Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

czwartek, 26 listopada 2015

Piotr Podsiadłowski: POGROMCA KOMUNY


Są tacy ludzie na tym świecie, którzy przez lewicę są wybitnie znienawidzeni. Ten rodzaj nienawiści cechuje, po pierwsze-forma, która polega na kierowaniu wobec adwersarzy epitetów z rodziny „Izmów”, takich jak antysemityzm i faszyzm. Po drugie -o takich ludziach wiadomo, że musieli lewactwu wszelkiej maści pokrzyżować plany i zwalczali komunizm, bez pardonu. Będzie to krótka opowieść o takim człowieku. Gen. Francisco Franco, uratował Hiszpanię przed czerwonym piekłem i jako jedyny pokonał Stalina. Dzięki temu, może liczyć na nasz podziw oraz dziką nienawiść ze strony świata.

Francisco Franco Bahamonde urodził się 4 grudnia 1892 roku w galicyjskim porcie Ferrol, który w tym czasie stanowił główną bazę marynarki wojennej na północy Hiszpanii. Już od najmłodszych lat pielęgnował rodzinną tradycję, jaką była służba wojskowa. W 1907 roku, trafił do Akademii Piechoty w Toledo. W 1909 roku wybuchła wojna pomiędzy Hiszpanią a Marokiem. Podporucznik Franco wielokrotnie wystosowywał odpowiednie podania z prośbą o wysłanie na front, jednak za każdym razem otrzymywał odpowiedź odmowną. Dopiero w 1912 roku, został skierowany do Afryki, w czym pomógł mu były dyrektor Akademii Piechoty w Toledo – José Villalba Riquelme. W warunkach wojennych talent przyszłego przywódcy bardzo szybko dał o sobie znać, jego zdolności odzwierciedlały się w szybkich awansach (w 1912 roku został porucznikiem, w 1915 – kapitanem, a w 1917 został najmłodszym majorem Hiszpanii). Franco był niezwykle zdyscyplinowanym oficerem, całkowicie oddany służbie wojskowej. Nigdy nie widywano go pijanego, czy też w towarzystwie kobiet. Swój wolny czas poświęcał na kontrolowaniu finansów, korespondencji, sprawozdań i zestawień oraz doszkalaniu żołnierzy niższych stopniem. Konflikt z Marokiem trwał, a przyszły przywódca Hiszpanów, raz po raz udowadniał swoje zdolności militarne. W zamian za sprawne przeprowadzenie operacji zapewniającej ochronę połączenia z granicą Maroka Francuskiego, 7 lutego 1925 uzyskał stopień pułkownika. Kilka miesięcy później po zwycięstwie w zatoce Alhucemas, gdzie wojska Franco z łatwością pokonały oddziały Abd el-Krima, awansowano go na generała brygady, a tym samym został najmłodszym oficerem tej rangi w Europie, mając zaledwie trzydzieści cztery lata. W 1934 roku w Hiszpanii wybucha rebelia, którą sprawnie i z pietyzmem tłamsi Franco. W nagrodę mianowano go naczelnym dowódcą armii w Maroku, a w maju 1935 roku został szefem Sztabu Generalnego armii hiszpańskiej. Franco unowocześnił hiszpańską armię doskonaląc szkolenie, modernizując lotniska oraz wzmacniając wybrzeża kraju.

Sytuacja polityczna na półwyspie iberyjskim przez następne dwa lata ciągle się komplikowała. Do głosu zaczęli dochodzić komuniści i anarchiści. Na początku 1936 roku został rozwiązany parlament, a 17 lutego odbyły się wybory. Właśnie ta data, 17 lutego 1936 roku, wpłynęła na los Hiszpanów i jak się później okazało, również na życie gen. Francisco Franco. Wybory okazują się jednym wielkim oszustwem, wygrał je Front Ludowy, złożony z socjalistów, anarchistów i komunistów, którzy są wspierani przez Stalina. Hiszpania stanęła na krawędzi zagłady, nigdy w swojej historii nie miała do czynienia z bardziej niebezpiecznym wrogiem. Zagrażał on nie tylko życiu i mieniu hiszpanów, ale przed wszystkim ich duszom. Wrogiem tym był komunizm.

