Cytaty

"Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego... i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa"
ks. Coache

„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
_________________________________________________

czwartek, 21 stycznia 2016

Michał Mikłaszewski: W 223. rocznicę zgilotynowania Ludwika XVI

 

21 stycznia 1793 na Placu Rewolucji w Paryżu, po sfingowanym przez rewolucjonistów procesie, został stracony Król Francji Ludwik XVI. Mimo iż po zwycięstwie rewolucji, 10 sierpnia 1792 roku liczba zwolenników śmierci Króla była niewielka, mimo że nawet 15 stycznia, w czasie głosowania nad karą, tylko niewiele ponad połowa głosujących była za karą śmierci… Król jednak został zamordowany. Poniósł śmierć męczeńską tak samo, jak bardzo wielu katolickich duchownych czy zwykłych świeckich, tak jak większość francuskiej elity, arystokracji i ziemiaństwa, ale i chłopstwa, za Wiarę w Boga, za Kościół katolicki, za Stary Ład, za starą, chrześcijańską Europę.

Czym była bowiem tzw. rewolucja francuska, którą powinno się raczej określać mianem „antyfrancuskiej”? Czy była ona, jak to się dziś często próbuje nam wmówić, oddolnym odzewem „uciemiężonego” Narodu Francuskiego? Czy była ona ruchem wolnościowym, niepodległościowym, patriotycznym, narodowym, jak to się często obecnie przedstawia? Czy hasła, które niosła ona na swych sztandarach - „Wolność, Równość i Braterstwo” rzeczywiście przedstawiały jej prawdziwego ducha? Czy nie były raczej one zwykłym, pustym, fałszywym sloganem, mającym porwać otumanione masy?

W rzeczywistości bowiem rewolucja ta była największym w historii ciosem zadanym Narodowi Francuskiemu, ciosem, po którym ten Naród nigdy już w pełni się nie podniósł i aż do dziś pozostaje w stagnacji i letargu, będąc ostoją liberalizmu, wszelkich „oświeceniowych” idei i nowoczesnych trendów… Dziś widzimy największy upadek Francji, która zalewana masowo jest przez islamskich imigrantów. I to właśnie jest skutkiem tego, co wydarzyło się przed 223 laty. Jest to skutkiem liberalizmu, czyli fałszywie pojmowanej wolności. Czym jest bowiem wolność? Prawdziwa wolność, rozumiana zgodnie z etyką chrześcijańską, jest wolną wolą człowieka, który jest jednak powołany do tego, by czynić dobro. Dlatego człowiek ma prawo tylko do czynienia tego, co jest dobre. Jeśli czyni coś, co jest złe, narusza Prawo Boże – przyrodzone i nadprzyrodzone, narusza tym samym daną mu przez Boga wolność. I spotkać go musi za to kara albo w tym, albo w przyszłym życiu… Wolność jest więc odpowiedzialnością. Nie jest jednak moralnym prawem do robienia wszystkiego, cokolwiek się komu żywnie podoba. Tak głoszą liberałowie. Pojmują oni wolność fałszywie, w myśl zasady „róbta, co chceta”. To jednak nie jest prawdziwa wolność. Gdyby każdy mógł robić wszystko, co tylko chce, jak wyglądałby świat? Jak wyglądałby porządek publiczny, jak wyglądałoby jakiekolwiek prawo? To jest zwykła anarchia… Właśnie tak pojmowana „wolność” przyświecała jednak ideowym twórcom „rewolucji francuskiej”… Nienawidzili oni Kościoła katolickiego, nienawidzili oni Starego, Europejskiego Ładu, właśnie dlatego, że hamował on ich „wolność”… Liberalizm jest więc buntem, buntem przeciwko wszelkiemu ustanowionemu porządkowi. A bunt jest dziełem diabelskim. Było to oczywiście podsycane przez wszelkiego rodzaju ruchy masońskie, wolnomularskie, popularne w okresie tzw. oświecenia (był to jednak raczej okres największej ciemnoty w dziejach ludzkości…), które głosiły te same postulaty. To właśnie masoneria była przede wszystkim odpowiedzialna za wywołanie tej ruchawki, która doprowadziła do całkowitego moralnego, religijnego i narodowego upadku Francji, niegdyś nazywanej „najwierniejszą córą Kościoła”. Tego samego ducha widać zresztą do dziś we Francji, która nie odebrała nawet należytej lekcji z ostatnich wydarzeń w Paryżu i wciąż tkwi w błędach liberalizmu. Jeśli się to nie zmieni, to za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat Francja skończy jako islamski kalifat. Będzie to jednak tylko i wyłącznie na jej własne życzenie…

Podobnie jest też z fałszywie pojmowaną „równością”. Ludzie równi są bowiem zasadniczo tylko przed Bogiem. Na ziemi panuje pewien naturalny ład, pewna hierarchia. W podstawowej komórce społecznej – Rodzinie – mamy ojca, który zazwyczaj jest głową rodziny. Podobnie w organizacji, mamy władze, mamy przełożonych, którym musimy być posłuszni. Podobnie jest w wojsku, w Państwie, w Kościele. Jednym słowem – wszędzie. Tak jest ten świat ułożony, tak było zawsze i tak też zawsze będzie. Jest to naturalne. Hierarchia jest bowiem niezbędnie potrzebna, aby ten świat mógł normalnie funkcjonować, aby panował porządek, aby każdy znał swoje miejsce, wiedział, co do niego należy, jakie ma prawa i obowiązki, co ma robić, aby należycie je wypełnić. Bez tego panowałaby anarchia. Widzimy tu podobieństwo do głoszonej przez liberałów fałszywie pojmowanej „wolności”. W obu tych pojęciach chodzi właściwie o to samo – aby człowiek nie miał żadnych ograniczeń, aby mógł robić, co mu się żywnie podoba… W konsekwencji prowadzi to do upadku Narodów, do całkowitej degradacji społeczeństwa, które pozostawione samo sobie, bez żadnej władzy, bez żadnych praw, nie wie, co ma robić i powoli ulega całkowitemu rozkładowi… Jest to więc działanie antynarodowe, na szkodę Narodu. A jak wiemy, prawdziwy, rozumiany zgodnie z prawym porządkiem chrześcijańskiego miłosierdzia Nacjonalizm – jest cnotą miłości swego Narodu. A miłość – jest pragnieniem dobra. Jeśli ktoś działa na szkodę Narodu, to zapewne nie chce on jednocześnie jego dobra. Dobro Narodu nie zawsze też musi się zgadzać z wolą jego większości, bo to nie większość jest od tego, aby rządzić, tak jak to ma miejsce w liberalnej demokracji… Pamiętajmy, że większość może łatwo ulegać wpływom i manipulacjom ze strony różnego rodzaju stronnictw, którym wcale na dobru Narodu nie zależy, tak jak to już nieraz miało i ma miejsce w historii, jak i w czasach nam współczesnych.

Co do „braterstwa”, to chyba każdy sam może sobie odpowiedzieć, czy mordowanie własnego Króla, setek wspaniałych synów i córek swego Narodu, duchownych, książąt, arystokratów, ziemian i zwykłych chłopów, wszystkich tych, którzy odważyli się stawić opór tej straszliwej kaźni, opór tym, co burzyli ołtarze i trony, tych, co chcieli zatrzymać jęk gilotyn i próbowali zapewnić powrót monarchii, możemy określić mianem Braterstwa? W końcu sami rewolucjoniści zaczęli mordować się nawzajem, bo jak wiadomo, każda rewolucja pożera na końcu własne dzieci… Czy to właśnie jest Braterstwo? Gdzie brat występuje przeciw bratu? Otóż i tu odpowiedź jest jasna. Oczywiście, że nie. Przelewanie bratniej krwi, krwi swego własnego Narodu, nigdy nie może być nazwane braterstwem… Było to więc fałszywe „braterstwo”, w imię którego „za wolny lud francuski” zabijało się setki tysięcy Francuzów…

Czy przedrewolucyjna Francja była idealna? Oczywiście, że nie. Jak każde państwo w dziejach świata, miała ona swoje wady, jak i też zalety. Oczywistym jest, że były potrzebne pewne reformy, którym królowie francuscy byli niechętni. Jednak czy można leczyć ból głowy poprzez jej ścięcie? Jak wykazałem przed chwilą, rewolucja antyfrancuska nie przyniosła właściwie żadnego pożytku, za to szkody, jakie wyrządziła przede wszystkim Francji, ale pośrednio także i całej Europie, a nawet i całemu światu, są wręcz niewyobrażalne… Akt publicznego mordu na Królu, precedens, który w historii świata zdarzał się niezwykle rzadko, a który potem powtórzyli jedynie bolszewicy, mordując rosyjskiego Cara Mikołaja II Romanowa w lipcu 1918 roku, był straszliwą zbrodnią, którą z całą surowością należy potępić. Był on jednak zwieńczeniem, ukoronowaniem „zasług” rewolucji antyfrancuskiej. Takie też jest całe jej wątpliwe dziedzictwo. Jest ono przesiąknięte krwią katolików i rojalistów, poległych w walce za Boga i Króla, za prawdziwą Francję! Jest przesiąknięte krwią Powstańców z Wandei, tych, którzy jako jedyni stanęli w nierównej walce z siłami rewolucjonistów, w obronie Ancien régime.

Jaka może być współczesna recepta dla Francji na powstanie z kolan, wyjście z kryzysu i odnowę duchową, moralną i narodową? Jedyną taką receptą może być powrót do Wiary, do swych korzeni, do swej tradycji, do tych wartości, które przyświecały dawnej, przedrewolucyjnej Francji. Oczywiście nie mówię tutaj, że konieczna jest odbudowa monarchii absolutnej w wyglądzie z XVIII wieku, gdyż jest to po pierwsze we współczesnych czasach całkowicie niewykonalne, po drugie, jak już wspomniałem, tamten system też miał szereg wad, które należało, oczywiście w inny sposób niż zrobiła to rewolucja, zwalczać. Chodzi mi raczej o powrót do tamtego ducha, ducha katolickiego, i prawdziwie Europejskiego. Tylko w taki sposób może przyjść prawdziwe odrodzenie Narodu Francuskiego i całej Białej, Katolickiej Europy!


Michał Mikłaszewski