Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

sobota, 17 stycznia 2026

Konsekracje biskupie u lefebrystów oraz całkowity zakaz „Mszy trydenckiej” w neokościele. Czy czeka nas „ostateczne rozwiązanie kwestii [semi]tradycjonalistów” w posoborowiu?

 Być może zapowiedziane już oficjalnie konsekracje biskupie w FSSPX (a co za tym idzie kolejna ekskomunika) zbiegną się w czasie z całkowitym zakazem „Mszy trydenckiej” w neokościele..  czyżby uśmiechnięty Prevost miał za zadanie, z uśmiechem na ustach dokończyć dzieło swego poprzednika Bergoglio – „ostatecznego rozwiązania kwestii [semi]tradycjonalistów” w posoborowiu?

    Od jakiegoś czasu nieoficjalnie mówi się o nadchodzących kolejnych konsekracjach biskupich w FSSPX (pierwsze i jak dotąd ostatnie odbyły się 30 czerwca 1988 r., a więc blisko 40 lat temu, później, 28 lipca 1991 r. odbyła się jeszcze konsekracja bp'a Licinio Rangel'a w Brazylii, jako następcy zmarłego 25 kwietnia 1991 r. bp'a Antônio de Castro Mayer'a, dokonana przez trzech biskupów FSSPX, z wyjątkiem bp'a Fellay'a, który nie wziął udziału w tej konsekracji; nie była to jednak konsekracja biskupa dla FSSPX, tylko dla Bractwa Kapłańskiego Świętego Jana Marii Vianneya [FSSJV], poza tym, 18 stycznia 2002 r. bp. Rangel zdradził pamięć swego poprzednika [który prywatnie był sedewakantystą] i pojednał się z modernistycznym neokościołem, po czym kilka miesięcy później zmarł na raka). 

   Pogłoski na ten temat pojawiały się od dłuższego czasu. Ponoć kapłani FSSPX mieli już przygotowywać na ten fakt wiernych w kaplicach i kościołach bractwa. Teraz potwierdził to ks. Jarosław Miłkowski w kazaniu, wygłoszonym 4 stycznia w kaplicy pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Tarnowie. Nie ma więc już odtąd miejsca na domysły: FSSPX wyświęci biskupów!


    Teza ta postawiona jest jasno, niezależnie od tego, czy bractwo otrzyma pozwolenie od modernistycznego Watykanu, czy też nie (nie wiadomo w ogóle, czy o takie zezwolenie bractwo zamierza się ubiegać...) konsekracje się odbędą. Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie mają się one odbyć, czy jest to kwestia najbliższych miesięcy, czy może lat, ani ilu nowych biskupów bractwo zamierza konsekrować (można jednak domniemywać, że pewnie nie mniej, niż w 1988 r.).

    FSSPX przez wiele lat wstrzymywało się z kolejnymi konsekracjami, za pewne aby nie drażnić modernistów, aby móc prowadzić rozmowy z okupowanym przez modernistów Watykanem i dążyć do porozumienia. Taka była przez wiele lat polityka bp'a Bernarda Fellay'a, który był przełożonym generalnym FSSPX w latach 1994-2018. Bractwo krytykowało m.in. sedewakantystów, ale również bp'a Ryszarda Williamsona, który po wydaleniu z FSSPX w 2012 r. konsekrował wielu biskupów, aby zapewnić ciągłość Sukcesji Apostolskiej oraz dać wiernym dostęp do ważnych sakramentów, w myśl odwiecznej zasady Kościoła Katolickiego która głosi: Sálus animárum supréma lex – „Zbawienie dusz najwyższym prawem” (w tym samym czasie do FSSPX masowo przyjmowani byli i nadal są duchowni Novus Ordo, którym nie udziela się już święceń kapłańskich warunkowo w tradycyjnym rycie, w związku z czym ważność sakramentów w FSSPX to dziś prawdziwie „rosyjska ruletka”, można tam trafić, przy ołtarzu czy w konfesjonale, na świeckiego pana w sutannie który nie posiada ważnych święceń, udaje księdza i symuluje sprawowanie sakramentów...). Jednocześnie trzeba podkreślić, że niektóre sakry udzielone przez bp'a Williamsona były co najmniej nieprzemyślane i niepoważne (zwłaszcza udzielenie święceń episkopatu osobie nie posiadającej wyższych studiów teologicznych ani formacji seminaryjnej przewidzianej przez Sobór Trydencki), co zresztą widzimy m.in. np. na naszym polskim podwórku...

   Teraz jednak sytuacja jest inna – z czterech biskupów, wyświęconych przez abp Lefebvre pozostało już tylko dwóch – wydalony bp Williamson zmarł w styczniu 2025 roku a bp Bernard Tissier de Mallerais w październiku 2024 roku. Pojawiają się również doniesienia o problemach zdrowotnych jednego z pozostałych biskupów. W związku z tym Dom Generalny bractwa uznał, że ponownie występuje stan wyższej konieczności i rozpoczął przygotowania do udzielenia święceń episkopatu. Jeśli rzeczywiście dojdzie do sakry, biskupi zostaną obłożeni przez modernistów ekskomuniką, tak jak to się stało w 1988 roku. Sytuacja będzie zapewne analogiczna. Watykan stwierdzi, że biskupi-konsekratorzy (pewnie bp Fellay oraz bp de Galarreta) oraz konsekrowani przez nich biskupi, zaciągnęli automatycznie ekskomunikę latae sententiae (wiążącą mocą samego prawa). Ją również większość członków bractwa uzna zapewne za nieważną, tłumacząc się stanem wyższej konieczności. Najprawdopodobniej Watykan nie zdecyduje się na ekskomunikowanie całego FSSPX jako schizmatyckiego, raczej nie będzie dodatkowych sankcji karnych dla wszystkich członków bractwa, a tym bardziej dla wiernych świeckich. Cofnięta być może zostanie jedynie „osobista papieska jurysdykcja” do słuchania spowiedzi, której Bergoglio udzielił kapłanom FSSPX w 2016 r. (zresztą, jest to swoista ciekawostka kanoniczna, gdyż nigdy w historii Kościoła nie było czegoś takiego, aby papież udzielał swej osobistej jurysdykcji poza granicami Metropolii Rzymskiej, ciekawym jest również, czy ta OSOBISTA jurysdykcja dalej obowiązuje, już po śmierci Bergoglio, czy musiała by zostać oficjalnie odnowiona przez jego następcę, oczywiście przy czysto hipotetycznym roboczym założeniu, że moderniści posiadają w ogóle jakąkolwiek jurysdykcję...). 

   Nawet jeśli FSSPX nie zostanie w całości ekskomunikowane przez modernistów i oficjalnie ogłoszone ruchem schizmatyckim który jest formalnie poza [neo]kościołem, to kolejny akt nieposłuszeństwa wobec hierarchii którą bractwo wciąż uważa za prawowitą, katolicką hierarchię, będzie wielkim krokiem wstecz w drodze do pojednania bractwa i modernistycznego Rzymu. Będzie to w praktyce cofnięcie się do przełomu lat 80'tych i 90'tych, gdy o żadnym pojednaniu praktycznie nie było mowy. Będzie to w istocie zepchnięcie na totalny margines neokościoła i zawieszenie w próżni, na kolejne kilkadziesiąt lat, a być może już na zawsze. Bractwo dalej tkwić będzie w swej nielogicznej postawie „uznawania i oporu”, bycia za a nawet przeciw. Dalej będzie jątrzyć i podsycać w swych publikacjach i nauczaniu, które jest dla jego zwolenników surogatem magisterium, ducha nieposłuszeństwa i schizmy, a w konsekwencji powodować będzie jeszcze większy zamęt w głowach i sercach wiernych. O dobrych owocach takiego działania trudno mówić. Niestety próżno liczyć na rychłe opamiętanie i nawrócenie, czyli całkowite odrzucenie modernistycznego neokościoła i jego fałszywej hierarchii, z aktualnym okupantem Stolicy Aposotlskiej, Prevostem ps. Leonem XIV na czele.

   W tym samym czasie możemy jednak spodziewać się kolejnego, radykalnego kroku neokościoła przeciwko „Mszy trydenckiej”, co spowoduje w praktyce całkowite zaoranie [semi]tradycjonalistów w posoborowiu. Pisał o tym kilka dni temu m.in. redaktor Paweł Chmielewski z PCh24.pl :

Tradycyjny ryt Mszy świętej nie powinien być praktykowany – to zagraża jedności liturgicznej Kościoła. Takie jest przesłanie noty, którą w Watykanie rozdano wszystkim członkom Kolegium Kardynałów.

Kardynałowie, którzy zebrali się w dniach 7-8 stycznia na konsystorzu z papieżem Leonem XIV w Rzymie, otrzymali z Kurii Rzymskiej notę na temat liturgii. Jej autorem jest kardynał Arthur Roche, prefekt Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Nota kardynała jest poświęcona motu proprio Traditionis custodes papieża Franciszka, które znacząco ograniczyło swobodę celebracji Mszy świętej w rycie tradycyjnym.

Rzecz jest o tyle ciekawa, że pierwotnie na konsystorzu miano rozmawiać również o liturgii. Kardynałów poinformowano jednak, że muszą dokonać wyboru dwóch z czterech tematów: liturgia, synodalność, reforma Kurii Rzymskiej, ewangelizacja. Wybrali synodalność oraz ewangelizację. Według przekazów medialnych duża część purpuratów twierdziła, że sprawa liturgii tradycyjnej jest zbyt marginalna w skali Kościoła powszechnego. Jak się okazuje, dla Kurii Rzymskiej marginalna jednak nie była – bo właśnie w tej kwestii przygotowano notę.

