Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

piątek, 11 marca 2016

Łukasz Burzyński. Sierpem w socjalizm, młotem w kapitalizm.


Tekst jest odpowiedzią na polemikę Kol. Marii Pilarczyk pt. „Nie taka lewica straszna jak ją rysują” z tekstem Kol. Bartosza Minge „Dlaczego (nie) z lewicą”.

Wychodząc z założenia, że język jest jedynie narzędziem komunikacji, a nie twardym kodeksem nakazów i zakazów jak należy treść przekazywać, bez skrupułów będę posługiwał się nieaktualną już nomenklaturą lewicy i prawicy jako systemów odpowiednio prosocjalistyczno-marksistowskiego i prokapitalistycznego. Postaram się wypunktować błędy, które w moim przekonaniu Koleżanka Maria poczyniła w swoim tekście, odnosząc się do konkretnego fragmentu. Cytującdłuższy fragment tekstu chciałbym, aby po pierwsze Czytelnik nie miał wątpliwości, że wnioski wysuwam na podstawie analizy pełnego tekstu polemicznego Koleżanki, a nie wyjętego z kontekstu subiektywnego „odczucia”, a po drugie aby Czytelnik swobodnie mógł skonfrontować mój fragment z fragmentem, do którego się odnoszę, bez zbędnego przeskakiwania pomiędzy otwartymi kartami przeglądarki.

W czym leży konflikt interesów?

Kol. Maria: „Autor tekstu zaznacza, że nawet taktyczny sojusz z lewicą nie jest możliwy, ponieważ są oni zatwardziałymi „antyfaszystami” i z tym się niestety zgodzę, dodam nawet więcej, że w swoim antyfaszyzmie zatracili pojęcie rzeczywistości i potrafią wszystkiemu, co narodowe przypiąć łatkę faszyzmu, ale my nie jesteśmy bez winy, w kwestii zbyt łatwego klasyfikowania i demonizowania lewicy, nie ustępujemy im kroku. Antyfaszyzm lewicy jest porównywalny do naszego „antykomunizmu”, który wielu z nas zasłania normalne postrzeganie świata.”

Lewica potrafi wszystkiemu, co narodowe, przypiąć łatkę „faszyzmu” nie dlatego, że toczy z nim bój historyczny. Otóż Koleżanka sprowadza lewicę do poziomu jedynie gospodarczego, zapominając o tym, że Marks oprócz podziału społeczeństwa na klasy społeczno-gospodarcze podzielił społeczeństwo także m.in. ze względu na płeć, w której to kobieta była klasą uciśnioną, a także rasę, w której to pewne grupy społeczne były dyskryminowane ze względu na kolor skóry i narodowość. W celu „usunięcia” problemu różnic narodowych lewica na przestrzeni lat starała się zatrzeć różnice narodowe i kulturowe. W ten sposób chciała się pozbyć tożsamości igrając z naturą tego świata. Nie bez powodu chciano stworzyć jeden wielki Związek Rad, a nie małe społeczności komunistyczne. Temat ten można rozwinąć jeszcze dalej, a mianowicie, że nacjonalizm widzi sens w istnieniu jedynie małych zdecentralizowanych podmiotów, które będą się wzajemnie uzupełniały posiadając te same cechy jak język, kulturę, czy etykę, a komunizm widzi „jedną wielką rodzinę rodzaju ludzkiego”.Multikulturalizm i genderidentity to twory marksizmu w czystej postaci, który chce w głowach społeczności zatrzeć różnice kulturowe. Tworzy się taki konflikt poznawczy poprzez ukierunkowanie ludzkiego myślenia, a nie radykalną rewolucję. Dlaczego o tym wspominam, pomimo tego że to jest raczej oczywiste? Otóż „faszyzacja” nacjonalistów nie polega na tym, że ludzie spostrzegawczy naprawdę w to mają wierzyć. Język to z jednej strony narzędzie komunikacyjne, ale z drugiej strony silny akcent symboliczny w ludzkiej psychice. Dlatego „faszyzacja” patriotyzmu i nacjonalizmu jest jedynie walką z wrogiem ideologicznym na poziomie przeciętnego Jana Kowalskiego nie mającego pojęcia o co w tej grze właściwie chodzi. Podobnie „komunizacja” lewicy jest takim samym narzędziem z naszej strony dowalki poprzez symbole.

Co jest problemem lewicy?

„Wracając do meritum, myślę, że sojusz z lewicą jest możliwy, ale wyłącznie w sprawach, w których mamy zbieżne postulaty, nie chodzi tu o żadne ustępstwa, ale zjednoczenie sił w sprawach, które tak samo postrzegamy-wbrew pozorom może być ich całkiem sporo. Myślę, że po wyłączeniu spraw światopoglądowych, skupiając się wyłącznie na kwestiach gospodarczych z lewicą jest jak najbardziej nam po drodze. Podobny, niepisany „sojusz” występuje już od wielu lat z prawicą, dotyczy on obrony wartości katolickich i narodowych, co nie jest równoznaczne z naszym przechodzeniem na pozycje prawicowe tylko współdziałanie w tych kwestiach, które nas łączą.”

Problem lewicy nie leży jednoznacznie w tym, że komunizm na świecie przyniósł światu miliony, jeśli nie miliardy ofiar. A w tym dlaczego tyle ofiar ten system przyniósł. Problem lewicy tkwi w ich podejściu do etyki, którą chcą reprezentować. Do etyki? No właśnie, bym powiedział do braku etyki, który reprezentują. Przypominam, że lewica od początku była w opozycji nie tylko do kapitalizmu, ale także do duchowieństwa i panującego porządku chrześcijańskiego w ówczesnej Europie. O ile opozycja do kapitalizmu rozwinęła myśli naprawy bytu robotniczego, o tyle opozycja do świata chrześcijańskiego była jednoznaczna z opozycją wobec porządku naturalnego. Każdy aspekt życia był tworzony przez oderwanych od rzeczywistości teoretyków, którzy analizowali jedynie trud życia wykorzystywanej klasy. Tutaj zauważam też u Koleżanki regularny błąd w rozumowaniu ideologicznym odnosząc to do poprzednich tekstów. Koleżanka dzieli jednostki na słabe, dla których konserwatyzm jest bezpieczną przystanią odgradzającą od nieznanej rewolucji i jednostki silne, które rewolucji się nie boją. Z jednej strony nie sposób zaprzeczyć, że jednostki silne dążą do „porządku” na świecie, ale ten „porządek” nie zawsze jest bezpieczną przystanią. Na pewno nie może tą przystanią być subiektywna ocena teoretyka. Potrzebny jest punkt odniesienia, za który my nacjonaliści uważamy Boga przyjmując jego zasady moralne za jedyne prawdziwe źródło prawdy. Czy żydowscy autorzy programu Nowego Porządku Świata (NWO) nie są jednostkami silnymi? Oczywiście, że są. Czy wolnomularski sposób na „porządek” świata jest zły? Subiektywnie, jako katolik i człowiek wolny stwierdzam, że zdecydowanie tak. Czy tak samo uważają twórcy tego „programu”? Oczywiście nie. W ich odczuciu robią dobrze, bo porządkują świat pod swoją tego świata wizję.

„Gospodarczy” konflikt w ONR

„Autor tekstu użył sformowania, z którym nie mogę się zgodzić: „narodowy radykalizm nie uznaje tzw. „walki klas”, w której jest się wrogiem pracodawcy lub zatrudnionych.”, samo istnienie zjawiska walki klas w systemie kapitalistycznym jest niezaprzeczalne, chociaż w naszym kraju, jak to miało już miejsce w przeszłości jest słabiej odczuwalne niż w innych rejonach świata(przyczyn szukać należy w historii, jak i w stosunkach własnościowych kapitału, który często należy w naszym kraju do obcych).”

Otóż ja nie tylko mogę się zgodzić z Kolegą Bartoszem, ale jestem przekonany, że Kolega Bartosz ma rację. Kwestią jest interpretacja zacytowanego fragmentu, która jest w przypadku Koleżanki mocno emocjonalna. Nie przeczę, że walka klas w ogólnej formie nie istnieje. Ba, stwierdzam, że lewica i prawica opowiada się odpowiednio po stronie pracowniczej i pracodawcy. Problem polega na tym, że narodowy radykalizm nie powinien „z góry” stawać po żadnej stronie konfliktu, aby nie tworzyć antagonizmów w społeczeństwie. Dobro pracodawcy jest bardzo ważne dla narodu.Jest to zwykle jednostka zaradna, potrafi w odpowiedzialny sposób prowadzić biznesem zapewniając pracę członkom narodu mniej zaradnym lub o innych niż przedsiębiorczość predyspozycjach (inżynierzy, mechanicy, kucharze, kierowcy, itp.). Nie jest też czymś złym, że pracodawca jest też pewnego rodzaju „władzą”, której podlegają pracownicy. Z jednej strony jak najbardziej pracodawca powinien zarządzać ludźmi delegując ich do odpowiednich robót lub przydzielając im odpowiednie role w hierarchii zakładu pracy. Problem pojawia się wtedy,gdy pracodawca nadużywa swojej władzy traktując podwładnych jak narzędzie pracy, a nie podmiot ludzki w dodatku reprezentujący ten sam naród. W tym przypadku niezbędne jest stanie na straży praw pracowniczych, aby ich praca, nawet najbardziej banalna i „niepotrzebna” (celowy cudzysłów), była traktowana z szacunkiem jako część tworzonej wspólnoty pracowniczej zakładu.

Niekiedy więc narodowy radykalizm powinien stanąć po stronie prawicy, np. w przypadku kiedy pracownik nie wywiązuje się ze swojej pracy poprzez swoje leserstwo, np. miganie się od pracy lub kombinatorstwo, np. poprzez „odstawiania fuszery”.

Innym razem narodowy radykalizm powinien stanąć po stronie lewicy. Przedsiębiorca jako człowiek ma też ludzkie wady, takie jak chciwość czy poczucie nieuzasadnionej wyższości nad pracownikiem. Zachowania związane z mobbingiem lub ustalaniem głodowej pensji stawiającej pracownika w roli niewolnika w „betonowej plantacji bawełny” powinny być bezwzględnie odpierane przez uczciwy kodeks pracy, którego nie da się określić „w kilku słowach”, ale któremu mogą służyć związki zawodowe.

Rozwiązania powyższe obowiązują oczywiście jedynie obecnie zastany system, który może być zmieniony. Jednak jako alternatywę można podać choćby korporacjonizm katolicki z systemem na bazie spółdzielni jak w przypadku „Muszynianki”, które w niektórych przypadkach niestety mogą nie spełniać jednak swojej roli i mogą rodzić wiele nieścisłości. Dywagacje nad korporacjonizmem jednak pominę, ponieważ jest to temat zbyt obszerny jak na potrzeby tego tekstu.

Z kim i jakie sojusze, czyli clou rozważań.

Należy więc ostatecznie odpowiedzieć na pytanie – czy sojusz z lewicą jest możliwy? Odpowiedź jest prosta i radykalna – nie, nie jest. „Sojusz” z lewicą na Zachodzie doprowadził do tego, że tworzą się albo radykalne nurty jakneonazistowskie NPD (Hitler wzorował się na Marksie) albo Front Narodowy we Francji, którego m.in. główna przedstawicielka Marie Le Pen opowiada się za aborcją, albo szwedzcy „nacjonaliści”, którzy dopuszczają tzw. „małżeństwa” homoseksualne, żeby „dokuczyć” muzułmańskim przybyszom. Wszystko pozbawione jest chrześcijańskiego źródła ideologicznego, które tak słyszalnie bije nad Wisłą. Potrzebne jest oparcie na jedynie katolickiej nauce prawdy i sprawiedliwości. Jako łacinnicy powinniśmy być raczej dumni z dostarczonej przez przodków etyki i w jej obrębie działać także w przypadku rozwiązań gospodarczych, a nie sięgać po pogańsko-ateistyczne rozwiązania, jakby były one jakąś sensowną alternatywą dla zastanego kapitalizmu. Podkreślę najważniejszy wniosek moich rozważań z całą stanowczością: łączenie jednej etyki (łacińskiej) z jej zupełnym brakiem lub zbiorem wykluczających się etyk zawsze skutkują tragedią i rozlewem krwi, co możemy wywnioskować z rozważań prof. Feliksa Konecznego i zweryfikować na bazie dostarczanych nam przez wieki doświadczeń historycznych.

Czy oznacza to, że zmiany, a idąc dalej nawet rewolucja jest niemożliwa i zatrzymać się jedynie możemy na reakcyjnych grupach odtwarzających bardzo niedoskonałe, ale sprawdzone systemy przeszłości? Nie. W obliczu postępującego kryzysu monetarnego, który jest pchany na drogę bankructwa narodów Europy przez żydowskich bankierów i ich sprzedanych za srebrniki psów na stanowiskach wodzowskich w państwach europejskich, rewolucja jest jak najbardziej potrzebna, jeśli nie wskazana. Wszystko nie powinno się jednak opierać na suchym teoretyzowaniu i szukaniu celu w oderwaniu od rzeczywistości, a w ramach katolickiej nauki o ekonomii, która przekazywana była zarówno przez ojców Kościoła Katolickiego jak i świeckich ojców katolickiego porządku gospodarczego.

ZA: https://kierunki.info.pl/2016/03/lukasz-burzynski-sierpem-w-socjalizm-mlotem-w-kapitalizm/