Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

wtorek, 25 września 2018

Thuc: Życie - część pierwsza: początek

Mimo swojej pokojowej natury, był przede wszystkim żołnierzem Jezusa Chrystusa. Żołnierzem jego i dla Niego. W jego herbie napisano - Miles Christi. Po wietnamsku Chin si Chúa Kitô.

By lepiej zrozumieć determinację, wydarzenia oraz ich efekty w  życiu tego zawsze wiernego Kościołowi człowieka przyjrzyjmy się jego pochodzeniu.

Rodzinne korzenie sięgają Annam, Dai-phong dokąd z Tonkin wyemigrował ojciec Thuca.

Pierre Martin urodził się w wigilię święta Naszej Pani Zwyciętwa, 6 października 1897 roku w wiosce Phu-Cam w Hué - "mistycznie stolicy Annam" w centralnym wietnamie, niedaleko wybrzeża Morza Południowo Chińskiego. Był synem Ngo-Dinh-Kha. W swojej autobiografii opublikowanej przez The Seraph w 1983 roku, napisała: "Żaden Wietnamczyk nie zapomni imion Ngo-Dinh-Kha, mojego ojca, który wycierpiał tysiąc śmierci za to, że nie głosował, przeciwnie do pozostałych dygnitarzy dworu, za usunięciem imperatora Than-Thai, który został nielegalnie mianowany przez reprezentantów Francji w Annamie (Centralny Wietnam) oraz mojego najstarszego brata Ngo-Dinh-Khoi, który został pogrzebany żywcem, razem ze swoim jedynym synem za to, że odmówił służenia jako minister w pierwszym komunistycznym ministerstwie. Odmówił, ponieważ uznał to za nie do pogodzenia z byciem Katolikiem."

niedziela, 23 września 2018

Ku pamięci J. Exc. x Abp'a Thuca

Prezentujemy niniejszym biografię J. Exc. x Abp'a Piotra Marcina Ngo Dinh Thuc'a, (ur. 6 października 1897 w Phủ Cam, zm. 13 grudnia 1984 w Carthage), biskupa Hué w Wietnamie, późniejszego biskupa tytularnego Bulla Regia. Jego Excelencja uratował Przenajświętszą Ofiarę Mszy Świętej, wolną od heretyckiej zarazy w Kanonie, prawdziwe katolickie kapłaństwo i biskupstwo, konsekrując kilku biskupów niezależnie od uzurpujących władzę modernistów. Zwłaszcza ważne dla przyszłości katolicyzmu były konsekracje: o. Michała Ludwika Guerarda des Lauriers 7 maja 1981 roku oraz xx. Mojżesza Carmony i Adolfa Zamory, bliskich współpracowników x. Saenza y Arriagi, 17 października tego samego roku.

Na naszej stronie można znaleźć jego wspaniałą Deklarację, ogłoszoną 25 lutego 1982 roku, w której denuncjuje błędy modernistycznych uzurpatorów i ogłasza całkowity wakat Stolicy Apostolskiej.

Niniejsza biografia tego wielkiego Rycerza Kościoła i wojownika o Prawdę, pochodzi ze strony internetowej Fidelis et paratus . Będziemy zamieszczać ją etapami, w 20 częściach. Zachęcamy naszych czytelników do lektury.

Thuc: Życie 

Biografia jednego z wielkich i przemilczanych sukcesorów apostolskich. 
Żołnierz Kościoła wiernie walczący o prawdę i tradycję. Człowiek wielokrotnie oczerniany i nader niezrozumiany, zarówno z powodu złej woli, jak i nie znajomości jego osoby oraz życia. Biografia ma na celu uhonorowanie tej wybitnej postaci, która odegrała tak wielką rolę w życiu Kościoła. Nasz bohater miał specjalne pozwolenie od dwóch przedsoborowych papieży na wyświęcanie biskupów bez zgody papieża. Możliwe, że Pius XII uczynił go in pectore Kardynałem Kościoła Katolickiego. Wyjaśniało by to, czemu został poddany tak wielkiemu ostracyzmowi oraz został zdradzony przez własnych ludzi, tak jak jego ojciec i bracia. Tragiczna, lecz triumfalna historia Żołnierza Chrystusa, Arcybiskupa Petera Martina Ngo-dinh-Thuca.

Bp Thuc po konsekracji biskupiej xx. Carmony i Zamory

Kazanie na XVIII Niedzielę po Zielonych Świątkach - x. Rafał Trytek, 23 września 2018 r.

