Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

czwartek, 11 czerwca 2026

„Gdzie jest Piotr, tam jest Kościół”. Kazanie JE x. bp. Piotra Roya o Niedoskonałym Soborze Powszechnym.

„Gdzie jest Piotr, tam jest Kościół”

-------

   Kazanie JE x. bp. Piotra Roya o Niedoskonałym Soborze Powszechnym, wygłoszone dnia 1 stycznia 2026 r.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

   W okresie Bożego Narodzenia przesłałem wam odnośnik do pewnej historii, którą napisałem do biskupów i kapłanów, aby zachęcić ich do zastanowienia się nad sytuacją Kościoła. A ponieważ rozpoczynamy nowy rok, sądzę, że jest rzeczą bardzo ważną, abyśmy wszyscy rozważyli tę samą kwestię.

   Historia ta została napisana poniekąd w formie opowiadania. Być może więc dla niektórych z was nie była tak jasna, jak powinna była być. Dlatego pomyślałem, że dzisiaj, w tym pierwszym dniu roku, poruszę niektóre z tych zagadnień.

Nasza tożsamość jako katolików rzymskich

    Wiecie, że jesteśmy katolikami. Jesteśmy katolikami rzymskimi. Tak właśnie brzmi nasze prawdziwe imię. Naszym prawdziwym imieniem są katolicy rzymscy. Wierzymy, że Stolica Piotrowa jest centrum naszej wiary katolickiej, skałą, na której został zbudowany Kościół naszego Pana Jezusa Chrystusa. Kościołowi nie została dana żadna inna skała poza skałą Piotra.

   Niemniej jednak musimy dziś być świadkami czegoś bardzo strasznego: faktu, że ta skała znajduje się pod oblężeniem, że są ludzie zajmujący tron Piotrowy, którzy w rzeczywistości są niszczycielami Kościoła. I tak właśnie jest, czy nam się to podoba, czy nie, od siedemdziesięciu lat — a raczej od blisko siedemdziesięciu lat. Było to jedno zniszczenie po drugim, jedno zniszczenie po drugim, jedno zniszczenie po drugim.

Kolejne zniszczenia

   Najpierw zaatakowali wiarę podczas Soboru Watykańskiego II, zmieniając świętą doktrynę Kościoła. Następnie zaatakowali sakramenty Kościoła, jeden po drugim, czyniąc wiele z nich bardzo prawdopodobnie nieważnymi, zwłaszcza obrzęd konsekracji biskupiej.

   Zaatakowali Mszę świętą. Zniszczyli ją tak dalece, jak tylko można ją było zniszczyć. Msza święta została zachowana dzięki łasce Bożej. Zniszczyli jednak w publicznym kulcie to, co wszędzie było uznawane za liturgię katolicką. Zniszczyli katolicką Mszę świętą. Do tego stopnia, że arcybiskup Lefebvre mówił o „Mszy Lutra”, to znaczy o Mszy protestanckiej.

   Nie oznacza to, że ci, którzy przez wiele lat uczestniczyli w tej Mszy, nie otrzymywali od Boga łask i pociech, ponieważ Bóg jest wszechmogący. Bóg może udzielać swojej łaski wszystkim duszom dobrej woli. Bez względu na to, jak bardzo zostały zwiedzione, bez względu na to, jak bardzo zostały oszukane przez nową religię. Niemniej jednak widzimy, że jest to całkowite dzieło zniszczenia.

   Widzimy również, że zniszczyli prawo kanoniczne. Zniszczyli sakrament małżeństwa, święty sakrament małżeństwa, wydając niedorzeczne deklaracje nieważności każdemu, kto ich zapragnie. Chcesz unieważnić swoje małżeństwo? Zostanie to załatwione. Zapłać wymaganą sumę, a ogłosimy, że twoje małżeństwo było nieważne. W ten sposób tak wielu ludzi weszło w kolejne związki, które były raczej cudzołóstwem niż prawdziwymi małżeństwami katolickimi.

   Sytuacja ta trwa już od prawie siedemdziesięciu lat. To, co chciałem przekazać moim braciom biskupom i kapłanom, brzmi następująco: Jak długo ten stan rzeczy ma jeszcze trwać?

Rozproszenie trzody

   W obliczu tak wielkiej apostazji łatwo zrozumieć, że trzoda Chrystusa została rozproszona.

„Uderzę pasterza, a rozproszą się owce trzody.” (por. Mt 26,31)

   I właśnie z tym mamy dziś do czynienia.

   Byli ludzie, którzy stawiali opór rewolucji Soboru Watykańskiego II, rewolucji nowego kościoła. Nie było jednak jedności. Każdy był rozproszony, a dzisiaj nadal tak jest. Brakuje więzi wiary, która gromadziłaby nas w jedności.

   Wobec takiego zniszczenia pojawiły się różne reakcje. Niektórzy powiedzieli, że należy ocalić to, co najpilniejsze, a mianowicie Najświętszą Ofiarę Mszy świętej. Taką reakcję miał arcybiskup Lefebvre, któremu wiele zawdzięczamy, ponieważ zachował Najświętszą Ofiarę Mszy świętej. Na początku był niemal jedyny, obok biskupa de Castro Mayera. Uczynili oni wszystko, co leżało w ich mocy, aby Najświętsza Ofiara Mszy świętej, ustanowiona przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, trwała nadal wraz ze świętym kapłaństwem.

   Musimy również wspomnieć tutaj arcybiskupa Thuca, który także uczynił bardzo wiele dla Kościoła, konsekrując biskupów. Za swoje święte działania mające na celu ratowanie Kościoła i zachowanie świętego episkopatu był on bardzo znieważany i oczerniany.

Proponowane rozwiązania

   Było więc kilku biskupów, którzy zareagowali na tę sytuację. Jednak wszyscy patrzą w przyszłość i pytają: jakie jest rozwiązanie tego kryzysu w Kościele? Co się wydarzy? Jak długo będziemy jeszcze pozostawać pod jarzmem tych uzurpatorów, którzy niszczą Kościół naszego Pana Jezusa Chrystusa? Przedstawiano rozmaite propozycje rozwiązania tego kryzysu. W jaki sposób mamy wydostać się z tego całkowitego zniszczenia, w którym obecnie się znajdujemy?

   Większość ludzi — i wiecie, że dotyczy to większości waszych przyjaciół oraz członków waszych rodzin — gdy myśli o Kościele katolickim, w rzeczywistości myśli o Novus Ordo. W rzeczywistości myśli o fałszywej religii, która zajęła budynki Kościoła katolickiego. To właśnie widzą. Słyszą Franciszka, który jeszcze niedawno zaprzeczał pierwszemu przykazaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa. Widzą Watykan błogosławiący związki sodomickie, publicznie akceptujący w taki czy inny sposób agendę LGBT i wiele innych podobnych rzeczy.

   I są głęboko zgorszeni tym, co uważają za Kościół katolicki. Dla nich jest to dowód — jeśli w ogóle potrzebują jeszcze dowodu — że ten kościół nie może być prawdziwym Kościołem ustanowionym przez naszego Boskiego Zbawiciela, naszego Pana Jezusa Chrystusa. I rzeczywiście nim nie jest. Jest to Novus Ordo, religia inna niż religia ustanowiona przez Chrystusa.

Pierwsze rozwiązanie: oczekiwanie na interwencję Bożą

   Niektórzy twierdzą, że musimy czekać na interwencję Bożą. Niektórzy czekają na nią już od siedemdziesięciu lat. I zgadzam się, że interwencja Boża jest potrzebna. Sytuacja jest tak katastrofalna, że w pewnym sensie interwencja Boża jest konieczna. Moja matka opowiadała mi, że gdy była jeszcze dzieckiem, a później młodą nastolatką, w latach sześćdziesiątych, w ich domu zdarzało się spać w kombinezonach śnieżnych, ponieważ oczekiwano nadejścia trzech dni ciemności. Miały one nastąpić lada chwila. Trzeba było być gotowym do ucieczki w góry albo w jakieś inne miejsce. Mieli plan, jak schronić się przed karą i wielkimi wydarzeniami, które miały nadejść na świat. Dziś moja matka ma prawie siedemdziesiąt lat i już na to nie czeka.

   Choć niektóre z tych rzeczy mogą rzeczywiście nastąpić, chcę przez to powiedzieć, że w Kościele nigdy nie czekano bez końca na to, aż Bóg bezpośrednio interweniuje i rozwiąże nasze problemy.

   Jak wiecie, był czas Wielkiej Schizmy Zachodniej, kiedy było trzech papieży. Sytuacja była katastrofalna. Nie było żadnego rozwiązania. Jak można było kiedykolwiek pogodzić trzech różnych papieży, z których każdy mianował własnych kardynałów i którzy nawzajem się ekskomunikowali? Sytuacja była katastrofalna. A jednak chrześcijanie nie czekali bez końca.

   W pewnym momencie zwołano w Kościele to, co nazywamy Niedoskonałym Soborem Powszechnym, obejmującym duchowieństwo różnych stronnictw i wszystkich istniejących wówczas obozów. Zgromadzili się oni razem i ostatecznie sytuacja Kościoła została rozwiązana poprzez wybór Marcina V. Trzej wątpliwi papieże ustąpili, a ostatecznie wybrano Marcina V. Jedność Kościoła została przywrócona.

