„ (... ) od czasu II Soboru Watykańskiego, widoczni tzw. papieże wywołali duchową katastrofę o największych rozmiarach, jakie można sobie wyobrazić. ”
Wspólnota Synów Przenajświętszego Odkupiciela, zwana również Redemptorystami Zaalpejskimi, opublikowała stanowczy list w obronie tradycyjnej wiary katolickiej, potępiający to, co uznają za poważne wypaczenie doktrynalne i moralną korupcję w Kościele od czasu tzw. Soboru Watykańskiego II.
Twierdzą, że od czasu tego zdradzieckiego, wiarołomnego soboru różni tzw. papieże i późniejsze nauki wprowadziły błędy – takie jak liberalizm, obojętność religijna i fałszywy ekumenizm – które, jak ostrzegał święty Pius X, przeniknęły do Kościoła i śmiertelnie zraniły prawdziwy katolicyzm.
Przywódcy religijni głoszą to, czego nie da się zaprzeczyć: zaakceptowanie tych zmian oznaczałoby oddzielenie się od prawdziwego Kościoła katolickiego i wyparcie się wiary wszystkich prawowiernych Papieży, Świętych Ojców i Doktorów Kościoła.
W centrum ich duchowej walki leży przekonanie, którego powinien trzymać się każdy katolik, a mianowicie, że konieczne jest odrzucenie błędu i utrzymywanie niezmiennej doktryny katolickiej. Niezmiennej, nawet w obliczu autorytetów, a raczej fałszywych i nieprawowitych autorytetów, które wyraźnie, publicznie i jednoznacznie nie tylko odwróciły się od prawdziwej wiary, ale działają przeciwko niej i na rzecz noachidzkiego projektu żydowskiego, w jawnej, wrogiej i absolutnej sprzeczności z dwoma tysiącleciami chrześcijaństwa.
Stanowisko wyrażone przez wspólnotę religijną jest ewidentnie sedewakantystyczne – dzięki Bogu! Twierdząc, że od Soboru Watykańskiego II rzekomi „papieże” spowodowali duchową katastrofę, tradycjonalistyczni redemptoryści negują ważność pontyfikatów posoborowych i utrzymują, że Stolica Apostolska jest w rzeczywistości pusta (oczywiście!), bo zrozumieli, że trzymanie się błędów soborowych uniemożliwiałoby prawowite sprawowanie urzędu Piotrowego, zgodnie z jednomyślną nauką Świętych Ojców, Doktorów Kościoła, papieży i wszystkich AUTORYZOWANYCH teologów.
Nawrócenie tej wspólnoty na wiarę katolicką i powrót do prawdziwego Kościoła katolickiego, to dowód na działanie łaski Bożej! Deo gratias! Alleluja, Alleluja!
PS OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Naczelny judeo-chrześcijanin i ekumenista pan Dawid Gospodarek zdążył już zaatakować oo. Redemptorystów Zaalpejskich i stwierdzić, że dokonali oni „odstępstwa” (nie pisze on jednak, od czego odstąpili...) oraz wytknąć im ich wcześniejszą krytykę i polemikę z lefebrystami. Odstępstwa owszem dokonali (choć też nie było to stricte odstępstwo od katolicyzmu, lecz od lefebryzmu, który jest tylko trochę mniejszym złem niż modernizm), w 2008 r. przystępując do sekty modernistycznej. Doszli następnie do słusznego wniosku, że lefebryzm jest błędem teologicznym. Nie można „uznawać i sprzeciwiać się”. Postawa znana jako R&R jest błędna, jest nie do przyjęcia dla rzymskiego, integralnego katolika. Nie można odkładać kwestii jedności z papieżem „na później” (po ewentualnym wyjaśnieniu teologicznych niespójności). Ich polemika z lefebryzmem była sama w sobie jak najbardziej słuszna i właściwa. Jednak ich postawa była wewnętrznie sprzeczna, bo mimo pozostawania w oficjalnych strukturach modernistycznego neokościoła, musieli w praktyce cały czas robić to samo co lefebryści, czyli opierać się przedstawicielom modernistycznej hierarchii, którzy chcieli ich zniszczyć, na ile to możliwe, aby zachować wiarę katolicką i przetrwać. Dlatego dzięki Bogu, wreszcie doszli do jedynego możliwego, katolickiego i logicznego wniosku teologicznego, jakim jest sedewakantyzm. Nie ma już powrotu do lefebryzmu. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, zwłaszcza jeśli widzimy, że jest ona brudna, a po kąpieli dostaliśmy swędzącej wysypki... Nie można też szukać ratunku w tzw. Ruchu Oporu, bo to jest lefebryzm 2.0, gdzie kwestia papieża oraz bycia una cum lub non una cum jest sprawą prywatnej opinii poszczególnego kapłana, który nie może jej nikomu narzucać, a więc w praktyce najlepiej, jeśli zachowa ją dla siebie... Zresztą po konsekracjach biskupich, zapowiedzianych na 1 lipca, istnienie tzw. Ruchu Oporu straci jakąkolwiek rację bytu, gdyż FSSPX po ogłoszonej przez okupowany Watykan modernistycznej „ekskomunice”, za pewne powróci do zdecydowanie bardziej radykalnej retoryki względem modernistów, jaką pamiętamy z lat 90'tych. Po co wówczas tzw. Ruch Oporu mówiący dokładnie to samo, ale ukrywający się i zachowujący jak sekta?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz