi być złożony na barki duchowieństwa, które zaniedbało pouczyć świeckich, że Msza jest aktem Kościoła katolickiego, aktem oficjalnym, aktem pojedynczym i dlatego – ażeby być katolicką – musi być ofiarowana w łączności z władzą Kościoła katolickiego. Dla przykładu, greccy prawosławni mają ważne Msze. Ich księża i biskupi posiadają ważne święcenia. Używają oni nawet liturgii, która w swej liturgicznej treści jest katolicka, to znaczy, że nie zawiera żadnego zepsucia herezją, tak jak to zawierają luterańska i anglikańska. Pomimo to greccy prawosławni nie odprawiają katolickich Mszy; de facto ich Msze są świętokradcze i bluźniercze wobec Boga, z tego właśnie powodu, iż są ofiarowane poza Kościołem katolickim. Dlatego jest grzechem śmiertelnym czynnie uczestniczyć w Mszach greckich prawosławnych.

   Te same zasady należy zastosować wobec Mszy indultowych. Chociaż Msze Jana XXIII (którymi są wszystkie Msze indultowe) ze swej treści są tradycyjnymi Mszami Kościoła katolickiego, fakt, że są one odprawiane pod auspicjami religii II Soboru Watykańskiego i w jedności z Janem Pawłem II, jako głową hierarchii II Soboru Watykańskiego, czyni je kultem niekatolickim. Dlatego katolicy nie mogą uczęszczać na Mszę indultową, nawet jeśli jest to Msza jaką znali w 1962 r. i jest ona odprawiana w kościele, który był katolickim kościołem.

   Wszystko to oznacza, iż prawdziwą bitwą nie jest już dłużej Msza, lecz Kościół. Jest to teraz zagadnienie palące: czy "Kościół" Novus Ordo jest Kościołem rzymskokatolickim? Jeśli odpowiedź brzmi "tak" , wówczas my, tradycyjni księża, powinniśmy zamknąć nasze kościoły i zachęcać ludzi, by chodzili na Msze indultowe. Jeśli odpowiedź brzmi "nie", wówczas jest obowiązkiem zachowujących katolicką wiarę księży i wiernych, aby wzięli na cel nowy fałszywy "Kościół" , który przybiera katolickie imię i zdemaskowali go, jako fałszywą religię. Oznacza to, że linia bitwy przesunęła się ze Mszy na Kościół, a to, co odróżni prawdziwego katolika od fałszywego, to jego bezkompromisowa odmowa, aby "Kościół" Novus Ordo cieszył się katolickim imieniem.

   A pierwszą linią bitwy jest Jan Paweł II – skoro jest on uznany za papieża, to oznacza, iż jest on najwyższym katolikiem Kościoła Katolickiego, dla każdego - standardem katolicyzmu. Dlatego w tej walce o Kościół byłoby niemożliwym zachować prawdziwie katolicką postawę, jeśli uważa się Jana Pawła II za papieża.

Walka o Mszę jest zakończona – walczmy teraz o Kościół!

Bp Donald J. Sanborn

środa, 28 sierpnia 2019

Kolejna zdrada Neo-FSSPX, które po raz kolejny wprost zaprzecza słowom swego założyciela.

X. Szymon Bańka [Neo]FSSPX

Wczoraj przez przypadek miałem okazję wysłuchać przez chwilę na żywo wywiadu, jakiego młody kapłan Neo-FSSPX - x. Szymon Bańka, udzielił niejakim "Mediom Narodowym" (był on emitowany na żywo na YouTube). W tym fragmencie który miałem wątpliwą przyjemność oglądać, odniósł się on do stosunku Neo-FSSPX wobec Neokościoła i Vaticanum II. Cóż to powiedział słuchaczom owy młody kapłan Neo-FSSPX? Otóż powiedział, że "w dokumentach Vaticanum II nie ma żadnej wyraźnej herezji (sic!!!)". Oczywiście stwierdził on, że dokumenty Vaticanum II są niejasne, dwuznaczne, i że sprzyjają heretyckim interpretacjom. Ale przy tym wyraźnie podkreślił uparcie i kilkakrotnie, że nie zawierają one same w sobie żadnej wprost wyrażonej herezji... No cóż, po raz kolejny już byłem w głębokim szoku i nie dowierzałem, w to co słyszę. Po raz kolejny oni się zmienili i obrócili o 180 stopni. Po raz kolejni to co głosili przez ponad 40 lat stało się nagle "nieaktualne" i nic nie warte... Widać więc doskonale, że od 2013 r., kiedy to ostatni raz miałem bezpośrednią styczność z kapłanami Neo-FSSPX, owo "stanowisko bractwa" (czyli właściwie surogat Magisterium Kościoła) po raz kolejny wyewoluowało, po raz kolejny dokonała się swego rodzaju rewolucja (modernizacja), podobna do tej, jaka miała już miejsce wiosną roku 2012. Wówczas to Neo-FSSPX uznało ważność i godziwość heretyckiej nowej "mszy". Bp. Fellay podpisał wówczas dokument w którym stwierdził to oficjalnie (z którego później się po cichu wycofano, gdyż moderniści nie przyjęli warunków stawianych przez Neo-FSSPX). W lipcu tamtego roku, wówczas również młody kapłan Neo-FSSPX - x. Łukasz Szydłowski, publicznie mówił wiernym że nowa "msza" jest "ważna i godziwa".  Słyszałem to na żywo w Zaczerniu k. Rzeszowa na katechezie dla dorosłych po Mszy Św. Było to w lipcu 2012. On w zasadzie powtórzył to co bp. Fellay podpisał w kwietniu 2012. To było bardzo zawiłe i niejasne, ale to było mniej więcej coś takiego; że nowa "msza" nie zawiera w sobie żadnej herezji wprost, że sama w sobie jest ważna i zasadniczo może być godziwie odprawiana (zależy to od osobistej świętości celebransa; jest to niełatwe, ale możliwe. Tak wynikało z kontekstu).

Dziś poszli oni kolejny krok dalej, i uznali że Vaticanum II nie zawiera żadnej herezji... Wg. x. Bańki, to tylko są "błędne interpretacje" i błędy posoborowe, wg. niego "sobór jest niejasny i niejednoznaczny, ale nie jest wprost heretycki, bo inaczej ojcowie soborowi by nie podpisali jego dokumentów"... Tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż Abp. Lefebvre w książce "Oni Jego zdetronizowali", twierdził że co najmniej 20 % treści dokumentów Vaticanum II jest wprost heretyckich, i należy je bezwzględnie odrzucić. Pozostałe 80 % jest dwuznaczne, i wymagało by poprawienia i korekty. Takie było stanowisko abp. Lefebvre, i takie też do niedawna było stanowisko FSSPX. To stanowisko jest ogólnie zgodne z prawdą. Jednak abp. Lefebvre w tej samej książce twierdził, że nie podpisał heretyckich dokumentów Vaticanum II, zwłaszcza heretyckiego dekretu o wolności religijnej. Jednak już biograf abp. Lefebvra, bp. Bernard Tissier de Mallerais twierdził co innego, a mianowicie że abp. Lefebvre podpisał wszystkie dokumenty Vaticanum II. Jaka jest więc prawda? Który z nich kłamał? Otóż niestety, bardziej wiarygodne i podparte dowodami jest zdanie wyrażone przez bp. Tissier de Mallerais w książce "Marcel Lefebvre. Życie", a więc niestety wynika z tego, że kłamał abp. Lefebvre. Oczywiście było to zrozumiałe, abp. Lefebvre wstydził się tego, że podpisał heretyckie dokumenty, szczerze tego żałował, i wyparł to ze swej świadomości... Jednakże dziś powinno się stanąć w prawdzie i przyznać: "Tak, abp. Lefebvre podpisał heretyckie dokumenty Vaticanum II, ale następnie nawrócił się, i odciął się od tego". Jednak co robi Neo-FSSPX? Otóż bractwo wbrew nauczaniu Kościoła, oraz wbrew wszelkim wystąpieniom swego założyciela po 1976 r., twierdzi nagle, że Vaticanum II nie zawiera już żadnej herezji... 

