Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

sobota, 26 listopada 2016

M. Gniadek-Zieliński: Dlaczego nie chcemy Romanowów?


Mimo, że Romanowowie przez ponad 100 lat (popr. MGZ) zasiadali na polskim tronie zostali kompletnie wymazani z pocztu polskich władców. Właściwie dlaczego? Czym tak narazili się Polakom?

Generalnie, Polacy są - choć się tego wypierają- ksenofobami. Nie uważam, żeby to było jednoznacznie pejoratywne zjawisko. Tak jak większość skłonności ludzkich, ksenofobia ma swoje dobre i złe strony. Tak czy inaczej, Polacy nie cierpią obczyzny. Część z nich- wydawałoby się, na przekór- ją uwielbia, ale tylko w wydaniu zachodnim. Ksenofobia połączona z przypływami przesadnego entuzjazmu wobec Zachodu stała się wyznacznikiem postrzegania własnej historii. Wszystko co obce- złym jest. Jeśli z Zachodu to ujdzie nawet (w niektórych przypadkach), jeśli ze Wschodu to obrzydlistwo i zdrada.

Prosty przykład: Znaczna część polskiej sceny politycznej łaknie jak wody, amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terytorium kraju. Raczej Polacy nie są szczęśliwi, że obcy będą u nas siedzieć, ale nikomu do głowy nie przyjdzie powiedzieć, że ten ruch to „zdrada Polski”. A co gdyby zamiast amerykańskiej tarczy chcieli zainstalować… rosyjską? Oczywiście- „zdrada”! Parafrazując Dmowskiego można rzec, że Polacy bardziej nienawidzą wszystkiego ze Wschodu niż kochają Polskę. Jedną nogą jesteśmy na Zachodzie a jedną na Wschodzie. Zamiast jednak stosować politykę (kulturową) równych odległości (jak przez wieki), Polacy wolą być kaleką niż mieć jedną nogę… „ruską”.

Zasada dotyczy też postrzegania polskich władców. Po takich monarchach jak Chrobry, Kazimierz Wielki, Jagiełło czy Sobieski nadal najbardziej popularny pozostaje Walezy. Choć nic nie zrobił i nawiał z Krakowa to i tak był spoko bo… był Francuzem! To jest najważniejsze. Napoleona przecież, też się w Polsce kocha na zabój choć grał polską kartą bardzo cynicznie. Aż dziw, że nie został dopisany do pocztu polskich władców. Co do władców wschodnich to spolszcza się ich na siłę. Doskonałym przykładem jest Jagiełło lub Michał Korybut-Wiśniowiecki. Pierwszy był Litwinem a drugi Rusinem. Uchodzą jednak w powszechnej świadomości za Polaków.

Moskiewskich carów trudno było spolszczyć, nawet jeśli nosili polską koronę. Zresztą jak można wpisać do historii króla, będącego potomkiem kobiety, która zniszczyła polskie państwo. Sam król natomiast ignoruje polską tradycję sejmowania i generalnie ma stosunek lekceważący względem praw lokalnych.
Romanowowie jednak królami polskimi byli od 1815r. i pozostaje ten fakt poza dyskusją. Król natomiast jaki jest, taki jest- ważne, że jest i włada z bożego przyzwolenia. Należy mu się szacunek i miejsce w historii. Romanowowie zresztą nie byli wcale takimi złymi królami. Aleksander II (I) starał się ratować Polskę na konferencji w Wiedniu. Wielka Brytania chciała, przy poparciu Francji, Prus i Austrii wrócić do stanu z roku 1796. Polska w tych planach miała być więc podzielona między trzy państwa. Aleksander starał się całość ziem polskich zgromadzić pod swoim panowaniem i połączyć je z Rosją unią personalną. Oczywiście, jego nadrzędnym celem było wówczas dbanie o potęgę swoją i Rosji, jednak dla Polaków było to paradoksalnie wyjątkowo korzystne. Aby się usamodzielnić w granicach z roku 1772 nie potrzebowali już załamania się potęgi trzech zaborców ale tylko jednego. Niestety, Wielka Brytania bojąc się zbytniego wzmocnienia Rosji zgodziła się jedynie na przywrócenie okrojonego Królestwa Polskiego. Nowy Król dał Polakom szeroką autonomię oraz konstytucję. Powszechne jest psioczenie na to, że był to tylko liberalny epizod w historii Aleksandra. W rzeczywistości Aleksander był liberałem całym sercem, tyle, że jego liberalizm był niemile widziany przez rosyjskich poddanych. Tak samo widziano źle widziano jego nazbyt przychylny stosunek do Polaków. Jego brat i następca Mikołaj I (I) był już ideałem rosyjskiego społeczeństwa. Srogi, zdecydowany i okrutny. Polaków traktował jako obywateli drugiej kategorii, szczególnie po powstaniu listopadowym, które utopił we krwi. Niektórzy historycy uznają, że w roku 1831 kończy się panowanie Romanowów. To jednak całkowita bzdura. Przeczy temu zarówno tradycja jak i fakty. Sejm nie ma prawa detronizować monarchy- takie prawo ma tylko monarcha (abdykacja) i Bóg. Ponadto, warto zwrócić uwagę, że rosyjscy carowie mieli wszystko aby móc być określani polskimi królami: terytorium, władzę, administrację, wojsko, tytuł i insygnia. Dlaczego zatem trzech kolejnych Królów wymazano z naszej historii?

Aleksander III (II), który na tron wstąpił po śmierci swego ojca Mikołaja był już drugim w rodzinie władcą o poglądach liberalnych. Zniósł pańszczyznę chłopów i wprowadził w Rosji i Królestwie Polskim nowoczesny rynek kapitałowy. Zmodernizował państwo pod względem administracyjnym i gospodarczym. Unowocześnił wojsko. Był niezwykle przychylny względem swych polskich poddanych. Uruchomił zamkniętą przez ojca szkołę wyższą w Warszawie, choć nie nadał jej praw uniwersyteckich. Znosił bariery celne między Królestwem a Cesarstwem. Chciał ponownie nadać Polakom konstytucje. Oni jednak wywołali przeciw niemu powstanie. Utopił powstanie we krwi a konstytucje zamiast nam podarował Finom. Do dziś mają jego piękny pomnik przed Parlamentem. Król-reformator zginął w zamachu- zamordowany przez Polaka, Ignacego Hryniewieckiego. Zamiast odwilży po śmierci cara, który zniszczył powstanie styczniowe. Przyszedł najbardziej srogi wśród wszystkich carów. Aleksander IV (III) wyglądał jak personifikacja Rosji. Srogi car, o potężnym głosie, wielkiej brodzie i nie mniejszym brzuszysku. Aleksander bezwzględnie zlikwidował wszelkie przejawy niezależności Królestwa i zasadniczo niezależności czegokolwiek od niego. Okres rządów Aleksandra, na szczęście krótki (co potwierdza moją tezę, że zły monarcha żyje krótko), to czas represji ale też wielkiej prosperity dla przemysłu Królestwa, głównie bawełnianego. Po śmierci Aleksandra na tronie zasiadł jego syn Mikołaj II (II), który był człowiekiem niezwykle miłosiernym i skłonnym do reform. Wszystko jednak przesłaniał mu testament ojca: chronić samodzierżawie za wszelką cenę. Król, starał się znaleźć kompromis między powinnością wobec ojca a tym czego chce Rosja. Nie udało się, zginął zamordowany przez bolszewików. Jego epoka była jednak chyba najpiękniejszą w historii świata. Świat przełomu XIX i XX wieku, a szczególnie Rosja i Królestwo Polskie tego okresu były czymś niesamowitym i gdybym miał wybrać epokę, w której miałbym żyć to bez wahania wybrał bym tę, choć miała mankamentów tyle co każda inna.

Ostatnim polskim Królem był Mikołaj II Romanow, nie Stanisław August Poniatowski. Dlatego, choć nie uważam Mikołaja II za wielkiego władcę to jego portret wisi nad moim biurkiem. Zdejmę go jak będziemy mieli nowego Króla.

Granicą cywilizacji zachodniej jest Bug i zawsze był, tyle że Polska nie zawsze się tam kończyła- warto o tym pamiętać.