BP DONALD J. SANBORN: Duchowni w Novus Ordo


Duchowni w Novus Ordo
(Artykuł ze stycznia 2012)

BP DONALD J. SANBORN


Ostatnio znów odwiedziłem kilku księży Novus Ordo, których znam od dawna. Od mojej ostatniej wizyty upłynęło szesnaście miesięcy.

Po upływie tego czasu, stwierdzam, iż jeszcze bardziej negatywnie postrzegają oni stan Kościoła katolickiego oraz postępujące zniszczenia wszystkich z jego niegdyś tak wspaniałych i tętniących życiem instytucji. Zauważyłem, że prowadzą głęboką wewnętrzną walkę, związaną z tym jak poradzić sobie z Vaticanum II i jego zmianami. Choć nie mogą tego przyznać, ta głęboka walka jest wyraźnym znakiem, że Vaticanum II kryje w sobie zaprzeczenie katolicyzmu. Są ludźmi próbującymi jakoś powiązać katolickie kapłaństwo z niekatolicką atmosferą, żyjąc właściwie wśród współwyznawców wrogo nastawionych do katolicyzmu. Oczywiście, jest to rzeczą niemożliwą. Skutkiem tego trapią się i martwią o najważniejszy aspekt ich życia.

Gdy młody człowiek podejmuje decyzję o zostaniu kapłanem, dokonuje – że tak się wyrażę – pewnej zamiany. Dobrowolnie porzuca wiele rzeczy, które człowiek świecki miłuje: życie rodzinne, dzieci, radości płynące z małżeństwa, niezależność, bogactwo, samostanowienie. Zgadza się na życie w celibacie, odosobnienie, doskonałą czystość, posłuszeństwo względem swoich zwierzchników, odcięcie od wielu wolności, jakich używają ludzie świeccy, niskie dochody, trwałe związanie z diecezją bądź zgromadzeniem zakonnym, pokorną posługę wiernym jak tylko zajdzie taka potrzeba. Przyjmuje te rzeczy w zamian za zażyłą bliskość z Wszechmogącym Bogiem, która jest praktycznie niemożliwa do osiągnięcia w świeckim stanie. Zostaje przyjęty do miejsca w którym przebywa Bóg, a czyniąc tak, staje się bogaty w nadprzyrodzone szczęście.

Nieszczęśliwi księża Novus Ordo podjęli tę ofiarę, lecz nie otrzymali tego, za co zapłacili. Nie żyją oni w świecie katolickiej Prawdy, jak ja żyję. Cały mój dzień jest wypełniony katolicką prawdą, katolicką liturgią i katolickimi praktykami. Natomiast ich dzień jest pełen modernistycznej nowomowy, ekumenicznej liturgii odartej zupełnie z katolickich nauk i praktyk, które w prawie wszystkich przypadkach stoją w sprzeczności z tym, co poznali jako dzieci. Żyją oni w stanie codziennej, bezustannej opresji ze strony kościelnego reżimu, który nie wyznaje wiary z lat ich młodości. Żyją w świecie codziennej sprzeczności z tym, czego się nauczyli, z wiarą katolicką, pobożnością i dyscypliną. Codziennie walczą, próbując znaleźć sens całej sprawy, usiłując jakoś dopatrzyć się katolicyzmu w tych ściekach płynących z Vaticanum II. Sądzę, że gdyby przed wstąpieniem do seminarium ktoś z nich mógł przewidzieć stan Kościoła katolickiego w 2012 roku, to nigdy nie zostałby księdzem.

Oprócz tych ciągłych teologicznych, dyscyplinarnych i liturgicznych aberracji Vaticanum II, dodatkowym ciężarem jest to, że kapłan Novus Ordo został pozbawiony roli ojca parafii. Stał się pracownikiem kancelarii, która została mu wynajęta do udzielania sakramentów i zarządzania finansami parafii, które są podglądane i kontrolowane z centralnego komputera. Nawet jego liturgiczne decyzje podlegają świeckiej radzie parafialnej składającej się zwykle z kobiet, które same szczycą się, iż są ekspertami w kwestiach liturgii.