W całym kraju nastąpiła eksplozja drastycznej przemocy. Zaczęły płonąć kościoły, księży mordowano, a zakonnice gwałcono i torturowano. Rozpoczęły się strajki, „komitety robotnicze” przejęły fabryki, wrogów klasowych i wszelkich przeciwników politycznych pozbawiano życia. W Hiszpanii zapanował chaos, było pewne, że kraj opanowany przez czerwonych morderców, spłynie krwią i stanie się „rajem” na wzór sowiecki. Hiszpańscy komuniści swoim radykalizmem i żądzą mordu zadziwiali, nawet jak na bolszewickie standardy.

„Chcemy rewolucji!-wrzeszczała Margarita Nelken.- Ale rosyjska rewolucja nie może służyć nam za model dlatego, że u nas musi wybuchnąć ogromnym płomieniem pożar rewolucji, który dostrzegą na całym świecie. Kraj muszą zalać fale krwi, które czerwienią zabarwią morze!”.

Gdy wydawało się, że los Hiszpanii i jej mieszkańców jest przesądzony, na arenę wkroczył Gen. Francisco Franco. Razem z innymi oficerami postanowił ratować ojczyznę przed pogrążeniem się w czerwonym bagnie. Chcąc przywrócić ład, harmonie i bezpieczeństwo, 17 lipca 1936 roku, oficerowie z bronią w ręku wystąpili przeciwko czerwonemu terrorowi. Powstanie wybuchło najpierw na terenie hiszpańskiego Maroka, a w kolejnych dniach przeniosło się na kontynent. W manifeście do żołnierzy gen. Franco napisał- „Do tych, którzy czują świętą miłość wobec Hiszpanii. Do tych, którzy w szeregach Armii i Marynarki wierzą w służbie Ojczyźnie. Do tych, którzy przysięgali bronić jej przed wrogami aż do utraty życia. Naród wzywa was do jej obrony! Proponujemy sprawiedliwość i równość wobec prawa. Pokój i miłość pomiędzy Hiszpanami(…) zamiast libertynizmu i tyranii”. Tak właśnie rozpoczęła się wojna Hiszpanów z komunizmem. Konflikt, który po przez obłudny aksjomat nazywany jest błędnie wojną domową. Jest to jeden z najbardziej zakłamanych konfliktów w historii. Zgodnie z propagandową wykładnią, wojna była walką dobra ze złem, tyle tylko, że dobro mieli reprezentować czerwoni zbrodniarze, a zło, patrioci pod wodzą gen. Franco. W rzeczywistości było odwrotnie.