W tym momencie członkowie Neo-FSSPX dokonali już ostatecznej zdrady i wyparli się własnego stanowiska, oraz nauki swego ś.p. Założyciela. Nazywanie ich więc dalej "lefebrystami" było by wielką obrazą dla osoby abp. Lefebvra, który co najmniej od 1976 r. aż do śmierci uważał, że tzw. "sobór watykański drugi" był jawnie heretycki, że jego dokumenty były jawnie heretyckie. Neo-FSSPX przyjęło natomiast retorykę "konserwatystów Novus Ordo", retorykę Ratzingera, retorykę "dwóch soborów" (soboru ojców, i soboru mediów). Skrajnie naiwnym i po prostu głupim jest twierdzenie, że "ojcowie soborowi nie podpisali by heretyckich dokumentów". Przecież większość z nich to byli masoni, liberałowie, moderniści i komuniści. Abp. Lefebvre świetnie opisał to zarówno w książce "Oni Jego zdetronizowali", jak i książce "Oskarżam sobór" (bardzo polecam lekturę tych książek każdemu kto całkowicie nie zna tematu, kto ma wątpliwości co do Vaticanum II, obie w dużej mierze otwarły mi oczy na obecną sytuację). W obu tych książkach wykazuje on jednoznacznie, że błędy i herezje są dziełem soboru, że to własnie sobór jest odpowiedzialny za całe to zło, że dokumenty soborowe są przynajmniej w części jawnie heretyckie. FSSPX zawsze trzymało się tej linii, uznając że sobór jest heretycki i jest źródłem wszelkiego zła w Neokościele. Obecne Neo-FSSPX stało się już dokładnie tym samym co post-indult i środowiska "konserwatystów Novus Ordo". Potwierdza się więc to wszystko co pisałem o nich kilkanaście dni temu. Nie wolno więc traktować dłużej FSSPX w kategorii R&R (uznających i stawiających opór). Neo-FSSPX nie stawia już bowiem żadnego oporu. Trzeba je traktować w kategorii "konserwatystów Novus Ordo". Oni już się w pełni pojednali z modernistycznym Neokościołem, i stanowią jego integralną część. 

Michał Mikłaszewski, red. naczelny
w święto św. Augustyna, Ojca i Doktora Kościoła.

J. Exc. x Bp Marek A. Pivarunas CMRI: Fatima, negocjacje FSSPX z modernistami i stanowisko arcybiskupa Lefebvre. "Adsum".


Fatima, negocjacje FSSPX z modernistami i stanowisko arcybiskupa Lefebvre (1)

BP MARK A. PIVARUNAS CMRI

––––––––

   Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy,

   Te upalne letnie dni przypominają mi o szczególnym objawieniu się Matki Boskiej Fatimskiej trójce dzieci: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi 13 lipca 1917 roku.


   Matka Boża powiedziała wówczas dzieciom: "Czyńcie ofiary za grzeszników i módlcie się często tymi słowami: «O Jezu, to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i na wynagrodzenie za grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi»".

   "Mówiąc te słowa" – opowiadała Łucja – "Matka Boska rozłożyła ręce tak, jak w poprzednich miesiącach. Blask jaki się z nich rozchodził zdawał się przenikać ziemię i ujrzeliśmy morze ognia, i pogrążonych w nim diabłów oraz dusze podobne do przezroczystych żarzących się węgli, czarnych lub brązowych o ludzkiej postaci, które unosiły się w ogniu...".


   Matka Boża powiedziała wtedy do przerażonych dzieci: "Widzieliście piekło, dokąd idą dusze grzeszników. Aby je ocalić Bóg pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca".

   W ostatnich tygodniach wystąpiło wiele klęsk żywiołowych – szalejące pożary trawiące wielkie połacie lasów, domy i dobra osobiste a nawet ludzkie istnienia. Potężne wiatry odcięły dostawy prądu dla milionów mieszkańców środkowo-wschodnich stanów. Są to nieszczęśliwe zdarzenia, tragiczne wydarzenia lecz czymże one są, w porównaniu z wieczną zgubą dusz, za które nasz Boski Zbawiciel przelał swą drogocenną krew?

   Z tego właśnie powodu, fatimskie orędzie modlitwy i ofiary jest dzisiaj bardziej aktualne niż w 1917 roku. Następnym razem, gdy będzie nas korciło by narzekać na spiekotę, poświęćmy tę ofiarę w intencji nawrócenia biednych grzeszników.


   I kolejna uwaga. Ostatnio wiele pisano na temat negocjacji między Soborowym Kościołem Vaticanum II a Bractwem Św. Piusa X. Biskup Fellay, przełożony generalny Bractwa przygotowuje grunt dla pojednania Bractwa ze "współczesnym Rzymem".

   Ważne pytanie jakie biskup Fellay musi sobie postawić brzmi: czy zmieniło się coś co pozwala na zawarcie umowy z modernistami, którzy tak skutecznie doprowadzili do Wielkiej Apostazji w Kościele katolickim?


   W 1976 roku nieżyjący już arcybiskup Marcel Lefebvre przy okazji suspensy a divinis nałożonej przez Pawła VI, znakomicie zareagował na tę tzw. karę pisząc Refleksje w związku z suspensą "a divinis", 29 czerwca 1976:
"Jesteśmy suspendowani a divinis przez Soborowy Kościół i dla Soborowego Kościoła, do którego nie chcemy należeć... 
Ten Soborowy Kościół jest schizmatyckim Kościołem, ponieważ zrywa z Kościołem katolickim, który był zawsze. Ma on swoje nowe dogmaty, swoje nowe kapłaństwo, swe nowe instytucje, nowy kult, wszystko to już dawno zostało potępione przez Kościół w wielu dokumentach, oficjalnych i rozstrzygających... 
Ten Soborowy Kościół jest schizmatycki, ponieważ jako podstawę swojego uwspółcześniania obrał sobie zasady stojące w opozycji do zasad Kościoła katolickiego, takie jak: nowa koncepcja Mszy wyrażona w punkcie 5 Wprowadzenia do (dekretu) «Missale Romanum» i 7 jego pierwszego rozdziału, nadająca zgromadzeniu charakter kapłański, który nie może mu przysługiwać; podobnie jak naturalne – to znaczy Boskie – prawo każdej osoby i każdej grupy osób do wolności religijnej. 
To prawo do wolności religijnej jest bluźniercze, gdyż przypisuje Bogu przymioty, które niszczą Jego majestat, Jego Chwałę, Jego Panowanie. Prawo to implikuje wolność sumienia, wolność myśli, i wszystkie masońskie wolności. 
Kościół, który zatwierdza takie błędy jest równocześnie schizmatycki i heretycki. Ten Soborowy Kościół nie jest zatem katolicki. W jakimkolwiek stopniu papież, biskupi, księża lub wierni przynależą do tego Nowego Kościoła, oddzielają się sami od Kościoła katolickiego... My ze swej strony, trwamy w Kościele katolickim, przez łaskę Pana Naszego Jezusa Chrystusa i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny".
   Cóż więc się zmieniło w Kościele Soborowym w ciągu ostatnich czterdziestu lat? Nic! Módlmy się, aby bardziej tradycyjni katolicy rozpoznali, że Vaticanum II zapoczątkował Wielką Apostazję przepowiedzianą przez św. Pawła w Drugim Liście do Tesaloniczan.

Z modlitwą i błogosławieństwem

Bp Mark A. Pivarunas CMRI

Św. Augustyn: O nieśmiertelności duszy

Rozdział 5

O nieśmiertelności duszy


1. Po napisaniu ksiąg "Solilokwiów", kiedy już ze wsi powróciłem do Mediolanu, napisałem traktat "O nieśmiertelności duszy". Chciałem, ażeby były to niejako notatki dla pamięci celem ukończenia Solilokiów. Pozostały one niedokończone i nie wiem w jaki sposób wbrew mojej woli dostały się one w ręce ludzkie i są zaliczane w poczet moich dzieł. Traktat ten jest tak niejasny z powodu zawiłych i zwięzłych pierwszych sformułowań rozumowania, że w czasie czytania męczy nawet moją uwagę i ledwie sam go rozumiem.
2. W końcu nie myśląc o niczym innym jak o umyśle ludzkim, w jednym z dowodów zawartych w tej książce wyraziłem się: "W tym, kto niczego się nie uczy, nie może być umiejętności", a w innym miejscu: "Wiedza zaś nie obejmuje żadnej rzeczy, która by nie należała do jakieś dyscypliny", i nie przyszło mi na myśl, że Bóg nie uczy się poszczególnych dyscyplin, a posiada wiedzę o wszystkich rzeczach, a w niej zawarta jest również uprzednia wiedza rzeczy przyszłych. Taki sam sens posiada również sformułowanie: "Życie rozumne nie ma miejsca gdzie indziej, jak tylko w duszy" bowiem i w Bogu życie nie jest pozbawione rozumu, skoro w Nim jest zarówno najwyższe życie jak i rozum. Nieco wyżej powiedziałem: "To, co się pojmuje, jest zawsze takie samo", a poznajemy także i umysł, który, rzecz zrozumiała, nie jest zawsze taki sam. Natomiast wyrażenia: "Duch dlatego nie może się oddzielić od racji wiecznej, ponieważ nie łączy się z nią pod względem miejsca" zgoła nie powiedziałbym, gdybym już na tyle był obeznany z Pismem Świętym, że przyszłyby mi na pamięć słowa: "Lecz wasze winy wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem". To pozwala zrozumieć, że można mówić również o rozdzieleniu tych rzeczy, których nie łączy przestrzeń, lecz pozostają w związku niecielesnym.
3. Co znaczy również powiedzenie: "Jeśli dusza nie ma ciała, to nie bytuje na tym świecie", nie mogę sobie przypomnieć. Czyżby dusze zmarłych nie były pozbawione ciała, albo nie bytowały na tym świecie? Jakoby piekła nie było na tym świecie. Ponieważ jednak brak ciała może okazać się dobrem, może tym określeniem nazwałem wszelkie udręki cielesne. Jeżeli tak, to zbyt nierozsądnie posłużyłem się tą nazwą. Bez zastanowienia także napisałem: "Najwyższa istota przez duszę udziela ciału formy, dzięki której jest, o ile jest. Poprzez duszę ciało otrzymuje samoistność, jest ono właśnie dzięki temu, co je ożywia bądź to powszechnie, jak świat, bądź poszczególnie, jak każdą istotę żyjącą na świecie". Wszystko to zostało powiedziane zgoła nierozważnie. Ta księga zaczyna się od słów: "Umiejętność, jeżeli gdzie jest". 
4. W tym czasie, kiedy przybywałem w Mediolanie w oczekiwaniu na przyjęcie chrztu, próbowałem także pisać książki na temat różnych dyscyplin, wypytując tych, którzy przebywali razem ze mną i nie stronili od tego rodzaju nauki, pragnąc niczym krokami poprzez rzeczy cielesne dojść albo doprowadzić  innych do niecielesnych. Spośród nich udało mi się jedynie ukończyć dziełko "O gramatyce", które później zginęło z mojej szafy, oraz sześć ksiąg o muzyce, ale dotyczące jedynie już po otrzymaniu chrztu i po powrocie z Italii do Afryki. W Mediolanie jedynie zacząłem zajmować się tą dyscypliną. Na temat innych pięciu dyscyplin również tam rozpoczętych: dialektyki, retoryki, geometrii, arytmetyki i filozofii, pozostały mi jedynie same wstępy, choć i je zagubiłem, ale myślę, że ktoś musi je mieć.