Myślę sobie: Któżby chciał takiego życia? Któż mógłby to znieść? Nic dziwnego, że Novus Ordo ma tak mało powołań do stanu duchownego i że ci, którzy dokonują tego wyboru są, generalnie, niskiej jakości. Dziękuję Bogu, że podjąłem decyzję taką, jaką podjąłem. Mimo utrapień związanych z codzienną walką z religią Novus Ordo, mogę przynajmniej powiedzieć, że jestem w codziennym i trwałym posiadaniu katolickiej wiary, dyscypliny, liturgii i pobożności.

Fragment z: "Most Holy Trinity Seminary Newsletter", January 2012. (1)

Tłumaczyła z języka angielskiego Iwona Olszewska

–––––––––––––––

sobota, 22 września 2018

Kapłan jest sługą Bożym, dlatego musi być bezżenny (I)



                        Bp. Tihamér Tóth

                               Dekalog

        O szóstym i dziewiątym przykazaniu

                           Rozdział XLIX

          O BEZŻEŃSTWIE KAPŁANÓW
     (CO PRZEMAWIA ZA CELIBATEM?)


                                                  I 

       Kapłan jest sługą Bożym, dlatego musi być bezżenny

1) Kapłan musi być bezżenny, żeby mógł całkowicie poświęcić się Bogu. ,,Nieżonaty troszczy się o to, co Pańskie jest, jakby się podobał Bogu. A żonaty troszczy się o rzeczy światowe, jakby się podobał żonie: i rozdzielon jest" (1 Kor 7,32).

 Dusza kapłana nie może być podzielona!

 Co oznacza nazwa ,,clerus"? --,,wylosowani, wybrani". Są wybrani. Skąd? Z tłumu, z codziennych więzów życia towarzyskiego, rodzinnego... Kto troszczy się o sprawy Chrystusa, kto wszystko czyni za Niego, kto jest Jego zastępcą, powinien przebywać na wyżynach. Kapłan przez doskonałe, wstrzemięźliwe życie powinien wznieść się nad lud, żeby według rozkazu Pana świecić, jak świeca umieszczona na świeczniku. Przez wstrzemięźliwe życie -- według słów Objawienia świętego Jana -- powinni kapłani upodobnić się do Baranka Bożego. ,,I widziałem: a oto Baranek stał na górze Syjon, a z nim sto czterdzieści i cztery tysiące mających Imię Jego i Imię Ojca Jego napisane na czołach swoich... ci chodzą za Barankiem gdziekolwiek idzie... albowiem bez zmazy są przed stolicą Bożą" (Ap 14,1.4.5).

 Tak, kapłan katolicki powinien być bezżenny, żeby mógł całkowicie służyć Bogu.

2) Powinien być bezżenny jeszcze i z tego powodu, by mógł pośredniczyć między Bogiem a ludźmi.

 Jeśli już o żydowskich kapłanach wspomina Pismo święte: ,,Między przedsionkiem a ołtarzem będą płakać kapłani, słudzy Pańscy, a będą mówić: Przepuść, Panie, przepuść ludowi Twemu, a nie daj dziedzictwa Twego na hańbę" (Joel 2,14), to słowa te tym bardziej odnoszą się do chrześcijańskiego kapłana.

 Święty Grzegorz z Nazjanu w jednym ze swoich pism mówi, by nikt nie ważył się składać ofiary Mszy świętej, zanim siebie samego nie ofiaruje Bogu. Teraz powiem, jaki ma cel ofiara celibatu kapłanów! Przede wszystkim składa ją dla ofiary Mszy świętej! Spróbujmy odczuć ten przepotężny nastrój śpiewanej Mszy świętej! W wypełnionym po brzegi kościele, na czele rozmodlonego tłumu wiernych, przed Majestatem Bożym, u stopni ołtarza, wśród płonących świec stoi ubrany w symboliczne szaty kapłan. Jakiż to wspaniały widok! Spróbujmy w wyobraźni naszej wstawić w te ramy kobietę, żonę kapłana (Bracia, nie mam przez to zamiaru obrażać kobiet!), a natychmiast z tego wspaniałego obrazu, z majestatu kapłańskiego znika jakiś cudowny pierwiastek.

 Czyż nie czujemy w głębi duszy, że tego człowieka, nie można krępować ramami codziennego życia? Od człowieka, który tam na stopniach ołtarza śpiewa drżącym głosem w prefacji hymn 2000-letniej chwały Boga, który rozmodlonymi dłońmi wznosi do góry Syna Bożego, ukrytego pod postacią białej hostii, oczekujemy większego panowania nad sobą i poświęcenia, aniżeli od innych ludzi! W czasie Ostatniej Wieczerzy święty Jan, młodzieniec o kryształowo czystej duszy, skłonił swoją głowę na piersi Pana. Czy nie takim powinien być każdy kapłan, który co dzień powtarza misterium Ostatniej Wieczerzy? Czy kapłan nie powinien lśnić jak promień słoneczny, który się do nas uśmiecha przez kościelne witraże?!

