Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

środa, 27 stycznia 2016

Michał Mikłaszewski: Ruchy Kontrreformacyjne w Kościele katolickim po Soborze Watykańskim II


W niniejszym artykule pragnę przedstawić genezę, powstanie i rozwój wszelkich ruchów „tradycjonalistycznych”, jakie powstały w Kościele katolickim po Soborze Watykańskim II, oraz pokrótce opisać i scharakteryzować każdy z nich. Dlaczego słowo „tradycjonalistyczne” ująłem w cudzysłowie, a w tytule pojawia się sformułowanie „Kontrreformacyjne”? Otóż uważam, że słowo „tradycjonalizm” jest tutaj stwierdzeniem niefortunnym, gdyż sugeruje ono, iż „tradycjonaliści” bronią jedynie z jakiejś tam tradycji, czegoś co było, ale już nie istnieje, że jest to jedynie jakaś nostalgia za dawnymi czasami, pięknymi szatami i kadzidłem… W rzeczywistości chodzi jednak o coś zupełnie innego – o Kontrrewolucję! Sobór Watykański II był bez wątpienia rewolucją, w pełnym tego słowa znaczeniu. I zgodzić się z tym powinni zarówno jego zwolennicy i obrońcy, jak i jego przeciwnicy. Nie ulega wątpliwości, że Sobór ten zmienił wszystko, co można było zmienić… I nie chodzi tu bynajmniej jedynie o liturgię czy dyscyplinę kościelną. To kwestie oczywiście bardzo ważne, jednakże tak naprawdę powierzchowne. Są one raczej efektem, a nie przyczyną zmian. Liturgia jest rzeczą niezwykle istotną, dlatego jeden z moich poprzednich tekstów poświęciłem samej tylko Mszy łacińskiej. Jednakże zmiany, jakie nastąpiły w Liturgii, są jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Najważniejsze zmiany, jakie miały miejsce już podczas trwania Soboru, i znalazły się w jego oficjalnych, końcowych dokumentach, zmieniają w wielu istotnych kwestiach samą doktrynę katolickiej Wiary! Dlatego nazywam ten Sobór rewolucją, bardzo podobną zresztą w wielu punktach do rewolucji Marcina Lutra, sprzed prawie pięciuset lat. Tamta rewolucja została nazwana Reformacją, a katolicka reakcja na nią – Kontrreformacją. Dlatego Kontrreformacja – to najlepsze określenie dla tzw. „tradycjonalizmu katolickiego”. „Tradycjonaliści” bronią bowiem całego Skarbu Katolickiej Wiary, jakim jest jej pełny, integralny i niezmienny Depozyt, który znajduje się w Piśmie Świętym, Tradycji Apostolskiej i Magisterium Kościoła.

Ktoś mógłby jednak zapytać, a jakie to zmiany wprowadził Sobór, że określam go mianem rewolucji, i porównuję go z rewolucją Marcina Lutra? Otóż są to te zmiany, które dotyczą przede wszystkim: po pierwsze: fałszywie, i nie po katolicku rozumianego ekumenizmu, po drugie: otwarcia się na świat i dialogu z religiami niechrześcijańskimi, po trzecie: fałszywie rozumianej wolności religijnej, po czwarte: kolegialności Kościoła, i po piąte: otwarcia furtki na zmiany w liturgii, sakramentach, dyscyplinie, formacji, nauczaniu, duszpasterstwie, etc. które nastąpiły już po Soborze. Wszystkie powyższe, wymienione przeze mnie elementy, zawarte są w oficjalnych dokumentach soborowych. Stoją one jednak w całkowitej sprzeczności z tym, czego zawsze nauczał nas Kościół. Otóż, w kwestii ekumenizmu i „dialogu religijnego”, Kościół stał jasno na stanowisku, że naszym chrześcijańskim obowiązkiem, wynikającym z miłości bliźniego, jest nawracać wszystkich, którzy są poza Kościołem, gdyż tylko w Kościele można należycie czcić Boga, i znaleźć zbawienie. Już św. Cypriana z Kartaginy w III wieku naucza, że „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Sobór Florencki w wieku XV uznał to zdanie za prawdę dogmatyczną. Jest to więc dogmat naszej Wiary, a jako taki, jest nieomylnie prawdziwy i nie dopuszcza absolutnie żadnych wyjątków. Trwając przy tej nauce jesteśmy bezwzględnie zobowiązani do rozumienia i głoszenia jej w taki sposób, w jaki pojmuje ją sam Kościół, stosując się do pouczeń papieża Piusa XII zawartych w encyklice Humani generis: „Dlatego to poprzednik Nasz, niezapomnianej pamięci Pius IX, gdy stwierdził, że na tym polega najszczytniejsze zadanie teologii, by wskazywała, jak zawiera się w źródłach nauka, którą Kościół do wierzenia podaje, nie bez ważnego powodu dodał, że należy w depozycie wiary odszukać tę naukę «w tym samym sensie, w jakim Kościół ją określił»” Co do samego Papieża Piusa IX (lata pontyfikatu 1846 – 1878) , to wysłał on „List apostolski do wszystkich protestantów i innych niekatolików z okazji zbliżających się obrad Soboru Watykańskiego I.” W tym liście jednak nie wzywał on ich do udziału w Soborze, jak miało to niestety miejsce niecałe sto lat później, lecz wezwał on ich z pasterską miłością do powrotu do prawdziwego Kościoła i prawdziwej Wiary, od której niegdyś, niestety odpadli… Podobnie wypowiedział się także Papież Pius XI w swej encyklice „Mortalium Animos” w 1928 r.: „Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli. Powtarzamy, by powrócili do jednego Kościoła Chrystusa, który jest wszystkim widomy i po wsze czasy, z woli Swego Założyciela, pozostanie takim, jakim go On dla zbawienia wszystkich ludzi ustanowił.” oraz „W tym celu urządzają [oni – zwolennicy fałszywego ekumenizmu, przyp. M.M.], zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania. Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i wpadając krok po kroku w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera.”

Jednak dokładnie coś przeciwnego głosi nam Sobór Watykański II. W „Dekrecie o ekumenizmie” czytamy: „Ponieważ dziś w bardzo wielu stronach świata pod tchnieniem łaski Ducha Św. czyni się tyle wysiłków przez modlitwę, słowo i działalność, by przybliżyć się do tej pełni jedności […] obecny Sobór święty zachęca wszystkich wiernych Kościoła katolickiego, by rozeznając znaki czasu pilnie uczestniczyli w dziele ekumenicznym. Przez „Ruch ekumeniczny” rozumie się działalność oraz przedsięwzięcia zmierzające do jedności chrześcijan, zależnie od różnych potrzeb Kościoła i warunków chwili, jak np.: najpierw wszelkie wysiłki celem usunięcia słów, opinii i czynów, które by w świetle sprawiedliwości i prawdy nie odpowiadały rzeczywistemu stanowi braci odłączonych, a stąd utrudniały wzajemne stosunki z nimi, następnie „dialog” podjęty między odpowiednio wykształconymi rzeczoznawcami na zebraniach chrześcijan z różnych Kościołów czy Wspólnot, zorganizowanych w duchu religijnym, w czasie którego to dialogu każdy wyjaśnia głębiej naukę swej Wspólnoty i podaje przejrzyście jej znamienne rysy”. Przecież to jest dokładnie zaprzeczeniem słów Piusa XI. Takich przykładów jak ten powyższy można by oczywiście mnożyć. Nie czas i miejsce, aby omawiać tu teraz wszystkie po kolei. Chciałem jedynie pokazać, że rzeczywiście, między tradycyjnym nauczaniem Kościoła katolickiego, a nauczaniem soborowym, istnieje znacząca różnica, i że jest to wyraźna sprzeczność. A w logice, która jest postawą rozumowego pojęcia Wiary, jak naucza Św. Tomasz z Akwinu, Anielski Doktor Kościoła, nie może być sprzeczności. Pytanie jednak, czy Wiara może się zmienić? Zastanówmy się najpierw czym jest Wiara. Zgodnie z definicją, jaką znaleźć można chociażby w Katechizmie katolickim: „Wiara jest cnotą nadprzyrodzoną, uznaniem za Prawdę tego co Bóg Objawił a co Kościół Święty naucza.” Wiara jest więc aktem rozumu i woli. Nie jest ona w żadnym razie „uczuciem” jak twierdzą moderniści. Wiara jest związana z Prawdą, jest uznaniem tej Prawdy (którą jest sam Chrystus, i Jego nauka), a Prawda jest z reguły swej niezmienną. Wiara jest więc również niezmienna. Inaczej jest jednak w przypadku modernistycznego pojęcia Wiary (modernizm jest to inaczej „postępowy katolicyzm”, jest to doktryna uroczyście potępiona przez Św. Papieża Piusa X). Wiara u modernistów nie jest już niezmienna, a zmienia się nieustannie wraz ze sposobem myślenia i życia ludzi. Wg. nich, od początków świata człowiek był obdarzony „pragnieniem i poczuciem Boga”, i dlatego rozwijał w sobie religijność, która później ewoluowała, aż do czasów nam współczesnych. Moderniści więc de facto odrzucają w praktyce fakt historycznego, Boskiego Objawienia, najpierw w Starym Testamencie, a potem w Osobie Jezusa Chrystusa – Syna Bożego. I dlatego, zgodnie z ich sposobem myślenia, wszystko czego naucza Kościół, może się w każdej chwili zmienić, bowiem nic nie jest nieomylne i wieczne… Jest to jednak herezja.

Taki właśnie jest duch Soboru Watykańskiego II – jest to duch zerwania z tym, czego zawsze nauczał Kościół, a co jasno wynika z Pisma Św. i Tradycji. Dlatego już w czasie trwania soboru, zaczęły pojawiać się głosy sprzeciwu, przeciwko zmianom które miały nastąpić. Mimo iż początkowo nie były one zbyt widoczne, to jednak byli biskupi, którzy od samego początku sprzeciwiali się zmianom. Należy tu wymienić grupę konserwatywnych Ojców Soborowych, na której czele stał francuski Arcybiskup – Marcel Lefebvre. Grupa ta wspierana była przez wielu wybitnych kardynałów, wśród których wymienić należy nazwiska takie jak Giuseppe Kard. Siri, Alfredo Kard. Ottaviani, czy Antonio Kard. Bacci. Dwóch ostatnich podpisało się kilka lat później pod „Krótką analizą krytyczną novus ordo missae”, o której wspomniałem już w artykule nt. Mszy Św. Bezpośrednim zaś Autorem samej analizy był francuski Dominikanin, o. Guérard des Lauriers OP, wybitny teolog, wykładowca na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie, współtwórca tekstu Dogmatu o Wniebowzięciu NMP, ustanowionego w 1950 r. przez Papieża Piusa XII. Pierwsze reakcje dotyczyły omówionych przeze mnie kwestii doktrynalnych, m.in. były to liczne protesty i skargi Abp. Lefebvra, czy też innych biskupów i kardynałów z grupy konserwatywnej, odnośnie dokumentów soborowych, które niestety nie przyniosły żadnych skutków. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że podczas obrad wyłączano tym biskupom mikrofon, i nie dano im w ogóle dojść do głosu… Tak było przez cały czas trwania soboru, sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej po śmierci Jana XXIII, i wyborze kard. Montiniego (Paweł VI), który znany był ze swojego skrajnego (jak na tamte czasy) liberalizmu. Jeszcze w trakcie trwania soboru, w 1965 r. pierwsze zmiany wkradły się do rytu Mszy, który został ogołocony z kilku „niepotrzebnych” modlitw. Wprowadzono też (wtedy jeszcze tylko jako możliwość) odprawianie Mszy na ołtarzu, obróconym „przodem do ludu”, który niedługo później przybrać miał formę protestanckiego stołu… Sobór zakończył się w roku 1965, wtedy to Paweł VI podpisał wszystkie jego dokumenty, które zaczęły obowiązywać w „Kościele Soborowym” (jak sam określił go Paweł VI). Pytanie, czy „Kościół Soborowy”, a Kościół katolicki, to nadal jeden i ten sam Kościół? W 1967 r. przedstawiono tzw. „missa normativa” (msza normatywna) czyli pierwszy projekt Novus Ordo. Spotkało się to z ogromnym sprzeciwem większości biskupów, którzy zarzucili temu projektowi całkowite odejście od katolickiej teologii Mszy, i neo-protestantyzm. Dwa lata później, w 1969 roku, Novus Ordo Missae (nowy ryt mszy, NOM) zostało wprowadzone oficjalnie przez Pawła VI jako obowiązujące.

I ten moment należy uznać za zdecydowany początek ogólnoświatowego sprzeciwu wobec Soboru Watykańskiego II, „[Po]soborowego Kościoła”, i wszelkim zmianom, jakie wówczas zachodziły. Na całym świecie zaczęły wyrastać „jak grzyby po deszczu”, liczne grupki wiernych, którzy chcieli zachować starą Mszę. Msza była zdecydowanie głównym przedmiotem sporu. Ale nie jedynym, wierni, a szczególnie kapłani i biskupi, byli przerażeni tym co dzieje się z katolicką Wiarą. Abp. Lefevbre początkowo nie czół się na siłach, chciał się wycofać, zrezygnował ze wszystkich pełnionych funkcji, i pragnął dożyć spokojnej starości, w domu zakonnym w Rzymie. Jednak nie taki los pisała mu Opatrzność… Już w 1969 roku zwrócili się do niego pierwsi księża i wierni, prosząc go o duchową opiekę, wsparcie, i możliwość zachowania tradycyjnej liturgii i sakramentów. Arcybiskup początkowo niechętnie, ale zgodził się. I takie były początki powstania Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X (FSSPX). Bractwo zostało oficjalnie erygowane przez lokalnego biskupa w roku 1970, na okres próbny sześciu lat. Wkrótce powstało pierwsze na świecie, po Vaticanum II, seminarium duchowne, mające na celu kształcić kleryków w duchu tradycyjnego, rzymskiego katolicyzmu. Co by nie mówić o FSSPX, mimo iż spotyka się ono z częstą krytyką, czy to ze strony modernistów, czy ze strony ultramontanistów (czym jest ultramontanizm, kogo mam na myśli, i dlaczego użyłem właśnie tego sformułowania, to temat na osobny, i to bardzo długi artykuł…), to nikt nie odmówi mu prawa do bycia największą tego typu organizacją w skali świata, która kiedykolwiek powstała. Największą pod względem ilości wiernych, kapłanów, oraz kościołów i kaplic, rozsianych po całym świecie, na wszystkich kontynentach, w kilkudziesięciu krajach świata. Bractwo prowadzi obecnie siedem seminariów duchownych (W Ameryce Północnej i Południowej, trzy w Europie, w Australii i na Filipinach), kilkaset szkół podstawowych i średnich, uniwersytety, kilkadziesiąt innych placówek o różnorakim charakterze, kilka zakonów męskich jak i żeńskich… Żaden inny instytut kapłański, czy to będący pod oficjalnym zwierzchnictwem „Kościoła Soborowego” (jak np. Bractwo Kapłańskie Św. Piotra, Instytut Dobrego Pasterza, czy też Instytut Chrystusa Króla), jak i też stowarzyszenia opcji sedewakantystycznej (Np. Instytut Matki Boskiej Dobrej Rady, Stowarzyszenie Maryi Niepokalanej Królowej, czy Bractwo Kapłańskie Św. Piusa V), nie mogą poszczycić się aż takim rozwojem. Oczywiście nie ilość jest ważna, a przede wszystkim jakość, jednak co by nie powiedzieć, to większość kapłanów, którzy zakładali wszystkie wymienione przeze mnie wyżej stowarzyszenia, pochodziło z Bractwa Św. Piusa X, i byli wyświęceni w większości przez Abp. Lefebvra.

Poza FSSPX istniały także i inne ruchy, oraz inni biskupi czy kapłani, którzy od samego początku, często jeszcze wcześniej niż Abp. Levebfre, prowadzili otwartą walkę z modernizmem. Wymienić tu należy, wspomnianego już przeze mnie o. Guérarda des Lauriers OP, który z powodu swojego ostrego sprzeciwu wobec reform Vaticanum II, musiał opuścić Uniwersytet Laterański. Nawiązał wówczas współpracę z Abp. Lefebvrem, i był jednym z pierwszych wykładowców nowo powstałego seminarium duchownego w Econe w Szwajcarii. Jednakże o. des Lauriers miał nieco inne spojrzenie teologiczne w kwestie sytuacji „Kościoła Soborowego” niż Arcybiskup. Otóż Ojciec Guérard uważał, że niemożliwym jest, aby Papież mógł popaść w błąd w sprawach Wiary i moralności, gdyż zgodnie z Dogmatem Soboru Watykańskiego I, jest przecież nieomylny. Dlatego wysunął on wniosek teologiczny, że ktoś, kto jest de facto heretykiem, nie mógł nigdy zostać ważnie Papieżem, gdyż oznaczało by to zaprzeczenie słów Chrystusa („Ty jesteś Opoka, i na tej Opoce zbuduję Kościół mój”) i samej istoty Kościoła, dlatego jest on co prawda ważnie wybrany na urząd Papieski, ale go nie obejmuje, dopóki nie usunie widzialnej przeszkody w postaci błędnego nauczania jakie głosi. Wtedy dopiero będzie mógł w ważny sposób objąć urząd. Jego sytuację można więc porównać w pewien sposób do Prezydenta Elekta, który z jakiegoś powodu nie może złożyć ślubowania, i tym samym objąć swego urzędu… Niestety, Abp. Lefebvra nie podzielał tego toku myślenia, uważał go za zbyt daleko posunięty, i dał ultimatum o. des Lauriers, że albo przestanie propagować tę tezę, albo będzie musiał opuścić seminarium… Historia więc się powtórzyła, i tym razem o. Guérard musiał znowu opuścić swoje stanowisko, w roku 1977. Nawiązał wtedy kontakt z innym biskupem z grupy konserwatywnej, arcybiskupem Huế (Prymasem Wietnamu) – Pierre Martinem Thục’iem. Abp. Thuc był jednym z kilku hierarchów rzymskokatolickich, którzy w latach 70. XX wieku otwarcie sprzeciwili się postanowieniom Soboru Watykańskiego II. Był on zwolennikiem tezy tzw. sedewakantyzmu, tzn. „pusto tronia” (wakatu Stolicy Apostolskiej od 1958 r. – czyli od śmierci Piusa XII). Mimo jego barwnego, i zarazem miejscami kontrowersyjnego życiorysu, pełnego różnego rodzaju wahań, i zmian, był on bez wątpienia kluczową postacią dla całego ruchu współczesnej Kontrreformacji. To on wyświęcił najwięcej katolickich („tradycjonalistycznych”) biskupów po Vaticanum II. Choć przyznać należy, że niektóre dokonane przez niego konsekracje biskupie były nieprzemyślane, i zapewne niepotrzebne (jak choćby udzielenie święceń biskupich Clemente Domínguez’owi i grupie z Palmar de Troya w Hiszpanii, która nie długo później założyła sektę [tzw. „Kościół Palmariański”], nie mającą z ruchem Katolickiej Tradycji nic wspólnego… jednakże i tu na usprawiedliwienie Abp. Thuca należy powiedzieć, że skierował ich do niego nie kto inny jak – Abp. Lefebvre…). Jednak ta najważniejsza konsekracja została dokonana w 1981 r. – wtedy to został konsekrowany na biskupa o. Guérard des Lauriers, który później sam wyświęcił kilku biskupów, między innymi swego współbrata w Zakonie, dominikanina, zmarłego niedawno (+16.12.2015) o. Roberta Fidelisa McKenna OP. Dzięki tym święceniom, do dziś jest zachowana linia sukcesji apostolskiej w łączności z „Przedsoborowym Kościołem”.

Poza Abp. Lefebvrem oraz Abp. Thuc’iem istniało jeszcze dwóch biskupów, których nazwiska należy tu wymienić, a mianowicie – Bp. Alfredo Mendez Gonzalez, amerykański duchowny, biskup diecezji Arecibo w latach 1960-1974, oraz Bp. Antoni de Castro Mayer – biskup diecezji Campos w Brazylii – Diecezji na Wygnaniu. Obydwoje byli opcji sedewakantystycznej, aczkolwiek bp. de Castro Mayer współpracował do końca swojego życia z Abp. Marcelem Lefebvrem, i był jego najwierniejszym przyjacielem. Jego diecezja, diecezja Campos, była ewenementem w skali całego świata, była to jedyna diecezja, w której zdecydowana większość kapłanów, poszła za swym pasterzem, stawiając opór modernistom, i niestety będąc zmuszonym do opuszczenia swych kościołów, i urządzania prowizorycznych kaplic. Była to jednak jedyna taka diecezja na świecie, gdzie opór był tak masowy. Poza tym, podobne sytuacje , choć już nie na tak dużą skalę, miały miejsce tylko w Meksyku, gdzie w niektórych prowincjach, szczególnie tych, gdzie obywały się kilkadziesiąt lat wcześniej walki Cristeros, i gdzie Kontrrewolucjoniści byli zawsze w większości… Bp. Antoni nie był jednak nigdy członkiem FSSPX, podobnie jak jego księża. Po opuszczeniu stanowiska ordynariusza diecezji, w 1982 roku założył Bractwo Kapłańskie Św. Jana Marii Vianneya (które istniało, niestety, tylko do 2002 roku). Od 1983 roku Bractwo prowadziło seminarium duchowne w Campos oraz placówki duszpasterskie w Brazylii. Stało się ono głównym miejscem oporu i kształtowania się opozycji przeciw rewolucji Vaticanum II w Ameryce Południowej. Bp. Antoni de Castro Mayer w czerwcu 1988 r. w Econe w Szwajcarii konsekrował wraz z Abp. Lefebvrem czterech biskupów – księży FSSPX, w celu zachowania ciągłości swej linii sukcesyjnej, i zapewnienia Bractwu św. Piusa X oraz św. Jana M. Vianneya dostępu do sakramentów. Był to akt rzekomej schizmy, jednakże, jak słusznie zauważył wówczas Abp. Lefebvre – „To nie my jesteśmy w schizmie, lecz Soborowy Kościół”. W związku z tym aktem na wszystkich sześciu biskupów została nałożona rzekoma ekskomunika. Nie będę tu teraz wyjaśniał czy była ona ważna czy też nie, bo nie jest to przedmiotem niniejszego tekstu… Konsekracja biskupia była konieczna, aby setki tysięcy katolików na świecie miało dostęp do ważnych, i godnie sprawowanych sakramentów… Prawo kanoniczne mówi, że „Najwyższym prawem jest zbawienie dusz”. I tą zasadą kierował się zapewne Abp. Lefebvre i Bp. de Castro Mayer. Arcybiskup Lefebvre umarł 25 marca 1991 roku, a dokładnie miesiąc później zmarł Bp. de Castro Mayer, zaś jego następcą na stanowisku przełożonego FSSJV został wybrany ks. Licinio Rangel, który w lipcu 1991 roku został konsekrowany na biskupa przez trzech biskupów FSSPX. W 2001 roku Bp. Rangel pojednał się z modernistycznym Rzymem, a w 2002 roku Bractwo Św. Jana. M. Vianneya zostało oficjalnie rozwiązane… W tym samym roku wraz z kardynałem Darío Castrillón Hoyosem i arcybiskupem Alano Maria Pena współkonsekrował w starym, łacińskim rycie swojego koadiutora Fernando Arêas Rifana. Kilka miesięcy później zmarł wskutek nieuleczalnej choroby nowotworowej. Bp. Rifan jest obecnie jedynym czynnym biskupem posiadającym oficjalny mandat Watykanu, wyświęconym w starym rycie.

Po konsekracjach w Econe z FSSPX wielokrotnie występowało wielu kapłanów, którzy za zgodą Soborowego Rzymu zakładali liczne stowarzyszenia kapłańskie, w których mogli odprawiać nadal starą łacińską Mszę. Oczywiście na tym się kończyło. Musieli oni zaakceptować nauczanie Vaticanum II, i nie mieli prawa do żadnej jego krytyki. Musieli więc oni de facto sami stać się sami modernistami… W ten sposób powstały wymienione już przeze mnie Bractwo św. Piotra, Instytut Dobrego Pasterza, Chrystusa Króla itp. Sytuacja ta szczególnie rozwinęła się za pontyfikatu Benedykta XVI, wraz z jego mottu proprio Summorum Pontificum. Od tej pory (przynajmniej teoretycznie) każdy ksiądz katolicki może odprawiać Mszę wg. starego rytu (w praktyce jest oczywiście inaczej). Problemem jest jednak fakt, że ci księża są zazwyczaj modernistami, nie różniącymi się za bardzo od swoich kolegów z parafii czy z diecezji, fascynującymi się tylko trochę tradycyjną liturgią, nie mają oni niestety tradycyjnej formacji seminaryjnej, więc ich wiedza teologiczna czy filozoficzna jest bardzo wątpliwa, wątpliwe są również ich święcenia kapłańskie, ze względu to nowe, pozmienianie ryty święceń kapłańskich oraz biskupich, co do których wątpliwości miał nawet Abp. Lefebvre… To wszystko powoduje, że lepiej unikać tego typu miejsc, gdyż jest to pułapka, jaką „Soborowy Kościół” zastawił na „tradycjonalistów”. To coś w stylu PiS-u i ogólnie pojętej prawicy… Na pierwszy rzut oka wygląda fajnie, ale jak się przyjrzeć z bliska i dokładnie to widać tylko pustkę i próżnię, nie wypełnioną żadną, autentyczną treścią…

Obecnie na świecie żyje kilkudziesięciu biskupów, oraz kilkuset księży, którzy zachowali katolicką Wiarę w jej integralnej, czystej postaci, oraz tradycyjną, „przedsoborową” liturgię, stanowczo sprzeciwiając się wszelkim reformom Vaticanum II. Bractwo św. Piusa X ma obecnie trzech biskupów, jeden z wyświęconych przez Marcelego Lefebvra w ’88 r. wystąpił z FSSPX w roku 2012, i wyświęcił rok temu (marzec 2015) kolejnego biskupa. Żyje też Bp. Rifan, co daje w sumie 6 biskupów z linii Abp. Lefebra i Bp. de Castro Mayer’a. Z linii Abp. Thuca żyje obecnie w sumie kilkudziesięciu biskupów, w tym z całą pewnością w Kościele katolickim pozostaje ponad 20, którzy są opcji sedewakantystycznej. Na świecie prowadzą oni również liczne kościoły, kaplice, szkoły i seminaria duchowne, jednak głównie na kontynencie Amerykańskim (USA i Meksyk). W Europie, we Włoszech i Francji działa Instutut Matki Boskiej Dobrej Rady (IMBC), z Bp. Gerardem Stouverem. W USA największy apostolat prowadzą biskupi Danald Sanborn i Daniel Dolan, oraz Bp. Mark Pivarunas, który prowadzi Stowarzyszenie Maryi Niepokalanej Królowej. Poza tym działa bardzo dużo mniejszych struktur, jak również tradycyjne klasztory, będące pod opieką biskupów lub księży, oraz wielu księży niezależnych, prowadzących swój apostolat po całym świecie.

W Polsce Bractwo św. Piusa X działa od 1994 roku. Od 1995 roku istnieje przeorat FSSPX w Warszawie. Pierwszym przełożonym bractwa w Polsce był ks. Karol Stehlin. Obecnie istnieją 3 przeoraty, dom rekolekcyjny, szkoła podstawowa oraz gimnazjum i liceum, do którego miałem okazję uczęszczać. Poza tym bractwo prowadzi w Polsce kilkanaście kaplic we większości województw. Apostolat opcji sedewakantystycznej rozpoczął się w Polsce dokładnie 10 lat tamu, 2 lutego 2006 roku, wraz z odejściem z FSSPX ks. Rafała Trytka, znanego w naszym środowisku głównie ze słynnej wypowiedzi nt. palenia pedałów na stosach, na Rynku w Krakowie, podczas marszu zorganizowanego przez ówczesny NOP. Ks. Rafał Trytek już od dziesięciu lat prowadzi bezkompromisowy, katolicki apostolat w Polsce.

Jest to praca niełatwa, gdyż musi prowadzić ją praktycznie samodzielnie, od postaw, bez żadnego innego kapłana, który mógłby go wspomóc. Ks. Rafał praktycznie od początku swej pracy współpracuje z amerykańskim biskupem Donaldem Sanbornem. Bp. Sanborn odwiedził naszą Ojczyznę już kilkakrotnie, ostatnio w 2014 roku.

Ktoś zastanawia się pewnie, dlaczego tak wiele na ten temat napisałem, po co? Otóż uważam, że jest niezbędne, aby każdy, kto uważa się za Polaka i Narodowca, zapoznał się przynajmniej pobieżnie z tę tematyką, która dla wielu jest, niestety, całkowicie obca. Niezależnie czy ktoś zgadza się z moimi opiniami i wnioskami, jakie zawarłem w tym tekście (a z których chyba dość jasno wynika, z jaką opcją jest mi najbliżej), każdy powinien moim zdaniem cokolwiek o tym wiedzieć, gdyż Religia nie jest sprawą drugorzędną w naszej działalności, ale jest jej podstawą, fundamentem. Jak mówił Roman Dmowski, „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu.”. Żyjemy w czasach, które są bez wątpienia okresem największego kryzysu Wiary i moralności w dziejach Kościoła i świata… Nikt w to chyba nie wątpi. Ważne, czy będziemy potrafili wyciągnąć z tej sytuacji prawidłowe wnioski, i nie pójść za światem, i „Soborowym Kościołem”, który nie podąża w prawidłowym kierunku, tylko jak zwykle, pod prąd, przeciwko wszystkim! Niech więc my przynajmniej będziemy przykładem Wiary Katolickiej, takiej, jak już kiedyś pisałem, jaką wyznawali zawsze nasi dziadowie i pradziadowie. „Wielki Naród (…) musi nieść wysoko Sztandar swej Wiary. Musi go nosić tym wyżej w chwilach, w których władze jego państwa nie noszą go dość wysoko, i musi dzierżyć tym mocniej, im wyraźniejsze są dążności do wytrąceniu mu go z ręki…” – to też słowa Romana Dmowskiego. Oby były one dla nas zawsze drogowskazem! Bo Polska musi być Wielka, ale musi być także Katolicka!