    Nie rozumiem skąd to zaskoczenie (znowu...) ze strony [semi]tradycjonalistów. Przecież Bergoglio w 2021 r. wyraził się jasno, że docelowo ryt tradycyjny (tzw. trydencki) ma zniknąć, ma go nie być, a jedynym dopuszczalnym rytem neokoscioła ma być Novus Ordo. I bardzo dobrze! Tak właśnie ma być! Nowy kościół ma swój nowy ryt, nowa wiara ma nową liturgię. Żaden inny być nie może. Nie ma udawania „hermeneutyki ciągłości”, nie ma teatrzyku tradycji, karnawał się skończył...

   Niektórzy łudzili się, że Prevost zatrzyma albo chociaż spowolni rewolucję bergogliańską, będącą zresztą tylko kolejnym etapem rewolucji modernistycznej, która rozpoczęła się na Vaticanum II. Gdyby tak było, to Prevost nie został by wybrany przez kolegium złożone w zdecydowanej większości z zaufanych ludzi Bergoglio (on sam zresztą był jednym z najbardziej zaufanych ludzi Bergoglio, któremu ten powierzył tak ważne zadanie, jak kongregacja ds. biskupów, czyli de facto wpływ na nominacje, odwoływanie biskupów etc. w całym neokościele).

    Plan modernistów zakłada przyprowadzenie indultowców z powrotem do praktykowania Novus Ordo Missae, a dla tych najbardziej opornych pozostanie banicja do FSSPX, które znowu będzie na całkowitym marginesie, w eklezjalnej próżni, z przypiętą łatką „ekskomuniki” i „schizmatyckiej sekty” (nawet jeśli słowo schizma nie padnie w oficjalnych watykańskich dokumentach, to będzie odmieniane przez wszystkie przypadki przez modernistycznych teologów, kurialistów czy biskupów lokalnych). W ten sposób Watykan upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu, i ostatecznie pozbędzie się problemu, tego „gorącego ziemniaka” z którym za bardzo nie wiedzieli co zrobić, zwłaszcza od lat 90'tych, gdy ruchy indultowe zaczęły się coraz bardziej rozwijać, czego apogeum można było zaobserwować w latach 2007-2021 czyli w „dekadzie Summorum Pontificum”. Teraz indultowcy będą musieli pogodzić się z tym, że ryt ma być jeden, i ma to być Novus Ordo Missae. Być może w wielu miejscach będzie to NOM sprawowany wzorcowo, bez nadużyć, a może nawet „na starą modłę”, a więc po łacinie i ad orientem, z użyciem starych, przedsoborowych szat liturgicznych, z chorałem gregoriańskim i w oparach kadzidła. Dla wielu indulciarskich estetów to w zupełności wystarczy, a niektórzy mniej zorientowani w sprawach teologicznych czy liturgicznych może nawet nie zauważą różnicy, lub będzie ona dla nich nieistotna...

    Podobny los spodka za pewne wszystkie oficjalnie uznane do tej pory przez Watykan zgromadzenia [semi]tradycjonalistów (FSSP, IBP, ICRSS etc.). Ich członkowie będą mieli wybór, albo przejście na NOM, albo pójście drogą FSSPX, czyli formalna delegalizacja zgromadzenia, nakaz zamknięcia domów i seminariów, a w przypadku niepodporządkowania się, suspensa i eklezjalna infamia.