 Tak, Bracia! Odczuwamy, jak subtelne są pragnienia Kościoła. Niechaj ręka, w której codziennie spoczywa święte Ciało Syna Bożego, nie obejmuje niczyjej dłoni, nawet dłoni żony. Te oczy, które ogniem rozpala olśniewająca bliskość Boga, niech nie zatapiając się w niczyich oczach, nawet w oczach żony! Usta, które codziennie Krew Syna Bożego barwi na rubinowo, niech nie dotykają niczyich ust, nawet ust żony! Niech nikt nie nazywa swoją duszy, która czuje tak bezpośrednią bliskość i miłość Chrystusową!

 Celibat kapłanów został ustanowiony przede wszystkim z myślą o Mszy świętej i ona to daje kapłanowi siłę do wytrwania w cnocie czystości. Ciekawe, że każdy z reformatorów religijnych, znosząc ofiarę Mszy świętej, znosił i celibat, który nie posiada znaczenia, skoro go nie można dotrzymać!

Bp. Tihamér Tóth ,,Dekalog" str. 491-493 (A Tizparancsolat, 1947 r.)

środa, 19 września 2018

Śmierć, wokół której panuje zmowa milczenia od 70 lat. On mógł zmienić bieg historii…

BISKUP STANISŁAW KOSTKA-ŁUKOMSKI
Nie wiem, jak potoczyłyby się losy Kościoła katolickiego w Polsce, gdyby nie zagadkowa śmierć bp. Stanisława Kostki Łukomskiego. Nie wiem, czy jego hipotetyczne prymasostwo mogłoby ocalić Kościół w Polsce w taki sposób, w jaki on sam ocalił przed zniszczeniem zaminowaną już przez Niemców łomżyńską katedrę.

Październik to miesiąc, w którym zawsze silnie nurtują mnie pytania dotyczące zmian, jakie zaszły w łonie Kościoła katolickiego w Polsce po roku 1945. Dlaczego właśnie w październiku? Bo w karty tego miesiąca na stałe wpisała się na wskroś tajemnicza śmierć polskiego biskupa, śmierć, która do dziś waży na losach Polski i Kościoła, śmierć, o którą nikt się nie głośno upomina.

POGRZEB PRYMASA AUGUSTA HLONDA

26 października 1948 r. ceremoniom pogrzebowym Prymasa Augusta Hlonda przewodniczył powszechnie uznawany za jego następcę biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski, sekretarz Episkopatu Polski. Nikt wówczas nie podejrzewał, że dwa dni później umrze on w tym samym szpitalnym łóżku co dotychczasowy zwierzchnik polskiego Kościoła! Zaskakujące, nieprawdaż?

Ale po kolei. Nazajutrz po pogrzebie Prymasa Hlonda z Warszawy w kierunku Łomży wyruszył samochód, którym podróżowali: bp Stanisław Kostka Łukomski, ks. kanonik Henryk Kulbat oraz Aleksander Sokołowski, kierowca biskupa. Z nie do końca ustalonych przyczyn (nieoficjalna wersja mówi o podpiłowanej kierownicy) pojazd uderzył w drzewo rosnące tuż przy krawędzi szosy. Poszkodowanych opatrzono w szpitalu w Ostrowi Mazowieckiej.

Biskupa Łukomskiego odwieziono zaraz potem karetką do szpitala sióstr Elżbietanek w Warszawie (stukilometrowa podróż trwała aż cztery godziny!). Następnego dnia stan chorego nagle pogorszył się i biskup zmarł. Co ciekawe, kierowca biskupiego samochodu wkrótce zatrudnił się w strukturze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmującej się inwigilacją duchowieństwa. Zastanawia też fakt, że ks. Henryk Kulbat jakby „zapomniał” o całym zdarzeniu i nigdy publicznie nie wypowiedział się na jego temat, ani nie podniósł żądania wyjaśnienia wszystkich okoliczności śmierci biskupa! Co więcej, nie uczynił tego żaden inny oficjalny przedstawiciel Kościoła katolickiego, nawet po upadku tzw. komuny! [nie dziwi milczenie ze strony "kościoła" posoborowego, który dogadał się przecież z komunistami i tzw. "opozycją" w 1989 r. - przyp. Red. Tenete Traditiones]

Kim był biskup Stanisław Kostka Łukomski i komu mogło ewentualnie zależeć na jego śmierci? Jako zwolennik Narodowej Demokracji, a także przyjaciel Romana Dmowskiego i gen. Józefa Hallera, nigdy nie uznał porządku, jaki zapanował w Polsce po zamachu majowym 1926 r., a podczas obu okupacji i po zakończeniu II wojny światowej wspierał konspiracyjne ugrupowania ruchu narodowego.

Bp. Donald J. Sanborn: Zgubne skutki kompromisów z prekursorami Antychrysta.

Zgubne skutki kompromisów prekursorami Antychrysta

(Artykuł z czerwca 2011)

BP DONALD J. SANBORN


   Drodzy katolicy,

   Nieszczęście, o którym pogłoski krążyły już kilka miesięcy temu, w rzeczywistości wydarzyło się w maju. Nawiązuję do faktu formalnego przejęcia klasztoru w Cullman, w stanie Alabama przez diecezję Novus Ordo Birmingham. Według najnowszych wiadomości dwaj ostatni mnisi zostali pustelnikami, a "msze" prawdopodobnie będą odprawiane przez "księży" od św. Jana Kantego z Chicago, którzy celebrują łacińską mszę według rytu z 1962. W przeciągu czterech miesięcy od śmierci opata, cała posiadłość została oddana hierarchii Novus Ordo. Jest mi niezmiernie przykro ze względu na wielu, którzy przekazali temu klasztorowi w darowiźnie znaczne sumy pieniężne. Nie mieli świadomości, że ich czeki trafiły, ostatecznie, do Novus Ordo.

   Sprawa klasztoru w Cullman, jednakże, powinna być nauczką dla wszystkich. Otóż, wygląda to tak: jeśli uznajesz hierarchię Novus Ordo za hierarchię katolicką, to jest tylko kwestią czasu, kiedy znajdziesz się w ich "strefie wpływów". Konsekwencje logiczne takiej sytuacji są tak przemożne, iż nikt nie może się im oprzeć. Jeżeli ci ludzie, którzy zniszczyli naszą Wiarę są faktycznie przedstawicielami Chrystusa na ziemi i nauczają, rządzą oraz uświęcają Kościół w imię i z autorytetem Jezusa Chrystusa, wówczas aby pozostać katolikiem, trzeba podporządkować się ich władzy. Odstępowanie od takiej władzy, oddzielanie się od niej, lub choćby opieranie się w systematyczny i długoterminowy sposób, znaczy zostanie schizmatykiem. Oznacza to odcięcie się nie tylko od prawdziwego Kościoła Chrystusowego, ale też od Samego Jezusa Chrystusa i utracenie wszelkiej nadziei na zbawienie. Kierując się tą właśnie nieodpartą logiką, mnisi przyłączyli się do tego, którego postrzegali za autorytet Chrystusa w osobie miejscowego "biskupa" i podporządkowali się mu aktem uświadomionego posłuszeństwa.

   Ten sam los czeka każdego (i każdą własność), kto uznaje hierarchię Novus Ordo za prawdziwą i katolicką. Uśmiechająca się twarz Benedykta XVI, którą można zobaczyć w przedsionkach kaplic Bractwa Św. Piusa X, jest wizerunkiem człowieka, który pewnego dnia będzie posiadał i zarządzał budynkiem (1).

   Inna lekcja z wydarzeń w Cullman to niebezpieczeństwo "Latin-Mass-ism". Przez to określenie mam na myśli mniemanie, że jedynym celem naszej walki, która trwa już blisko pięćdziesiąt lat, jest powrót tradycyjnej łacińskiej Mszy do naszych parafii.

   ,,Mniemanie to jest absolutnie fałszywe. Liturgia i dyscyplina Kościoła w ogólności jest po prostu wyrażeniem dogmatu. Liturgia i dyscyplina zmieniają się istotnie tylko wtedy jeśli dogmat zostanie zasadniczo zmieniony. Toteż nasza najistotniejsza walka skierowana jest przeciw nowym dogmatom, a zwłaszcza przeciw ekumenizmowi, który jest przyczyną wszystkich – dogmatycznych, liturgicznych i dyscyplinarnych zmian Vaticanum II. Jednakże, są i inne błędy, które muszą zostać usunięte poza mury Kościoła katolickiego: biblijny racjonalizm, ewolucja dogmatu (znany też jako historycyzm) i współczesna subiektywistyczna filozofia (na przykład, fenomenologia). Modernistyczne seminaria i uniwersytety są przesycone tymi truciznami. Ponadto konieczne jest wykorzenienie Nowej Mszy oraz wszystkich zreformowanych sakramentów i przywrócenie pierwotnego, rzymskiego rytu. Niezbędne jest przywrócenie katolickiego małżeństwa i zlikwidowanie drwin, jakie sobie z niego w Novus Ordo czynią udzielając fałszywych unieważnień. Sztuczna kontrola urodzeń, tak szeroko rozpowszechniona wśród katolików Novus Ordo musi zostać wykorzeniona i potępiona i to nie tylko w teorii, ale też w praktyce. Należy odmówić udzielania sakramentów tym, którzy dopuszczają się w praktyce tych perwersyjnych i morderczych czynów. Musi zostać przywrócona dyscyplina wśród duchowieństwa; nauka w seminariach musi powrócić do poprzedniego stanu, do norm i praktyk sprzed Vaticanum II. Życie zakonne musi zostać gruntownie zreformowane. Buntownicze zakonnice, które nie noszą żadnych habitów muszą zostać wydalone z klasztorów. Księża muszą znów zostać nakłonieni do noszenia kapłańskich strojów na ulicach i plebaniach. 

wtorek, 18 września 2018

Dodatek II - Herezja: grzech a przestępstwo

Obraz może zawierać: 5 osób, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją i tekst


Dodatek 2

Herezja: grzech a przestępstwo


Kilku autorów wysunęło następujący zarzut: Nikt nie może stać się prawdziwym heretykiem o ile władza Kościoła najpierw nie ostrzegła albo nie upominała go, że odrzuca dogmat. Dopiero wtedy można mówić o jego "uporczywości" (zawziętości trwania w błędnym przekonaniu) wymaganej do zarzucenia mu herezji. Nikt nie upomniał posoborowych papieży z powodu ich błędów, więc nie można im zarzucać uporczywości. Dlatego nie mogą być prawdziwymi heretykami.

W tej argumentacji nastąpiło pomieszanie rozróżnienia, jakie znawcy prawa kanonicznego czynią między dwoma aspektami herezji:

1) Moralnym: herezja jako grzech (peccatum) naruszający prawo Boże.

2) Kanonicznym: herezja jako przestępstwo (delictum) naruszające prawo kanoniczne.

Rozgraniczenie moralno/kanoniczne łatwo jest wychwycić porównując go do aborcji. Przerwanie ciąży można rozważać z dwóch punktów widzenia:

1) Moralnego: Grzech przeciwko Piątemu Przykazaniu skutkujący utratą łaski uświęcającej.

2) Kanonicznego: Przestępstwo przeciwko kanonowi 2350.1 Kodeksu Prawa Kanonicznego skutkujące automatyczną ekskomuniką.

W przypadku herezji, ostrzeżenia odnoszą się tylko do kanonicznego przestępstwa herezji. Nie są one wymagane jako warunek popełnienia grzechu herezji naruszającego prawo Boże.

Kanonista Michel przedstawia nam jasne rozróżnienie: "Uporczywość niekoniecznie obejmuje długotrwałą zatwardziałość heretyka i upomnienia Kościoła. Warunek zaistnienia dla grzechu herezji to jedno; warunek dla zaistnienia kanonicznego przestępstwa herezji, karalnej przez prawo kanoniczne, to drugie" (Michel, "Hérésie", w DTC, 6, 2222).

To właśnie publiczny grzech herezji papieża dokładnie w tym sensie pozbawia go władzy Chrystusa. "Jeśli rzeczywiście taka sytuacja by się zdarzyła" – powiedział kanonista Coronata – "to on [rzymski Papież] z mocy prawa Boskiego, odpadłby z urzędu i to bez żadnego wyroku".


poniedziałek, 17 września 2018

Bp. Oliver Oravec: Najczęściej stawiane nam zarzuty. Prawda o Kościele.