Z jednej strony walczyli mordercy na usługach NKWD, a z drugiej heroiczni obrońcy najbardziej chwalebnych europejskich wartości. Wolności, chrześcijaństwa i konserwatywnego ładu społecznego. Ta część Hiszpanii, która była okupowana przez komunistów, przypominała piekło. Bestialsko wyrzynano kler, ofiarom obcinano członki i genitalia, zdarzały się często przypadki ukrzyżowań. Aby zginąć, wystarczyło nosić krzyżyk lub medalik. Rewolucjoniści, wzorem bolszewików, stworzyli jednostki bezpieki Chekas, których celem było szerzenie terroru. Zostały stworzone obozy koncentracyjne, w których eksterminowano „wrogów ludu”. Wszystkie te zbrodnie świetnie podsumowują słowa Dolores Ibarruri („La Pasionaria”)-„Lepiej jest zabić stu niewinnych, niż wypuścić jednego winnego”. Na terach opanowanych przez czerwonych, od razu dały o sobie znać chore eksperymenty gospodarki komunistycznej. Fabrykami zarządzały „komitety robotnicze”, co odbiło się katastrofalnie na produkcji. Rozpoczęła się połączona z rzezią chłopów, kolektywizacja. W wielu miejscach ogłoszono, że pieniądze są nielegalne. Żywność wydawano na talony, wszędzie stały kolejki po chleb, nieomylny znak socjalizmu. Wszystko to zepchnęło Hiszpanię w otchłań nędzy i klęski humanitarnej, wybuchały epidemie. Na terenach wyzwalanych przez gen. Franco klęska humanitarna była natychmiast powstrzymywana. Bardzo dużą zasługę miał w tym Kościół Katolicki, który organizował szeroką pomoc. Zwykli obywatele mogli poczuć się bezpiecznie, świetnie działał system aprowizacji ludności w żywność, oczyszczono sprofanowane świątynie i chrzczono dzieci urodzone pod komunistyczną okupacją. „Walczymy, aby wyzwolić nasz naród od wpływów marksizmu i międzynarodowego komunizmu – mówił gen. Franco – które dostały się do naszego kraju, aby uczynić go satelitą bolszewizmu moskiewskiego. Chcemy ocalić przez tę walkę wartości moralne, duchowe, religijne i artystyczne stworzone przez naród hiszpański w czasie jego długiej chwalebnej historii”. I tak się właśnie stało. Franco przyjął tzw. „taktykę żółwia”, metodycznie i spokojnie oczyszczał z czerwonej zarazy kolejne prowincje i miasta Hiszpanii. Starał się, oszczędzić cierpienia ludności cywilnej, co było odwrotnością dla bezwzględnej taktyki komunistów, którzy nie liczyli się z życiem hiszpanów. Wojska nacjonalistów pod wodzą gen. Franco wkroczyły do Madrytu 28 marca 1939 roku. Komuniści w panice i strachu uciekli do Związku Sowieckiego. W środowisku postępowców uwiedzionych marksizmem, zaczęły funkcjonować mity na temat rzekomego terroru nacjonalistów i Franco podczas „wojny domowej”. Prawda jest taka, że represje nacjonalistów spadły tylko na ludzi zaangażowanych w czerwony aparat przemocy. Ludzi, którzy chcieli zagłady Hiszpanii i Europy pod jarzmem komunizmu.

O tym, jakim przywódcą był Franco, najlepiej świadczy jego postawa podczas II wojny światowej. Mimo niemieckich nacisków, nie dał się wciągnąć do konfliktu po stronie państw Osi. Dzięki jego rozważnej, racjonalnej polityce Hiszpania pozostała neutralna. Została oszczędzona podczas II Wojny Światowej, dzięki czemu gen. Franco uratował ojczyznę po raz drugi. O samym Hitlerze, Franco nie miał najlepszego zdania. „Hitler nie zrobił na mnie korzystnego wrażenie – mówił – Gdy go widziałem, jak przyjmował parady wojska, przypominał koguta.(…) w sumie komediant”. Generał Franco dowodził do końca życia, czyli do roku 1975. Hiszpania za jego rządów rozkwitła. W ciągu niemal czterdziestu lat jego rządów rolnicza, biedna Hiszpania przekształciła się w jedną z potęg przemysłowych świata.

Na koniec warto napisać o Franco jako człowieku. Jego życie prywatne było skromne i mało ekscytujące. Generał należał do domatorów, był miłośnikiem polowań, wędkowania i gęsich wątróbek. Dzień zaczynał od mszy św. codziennie o 6 rano, nie nadużywał alkoholu oraz nie palił. Kibicował Realowi Madryt, lubił telewizję, malował kiepskie obrazy i pisał powieści. Swoim stylem bycia przypominał raczej prowincjonalnego urzędnika, niż wielkiego wodza. Także wyglądem, był niskim mierzącym 164 cm mężczyzną z brzuszkiem. Był człowiekiem niepozornym, a jednocześnie wielkim dowódcą, żołnierzem i człowiekiem. Obronił swój naród i ojczyznę przed komunizmem oraz prowadził ją w imię chrześcijańskich wartości. „Tam, gdzie ja będę, nie będzie komunizmu” – mówił.

Widząc co się dzieje dziś w Europie, chciałbym krzyknąć : Generale Franco wróć!

Piotr Podsiadłowski.