Drugie rozwiązanie: Teza bp. Guérarda des Lauriers

   Niektórzy przedstawili inne, bardzo złożone wyjaśnienie sytuacji Kościoła. Jego autorem był człowiek znany jako bp Guérard des Lauriers. Być może słyszeliście już to nazwisko. Bp Guérard des Lauriers próbował wyjaśnić sytuację Kościoła. Jak to możliwe, że dzieje się to, co widzimy na własne oczy?

   Bp Guérard był człowiekiem bardzo inteligentnym. Wykładał w seminarium w Écône arcybiskupa Lefebvre'a. Był nauczycielem i był uważany zarówno przez arcybiskupa Lefebvre'a, jak i całe duchowieństwo pozostające pod jego kierownictwem za człowieka wyjątkowo zdolnego. Wcześniej piastował również bardzo ważne stanowiska na katolickich uczelniach w Rzymie.

   Niektóre z podręczników, których używamy dziś do formacji naszych seminarzystów, posiadają Nihil Obstat ojca Guérarda des Lauriers. Zatwierdzał on książki filozoficzne i teologiczne przeznaczone dla Kościoła katolickiego. Są to bardzo ważne dzieła, wykorzystywane przez wielu do formacji przyszłych kapłanów.

   Ojciec Guérard był więc człowiekiem inteligentnym. Niemniej jednak opracował złożone wyjaśnienie, zgodnie z którym ludzie ci zostali wybrani zgodnie z prawem, a więc legalnie, lecz mimo to nie otrzymali od naszego Pana Jezusa Chrystusa władzy rządzenia Kościołem, ponieważ byli modernistami. W rzeczywistości nie byli katolikami.

   Bp Guérard mówił: „Moje wyjaśnienie z czasem utraci znaczenie. Ostatecznie będziemy musieli uznać ten kościół, ten nowy kościół, za kościół całkowicie odmienny od Kościoła katolickiego, ponieważ ci ludzie, którzy nie są prawdziwymi papieżami, będą mianowali kardynałów, którzy również nie będą prawdziwymi kardynałami, a zatem nie będą posiadali żadnej władzy do wyboru katolickiego papieża.

   Nie chcę dziś zbyt głęboko wchodzić w zagadnienia teologiczne. Chcę jednak, abyście wiedzieli, że jest to kolejne wyjaśnienie, jakie zostało przedstawione. Ci, którzy podzielają to stanowisko, twierdzą dziś, że jedynym rozwiązaniem kryzysu Kościoła jest nawrócenie się części modernistów. Niektórzy ludzie w Watykanie muszą się nawrócić. Muszą zgromadzić się na soborze i usunąć uzurpatorów oraz modernistów.

   Jednak rozwiązanie, które jest tutaj proponowane, uzależnia ocalenie Kościoła i rozwiązanie obecnego kryzysu od ludzi pozbawionych wiary katolickiej, od heretyków. A coś takiego nigdy nie miało miejsca w historii Kościoła. Nigdy heretycy nie byli tymi, którzy przynosili rozwiązanie kryzysów Kościoła. Zawsze byli to nieliczni wierni katolicy, którzy dzięki łasce Bożej i z pomocą Boga znajdowali rozwiązanie kryzysów, przez które przechodził Kościół.

Trzecie rozwiązanie: Niedoskonały Sobór Powszechny

   I tutaj dochodzimy do trzeciego rozwiązania — rozwiązania, którego bronili św. Robert Bellarmin i wielu innych teologów przed Soborem Watykańskim II. Jeżeli czytacie pisma teologów sprzed Soboru Watykańskiego II, spróbujcie znaleźć choć jednego spośród wielkich świętych — św. Roberta Bellarmina, św. Alfonsa Marii de Liguoriego i wielu innych — który nauczałby, że gdy w Kościele pojawia się kryzys, gdy istnieje problem z osobą podającą się za papieża, czy to dlatego, że jej tytuł jest wątpliwy, czy też dlatego, że istnieje podejrzenie herezji, jak czasem może się zdarzyć... Powiadam wam: żaden z teologów przed Soborem Watykańskim II nigdy nie nauczał, że jedynym rozwiązaniem takiej sytuacji jest bezpośrednia interwencja Boża. Że Bóg musi zstąpić z nieba i sam rozwiązać nasze problemy.

   Żaden z nich nigdy nie nauczał również, że rozwiązaniem jest teza bp. Guérarda, to znaczy oczekiwanie na nawrócenie heretyków, aby Kościół mógł zostać na nowo postawiony na nogi.

   Wielu z nich natomiast nauczało, co należy uczynić w takiej sytuacji. Kościół powinien zwołać Niedoskonały Sobór Powszechny. Niedoskonały Sobór Powszechny jest soborem bez papieża. Zwykle sobór nie może odbyć się bez papieża. Do prawdziwego soboru potrzebny jest papież.

   Niedoskonały Sobór Powszechny — jak miało to miejsce w historii Kościoła — jest jednak zgromadzeniem katolickich biskupów, zwołanym właśnie po to, aby zająć się problemem dotyczącym głowy Kościoła. Tak właśnie postąpiono podczas Soboru w Konstancji, kiedy istniało trzech różnych papieży. Biskupi z całego świata zgromadzili się razem. W tamtych czasach było to łatwiejsze, ponieważ istniał cesarz, który ich zgromadził i zmusił do wspólnego działania, zmusił ich do podjęcia wysiłku znalezienia rozwiązania kryzysu Kościoła.

   Dzisiaj sytuacja jest jeszcze gorsza, ponieważ nie tylko mamy kryzys w Kościele, ale nie ma już również katolickich królów ani katolickiego cesarza. Niemniej jednak Niedoskonały Sobór Powszechny jest zgromadzeniem wszystkich biskupów, kapłanów oraz przełożonych zakonnych — wszystkich ludzi posiadających wpływ wśród duchowieństwa — mającym na celu zajęcie się sytuacją Kościoła.

   I wierzę, że właśnie takie rozwiązanie powinno zostać dane Kościołowi, w taki czy inny sposób. Pewnego dnia Kościół będzie musiał się zgromadzić i będzie musiał zmierzyć się z tą sytuacją.

Sytuacja sedewakantyzmu

   Wiecie, że wierzymy, iż obecny czas jest czasem sede vacante. To znaczy czasem, w którym nie ma nikogo, kto prowadziłby nas w wierze. Jeżeli wierzycie, że Leon jest papieżem, to czy rzeczywiście prowadzi nas on w wierze? Czy prowadzi Kościół, czy raczej odciąga Kościół od wiary katolickiej? Myślę, że odpowiedź jest bardzo prosta, bardzo łatwa do dostrzeżenia: nie znajdujemy się pod jego przewodnictwem, a nikt spośród tych, którzy zachowują dziś wiarę katolicką czystą i nieskalaną, nie chce znajdować się pod jarzmem takiej osoby, będącej doskonałym wytworem modernizmu.

   W rzeczy samej nie mamy wyboru i musimy uznać obecną sytuację Kościoła. Jednak dla nas ten stan sede vacante nie jest czymś, co może trwać bez końca. Nie chcemy należeć do żadnej grupy, która mówi: „Nie ma papieża i nie ma w tym żadnego problemu. Kontynuujmy tak przez kolejne siedemdziesiąt lat, aż albo Bóg zstąpi z nieba i coś z tym zrobi, albo oni pewnego dnia się nawrócą — po tym, jak zbudowali już całkowicie nowy system doktrynalny, nowe życie sakramentalne, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego i nowy porządek prawny.”

   Po tym, jak zbudowali już tę nową religię i narzucili ją wszystkim, my pozostajemy z tymi ludźmi na poboczu drogi. To tak, jakbyście jechali autobusem i autobus uległ awarii. Autobus zatrzymuje się przy drodze i wszyscy wysiadają. Rozbijamy obóz obok miejsca postoju i siedemdziesiąt lat później nadal przebywamy w tym samym obozie.

   Każdego wieczoru rozpalamy ogniska. Z czasem przyzwyczailiśmy się do tej sytuacji i czujemy się w niej całkiem komfortowo. Oczywiście jest to pewna karykatura. Chcę jednak powiedzieć, że wierzymy, iż Kościół powinien dążyć do zwołania Niedoskonałego Soboru Powszechnego. Coś musi zostać zrobione. Coś musi zostać zrobione z obecną sytuacją Kościoła.

   A zbawienie zawsze przychodziło przez wierne duchowieństwo Kościoła i, o ile możemy sądzić, również tym razem rozwiązanie przyjdzie przez duchowieństwo katolickie. Jeżeli jednak w międzyczasie, podczas gdy będziemy działać w tym kierunku, Bóg zechce interweniować, jeżeli Bóg zstąpi z nieba i sam rozwiąże tę sytuację, wszyscy będziemy się z tego cieszyć. Kościół jednak nie może i nigdy nie opierał się wyłącznie na oczekiwaniu bezpośredniej interwencji Bożej w celu rozwiązania swoich problemów.

Duch mojego listu

   Taki właśnie był duch mojego listu. Chciałem wyjaśnić wam to bardziej jasno. Wierzę — a stanowisko to noszę w sercu od wielu lat, choć w ostatnich miesiącach stało się ono dla mnie znacznie bardziej klarowne — że naszym głównym zadaniem w czasie, gdy Stolica Piotrowa pozostaje nieobsadzona, tak jak ma to miejsce obecnie, nie powinno być jedynie budowanie przez każdego z nas własnej małej grupy, rozwijanie własnej parafii, święcenie kolejnych kapłanów i otwieranie nowych placówek. Wszystko to jest pożyteczne. Wszystko to jest bardzo dobre. Mamy jednak problem dotyczący samej głowy Kościoła.