Św. Augustyn ,,o Nauce Chrześcijańskiej" str. 192-194

niedziela, 25 sierpnia 2019

X. Benedict Hughes CMRI: Czy modernistyczny kościół jest w stanie wyrzucić diabła?


"...ale nas zbaw ode złego..."

Czy modernistyczny kościół jest w stanie wyrzucić diabła?

KS. BENEDICT HUGHES CMRI

––––––

     Pan Jezus podczas działalności publicznej dokonał licznych uzdrowień, a także często wyrzucał złe duchy. W Ewangeliach istnieje wiele odniesień do egzorcyzmów, takich jak wyrzucenie złych duchów z dwóch opętanych w Gerazim, gdy Pan Jezus pozwolił diabłom wejść w wieprze, które następnie rzuciły się do morza (cf. Mt. 8, 28 i nast.). To tylko jeden z wielu przykładów wypędzania diabłów przez Pana Jezusa. Co więcej, Pan Jezus udzielił tej władzy swoim uczniom. Kiedy 72 uczniów powróciło z misji, zawołali: "Panie, i czarci się nam poddają w imię Twoje" (Łk. 10, 17).


   Wydaje się – na podstawie lektury Ewangelii – że przypadki diabolicznego opętania były znacznie bardziej powszechne w owym czasie, niż miało to miejsce w czasach bardziej współczesnych. Możemy przypuszczać, że jest to prawdopodobnie spowodowane rozprzestrzenieniem się prawdziwej wiary – a zwłaszcza Mszy – na świecie, która znacznie zmniejsza wpływ diabła na ludzi. Lecz ostatnio wydaje się, doszło do zwiększenia się diabolicznej obecności oraz liczby przypadków opętania, co jest zrozumiałe, jeśli się weźmie pod uwagę, że Novus Ordo zastąpiło Świętą Ofiarę Mszy w kościołach, które przed Vaticanum II były katolickie.

   Także ostatnio pojawiło się w wiadomościach kilka historii o przypadkach opętania. Tradycyjnie, ofiary takiego szatańskiego oddziaływania zwracały się o pomoc do katolickiego Kościoła, gdyż żaden stworzony przez człowieka kościół nie może mieć władzy nad złymi duchami. Ale począwszy od Vaticanum II wiara w diabła znacznie zmalała wśród rzekomych katolików. Podobnie, egzorcyzm zaczął być postrzegany jako przestarzała średniowieczna praktyka, bardziej nadająca się do wykorzystania w filmach niż w rzeczywistym świecie. Tę samą niewiarę widzimy w soborowym kościele, jako że w 1972 roku Paweł VI zniósł niższy stopień święceń kapłańskich obejmujących stopień egzorcysty.

   Jednak obecnie zauważamy zwiększenie wykorzystania egzorcyzmów i szkolenia na egzorcystów wśród kapłanów Novus Ordo. Artykuł w The Telegraph (brytyjska gazeta) odniósł się do tego zjawiska w artykule pod tytułem "Wzrost liczby egzorcystów w Kościele katolickim". Artykuł stwierdza bez ogródek, iż "wzrost demonicznych przypadków jest rezultatem tego, że coraz więcej ludzi zabawia się takimi praktykami jak czarna magia, pogaństwo, satanistyczne obrzędy i tabliczki Ouija, zgłębiając często mroczne sztuki za pomocą informacji łatwo dostępnych w Internecie". W artykule stwierdza się dalej: "Wzrost liczby kapłanów przeszkolonych do radzenia sobie z tym zjawiskiem jest... milczącym uznaniem, że wiara w szatana – uważana kiedyś przez katolickich postępowców za kłopotliwą – jest wciąż bardzo żywa".

   Ale czy takie wysiłki podejmowane przez soborowy kościół przyniosą oczekiwane owoce? Jeśli ważność obrzędu święceń kapłańskich została skażona przez nowy ryt wprowadzony przez Pawła VI w 1969 roku, to ci ostatnio wyświęcani kapłani, którzy zostali przeszkoleni do wykonywania egzorcyzmów nie będą mieli żadnej władzy nad demonami. Ks. Gabriele Amorth, przebywający we Włoszech, który jest często cytowany w wypowiedziach dotyczących egzorcyzmów i który sam przeprowadził ich tysiące, został wyświęcony w tradycyjnym obrzędzie święceń kapłańskich w 1954 roku. Kapłan ten – chociaż jest członkiem soborowego kościoła – zachowuje prawidłowy pogląd na temat egzorcyzmów dzięki swojej tradycyjnej, przedsoborowej seminaryjnej edukacji. Jest autorem kilku książek na temat egzorcyzmów, napisanych w oparciu o osobiste doświadczenia jako egzorcysty.


   Między innymi, ks. Amorth twierdzi, że joga jest zła, ponieważ prowadzi do kultu hinduizmu i innych wschodnich religii, że powieści o Harrym Potterze mogą prowadzić do demonicznego wpływu i że skandale wykorzystywania seksualnego w soborowym kościele są dowodem wpływu szatana. Ogólnie rzecz biorąc jest traktowany w soborowym kościele jako ktoś niezbyt zrównoważony – stary ramol nie mający kontaktu z rzeczywistością czasów współczesnych. Musimy jednak stwierdzić, że jego spostrzeżenia są trafne.

Kazanie na XI Niedzielę po Zielonych Świątkach - x. Rafał Trytek, 25 sierpnia 2019 r.

piątek, 23 sierpnia 2019

80 lat temu podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow - IV rozbiór Polski.

Podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow. Moskwa, 23.08.1939. Fot. PAP/DPA

80 lat temu, 23 sierpnia 1939 r., przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw: minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop oraz ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRS, pełniący jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych Wiaczesław Mołotow, podpisali w Moskwie w obecności Stalina sowiecko-niemiecki pakt o nieagresji wraz z tajnym protokołem dodatkowym, którego konsekwencją był IV rozbiór Polski.

Podpisany przez Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa tajny protokół dodatkowy, stanowiący integralną część zawartego wówczas paktu o nieagresji pomiędzy III Rzeszą i ZSRS, składał się z czterech punktów.

W pierwszym z nich zapisano, iż: "W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do państw bałtyckich (Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa) północna granica Litwy stanowić będzie jednocześnie granicę stref interesów Niemiec i ZSRS. W związku z tym obie strony uznają zainteresowanie Litwy w stosunku do rejonu Wilna".

Drugi punkt, bezpośrednio dotyczący Polski, brzmiał następująco: "W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia".

Kolejny z punktów odnosił się do obszaru Europy Południowo-Wschodniej. Strona sowiecka podkreśliła w nim swoje zainteresowanie Besarabią (należącą do Rumunii), natomiast strona niemiecka wyraziła całkowity brak zainteresowania, co do tych terenów.
Prof. Garlicki: Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie - i to było bezcenne - gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go, jako rozwiązanie doraźne.
W ostatnim punkcie dokumentu stwierdzano: "Niniejszy protokół będzie traktowany przez obie strony, jako najściślej tajny".

