Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

piątek, 25 listopada 2016

Obowiązkiem, powinnością i zadaniem każdego polskiego patrioty jest obrona Lwowa – także dzisiaj


11 listopada 1918 roku Lwów walczył, Lwów krwawił. Na posterunkach padały kilkunastoletnie dzieci – historia błyskawicznie określi je mianem Orląt. Zapewne niewiele osób zadaje sobie sprawę, że w 1920 roku pod Radzyminem ochotnicy prowadzeni przez księdza Skorupkę do walki z bolszewikami śpiewali piosenkę o... Jurku Bischanie, 14-letnim obrońcy Lwowa.

W listopadzie 1918 roku we Lwowie Ukraińcy dokonywali zbrodni wojennych – był to swego rodzaju „przedsmak Wołynia”. Już 4 listopada dowódca ukraińskich Siczowych Strzelców, którzy 1 listopada zajęli Lwów, Dmytro Wytowski wydał do mieszkańców odezwę, zapowiadającą, że, jeżeli z jakiegoś domu padnie strzał, jego cywilni mieszkańcy zostaną zdziesiątkowani. I tak się działo. Przy ulicy Marcina 6 ukraiński patrol zamordował rodzinę Miechowskich – Jana (72 lata) i jego żonę Antoninę (l. 53), ich córkę Marię (l. 19), synów Leopolda (l. 27) i Józefa (l. 23). Ten ostatni był inwalidą. Ukraińcom ktoś doniósł, że Miechowscy przechowywali w swoim mieszkaniu broń, którą przekazali obrońcom. Najmłodszy syn Miechowskich Marceli – egzekucję swych najbliższych obserwował z piwnicy, w której się ukrył. Wśród ofiar egzekucji był również sześcioletni Oswald Anissimo – zamordowany wraz z ojcem.

Obrona Lwowa nie skończyła się jednak ani w roku 1918, ani w 1920, kiedy pod Zadwórzem młodzi żołnierze powstrzymali konną armię Budionnego. Ta bitwa przeszła do historii i legendy pod nazwą „polskich Termopil”. Kiedy obrońcom skończyła się amunicja, czerwoni kozacy rozsiekali szablami 318 żołnierzy. Obrona Lwowa wciąż trwa – tyle, że przybrała inną formę.

Dzisiaj wciąż trzeba bronić Lwowa przed wyrwaniem go z polskiej przestrzeni kulturowej, tożsamościowej i historycznej. Trzeba powtarzać, że w tych planach Lwów był, jest i będzie polski. Obecnie Ukraińcy „na rympał” fałszują historię, zawłaszczając Lwów. Jeden tylko przykład: w lwowskim więzieniu „na Łąckiego” w czasie II wojny Niemcy i Sowieci zamordowali tysiące Polaków oraz Żydów. Tutaj zabito gen. Juliusza Tarnawę-Malczewskiego, tutaj „siedzieli” Kazimierz Bartel i Karolina Lanckorońska. Dzisiaj turysta odwiedzający Lwów na tablicy pamiątkowej przeczyta, że więzienie było siedzibą „represyjnych policji trzech okupacyjnych reżimów: polskiego, nazistowskiego i sowieckiego”. Wszystko to przy absolutnej obojętności polskiej dyplomacji. Tak już jest, że kiedy dzisiaj Ukraińcy i Litwini na nas plują, polskie elity polityczne udają, że deszcz pada.

Trzeba bronić Lwowa przed nazywaniem go ukraińskim miastem. Trzeba bronić Lwowa przed oddawaniem tam czci ideologom i sprawcom ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. Twierdzenie, że Lwów „był, jest i będzie polski” to bynajmniej nie nawoływanie do rewindykacji terytorialnych. Japończycy nigdy formalnie nie zaakceptowali faktu, iż utracili na rzecz Związku Sowieckiego (dziś Rosji) Kuryle. Polacy nie powinni w sensie kulturowym zaakceptować utraty Lwowa.

Mamy prawo mówić: „Lwów był, jest i będzie polski” i wierzyć w to niezłomnie. Lwów był polski. To jedno z czterech (obok Krakowa, Wilna i Warszawy) miast najważniejszych dla naszej historii i kultury. Lwów jest polski, bo tkanka materialna tego miasta powstała w polskiej przestrzeni kulturowej. Gmachy, kamienice, ulice Lwowa budowane były w polskim mieście i polskimi pozostały. I wreszcie Lwów zawsze będzie polski, bo nie sposób wyrzec się pamięci i dziedzictwa. Co więcej, takie podkreślanie polskości Lwowa to nie tylko kwestia pamięci, ale również nasz obowiązek wobec tych wszystkich, którzy w imię polskiego Lwowa walczyli i dla polskiego Lwowa często złożyli najwyższą ofiarę – własnego życia.

Tekst ukazał się na łamach specjalnego – darmowego – numeru Polski Niepodległej, rozdawanego podczas tegorocznego Marszu Niepodległości!

---



Oo redakcji TENETE TRADITIONES: Zgadzamy się z powyższym tekstem w 99 % . Jedynym zdaniem, które zdecydowanie należałoby poprawić, to zdanie, stwierdzające iż "twierdzenie, że Lwów „był, jest i będzie polski” to bynajmniej nie nawoływanie do rewindykacji terytorialnych". Owszem, samo stwierdzenie że Lwów był, jest i będzie Polski, nie jest jeszcze bezpośrednim nawoływaniem do rewizji granic. Jednak z tego twierdzenia należy wyciągnąć prosty i logiczny wniosek, iż rewizja granic będzie prędzej czy później konieczna, bo Polacy (podobnie do Japończyków) również formalnie nie mogą zaakceptować utraty Lwowa, i muszą dążyć do jego odzyskania także w aspekcie formalnym. Lwów musi wrócić do granic Państwowych Polski. A właściwie to musi być powszechnie uznanym fakt, że Lwów tak naprawdę nigdy Polskich granic nie opuścił, gdyż postanowienia jałtańskie uznać należy za całkowicie nieważne i pozbawione znaczenia, a Lwów, Stanisławów, Tarnopol i Łuck to miasta Polskie, będące pod tymczasową okupacją, najpierw sowiecką, a teraz ukraińską. Taki jest stan faktyczny.

Za Redakcja Tenete Traditiones 
Michał Mikłaszewski, redaktor naczelny.