   Pamiętajcie, czego naucza doktryna katolicka:

„Gdzie jest Piotr, tam jest Kościół.”

   To zawsze pozostanie prawdą w Kościele. Zawsze pozostanie prawdą. Jeżeli więc my, katolicy, którzy zachowaliśmy prawdziwą wiarę, nie troszczymy się przynajmniej o to, aby Piotr był pośród nas, aby istniała widzialna głowa Kościoła katolickiego prowadząca nasze dusze do nieba, to czy rzeczywiście jesteśmy tam, gdzie jest Piotr?

   Powiecie mi: „To niemożliwe. Wszyscy są podzieleni. Wszędzie istnieją małe grupy.” I zgadzam się z tym. W przeszłości zdarzało się, że niektórzy ludzie gromadzili się, czasem zaledwie trzech czy czterech, i „wybierali” papieża — fałszywego papieża. Istnieje słynny przypadek ze Stanów Zjednoczonych: człowiek wybrany przez swoją babcię i kilku krewnych, który ogłosił się „papieżem Michałem I”. To jest całkowicie niedorzeczne. I absolutnie nie to próbuję wam dziś powiedzieć. Absolutnie nie.

Czym jest Niedoskonały Sobór Powszechny?

   Czym jest Niedoskonały Sobór Powszechny Kościoła? Jest to powszechne zgromadzenie wszystkich tych, którzy zachowali wiarę katolicką. Będzie ono wymagało interwencji Bożej. Będzie wymagało, aby Bóg nas zgromadził. Najpierw jednak będzie wymagało, aby katoliccy biskupi i kapłani zaczęli o tym mówić, aby zaczęli o tym wspominać otwarcie i mówić ludziom: „Tak, można znaleźć rozwiązanie. Nie przyjdzie ono od modernistów, a praktyką Kościoła nie jest bierne oczekiwanie na bezpośrednią interwencję Bożą.

   Arcybiskup Viganò napisał niedawno, z okazji Bożego Narodzenia, że jednym z celów globalistów, jednym z celów nieprzyjaciół Boga, jest doprowadzenie nas do przekonania, że nie istnieje żadne rozwiązanie naszych problemów. Czy to w państwie, czy w Kościele, czy też w świecie w ogóle. Ich zamiarem jest pogrążenie nas w takim zniechęceniu, abyśmy utracili wszelką nadzieję — wszelką ludzką nadzieję — i nie mieli już zamiaru działać we właściwym kierunku.

   Ja nie odpowiadam ani za państwo, ani za cały Kościół. Jestem jednak biskupem katolickim. I w ostatnich miesiącach — choć temat ten był obecny już od dawna w tle różnych rozmów — byłem zaskoczony, gdy rozmawiałem z różnymi duchownymi i widziałem, jak łatwo wielu z nich dochodzi do tego samego wniosku. Przez wiele lat był to temat tabu. Gdy tylko wspomina się, że rozwiązanie mogłoby przyjść poprzez zgromadzenie wszystkich tych, którzy zachowali prawdziwą wiarę, natychmiast wyśmiewa się człowieka jako kogoś, kto chce wybrać papieża we własnym garażu. Jest on wyszydzany i wyśmiewany.

   Tymczasem z nauki dawnych teologów wiemy, że jeśli cały Kościół — lub przynajmniej jego moralna jedność, wielkie zgromadzenie duchowieństwa rozsianego po całym świecie — zebrałby się, aby rozważyć sytuację Kościoła i doszedł do wniosku, że znajdujemy się w stanie wakatu Stolicy Piotrowej i że należy coś z tym uczynić, wówczas takie zgromadzenie byłoby prawowite. Takie zgromadzenie byłoby zjednoczone w Duchu Świętym.

Moje przesłanie na nowy rok

   Wspominam o tym na początku nowego roku po pierwsze po to, aby wyjaśnić list, który wysłałem — a właściwie odnośnik do tego listu, który wam przesłałem — ale również po to, aby powiedzieć wam, że wierzę, iż w nadchodzących latach będziemy musieli zacząć o tym mówić.

   Nie zdziwcie się więc, jeśli usłyszycie o tym z ambony. Nie zdziwcie się, jeśli zobaczycie innych duchownych mówiących o tym samym, ponieważ dzięki łasce Bożej nie jesteśmy sami. Jest wielu ludzi, którzy przez długi czas milczeli, lecz rzeczywiście wierzą, że należy coś uczynić. Będą oni przemawiać w tym kierunku, mówiąc: „To my jesteśmy prawdziwym Kościołem naszego Pana Jezusa Chrystusa.