Przedstawiając okoliczności zawarcia powyższego układu prof. Paweł Wieczorkiewicz pisał: "Dobry grunt do porozumienia sowiecko-niemieckiego stworzyły podtrzymywane od kwietnia nieoficjalne kontakty polityczne, przykrywkę, dla których stanowiły rozpoczęte nieco później rokowania na temat traktatu handlowego. 21 sierpnia Stalin zaaprobował przyjazd do Moskwy Ribbentropa, warunkując wszakże zgodę na podpisanie traktatu o nieagresji zawarciem dodatkowego porozumienia regulującego interesy obu stron w kwestiach polityki zagranicznej. Niemiecki minister przyleciał do stolicy ZSRS w południe 23 sierpnia. Niebywały w takich razach pośpiech wynikał z faktu, iż Hitler postanowił uderzyć na Polskę w przeciągu trzech dni". (P. Wieczorkiewicz "Historia polityczna Polski 1935-1945")

Prof. Andrzej Garlicki oceniając porozumienie dwóch totalitarnych mocarstw stwierdzał: "Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie - i to było bezcenne - gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go, jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona" (A. Garlicki "Historia 1815-1939. Polska i świat").
"Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie - i to było bezcenne - gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem [...]".
Zdaniem niemieckiego historyka prof. Klausa Zernacka, autora książki "Polska i Rosja", po podpisaniu porozumienia z ZSRS "Hitler mógł się cieszyć, że oto ma w kieszeni wszystkich swoich przeciwników, obecnych i przyszłych, na Zachodzie i Wschodzie. Zawdzięczał to sprzyjającej postawie Stalina, któremu (...) bliższy chyba był pokój z Niemcami, na dodatek związany z kuszącymi zdobyczami w Polsce, niż bezpieczeństwo europejskie. Toteż sowiecka polityka zagraniczna drugiej połowy lat trzydziestych ponosi jednoznaczną współwinę za podminowanie tego bezpieczeństwa, a w końcu - za katastrofę. Stalin zamierzał rzeczywiście wykorzystać dla Rosji Sowieckiej przyznaną mu przez Hitlera strefę interesów w Europie Środkowo-Wschodniej i przejąć te obszary. Tym samym Związek Sowiecki, zawarłszy pakt z Hitlerem, ma swój istotny udział w II wojnie światowej od jej pierwszego dnia".

Przywódcy Wielkiej Brytanii, Francji i USA prawie od początku dysponowali wiedzą na temat tajnego protokołu paktu Ribbentrop-Mołotow. Informacji tej nie przekazali jednak przedstawicielom władz polskich.



OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Minęło 80 lat od ostatniego rozbioru Polski. Od tego czasu nasza Ojczyzna nie odrodziła się. Nie mamy obecnie niepodległej Polski. Ten stan trwa już 80 lat. Jednak w historii ten stan trwał już i 123 lata... Więc jeszcze nie wszystko stracone. Polska odrodzi się, Polska zmartwychwstanie! Podniesie się i będzie znowu wolna i Wielka, jeśli tylko powróci do Wiary katolickiej i będzie wierna obietnicom swojego Chrztu i swojej Królowej!

czwartek, 22 sierpnia 2019

Nowa strona internetowa Rzymskich Katolików na Dolnym Śląsku.


Drodzy Wierni,  
uprzejmie informujemy, że dostępna jest już nasza  nowa strona. Serwis w swoich zasadniczych funkcjach jest  gotowy, ale będziemy jeszcze pracować nad jego ostatecznym kształtem.  
Zaprzaszamy do odwiedzin pod adresem: www.oratoriumioannis.pl 
18.08.2019 AD, w Niedzielę w oktawie Wniebowzięcia NMP,
Redakcja

ZA:  http://oratorium-net.blogspot.com/2019/08/nowa-strona.html


Serdecznie zapraszamy do lektury kolejnej strony Rzymsko - Katolickiej

piątek, 16 sierpnia 2019

Bp Donald H. Sanborn: Możliwe scenariusze dla Bractwa założonego przez abpa Lefebvre'a (FSSPX).

Możliwe scenariusze dla Bractwa założonego przez abpa Lefebvre'a (FSSPX) (1)

BP DONALD J. SANBORN

–––––––

Co się dzieje z FSSPX?

   Dzień 13 maja nadszedł i przeminął. Nic się nie wydarzyło. Był to jeden z tych dni, który ponoć miał być okazją do pojednania między FSSPX a modernistami. Krążyły również pogłoski o innej dacie, tym razem lipcowej. Biskup Fellay udzielił niedawno wywiadu, w którym wszystkich zapewniał, że wielki dzień z pewnością nadejdzie. Nie powiedział jednak kiedy.

   W każdym razie przypuszczenie, że gdzieś coś jest nie w porządku wydaje się być uzasadnione. Dlaczego nie dochodzi do pojednania? Co stoi na przeszkodzie? Myślałem, że wszystkie kwestie zostały rozstrzygnięte.

Bp Bernard Fellay, [były] przełożony generalny FSSPX

   Przed FSSPX stoją dwie drogi osiągnięcia porozumienia. Pierwsza to pojednana różnorodność; a druga to hermeneutyka ciągłości.

Ścieżka pojednanej różnorodności

   Pierwszą drogą jest to, co przewidział Ratzinger, a za czym opowiada się także Bergoglio, który w ogóle nie przejmuje się dogmatami. Nie obchodzi go to, w co wierzysz; interesuje go jedynie to, abyś również ty nie przywiązywał wagi do tego, w co wierzysz, jako że akceptujesz istnienie w jednym wielkim "kościelnym namiocie", wierzeń sprzecznych z twoimi własnymi.

   Trzeba pamiętać, że do takiego pojednania pomiędzy tradycjonalistami a modernistami doszło wiele lat temu w Brazylii, gdzie tradycjonalistyczny ruch diecezji Campos – który kontynuował działalność już po śmierci biskupa de Castro-Mayera – otrzymał prałaturę personalną w obrębie diecezji.

    Biskupi FSSPX konsekrowali tam biskupa, "następcę" biskupa de Castro-Mayera. Kierownictwo FSSPX było wściekłe na Brazylijczyków za wynegocjowanie porozumienia z modernistami za plecami i bez zgody FSSPX. FSSPX w tamtym okresie powtarzało w kółko zwyczajowe antymodernistyczne gromy, których zawsze są gotowi użyć, gdy tylko pojawi się okazja. Niezapomniane jak jeszcze 5 maja 1988 r. Jan Paweł II był Wikariuszem Chrystusa, by już w połowie czerwca tego samego roku okazać się Antychrystem – w okresie zaledwie sześciu tygodni – tylko dlatego, że przeszkodził w realizacji woli arcybiskupa Lefebvre'a.

czwartek, 15 sierpnia 2019

X. Rafał Trytek: Kazanie na Święto Wniebowzięcia N.M.P., wygłoszone 15 sierpnia 2019 r.

Wiel. x. Rafał J. Trytek ICR
W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Niech Będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Umiłowani w Panu Jezusie, Kościół Święty katolicki od niepamiętnych wieków czci Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny 15 sierpnia. Jest to dzień w którym widzimy tryumf Maryi, nagrodę za wszystkie Jej trudy, wysiłki, za Jej krwawe łzy, które wylała współcierpiąc razem z Chrystusem, współodkupiając ludzkość razem z swoim boskim Synem. Cierpienie na ziemi nie trwa wiecznie. Każde ziemskie cierpienie jest ograniczone, jest czasowe, trwa do momentu gdy kończy się życie. I od nas tylko zależy, czy po śmierci będziemy musieli nadal cierpieć, czy też będziemy mogli się radować w Panu Jezusie. Najświętsza Maria Panna była tą, która nie miała żadnego grzechu, nie było w Niej absolutnie żadnego grzechu, nagrodą nie było tylko to że umarła bezboleśnie, odeszła z tego świata bezboleśnie, ale przede wszystkim to, że aniołowie przyszli po Nią, i została wzięta do Nieba razem z ciałem i duszą. Nie tylko z duszą i nie wyłącznie z duszą, bo to jest coś co zdarza się wielu Świętym, którzy umierają bez grzechu, że idą od razu do Nieba. Maryja poszła razem z ciałem. Jako pierwsza zmartwychwstała po Jezusie Chrystusie, by tryumfować, by królować razem z Nim. Było to godne i chwalebne, że Maryja, która miała być Królową, która współodkupiła ludzkość, by z Nieba królowała, by królowała nad aniołami i całą ludzkością. 