    Niektórzy już zaczęli się przygotowywać do nowej roli. Z relacji moich najbliższych, którzy uczęszczają (niestety) na niedzielny NOM, w parafii p.w. Wszystkich Świętych w Gliwicach (gliwicka fara Starego Miasta, piękny gotycki kościół z XIV wieku, z bogatym, barokowym wyposażeniem), wiem, że będący tam od 9 września 2025 r. rezydentem „ks” Jarosław Steczkowski, „duszpasterz wiernych nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego w diecezji gliwickiej”, od początku swojego pobytu w tej parafii sprawuje w tym kościele (który jest kościołem parafialnym, a więc zgodnie z Traditionis custodes Bergoglia nie można w nim sprawować „Mszy trydenckiej”) nową mszę. Od jakiegoś czasu wprowadza kolejne „tradycyjne” elementy do liturgii NOM (ornat rzymski tzw. skrzypce, jakieś nadprogramowe ukłony w kierunku tabernakulum, niektóre modlitwy po łacinie, albo trzymanie złączonych palców po przeistoczeniu), a w święto Trzech Króli (6 stycznia) br. odprawił podobno NOM w całości po łacinie. Niektórzy mogą pomyśleć, że w ten sposób szykuje on sobie grunt pod przywrócenie w tej parafii „Mszy trydenckiej”, że w ten sposób przygotowuje ludzi, oswaja ich z łaciną, że chce kogoś w ten sposób zachęcić do uczestnictwa w „Mszy trydenckiej” w maleńkim kościółku ormiańsko-katolickim pw. św. Trójcy w Gliwicach przy ul. Mikołowskiej (sanktuarium MB. Łysieckiej), gdzie łaskawie moderniści pozwalają mu (jeszcze) odprawiać tzw. indult. Jednak moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. W rzeczywistości „ks” Steczkowski i za pewne wielu mu podobnych przygotowuje swoich wiernych (i siebie samych) na ostateczne porzucenie „Mszy trydenckiej”, i zastąpienie jej NOM'em po łacinie, w starym ornacie, i być może ad orientem, na wielkim ołtarzu, w przepięknym, dużym, parafialnym kościele, gdzie obecnie odprawiać nie mogą, a bardzo by chcieli. Może za cenę zgody odprawienia na tym wspaniałym ołtarzu, porzucą marzenie aby odprawić tam starą Mszę, a zadowolą się nową, bo przecież w końcu jak powiedział ich idol, Ratzinger, są to „dwie formy tego samego rytu”, a więc co za różnica, skoro to jest to samo

    Pewnie wielu powie, że to niemożliwe, że Watykan nie zakaże całkowicie sprawowania startego rytu, ale niby dlaczego miałoby tak być? Przecież taka była intencja modernistów od samego początku. W 1970 r. po wprowadzeniu Novus Ordo, stary ryt miał przestać istnieć. Wyjątkiem były zgody udzielane indywidualnie, dla starszych kapłanów, którzy mieli trudności z nauczeniem się nowego rytu. Dopiero JPII udzielił pierwszego, bardzo ograniczonego indultu w 1984 r., i następnie, nieco szerszego w 1988 r., gdy zgodził się na powstawanie zgromadzeń korzystających z tradycyjnego rytu, ale dotyczyło to tylko powracających do „pełnej jedności z Rzymem” ze „schizmy lefebrystów”. Dopiero w 2007 r. Ratzinger udzielił „indultu powszechnego” znosząc w praktyce wszystkie ograniczenia i zezwalając także innym zgromadzeniom zakonnym na używanie starego rytu. Jednak gdy Franciszkanie Niepokalanej zaczęli go używać, to już w 2013 r., na samym początku swojego urzędowania, Bergoglio im tego zakazał (sprawa z komisarzem watykańskim zaczęła się jeszcze w 2012 r., a więc jeszcze za Ratzingera). Intencją modernistów nie było więc nigdy promowanie starego rytu, co słusznie zauważa „kard.” Roche. Kolejne indulty były po to, aby przyciągnąć [semi]tradycjonalistów do neokościoła, albo nie pozwolić im się od niego oddalić. Była to pułapka, taki lep na muchy... Teraz, gdy rybka już złapała haczyk, i już się nie uwolni, przyszedł czas na zaciśnięcie śruby. Nie ma się co łudzić, nie będzie żadnego powrotu do „Mszy trydenckiej” w neokościele. To wy, drodzy [semi]tradycjonaliści daliście się nabrać, i powróciliście do Novus Ordo

   W tym roku, 16 lipca minie 5 lat od bergogliańskiego Traditionis custodes, nie chce się bawić w przepowiadanie przyszłości, ale myślę, że ostateczne rozwiązanie kwestii [semi]tradycjonalistów nastąpi najpóźniej przed 10 rocznicą tego dokumentu, czyli w ciągu najbliższych 5 lat. Jak pisałem niespełna rok po Traditionis custodes, w maju 2022 r.: Przyszłość koncesjonowanych "tradycjonalistów" (indultowców) jest w NOM (Novus Ordo Missae). Nic się od tego czasu nie zmieniło, poza osobą aktualnego lokatora Pałacu Apostolskiego, który w pełni kontynuuje myśl i działanie swego poprzednika. Nie zmieniły się intencje, zamiary i cele modernistów. Za pewne „schizma lefebrystów” (kolejna sakra i kolejna ekskomunika) tylko przyśpieszy te działania, będzie wodą na młyn i doskonałym argumentem, który moderniści sprytnie wykorzystają, przede wszystkim przeciwko indultowcom, bo doskonale wiedzą, że lefebrystom nie są w stanie realnie zaszkodzić, bo ci mają rozbudowaną własną, niezależną strukturę... 

   A to wszystko w myśl fundamentalnej zasady modernistycznych rewolucjonistów:

Ein Gott, ein Konzil, ein Ritus!
(Jeden bóg, jeden sobór, jeden ryt!)
„kard” Arthur Roche

Michał Mikłaszewski, redaktor naczelny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.