   Ponieważ ostatecznie właśnie o to chodzi. Jeżeli wierzycie, że rozwiązanie musi przyjść od modernistów, to mówicie mi zarazem, że moderniści reprezentują naszego Pana Jezusa Chrystusa. Że to oni reprezentują na ziemi władzę naszego Pana Jezusa Chrystusa. A jest to niemożliwe. Aby reprezentować naszego Pana Jezusa Chrystusa na ziemi, trzeba posiadać wiarę apostolską, wiarę Apostołów. Nie wiarę Soboru Watykańskiego II. Nie wiarę humanizmu. Nie wiarę naturalizmu i indyferentyzmu. Nie wiarę we wszystkie te fałszywe doktryny, które zostały potępione przez papieży w przeszłości.

Nasza intencja modlitewna na rok 2026

   Dzisiaj rozpoczynamy nowy rok. Rozpoczynamy rok 2026. Jest bardzo prawdopodobne, że rozwiązanie nie nadejdzie jeszcze w roku 2026. Zapraszam jednak was wszystkich do modlitwy. Musimy modlić się za nasze duchowieństwo katolickie.

   Wszyscy duchowni katoliccy, a zwłaszcza kapłani i biskupi — szczególnie biskupi — będą musieli pewnego dnia zdać sprawę przed Bogiem Wszechmogącym. Co uczyniliście dla Kościoła naszego Pana Jezusa Chrystusa? Czy pozostaliście w obozie przy drodze? Czy każdego wieczoru rozpalaliście swoje ogniska? Czy mieliście piękną liturgię i dobrą parafię, lecz nie troszczyliście się o stan Kościoła? Czy nie troszczyliście się o ogólną sytuację Kościoła i o dusze, które tysiącami idą do piekła, ponieważ są zwodzone przez fałszywą hierarchię, przez fałszywe światło świecące nad światem, zgodnie ze słowami Matki Bożej z La Salette?

   Co więc możecie uczynić? Co możecie uczynić? Możecie się modlić. Możecie się modlić. Możecie zjednoczyć się w modlitwie. Cały Kościół powinien zjednoczyć się w modlitwie, aby Piotr został na nowo dany Kościołowi katolickiemu.

Święto św. Piotra w Okowach

   Mamy tego obraz w święcie św. Piotra w Okowach. Wydaje mi się, że przypada ono na początku sierpnia. Św. Piotr w Okowach jest również patronem naszej kaplicy na północy. I dzięki łasce Bożej chciałem nadać jej właśnie takie wezwanie, ponieważ dobrze przedstawia ono sytuację papiestwa.

   Wiecie, że w pewnym momencie swego życia jako Biskup Rzymski św. Piotr został pojmany i osadzony w więzieniu. Nie było go pośród wiernych, a cały Kościół modlił się.

   Czytamy w Dziejach Apostolskich, że cały Kościół modlił się o powrót Piotra pośród swoich wiernych. Wtedy aniołowie przyszli, skruszyli kajdany Piotra i przyprowadzili go z powrotem do Kościoła. Zapukał do drzwi, a kiedy je otwarto, ludzie nie mogli uwierzyć, że stoją przed Piotrem. Myślę, że jest to bardzo trafny obraz naszej obecnej sytuacji.

   Ilu z nas modli się o Papieża? Ilu z nas utraciło poczucie, że Kościół jest zbudowany na Piotrze? Czy wystarcza nam już sam biskup albo sam kapłan? Czy utraciliśmy zrozumienie tego, czym jest Kościół katolicki? Jak często modlimy się o to, aby Kościołowi został dany Papież?

Kwestia jedności

   Wiecie, jest pytanie, które wielu ludzi zadaje od wielu lat: nie możemy zwołać Niedoskonałego Soboru Powszechnego, ponieważ wszyscy jesteśmy podzieleni. Jesteśmy podzieleni między sobą. Jak więc moglibyśmy zgromadzić się na soborze powszechnym? Pytanie brzmi: czy powinniśmy się zjednoczyć, aby móc mieć papieża? Czy musimy osiągnąć doskonałą jedność, aby kiedyś móc otrzymać papieża? Czy też to papież da nam doskonałą jedność? Są to dwa zupełnie różne spojrzenia.

   Wiecie, nie musimy wszyscy zgadzać się we wszystkim. My, duchowni, różne parafie i różni biskupi na całym świecie, nie musimy zgadzać się we wszystkich sprawach. Musimy zgadzać się co do jednej rzeczy: w tej chwili Stolica Piotrowa jest nieobsadzona i władza Kościoła musi coś z tym uczynić. Bez względu na to, jak bardzo jest dziś rozproszona, coś musi zostać zrobione.

   Wyobraźcie sobie dzień, który pewnego dnia nadejdzie dzięki łasce Bożej — i nadejdzie, ponieważ Kościół jest wieczny, a Kościół posiada słowa żywota wiecznego. Wyobraźcie sobie dzień, a raczej wyobraźcie sobie dzień, w którym Papież Rzymski, prawdziwy Papież Rzymski, katolik wybrany na papiestwo przez Kościół, zostanie nam dany.

   Wówczas nie będzie już podziałów w żadnej sprawie. Czy należy zachować tę czy inną liturgię? On rozstrzygnie. Czy ten biskup jest ważnie konsekrowany czy nie? On rozstrzygnie. Kto ma sprawować pieczę nad tym miejscem albo nad innym? On rozstrzygnie. Wszystko będzie rozstrzygane przez Papieża Rzymskiego. Widzicie, uważam za błędną ideę twierdzenie, że musimy najpierw osiągnąć doskonałą jedność pośród rozproszonej trzody, zanim będzie można uczynić cokolwiek dla zaradzenia obecnej sytuacji Kościoła.

   Rzeczywistość i prawda są takie, że cały Kościół musi zacząć się budzić, a zwłaszcza duchowieństwo. Musi uświadomić sobie, co się dzieje, i jak bardzo szkodzi to Kościołowi katolickiemu. Musi starać się przekonywać innych duchownych, innych biskupów, innych kapłanów, innych członków duchowieństwa, a także wiernych świeckich, że trzeba coś uczynić.

   A następnie, z łaską Bożą, w odpowiednim czasie — czy będzie to za pięć lat, za dziesięć, czy za piętnaście, nie wiem — ale coś musi zostać zrobione z pomocą łaski Bożej. Dlatego zachowamy tę intencję w naszych modlitwach. Proponuję, aby była ona intencją naszej parafii na ten rok.

   Modlę się, aby w przyszłości, gdy nadejdzie czas wyznaczony przez Boga, całe duchowieństwo Kościoła katolickiego — albo przynajmniej jego większa część — zgromadziło się, uznając fakt, że nie ma Piotra oraz że gdzie jest Piotr, tam jest Kościół.

Niepopularne, ale ważne przesłanie

   To, co mówię wam dzisiaj, nie jest zbyt popularne. Nie jest to coś, co przyniesie wam kwiaty i gratulacje. To będzie prześladowanie. Jeśli będziecie mówić w tym kierunku, spotkacie się z prześladowaniem — to oczywiste. Dlaczego? Właśnie dlatego, że może to być rozwiązanie, któremu diabeł pragnie przeszkodzić. Wolałby on, aby każdy z nas pozostał wygodnie na swoim miejscu, abyśmy rozwijali i powiększali nasze parafie, abyśmy nie utrzymywali ze sobą kontaktu i nie dawali światu tej jedności, którą Bóg ustanowił dla swojego Kościoła.

   Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół. Nie „wiele” świętych, katolickich i apostolskich kościołów, lecz Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół. Wiemy zaś, że ta jedność opiera się na Piotrze.

   Módlmy się więc wszyscy razem w tym nowym roku, ponieważ to jest główny z naszych problemów. Mamy problemy w naszych rodzinach. Mamy problemy w naszym kraju. Są problemy w Kościele. Są problemy w naszych parafiach. Ale to jest problem najważniejszy. Jeśli chcecie wskazać główny problem, z jakim mierzymy się dziś na świecie, to właśnie on nim jest. Nie mamy głosu Piotra. Głos Piotra nie jest słyszany w świecie.

   I trwa to już od wielu lat. Dlatego właśnie w tym kierunku powinna być skierowana nasza modlitwa. Powinniście modlić się, aby wasi biskupi i kapłani znaleźli również odwagę, by przemówić, by przemówić przeciwko temu fałszywemu kościołowi i powiedzieć: „Nie, nie ma mowy, abyśmy czekali, aż ci ludzie zajmą się problemami Kościoła. Oni tylko jeszcze bardziej je pogorszą.”

   Za każdym razem, gdy wybierają jednego ze swoich antypapieży, fałszywych papieży, jest on gorszy od poprzedniego. Głosi te same fałszywe doktryny i jeszcze dalej posuwa program modernistów, a w rzeczywistości także satanistów.

Gorszący przykład niemieckiej Mszy Bożonarodzeniowej

   Na publicznych kanałach telewizji niemieckiej — i na tym zakończę dzisiaj — w okresie Bożego Narodzenia transmitowano Mszę świętą odprawianą w jednym z kościołów w Niemczech. Właśnie tę Mszę wybrano do publicznej transmisji dla katolików pozostających w domach, którzy nie mogli uczestniczyć w niej osobiście. Podczas tej Mszy w prezbiterium znajdowała się sterta siana. 

   Na tej stercie siana leżał dorosły mężczyzna, poruszający się w czymś przypominającym łożysko lub błonę płodową i wykonujący odrażające gesty. Miał on przedstawiać Dzieciątko Jezus, naszego Pana Jezusa Chrystusa. Wokół niego znajdowali się kapłani i członkowie duchowieństwa niemieckiego, którzy objaśniali symbolikę tego widowiska.