Wiemy jednak że nie wszyscy ludzie czczą Matkę Bożą jak należy. Są tacy którzy w ogóle Jej nie czczą, ale i wśród katolików są takie narody, które są bardziej chłodne w wyznawaniu czci Matki Bożej, i takie bardziej Matkę Bożą sobie obrały za patronkę. Tak się zdarzyło że w historii naszego właśnie Narodu, w dzień jej wielkiego tryumfu i w marszu do Nieba, gdy została wzięta do Nieba razem z ciałem i razem z duszą, właśnie w tym dniu również nasz Naród pod Jej patronatem, pod Jej przewodem, pod Jej hetmaństwem odniósł wielkie i wspaniałe zwycięstwo nad przeważającymi siłami wroga, który nie tylko znienawidził Religię Katolicką, ale wszelką myśl o Panu Bogu, który to wróg chciał aby zapanowała na całej ziemi straszliwa barbaria, barbarzyństwo, ateizm i straszliwy totalitaryzm. Właśnie w tym dniu Najświętsza Maria Panna pomogła nam, jak już po wielokroć w historii, przezwyciężyć tego wroga, któremu katolicka jeszcze wtedy Polska przeszkadzała, zawadzała w podboju całej Europy. Lud nasz słusznie nazywa Bitwę Warszawską, która odbyła się 99 lat temu, Cudem nad Wisłą. Po ludzku rzecz biorąc nie było możliwości wygrania tej bitwy, było to bardzo mało prawdopodobne, by można ją było wygrać. Pod hetmanatem Najświętszej Marii Panny udało się to, udało się zachować katolickie świątynie od wroga, który na pewno by je pozamykał i złupił, jak to się już wtedy działo w Związku Sowieckim. 

Ta opieka Najświętszej Marii Panny była widoczna nie tylko przez cud objawienia się na niebie, ale też przez to, że Kościół Święty katolicki, w tych najtrudniejszych chwilach nas wspomagał, w osobie Nuncjusza Apostolskiego Achillesa Ratti który później został Papieżem Piusem XI. Jako jeden z dwóch dyplomatów Ratti pozostał w Warszawie przewodząc modlitwom i błogosławiąc, podnosząc na duchu obrońców naszej stolicy, obrońców naszej Ojczyzny, będąc widomym znakiem, że Stolica Apostolska, prawdziwy katolicki Kościół, zawsze wspiera swe dzieci w walce ze wszystkimi wrogami, którzy chcą zniszczyć Wiarę katolicką i lud. Papież Pius XI wiele lat jako Papież zachował żywe i ciepłe wspomnienia o Polsce, to on był właśnie tym, który rozszerzył już na całą Polskę Święto N.M.P. Królowej Korony Polskiej. Wcześniej Św. Pius X zezwolił na to święto dla archidiecezji lwowskiej i diecezji przemyskiej, gdzie to święto jest świętem I klasy, na pozostałym obszarze Polski jest świętem II klasy. Pierwszym Patronem Polski jest Św. Stanisław, Biskup i Męczennik. To właśnie Pius XI potwierdził po raz kolejny wezwanie Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej, dodał je do litanii Loretańskiej, był to wielki przywilej, w roku 1923, i zawsze bardzo dobrze o Polsce myślał. To właśnie on kanonizował ostatniego polskiego Świętego - Św. Andrzeja Bobolę w roku 1938. W ogóle Papież ten godzien jest tego, by kiedyś Kościół ogłosił go Doktorem Kościoła, ze względu na wspaniałą doktrynę, ze względu na potępienie ekumenizmu, potępienie komunizmu, narodowego socjalizmu i faszyzmu, ze względu na wspaniałą encyklikę Quas Primas o Chrystusie Królu, ze względu na kanonizację wielu wspaniałych Świętych, chociażby Św. Jan Bosko czy właśnie Św. Andrzej Bobola. 

Kazanie na Święto Wniebowzięcia N.M.P. - x. Rafał Trytek, 15 sierpnia 2019 r.

99. Rocznica Cudu nad Wisłą - Bitwy Warszawskiej.

„Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń, posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920. Nie zna zaś ani jednego, które byłoby mniej docenione. Gdyby bitwa pod Warszawą zakończyła się była zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega wątpliwości, iż z upadkiem Warszawy środkowa Europa stanęłaby otworem dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji. (.) W wielu sytuacjach historycznych Polska była przedmurzem Europy przeciw inwazji azjatyckiej. W żadnym atoli momencie zasługi położone przez Polskę nie były większe, w żadnym niebezpieczeństwo nie było groźniejsze.” 
Edgar Vincent wicehrabia D’Abergnon

W skrócie najważniejsze fakty o Bitwie Warszawskie:

- 15. V. 1920 r. w wyniku nieudanej a wręcz szkodliwej, militarnie i politycznie, wyprawie kijowskiej dowodzonej przez Piłsudskiego, następuje kontruderzenie armii sowieckiej i paniczny odwrót armii polskiej. Polsce zagraża całkowita klęska. 
- 22. VII. 1920 r. Szefem Sztabu Generalnego zostaje Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski herbu Trąby, by ratować Kraj przed zagładą. 
- 10. VIII. 1920 r. dzięki pracy Gen. Rozwadowskiego i Sztabu powstaje ostateczny plan Bitwy Warszawskiej czyli własnoręcznie przez niego napisany rozkaz operacyjny nr 10 000 (ostro skrytykowany przez Piłsudskiego). 
- 12. VIII. 1920 r. na dzień przed uderzeniem sowietów na Warszawę Piłsudski składa rezygnację z funkcji Naczelnego Wodza i opuszcza stolicę
- główny ciężar uderzenia przyjmują: Armia I (dow. Gen. Franciszek Ksawery Latinik) i V (dow. Gen. Władysław Eugeniusz Sikorski) frontu północnego (dow. Gen. Józef Haller von Hallenburg) i to dzięki ich oporowi i działaniom zaczepnym udaje się zmusić armię sowiecką do odwrotu 16/17 sierpnia. 
- w czasie najkrwawszych bojów 13 - 15 sierpnia Piłsudski był najpierw w Bobowej u swojej kochanki i nieślubnych dzieci (330 km od Warszawy), później w Puławach (130 km).
- 16. VIII. 1920 r. Piłsudski wyrusza znad Wieprza, pierwszy kontakt z sowiecką armią ma dopiero w nocy z 17 na 18 sierpnia. Nie bierze więc już udziału w Bitwie Warszawskiej, tylko w pościgu za uciekającą armią bolszewicką.

Cześć i chwała Bohaterom!
Hańba uciekającym tchórzom i zdrajcom!

Święto Wniebowzięcia N.M.P. - 15 sierpnia.


Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest przedmiotem Dogmatu Wiary Kościoła katolickiego, ogłoszonego w Konstytucji Apostolskiej Munificentissimus Deus (Najszczodrobliwszy Bóg) w 1950 roku przez papieża Piusa XII. Od 69 lat katolicy zobowiązani są więc bezwzględnie do przyjęcia za niezaprzeczalną Prawdę Wiary, że „Niepokalana Bogarodzica, zawsze Dziewica Maryja, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej” (Breviarium fidei VI, 105). Papież Pius XII skorzystał z tego nadzwyczajnego Magisterium, aby uczynić Dogmatem coś, co i tak do wieków było przedmiotem powszechnej Wiary chrześcijańskiej, bo Święto Wniebowzięcia N.M.P. jest najstarszym świętem maryjnym w Kościele. Obchodzono je już w V wieku. Wniebowzięcie N.M.P. jest w Kościele katolickim świętem nakazanym.

Literatura wielu starożytnych Świętych i Ojców Kościoła, która zajęła się tematem Wniebowzięcia Matki Bożej, uświetniła go szeregiem bardziej szczegółowo opisanych okoliczności i związanych z tym cudów. W 450 roku, gdy cesarzowa Pulcheria postanowiła sponsorować budowę kościoła ku czci Matki Bożej w Konstantynopolu, poprosiła listownie biskupa Jerozolimy Juwenalisa o jakieś relikwie Matki Bożej. Dowiedziała się wtedy, że żadne przedmioty, szaty ani kości Matki Bożej nie zostały zachowane, a Jej ciało zostało wzięte do Nieba „jak to wiemy ze starożytnego i bardzo pewnego podania” – pisał Biskup. Św. Jan Damasceński (zm. ok. 749) opisuje, że Apostołowie przybyli do grobu Maryi trzeciego dnia po Jej śmierci, ale nie znaleźli w nim ciała: …jedynie mogli pomyśleć, że Ten…, który zachował Jej nienaruszone dziewictwo nawet po swoim narodzeniu, uchronił Jej ciało od skażenia i przeniósł je do Nieba przed powszechnym ciał zmartwychwstaniem”. Wniebowzięcie stało się głównym tematem cyklu około dwudziestu tekstów starochrześcijańskich, znanych pod ogólnym tytułem Transitus MariaeTransitus oznacza „przejście”, niejako paschę – co możemy rozumieć, jako przemianę życia obecnego w jego pełnię. Teksty mariologiczne, zachowane w różnych językach (syryjskim, koptyjskim, etiopskim, greckim, ormiańskim), pochodzą z okresu między IV a VI w. i mimo, iż różnią się od siebie treścią, zachowują pewien ogólny schemat. Maryja, w cudowny sposób uprzedzona o swojej śmierci, umiera w Jerozolimie; zostaje złożona do grobu, jakiś czas później lub bezpośrednio po złożeniu do grobu jej ciało zostaje wzięte do Nieba, toteż gdy (po przybyciu spóźnionego Tomasza) Apostołowie otwierają grób, znajdują w nim jedynie świeże kwiaty. Stąd właśnie w Polsce mówi się, że 15 sierpnia przypada Święto Matki Boskiej ZielnejCechą wspólną wszystkich tych tekstów jest umiejscowienie końca ziemskiego życia Maryi w okolicach Jerozolimy, zazwyczaj w dolinie Jozafata, pod Górą Oliwną. Taka też koncepcja Wniebowzięcia Najś. Maryi Panny, pochodząca ze starożytnego i bardzo pewnego podania, najbardziej utrwaliła się w powszechnej świadomości wiernych.

Według apokryfu przypisywanego Świętemu Józefowi z Arymatei, kiedy Św. Tomasz Apostoł (który nie był na pogrzebie) zbliżał się do Góry Oliwnej, ujrzał, jak aniołowie niosą ciało Maryi do Nieba. Zaczął więc wołać: O święta Matko, Matko błogosławiona, Matko niepokalana, jeśli już doznałem tej łaski, że Cię teraz widzę, gdy dążysz do Nieba, uraduj sługę twego dzięki twemu wielkiemu miłosierdziu” (TransJózAr XVII). Wówczas przepaska, którą Apostołowie opasali wcześniej ciało Maryi, została zrzucona z Nieba, aby Tomasz mógł ją sobie zachować na pamiątkę. Po przybyciu do Wieczernika Tomasz wysłuchał opowieści pozostałych Apostołów o śmierci i pogrzebie Matki Boskiej. Oświadczył wówczas, że Jej ciała już nie ma w grobie, bo zostało zabrane do Nieba. Zdenerwowani Apostołowie zaczęli mu wypominać grzech niewiary w zmartwychwstanie Jezusa, zarzucając, że teraz dla odmiany fantazjuje. Tomasz jednak domagał się, aby poszli do grobu i otwarli go celem sprawdzenia, czy nadal znajduje się w nim ciało Matki Boskiej. Oczywiście grób okazał się pusty. Gdy zaś Tomasz pokazał szarfę, która spadła, gdy aniołowie nieśli ciało Maryi w stronę Nieba, Apostołom nie pozostało nic innego, jak uznać, że doszło do Wniebowzięcia, którego świadkiem był Tomasz. Tę właśnie przepaskę Maryi, jako relikwię i pamiątkę z Wniebowzięcia przechowuje katedra pw. św. Szczepana w Prato w kaplicy o nazwie Del Sacro Cingolo. Jeśli więc ktoś nie dowierza, może udać się do Toskanii i naocznie przekonać, że Maryja została Wniebowzięta, czego widomym dowodem jest przepaska oprawiona w złoty relikwiarz i wystawiana kilka razy do roku na widok publiczny. Autentyczność tego tekstu nie została jednak nigdy oficjalnie potwierdzona przez Kościół. Już dekret papieża Gelazego z 495 r. wzywa do wstrzemięźliwości w czytaniu apokryfów o Wniebowzięciu i postuluje zdrowy rozsądek. Być może apokryfy te zawierają jakieś elementy prawdy, ale tego nie możemy tego ostatecznie rozstrzygnąć. 

środa, 14 sierpnia 2019

Kazanie x bp. Donalda H. Sanborna: Starania o rękę.

J. Exc. x bp. Donald H. Sanborn
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Chciałbym poruszyć temat starań o rękę, który dotyczy nie tylko młodych, ale też rodziców oraz dziadków, którzy mogą być zobligowani, aby poinstruować potomnych. Celem starań o rękę jest znalezienie męża (dla kobiety) i żony (dla mężczyzny). Co istotne, zalotów nie można rozpatrywać jako celu samego w sobie, bowiem może to być okazją do grzechu. Niekonieczną okazją do grzechu, ale jednak niebezpieczeństwem. Niektóre typy zalotów są bardzo poważnymi źródłami pokus. Tak jak są różne okazje do grzechu, do nich należy zaliczyć też starania o rękę. Przede wszystkim, te sprawy nie powinny absorbować ani być dozwolone młodzieży poniżej 18. roku życia. Przypadki, kiedy nastolatkowie często przebywają w obecności płci przeciwnej, na przykład chodzą razem na pizzę, należy zaliczyć do niewłaściwych zachowań. Starania o rękę powinny być czasem kontrolowanym, pod ścisłym nadzorem rodziców. Jeśli dochodzi do częstego mieszania się płci, jest to wynik zaniedbania wychowania. Pojawia się pytanie jak zaradzić takiej sytuacji? Osoby chcące znaleźć żonę (męża) powinny wiedzieć, co jest w nich wartością decydującą o właściwym wyborze kandydatki (kandydata). Większość osób zapoznaje się i wiąże się ze sobą z uwagi na atrakcyjny wygląd fizyczny. Osoby będące już w związkach małżeńskich z perspektywy czasu mogą przyznać, że akurat ten czynnik w najmniejszym stopniu przyczynia się do poczucia szczęścia w małżeństwie. Jest to bardzo ulotny element, każdy nieuchronnie starzeje się i nie da się tego uniknąć. Będąc w wieku sześćdziesięciu lub siedemdziesięciu lat atrakcyjny wygląd fizyczny nie jest już możliwy. Jeśli zdamy sobie z tego sprawę i zakomunikujemy to dzieciom dojdziemy do wniosku, że wiara i cnota to kluczowe atrybuty dobrego kandydata. Mężczyźni powinni przede wszystkim brać pod uwagę kandydatki będące katoliczkami - ceniącymi czystość obyczajów, wierność, posłuszeństwo, gospodarność. Powinny być dobrymi kucharkami i osobami trzymający porządek w domu oraz posiadającymi podstawowe umiejętności domowe. Nie inaczej jest w przypadku kobiet, które powinny wybierać spośród katolików, godnych tego miana. Ci mężczyźni muszą być wiernymi, czystych obyczajów, dbającymi o bezpieczeństwo małżonki, cnotliwymi, a także odnosić się z życzliwością i szacunkiem doceniając kobiecość i zarazem godność potencjalnej żony. Mężczyźni muszą mieć świadomość swoich obowiązków, wykonywać je, mając zakorzenione poczucie obowiązku wynikające z honoru. Nie mogą zapominać o odpowiedzialności i gospodarności. Dlatego też młodzież płci męskiej powinna unikać kandydatek nie-katoliczek lub słabych w wierze. Należy odrzucić te kandydatki, których nieczystość obyczajowa objawia się w nieskromnych ubiorach, rozmowach czy zwyczajach, jak również te dziewczyny, które są gadatliwe, krzykliwe i aroganckie, mające tendencje do dominowania. Nie należy brać pod uwagę tych, które są rozrzutne podczas długich zakupów. Ogólna próżność, makijaże i fryzury sugerujące brak zamiłowania do czystości to kolejne punkty, dzięki którym można podjąć właściwą decyzję. W standardowych warunkach miejsce kobiety jest w domu. Jeśli potencjalna kandydatka myśli o zostaniu na przykład prawniczką, lekarką czy pilotką, trzeba zwrócić uwagę, że nie byłoby to w zgodzie z celem, do którego została stworzona przez Pana Boga. Ogólnie rzecz biorąc, kobieta powinna być pomocna mężowi, więc gdy myśli o zajmowaniu pozycji, które wiążą się z władzą, jest to sprzeczne z tą powinnością. To prawda, że są wyjątki, natomiast zasadniczo powinno się trzymać wyznaczonej reguły. Jeśli zatem jakaś kobieta myśli o karierze zawodowej, to niech nie próbuje łączyć tych zamiarów ze stanem małżeńskim, z którego wypływające obowiązki nie będą właściwie wypełniane. Jeżeli mężczyźni widzą kobiety o takim zapatrywaniach, to nie mogą liczyć na owocny, katolicki związek małżeński. Rola żony to rola matki. Niezrozumienie tego i roli kobiety w domu przy wychowywaniu dzieci skutkuje bardzo źle, lepiej aby takie dzieci nie przychodziły na świat, skoro mają mieć taką mamę z dala od jej obowiązków. Wybór jest prosty: te macierzyńsko-domowe obowiązki w katolickim związku męża i żony lub pogoń za karierą, ale w pojedynkę. Dzisiejsze społeczeństwo stara się malować zupełnie inny obraz małżeństwa i wychowywania dzieci, ale jest on fałszywy. Musimy pamiętać, że rola matki to najwznioślejsze zadanie do wykonania tutaj w doczesności, wyżej plasuje się tylko konsekrowane dziewictwo. Tylko zupełne poświęcenie się Panu Bogu przewyższa godność macierzyńską. Święty Pius X powiedział, że największym zawodem ze wszystkich jest zawód nauczyciela. Wynika to z tego, że nauczając formujemy ludzi. Można powiedzieć, że wpływ matki jest tutaj najistotniejszy, nawet większy od oddziaływania ojca, księdza czy nauczycieli w szkole. To matka kształtuje serca dzieci, niezależnie czy jest to córka czy syn. Zauważmy, że wzmiankowanej godności macierzyńskiej nie sposób w ogóle porównać z wyżej wspomnianymi zawodami, w których jak się powszechnie uważa, kobieta się realizuje. 

Michał Mikłaszewski: Krótkie wspomnienia z minionej dekady i podsumowanie lefebryzmu.

"Piesza Międzynarodowa Pielgrzymka Tradycji Katolickiej na Jasną Górę"
Zdjęcie za: artykuł (o tytule j.w.) na ekai.pl, który był bezpośrednim
powodem napisania niniejszego tekstu.

Dziś w Kościele katolickim Wigilia Święta Wniebowzięcie N.M.P, jest to dzień, w którym tradycyjnie pielgrzymi idący z całej Polski wkraczają do Częstochowy i na Jasną Górę. W tym roku już po raz dwudziesty piąty wkraczają tam również pielgrzymi związani z FSSPX - Bractwem Kapłańskim Św. Piusa X, które w przyszłym roku będzie obchodzić 50-lecie swojego istnienia (założone zostało w 1970 r. przez abp. Marcelego Lefebvra) a w tym roku obchodzi 25-lecie stałej obecności i działalności na ziemiach polskich. Pozwolę sobie z tej okazji na chwilę nostalgii i wspomnień, gdyż jest to po części także i moja osobista historia. W tym roku moja bowiem dokładnie 10 lat, od kiedy poznałem ogólnie pojętą Tradycję Katolicką. W 2009 roku zainteresowałem się tradycyjną liturgią rzymską (będąc wcześniej przez prawie sześć lat ministrantem w lokalnej parafii Novus Ordo). Wcześniej cała moja wiedza na ten temat ograniczała się do tego, co usłyszałem od rodziców i dziadków, a więc że kiedyś, za ich młodości, Msza była odprawiana po łacinie, i tyłem do ludzi. Nie miałem wówczas pojęcia, że w rzeczywistości było to coś zupełnie innego, tak odmiennego od znanego mi dobrze Novus Ordo Missae.

Kościół p.w. Ducha Świętego w Bytomiu.
W 2009 roku, jesienią (był to bodajże październik) z wielkim przejęciem, po raz pierwszy udałem się na post-indultową "Mszę trydencką", do kościoła p.w. św. Ducha w Bytomiu (było to wówczas jedyne miejsce w "diecezji gliwickiej", w którym odprawiana była "msza trydencka"). Było to dla mnie niesamowite przeżycie. Po raz pierwszy w swoim życiu zobaczyłem, jak wygląda prawdziwy kult katolicki. Zobaczyłem to, co moderniści mi ukradli, i czego pozbawiony byłem przez pierwsze kilkanaście lat swego życia. Zobaczyłem w końcu "Oto co utraciliśmy" jako katolicy, po zbójeckim, tzw. Soborze Watykańskim II. Szczerze zakochałem się w tej Mszy od pierwszego wejrzenia, i już wtedy to wiedziałem z całą pewnością, że to jest piękne, dobre i właściwe, że to rzeczywiście jest chwała Boża, która wyraża Wiarę katolicką, w przeciwieństwie do ohydy spustoszenia Novus Ordo. Nie chciałem od tamtej pory chodzić już dłużej na NOM, który był tak niedoskonały. Zadziałała tu u mnie od razu zasada : "Lex orandi — Lex credendi" (łac. norma modlitwy, normą wiary) – starożytna chrześcijańska maksyma, wyrażająca przekonanie, że refleksja teologiczna wyraża się i jest normowana przez treści modlitwy liturgicznej Kościoła. Nie był to więc dla mnie nigdy jedynie pusty i sentymentalny zachwyt nad zewnętrzną formą, oraz przywiązanie do niej jako do "pewnego wyrazu" chrześcijańskiej pobożności, który jednocześnie uznawał by i tolerował inne, całkowicie sprzeczne z nią typy, jak np. "neokatechumenat" czy tzw. "msze oazowe". W tym to też czasie słyszałem już również o FSSPX, i poznawałem ich stanowisko, które od początku wydawało mi się czymś bardziej konkretnym i rzeczowym, niż miałkie i rozmyte teksty post-indultowców i "konserwatystów". Szybko dowiedziałem się, że zmiany liturgiczne to w rzeczywistości tylko wierzchołek góry lodowej, że tak naprawdę moderniści podmienili nam całą Wiarę, dokonali rewolucji która całkowicie zmieniła Kościół katolicki, niszcząc doktrynę i powodując, że obecny "Kościół soborowy" stał się heretycki i schizmatycki. Byłem wówczas pod wpływem literatury publikowanej na oficjalnej stronie FSSPX, głównie był to "Katechizm o kryzysie w Kościele" oraz Katechizm katolicki kard. Gasperriego. Z tego ostatniego dowiedziałem się czym tak naprawdę jest katolicka Wiara, wcześniej znałem ją wyłącznie z heretyckich, modernistycznych "katechez" szkolnych. Dotarło wtedy do mnie, że jest to całkowita sprzeczność, która jest absolutnie nie do pogodzenia. To niemożliwe!

Kaplica FSSPX w Chorzowie.
W kaplicy FSSPX w Chorzowie po raz pierwszy znalazłem się w czerwcu 2010 r. Byłem już wówczas ostatecznie przekonany do słuszności i prawdziwości "stanowiska bractwa". Był to też czas mojego osobistego wypowiedzenia wojny modernistom i ostatecznego pożegnania z moją "parafią" Novus Ordo. Moją nową "parafią" stała się chorzowska kaplica FSSPX. Jednak później pojawiałem się jeszcze przez dość długi czas na indulcie w Bytomiu. Nie było to wówczas jeszcze dla mnie problemem, nie wgłębiałem się za bardzo w kwestie ważności nowych święceń kapłańskich i innych sakramentów, wiedziałem natomiast że Novus Ordo Missae jest przynajmniej niegodziwy i nielegalny, i katolikowi nie wolno w nim uczestniczyć pod żadnym pozorem, gdyż jest to grzech ciężki. Wówczas takie było też stanowisko większości znanych mi xięży FSSPX, co wkrótce miało się zmienić. W Święto Bożego Narodzenia - dnia 25 grudnia 2010 r. po raz ostatni w życiu wziąłem czynny udział w  tzw. nowej "mszy" - Novus Ordo Missae, zrobiłem to bardziej aby zrobić przyjemność moim rodzicom, niż z jakiejkolwiek autentycznej potrzeby duchowej. Było to dla mnie straszne, traumatyczne przeżycie i wręcz musiałem się do tego zmusić. Od tego czasu nie skalałem się już więcej tą obrzydliwością.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Bp Mark A. Pivarunas CMRI: Nieomylne nauczanie papieża Piusa XII i Jego świątobliwych poprzedników potępia błędy i herezje Vaticanum II.


Nieomylne nauczanie papieża Piusa XII i Jego świątobliwych poprzedników potępia błędy i herezje Vaticanum II (1)

BP MARK A. PIVARUNAS CMRI

–––––––

LIST REKTORA SEMINARIUM MATER DEI

   Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy,

   W październiku przypada 60-ta rocznica śmierci papieża Piusa XII. Wśród wielu aspektów jego świętobliwego życia, jest jeden, który wyróżnia się jako wielka pomoc dla naszej wytrwałości w tych czasach herezji i apostazji, a jest nim dogmatyczne nauczanie na temat prawd wiary katolickiej. Jego encyklika Mystici Corporis Christi (z 29 czerwca 1943) o Mistycznym Ciele Chrystusa pięknie wykłada tę rzeczywistość, że jedynym prawdziwym Kościołem Chrystusowym jest Kościół katolicki. Stoi to w całkowitej sprzeczności z innowacją Vaticanum II, iż jedyny prawdziwy Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim, jednakże można go również znaleźć poza Kościołem katolickim. Cóż za subtelność modernistycznego oszustwa. Właśnie przed tym ostrzegał papież Leon XIII w encyklice Satis cognitum o jedności Kościoła (z 20 czerwca 1896 r.):
"Nie może być nic bardziej niebezpiecznego od tych heretyków, którzy prawidłowo wszystko przedstawiając, jednym słowem, jakby kroplą jadu, zatruwają czystą i prostą wiarę Pańskiej, a stąd i apostolskiej tradycji".
   Kiedy pojawiły się pewne teologiczne kontrowersje w odniesieniu do materii i formy sakramentu święceń, papież Pius XII w apostolskiej Konstytucji Sacramentum Ordinis (z 30 listopada 1947) dokładnie określił co stanowi materię (nałożenie rąk) i jakie są dokładnie słowa stanowiące formę konsekracji biskupich, święceń kapłańskich i diakonatu. Jakże ważne jest to nauczanie papieża Piusa XII w świetle wprowadzonej przez Pawła VI w 1968 roku zamiany na niejednoznaczną formę konsekracji biskupich!

   Innym dokumentem godnym rozważenia jest encyklika Mediator Dei papieża Piusa XII (z 20 listopada 1947) w której szczegółowo omawia świętą liturgię. Jego nauczanie na ten temat podkreśla piękną łacińską maksymę lex orandi lex credendi – prawo modlitwy jest prawem wiary. Papież ostrzegał także przed błędami w liturgii:
"Trzeba jednak koniecznie, abyśmy z natężoną uwagą czuwali i nad tymi sprawami, aby nieprzyjaciel nie wszedł na rolę Pańską i nie siał kąkolu między pszenicę; to znaczy, aby nie wkradły się do trzód waszych subtelne a zgubne błędy zwane fałszywym mistycyzmem i szkodliwym kwietyzmem... a również aby nie uwodził dusz pewien niebezpieczny humanizm... ani też wreszcie nadmierny zapał wskrzeszania starożytności w zakresie liturgii".
   Jakże słuszne były te napomnienia w świetle modernistycznej liturgii, która wyłoniła się z Vaticanum II: msze Novus Ordo z klaunami, polką, tańcem liturgicznym, itp.

   Nauki papieża Piusa XII są z pewnością opatrznościowe dla naszych czasów. Słowo opatrzność (providentia) jest związkiem wyrazowym składającym się z dwóch łacińskich słów, pro (dla) i videre (zobaczyć); tak więc określenie Boska Opatrzność oznacza pełną miłości Bożą opiekę nad nami.

   Mimo, że żyjemy w czasach zamętu, Bóg z góry przewidział nasze trudności i pokierował papieżem Piusem XII, aby zajął się wieloma problemami, przed którymi teraz stajemy.

   I wreszcie, to 60-lecie śmierci papieża Piusa XII przypomina nam o jego wielkiej miłości do Najświętszej Maryi Panny. Jako Jej oddany syn, Papież miał zaszczyt ogłosić dogmat o Jej chwalebnym Wniebowzięciu (1950) i ustanowić święto Niepokalanego Serca Maryi oraz propagować orędzie Fatimskie do tego stopnia, że zasługuje by nazywać go papieżem fatimskim.

   Oprócz wspaniałych i opatrznościowych nauk papieża Piusa XII, mamy również jego świętych poprzedników, których nauki są w tych trudnych czasach tak wielką pomocą do wytrwania w prawdziwej wierze.

niedziela, 11 sierpnia 2019

Samozaoranie w wielkim stylu vel. III., czyli o sekcie "Klucznika" po raz trzeci i ostatni.

J Św. Ojciec Św. Papież Pius XI - Ambroży Damian Achilles Ratti
Papież Kościoła katolickiego (1922 - 1939)

Po naszym ostatnim komunikacie ws. sekty niejakiego "Klucznika" (Karola Ambroziaka) nie spodziewaliśmy się, że przyjdzie nam jeszcze raz pisać o tym człowieku i jego antykatolickich herezjach i majaczeniach, w dodatku po zaledwie dwóch dniach. Jednakże sytuacja po raz kolejny diametralnie się zmieniła. Tak jak zresztą przewidywaliśmy to w naszym poprzednim tekście (link tutaj), pan Ambroziak po raz kolejny zmienił całkowicie swoje stanowisko, i tak jak się spodziewaliśmy, kolejny Papież został przez niego uznany za "heretyka", z powodu... encykliki potępiającej nazizm (sic!) w której tenże Papież (Pius XI - wcześniej Ambroży Achilles Ratii, nuncjusz Apostolski w Polsce, konsekrowany na biskupa w Archikatedrze Warszawskiej przez Prymasa Królestwa Polskiego, abp. Aleksandra kard. Kakowskiego, jedyny dyplomata który nie opuścił Polski w czasie nawały czerwonej zarazy w 1920 r.) stwierdził odwieczną Prawdę, iż człowiek wierzący (w Kościele katolickim zawsze był to synonim słowa Chrześcijanin - Katolik, gdyż tylko katolicka Wiara jest Wiarą prawdziwą, a więc nie można niewiernych [jawnych heretyków, schizmatyków, żydów czy pogan] nazywać "wierzącymi") ma naturalne (przyrodzone) prawo do wyznawania swojej (tj. Katolickiej) Wiary, co wynika jasno z Prawa Bożego i nauki Ojców Kościoła oraz Papieży (taką samą "herezję" zawarł Papież Pius IX w Syllabusie). W najśmielszych snach nie spodziewaliśmy się jednak, że to, trzecie już, samozaoranie sekty Klucznika nastąpi tak szybko. To, co wcześniej zajęło mu ponad dwa lata, teraz potrwało już tylko nieco ponad dwa dni.

Strona sekty Klucznika znów zmieniła wizerunek, pojawiła się nowa treść...
Czyżby brak zdjęcia Benedykta XV oznaczał, że i na niego szukana jest jakaś "herezja",
i autorowi zwyczajnie nie chce się już co kilka dni zmieniać tego obrazu?

W takim tempie pojutrze (a może i szybciej) zapewne dowiemy się, że Benedykt XV także był "heretykiem" i "antypapieżem". Ciekawe zaś jak długo potrwa wykazanie "herezji" Św. Piusowi X (który dla sekty Klucznika od kilku dni nie jest już Świętym...). Ale za pewne i z tym nie powino być przecież większego problemu dla tego niezwykłego, nadzwyczajnego "mistrza" teologii, który wie wszystko najlepiej. Z Leonem XIII pójdzie mu zapewne bardzo łatwo, boć przecież to był "socjalista" i "liberał" (zależy od poglądów polityczno-gospodarczych oceniającego) który swą encyklikę śmiał zatytułować "Rerum novarum" (łac. Rzeczy nowych) - toż to jest rażąca herezja już w samym tytule... Z Piusem IX także większych problemów być nie powinno, bo przecież w momencie wyboru był określany mianem "liberała" a nawet podejrzewany o związki z masonerią. W sumie można by się tak cofać aż do początków XIX wieku, do Piusa VII, który koronował w katedrze Notre Dame w Paryżu lewaka i rewolucjonistę Napoleona na "Cesarza Francuzów". 

Potwierdziło się więc dobitnie to wszystko, co pisaliśmy przed dwoma dniami, nie ma więc sensu aby po raz kolejny rozpisywać się na ten temat. Nikt już nie ma chyba wątpliwości, z czym i kim mamy tu do czynienia. Bez wątpienia mamy tu człowieka niezrównoważonego, chorego na umyśle, który sam siebie (po raz kolejny)  kompromituje i ośmiesza, nie utrzymując już nawet najmniejszych pozorów powagi i myślenia zdroworozsądkowego. Zdaniem Ambroziaka (na chwilę obecną, jutro może już być inaczej) aktualnym i wciąż żyjącym Papieżem Kościoła katolickiego jest Benedykt XV, który urodził się 21 listopada 1854 r., ma więc już, wg jego absurdalnej tezy, 165 lat. Pogląd, że współczesny człowiek może żyć 165 lat a co więcej musi żyć jeszcze nie wiadomo jak długo, jest zwyczajnie absurdalny. Wiara katolicka jest oparta na logice i rozumie (na rozumowym poznaniu Prawd Wiary i przyjęciu ich aktem woli), a nie ślepym fideizmie, i Prawdy Wiary nie mogą więc stać w jawnej sprzeczności z rozumem. Anielski Doktor Kościoła - Św. Tomasz z Akwinu i cała scholastyka - filozofia klasyczna, która jest podstawą rozumienia Prawd Wiary mówi o tym, takie jest odwieczne nauczanie Kościoła. 

Dobrze jednak, że tak się stało - dzięki temu nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że jest to zwykła sekta kierowana przez wariata, który co chwilę zmienia zdanie, gdzie nie ma rozsądku ani żadnej stałości, gdzie niczego nie można być pewnym, gdyż nagle z dnia na dzień guru może zmienić o 180 stopni zdanie, i całe stanowisko teologiczne musi iść do poprawki. Taka ciągła niestałość i zmienność, czyli chaos, jest wyłącznie dziełem złego ducha, nie ma więc najmniejszych wątpliwości, co (a raczej kto) kieruje Ambroziakiem, i komu ten człowiek służy. Nie będziemy więcej już zabierać głosu w tej sprawie, gdyż nie zamierzamy zniżać się do tego poziomu i nurzać się w tym szambie, przy okazji robiąc reklamę temu niezrównoważonemu człowiekowi, ośmieszającemu i kompromitującemu nazwę Katolicyzmu Rzymskiego Integralnego w Polsce. Pozostaje nam jedynie modlitwa o nawrócenie i opamiętanie (a raczej uwolnienie z omotania diabelskiego) tego biednego człowieka, i wszystkich pozostających pod jego wpływem, których udało mu się uwieść i opętać.

Za Redakcja TENETE TRADITIONES
Michał Mikłaszewski, red. naczelny