PRAWDA O KOŚCIELE

BP OLIVER ORAVEC

––––

Najczęściej stawiane nam zarzuty:


a) "nie wierzycie w papieża"

   Jest to zarzut tych, którzy nas w ogóle nie znają. Zawsze broniliśmy doniosłości urzędu papieskiego i nie chcemy dopuścić, aby urząd ten był obsadzony przez zwodziciela oraz człowieka, który niszczy Tradycję Kościoła. Kto uważnie czyta treść tej książki widzi, że często sięgamy do nauczania papieży z przeszłości. Nigdy nie zwątpiliśmy w tę bosko-ludzką instytucję ustanowioną przez Pana Jezusa Chrystusa, jaką jest Papiestwo. Mamy pełne prawo kwestionować prawowitość osobnika, który nie będąc katolikiem nielegalnie okupuje ten urząd. W przeszłości Kościół miał tzw. antypapieży, którzy dostali się na papieski tron w nielegalny sposób. Mieliśmy w Kościele wielkich świętych (Wincenty Ferreriusz), którzy przez wiele lat popierali nieprawdziwych papieży. Zawsze wierzyliśmy, że papież musi być przede wszystkim katolikiem, a nie heretykiem. Nigdy w historii Kościoła nie mieliśmy na papieskim tronie heretyków, jakimi byli ostatni czterej "papieże"...

   Były w Kościele okresy, gdy kardynałowie z różnych politycznych przyczyn nie chcieli wybrać papieża, były również wieloletnie okresy, kiedy Kościół nie miał papieża, a mimo to funkcjonował. Były też okresy gdy antypapieże wiele lat nielegalnie zasiadali na tronie papieskim. Kodeks Prawa Kanonicznego (Codex Iuris Canonici) z roku 1917 w kanonach 100 i 102 dopuszcza aż 99 letni okres bez papieża i również w czasie tak długiej absencji papieskiej urząd papieski nadal by istniał. Kanon 102 mówi ogólnie, że gdyby jakiś urząd (osoba moralna) nie był obsadzony ponad 99 lat, wtedy taki urząd przestałby istnieć. [Ponieważ jednak urząd papieski jest z ustanowienia Bożego, należy teoretycznie stwierdzić w oparciu o dawniejsze prawodawstwo kościelne, że nawet po tak nieprawdopodobnie długim okresie Sede vacante Stolica Apostolska (urząd św. Piotra czyli prymat papieża) jako osoba moralna nie przestałaby istnieć]. (1)

niedziela, 16 września 2018

x. Kevin Vaillancourt: Czy Summorum Pontificum rzeczywiście jest wyrazem Tradycji katolickiej?

Czy Summorum Pontificum rzeczywiście jest wyrazem Tradycji katolickiej?

KS. KEVIN VAILLANCOURT


Dnia 14 września 2007 roku, wejdzie w życie najnowsze motu proprio Benedykta XVI. Summorum Pontificum to długo oczekiwane ogłoszenie tego, co nazywałem "indultem powszechnym", udzielający każdemu kapłanowi na świecie pozwolenia na odprawianie łacińskiej Mszy według Mszału z 1962 roku bez specjalnego zezwolenia miejscowego biskupa. Aż do 7 lipca 2007 roku tj. do ogłoszenia tego dokumentu, wymagania dokumentów Quattuor abhinc annos z 1984 i Ecclesia Dei z 1988 (oba autorstwa Jana Pawła II) pozostawiały decyzję o pozwoleniu na odprawianie łacińskiej Mszy (na prośbę wiernych) biskupowi miejsca (jeśli się do tej prośby przychylił). Po 7 lipca, sytuacja się zmieniła. Jak stwierdza kardynał Barbarin, arcybiskup Lyonu: "Jedynym nowym elementem w Summorum Pontificum jest decyzja uwzględnienia próśb wiernych, zależna odtąd od władzy duchownych". Choć – jak się później przekonamy – nie jest to do końca prawdą, to jest wyrazem wspólnej myśli tych wszystkich, którzy są zaniepokojeni nowymi regułami dotyczącymi łacińskiej Mszy. Dostrzegają oni, że Summorum Pontificum umieszcza Ecclesia Dei na nowym poziomie: tzn., każdy kapłan może odprawić łacińską Mszę kiedykolwiek zechce bez ubiegania się o specjalne zezwolenie, a wierny może uczestniczyć w tych Mszach bez konieczności składania petycji. Gdyby tylko wszystko było tak proste jak to powyżej opisano, niestety w związku z tym dekretem pojawia się o wiele więcej kwestii niż zwykłe przyznanie powszechnego pozwolenia na odprawianie łacińskich Mszy. Poniżej przedstawiam wyjaśnienie kilku głównych punktów motu proprio, wolne od jakiejkolwiek subiektywnej euforii, wykazujące, że Summorum Pontificum to tak naprawdę zasłona dymna, przed którą już od dłuższego czasu ostrzegałem ludzi.

W dniach i tygodniach po ogłoszeniu motu proprio, ludzie na całym świecie zaniepokojeni zastanawiali się nad skutkami tego dokumentu. Większość przywitała to wydarzenie jako "zwycięstwo łacińskiej Mszy", a nawet "uwolnienie łacińskiej Mszy" z więzów, które uniemożliwiały jej publiczne odprawianie po wprowadzeniu Novus Ordo Missae Pawła VI. Kardynał Karl Lehmann, przewodniczący niemieckiej konferencji biskupów, udzielił takiego ciekawego komentarza: "Mam nadzieję, że ludzie ze wszystkich stron zdołają skłonić «gorące głowy» ku bardziej umiarkowanemu stanowisku". "Gorące głowy" to ci, którzy przedkładają wyłączne odprawianie łacińskiej Mszy pomimo, że – jak to również zauważył kardynał – "liczba chrześcijan, katolików, którzy gustują w tradycyjnej formie nie jest tak wielka". Niektórzy wyrażali zastrzeżenia odnośnie motu proprio. Był wśród nich biskup Luca Brandolini, biskup Sora-Aquino-Pontecorvo: "Ten dzień jest dla mnie dniem smutku. Mam ściśnięte gardło i nie potrafię powstrzymać łez. Ale, będę posłuszny... Jednakże nie mogę ukryć zmartwienia z powodu odłożenia na bok jednej z najważniejszych reform Drugiego Soboru Watykańskiego... Jako kapłan, biskup i człowiek przeżywam najsmutniejszy dzień mojego życia". Abe Foxman z żydowskiej Ligi Przeciwko Zniesławieniu wyraził swe "skrajne rozczarowanie i głęboką obrazę" na wieść o promulgacji motu proprio, nazywając go "teologicznym regresem w życiu religijnym katolików i ciosem dla stosunków katolicko-żydowskich". "Wygląda na to" – napisał Foxman – "że Watykan zdecydował się zadowolić prawicową frakcję w Kościele, która odrzuca zmianę i pojednanie". Jednak w przededniu promulgacji (6 lipca), watykańskie Biuro Prasowe wysunęło propozycję zaradzenia tej uwadze stwierdzając, że obraźliwa dla Żydów Modlitwa z liturgii Wielkiego Piątku (wzywająca do modlitwy w intencji "wiarołomnych żydów") została wyeliminowana przez Jana XXIII w 1959 roku, całe trzy lata przed wejściem w życie Mszału z 1962 roku. Biuro Prasowe szybko dodało tę uwagę: "Usunięte zostały również podobne formuły za nawracających się z bałwochwalstwa, islamu lub heretyckiej sekty".

Teraz, gdy minęło już dość czasu, aby wyciszyła się podobna retoryka, konferencje biskupie w różnych miejscach na całym świecie wydały dokumenty wyjaśniające jak Summorum Pontificum będzie stosowane na ich terenach. Zauważcie, że według koncepcji kolegialności wprowadzonej przez Vaticanum II, biskupi są współrządcami w neokościele, dlatego to od nich będzie zależeć ustalanie własnych reguł na swoich terenach, bez względu na to, co "powszechny indult" zdawałby się implikować w umysłach niektórych ludzi. Te dokumenty pochodzące od ludzi, którzy przeczytali i przestudiowali całe motu proprio dają nam wspaniały wgląd w sposób, w jaki będzie ono egzekwowane: nie będzie to po prostu część dotycząca "uwolnienia" łacińskiej Mszy, lecz cała reszta, która dotyczy korzystania z łacińskiej Mszy w soborowym kościele zgodnie z jego nauczaniem, a w szczególności w nawiązaniu do towarzyszącego motu prioprio listu komentarza napisanego przez Benedykta XVI. Dobrze zrobimy, jeśli rzeczowo przestudiujemy oba dokumenty w całości. W ten sposób stanie się oczywiste, że powstała w niektórych kręgach euforia nie znajduje dobrego uzasadnienia.