   Twierdzili oni, że miało ono wyrażać sprowadzenie narodzenia naszego Pana Jezusa Chrystusa do zwyczajnych narodzin. Innymi słowy, chcieli odrzucić przekonanie, że nasz Pan Jezus Chrystus był kimś wyjątkowym. Czy ci ludzie zostaną ukarani przez Watykan? Czy spotka ich nagana za to, co uczynili? Nie. Będą nadal postępować tak samo. Modernizm. Satanizm. Niszczenie Królestwa naszego Pana Jezusa Chrystusa.

   Musimy dojść do wniosku, że ludzie ci nie należą do tego samego Kościoła co my. Są innym kościołem. Być może podobne rzeczy nie dzieją się jeszcze we wszystkich kościołach. Jednak takie zjawiska stają się coraz częstsze, a fałszywe władze tego kościoła nie czynią nic, aby położyć kres tym nadużyciom.

   Jeżeli jednak chcecie odprawiać Mszę łacińską, zachować prawdziwą wiarę i prawdziwy Kościół, pozostać wiernymi zasadom wiary, katolickiej liturgii, katolickim nabożeństwom i katolickiemu życiu rodzinnemu — wówczas jesteście usuwani na margines, jak się dziś mówi. Jesteście wyrzucani. Jesteście prześladowani.

   Dbają o to, abyście nie byli zbyt słyszalni i abyście nie pociągnęli za sobą innych ludzi do przyjęcia tego samego sposobu myślenia.

Zakończenie: nasza modlitwa o powrót widzialnej jedności katolickiej

   Jak więc widzicie, wniosek z tego wszystkiego jest następujący: musimy za wszelką cenę pragnąć ujrzeć — oby jeszcze za naszego życia — powrót katolickiej jedności wokół Stolicy Piotrowej.

   I właśnie o to będziemy się modlić. W sposób szczególny będziemy modlić się w tej intencji. Będziemy modlić się za kapłanów i biskupów. Będziemy modlić się, aby coraz więcej osób doszło do przekonania, że być może Bóg pragnie, aby odegrały rolę w rozwiązaniu tej sytuacji, jeśli są katolickimi biskupami. Kto bowiem dzisiaj jest biskupem katolickim, jeśli nie oni? Pozostało niewielu biskupów, którzy nadal głoszą wiarę katolicką. Dlatego katoliccy biskupi, katoliccy kapłani, a także wierni świeccy powinni wspierać swoich biskupów w tym kierunku. Wierni świeccy — jako armia pod płaszczem Najświętszej Maryi Panny. Jeśli krytykuję oczekiwanie wyłącznie na interwencję Bożą, nie myślcie, że twierdzę, iż będzie to dzieło czysto ludzkie. Absolutnie nie. Boża interwencja dokonuje się poprzez wysiłki wiernych katolików, kapłanów i duchowieństwa. W ten właśnie sposób działa Bóg.

Bitwa pod Lepanto

   Kiedy muzułmanie najeżdżali Europę, Papież św. Pius V mógł powiedzieć: „Jest ich zbyt wielu. Musimy czekać na interwencję Bożą.” Nie powiedział jednak tego. Wezwał wszystkich katolickich monarchów do zgromadzenia swoich wojsk i do obrony chrześcijaństwa.

   Hiszpania szczególnie wsławiła się zgromadzeniem wielkich sił i stanięciem na czele tej walki. Gdy armia katolicka została zebrana i rozpoczęła walkę przeciwko najeźdźcom, wtedy Bóg zainterweniował. Wszyscy zaczęli odmawiać Różaniec Święty, a chrześcijanom zostało dane wspaniałe zwycięstwo. Lecz czasami, ponieważ jesteśmy leniwi albo bojaźliwi — mówię tutaj o duchowieństwie — chcemy odsunąć na bok ten element ludzkiego wysiłku. Chcemy jedynie interwencji Bożej. Tak jednak Bóg nie działa. Tak to nie funkcjonuje.

   Dopiero wtedy, gdy duchowieństwo będzie miało dość tej sytuacji, gdy zrozumie, jak bardzo jest ona poważna i jak bardzo jego obowiązkiem jest uczynić wszystko, co leży w jego mocy, aby położyć kres temu kryzysowi, wtedy — dzięki modlitwom wiernych, dzięki modlitwom całego Kościoła — Bóg przywróci nam tego Następcę Piotra, który poprowadzi nas ku wieczności. To jest nasza modlitwa dzisiaj.

   W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

ZA: https://www.latinmassmaritimes.org/nouvelles-2-1

Przekład z języka angielskiego przygotowany przy użyciu współczesnych narzędzi wspomagających tłumaczenie z zachowaniem wierności oryginałowi i redakcją własną str. Tenete Traditiones.

1 komentarz: