Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

środa, 30 listopada 2016

Prof. Bartyzel: Mikołaj II królem Polski?

Widzę namiętne spory o to czy imperator Wszechrusi (i niewątpliwy męczennik) Mikołaj II był czy nie był "ostatnim królem Polski". A mon avis błędy większości dyskutantów (pomijam tych, co w imieniu wyimaginowanych "włościan" wygrażają stryczkami albo nazywają konserwatystów debilami i wysyłają ich do tiurmy, bo z tymi nie da się i nie ma po co dyskutować) biorą się z nierozróżniania pozytywnego LEGALIZMU od PRAWOWITOŚCI. Moje stanowisko natomiast jest następujące.

Nie ma żadnych podstaw, aby kwestionować LEGALNOŚĆ dwóch pierwszych (licząc od 1815 r.) Romanowów jako władców Królestwa Polskiego, utworzonego na Kongresie Wiedeńskim. Tę legalność uznawali zresztą praktycznie wszyscy Polacy w tej epoce – nawet uczestnicy spisków, tyleż "narodowych", co liberalnych w treści (jak choćby mjr Łukasiński). Nie da się także obronić legalności uchwały detronizacyjnej Sejmu z 1831 r., bo Sejm, zwołany z woli króla, nie miał żadnych uprawnień do dysponowania koroną (pomijając aspekt stricte polityczny, czyli że autorzy uchwały zgubili tym Polskę, jak powiedział nie kto inny, jak nasz największy mąż stanu XIX wieku, ks. Adam J. Czartoryski). Ale na czym opierała się ta legalność? Na dwu podstawach: (a) decyzji mocarstw rozstrzygających o kształcie Europy, (b) nadaniu temu tworowi politycznemu konstytucji przez króla Aleksandra (nazbyt liberalnej skądinąd, ale to nie ma tu nic do rzeczy). I to wszystko: siła + prawo pozytywne. Realizm nakazywał uznać ten stan rzeczy, bo nic lepszego nie mogło się wtedy zdarzyć. Natomiast ten twór polityczny, wykrojony ze skrawka ziem dawnej Rzplitej (bez historycznych stolic: Gniezna, Poznania i Krakowa) nie mógł wykazać się żadną prawowitością, ani w sensie (a) dynastycznym) – bo tego w ogóle w Polsce od Jagiellonów nie było, ani (b) historycznym, bo nie istniała żadna ciągłość między królewsko-wielkoksiażęcą Rzeczpospolitą Obojga Narodów; po jej likwidacji lata 1795-1815 są "czarną dziurą".

Czy natomiast owo Królestwo mogło zyskać (c) prawowitość w sensie moralnym – czyli "wykonywania"? Owszem, mogło, ale to zależało od postępowania władców właśnie. Gdyby przestrzegano konstytucyjnych zasad ustrojowych, gdyby spełniono obietnicę przyłączenia Ziem Zabranych, to tę prawowitość by Romanowowie mogli nabyć. Ale ich postępowanie temu przeczyło, zaś od 1832 roku następuje proces destrukcji przez nich Królestwa, począwszy od uchylenia konstytucji, a skończywszy na degradacji do rangi i nomenklatury "Kraju Nadwiślańskiego" bodaj w 1874 i nadto urzędowej rusyfikacji (więc działaniu typowo nacjonalistycznemu i rewolucyjnemu). Można też ścierpieć króla -schizmatyka – skoro ścierpiał to Kościół w osobie Prymasa Królestwa, koronującego Mikołaja I, ale nie można ścierpieć kasaty i prześladowania unitów. Jak mówi św. Tomasz z Akwinu, król jest dla królestwa, a nie królestwo dla króla, żaden władca nie ma więc prawa działać na szkodę danego mu królestwa, a czyniąc tak traci prawo do jego posiadania, traci prawowitość wykonywania. Władza jest też pewną – specyficzną – formą własności, a nauka społeczna Kościoła mówi, że właściciel, który jest włodarzem majętnosci Bożej bardziej niż tym, który w sensie pogańsko-rzymskim ma "ius utendi et abutendi", traci do niej prawo wskutek jej nieuprawiania bądź złego, tzn. ze szkodą dla dobra wspólnego, zarządzania.

Konkludując: poprzez fakt działania na szkodę królestwa, które uzyskali w 1815 roku, jego celowej i systematycznej destrukcji, działania sprzecznego z dobrem wspólnym, Romanowowie utracili prawo do niego. Gdy królestwo jest fikcją, tytuł "króla Polski" w nomenklaturze urzędowej cesarzy rosyjskich nie ma większego znaczenia, jak tytuł "królów Francji" w nomenklaturze królów angielskich od traktatu w Troyes – całkowicie sprzecznego z prawem fundamentalnym Królestw Francji. To fikcja prawna, czcza tytulatura z jednej strony, a z drugiej naga siła, do 1915 roku.


Jeszcze taka kwestia. Jeżeli Mikołaj II był legalnie i prawowicie królem Polski, to oczywistą implikacją tegoż jest obowiązek wierności mu w każdej sytuacji ze strony tych Polaków, którzy urodzili się w zasięgu jego władzy, a w szczególności tych, którzy z tytułu obejmowanych godności i funkcji składali mu przysięgę.

Lecz w takim razie członkowie Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego – ale zupełnie innego, bo ustanowionego wolą innych władców (cesarzy niemieckiego i austriackiego) – przyjmując z rąk tych cesarzy nominacje – byli zdrajcami, wiarołomcami i buntownikami względem króla Mikołaja, bo wszyscy oni byli z urodzenia jego poddanymi. I nic tu zmienia fakt, ze zmieniły się okoliczności polityczne, albowiem dopóki trwa wojna i nie ma traktatu pokojowego, to utrata kontroli nad terytorium i jego okupacja przez stronę przeciwną nie tworzy żadnej nowej prawnej sytuacji z punktu widzenia prawa międzynarodowego.

Pytam więc: kto pierwszy rzuci kamieniem w abpa Kakowskiego, ks. Lubomirskiego i hr. Ostrowskiego?

Profesor Jacek Bartyzel

źródło: facebook

ZA: http://myslkonserwatywna.pl/prof-bartyzel-mikolaj-ii-krolem-polski/

OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Ogólnie zgadzamy się z Prof. Bartyzelem co do faktu, że w pełni prawowitymi i legalnymi Królami Polski byli tylko Car Aleksander I oraz Mikołaj I. Ci dwoje byli bowiem Królami Polskimi tak de jure jak i de facto. W latach 1815–1830 Królestwo Polskie pozostawało w unii personalnej z Imperium Rosyjskim, zaś cesarze Rosji nosili tytuł króla Polski i byli zobowiązani do koronacji w Warszawie. Byli też powszechnie uznawani przez polski lud. Natomiast jako że żadna ziemska władza (poza Papieżem Rzymskim) nie jest w stanie pozbawić legalnego i prawowitego władcy korony, dlatego stwierdzić należy, że Mikołaj I ani żaden z jego następców, mimo praktycznej likwidacji Królestwa Polskiego, nigdy nie dokonał abdykacji z Tronu Polskiego, był więc zawsze, i on, i jego następcy, przynajmniej de jure Królami Polski (posiadali pełne prawo do tego tytułu). Jako że kolejni już władcy po Mikołaju I nie koronowali się na Króla Polskiego w Warszawie, a Królestwo Polskie właściwie nie istniało, byli więc już tylko Pretendentami do Tronu Polskiego, a nie właściwymi Panującymi. Była to więc ciągłość materialna, która przetrwała aż do Mikołaja II, ostatniego tytularnego Króla Polskiego. W związku z tym (jako że nie byli to realnie Panujący, koronowani Królowie, a jedynie Pretendenci) Rada Regencyjna Królestwa Polskiego powołana przez Cesarzy Austriackich i Niemieckich, mogła wypowiedzieć im posłuszeństwo, nie stając się zdrajcami ani wiarołomcami. Rada jednak nigdy nie wskazała innego Monarchy, Pretendenta ani nawet Regenta, a więc de facto nie sprzeciwiła się otwarcie prawom Mikołaja II i jego następców do Tronu Polski.